3 listopad 2019 (niedziela), 12:51:51

Małżeństwo aranżowane i małżeństwo z emocji.

Znalazłem to kiedyś na blogu "Kot w Omanie" prowadzonym przez Agatę Romaniuk (wtedy o tym nie wiedziałem, bo blog nie był podpisany). Znalazłem i pokazałem wielu osobom, wskazując na różnicę pomiędzy małżeństwem aranżowanym a małżeństwem zawieranym z emocji.

Potem blog gdzieś zniknął, potem pojawiła się książka... a ja sobie to zachowuję, bo dalej to dobre jest, i dalej można na tym przykładzie coś pokazać.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Z miłości? To współczuję.

Wściekły czerwcowy upał. Okulary, które zostawiłam na siedzeniu samochodu poparzyły mi nos. Europejskie plastiki nie nadają się do Omanu. Siedzę więc sobie z poparzonym nosem w kolejce do odebrania karty rezydenckiej i rozmawiam z Saliką, siostrą urzędnika magistratu, która ma artystycznie umalowane oko i upierścienione dłonie, i przy której czuję się bladym europejskim kocmołuchem, który w dodatku wygląda w ciąży jak hipopotam. Hipopotam z poparzonym nosem.

- Czy Ty jesteś jedyną żoną mister Grega? - pyta Salika bawiąc się różową motorolą z wysadzaną kamieniami klapką. Nie mogę przestać się zastanawiać czy to prawdziwe kamienie. Na klapce telefonu i na palcach Saliki.

- O, jasne, że tak – odpowiadam z dumą myśląc o moim piegowatym jasnowłosym mężu, którego udało mi się jakimś cudem znaleźć tuż przed trzydziestką.

- Aha. No masz ciężko – wzdycha Salika – jesteś zupełnie sama do tego wszystkiego, tak?

- Co masz na myśli? – przestaję się gapić na jej idealnie pomalowane paznokcie i wypielęgnowane stopy.

- No jak to? Sama jesteś. Zawsze ty musisz z nim sypiać, musisz sama sprzątać, gotować, wysłuchiwać jego problemów w pracy. Wszystkie dzieci musisz sama urodzić. Ciężko masz. A Wasze małżeństwo jest aranżowane czy z miłości?

- Z miłości i… – mówię i już chcę opowiedzieć naszą bądź co bądź romantyczną historię, ale Salika mi przerywa.

- Z miłości? To współczuję. Wiesz, zawsze mi się wydawało to trochę upokarzające, że się musisz biodrami nakręcić, nastarać, żeby cię zauważył, żeby cię chciał. Ile rozczarowań. Wolałabym tego nie przeżywać. Moje małżeństwo zaaranżował ojciec. Wybrałam Faisala, bo pochodzi z dobrej kabili, jest wysoki i barczysty, dobrze zarabia, pracuje w PDO, więc rozumiesz.

Rozumiem. Coś mi to zresztą przypomina. Babcia mojej przyjaciółki z Podlasia zawsze nam powtarzała, że mąż powinien być kędzierzawy, mieć zdrowe zęby i przynajmniej Skodą jeździć. Myślę, że babci Heli bardzo by się Faisal spodobał. Jeździ Nissanem Patrolem, a na zdjęciu spod kumy wystają loki jak nic. Tymczasem Salika nie odpuszcza.

- A jaką pensję Ci płaci mister Greg? – dopytuje się

- No….wiesz – zacukałam się – my mamy wspólne finanse.

Salika kręci głową z dezaprobatą.

- Nie o tym mówię. Ile ty dostajesz dla siebie? Na własne wydatki, których on nie sprawdza?

Milczę, a Salika pyta dalej.

- A ile dostaniesz za syna? Dawniej u nas dostawało się równowartość wagi dziecka w złocie, ale dobre czasy się skończyły. Teraz możesz liczyć może na kolię i bransolety, ale radzę ci to wcześniej ustalić, żebyś nie była zdziwiona. – poucza mnie.

Siedzę cicho i zastanawiam się jak wymusić na mężu przynajmniej kwiaty. Bo na kolię raczej nie a co liczyć, a na drugą żonę, która mogłaby mnie trochę odciążyć, to chyba nie jestem całkiem gotowa.

 Zachowuję, licząc na to, że autorka nie będzie mnie ścigać. 


Kategorie: _blog, małżeństwo


Słowa kluczowe: kot w omanie, fajsal, salika, oman, małżeństwo aranżowane


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę

Disclaimers :-) bo w stopce coś wyglądającego mądrze można napisać. Wszystkie powyższe notatki są moim © wymysłem i jako takie związane są ze mną. Ale są też materiały obce, które tu przechowuję lub cytuje ze względu na ich dobrą jakość, na inspiracje, bądź ilustracje prezentowanego lub omawianego tematu. Jeżeli coś narusza czyjeś prawa - proszę o sygnał abym mógł czym prędzej naprawić błąd i naruszeń zaniechać.