Notki z roku 2005 i miesiaca numer 1


1 stycznia 2005 (sobota), 11:50:50

Szczęśliwego Nowego Roku Podatkowego

W zasadzie nic się nie zmieniło, więc moja notka z przed roku dalej jest aktualnia z dokładnością, że zapominamy o 1999.

Link: Do czego służy Nowy Rok


Kategorie: , _blog


Słowa kluczowe: podatki, nowy rok, prawo


Komentarze: (2)

jayin, January 3, 2005 10:17 Skomentuj komentarz


Nowy Rok służy do.
Jak się dowiem, to skomentuję obszerniej. Na razie jestem w fazie testów noworocznych.

falista, January 2, 2005 11:07 Skomentuj komentarz


polecam uważniejszą lekturę Ordynacji Podatkowej oraz ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych ... możesz zapomnieć o 1998 roku.
Skomentuj notkę
3 stycznia 2005 (poniedziałek), 18:26:26

Dualizm kapitalizmu i bezrobocia

1. Dualizm

Albert Einstein na początku ubiegłego wieku sformułował zasadę, zapisywaną w postaci równania

E = m c 2

a zasada ta obrazuje dualizm masy i energii jako czynników potrafiących się nawzajem przemieniać. Pewnym dualizmem jest też spojrzenie Schroedingera widzącego w pędzącej cząstce nie cząstkę a probabilistyczną falę. E. Klingman w swym dziele dającym podstawy sztuce tworzenia mikrokomputerów sformułował dualizm, jakoby "dowolny proces programowy można przekształcić na równoważny mu proces sprzętowy i na odwrót" a ja teraz będę próbował zastanowić się, czy kapitał jest w jakiś sposób wymienny na miejsca pracy. Dualizm świata ekonomi w czasach modelu 20:80? Chyba tak.

2. Inspiracja

Przyszła dziś do nas pewna pani z wodociągów aby odpisać stan licznika wody. Odpisała i teraz pewnie będzie można się spodziewać rachunku za wodę. No i dobrze, ale pani powiedziała, że niedługo na ulicy zrobią remont kanalizacji, wymienią wszystkie rury i doprowadzą kabelki, które będą odczytywać stan liczników i ona już nie będzie musiała chodzić odpisywać bo odpisze się samo. Ciekawe czy była świadoma tego co mówi? Przecież to, że nie będzie musiała chodzić odczytywać oznacza dokładnie tyle, że ją zwolnią z roboty!

3. Proste kapitalistyczne myślenie

Jeżeli zainwestuje określony kapitał w nową technologię, redukującą koszty (a to jest jednym z dwóch celów inwestowania) a zwłaszcza znaczne, trudne do kształtowania koszty osobowe to poprawię rentowność i w efekcie uzyskam lepszy zwrot na kapitale.

4. Proste socjologiczne myślenie

Ludzie pozostający w dłuższym czasie bez pracy czują się niepotrzebni, zbędni, poza nawiasem. To wyoutowanie wraz z postępującą pauperyzacją stanowi poważny problem dla całego społeczeństwa.

5. Stacja paliw

W pewnym europejskim kraju (ale nie pamiętam czy chodzi o Holandie czy o coś innego) próba zainstalowania robotów na stacji benzynowej a co za tym idzie znormalizowania korków wlewu paliwa skończyła się burzliwą debatą parlamentarną w wyniku której nie tylko zakazano instalowania takich robotów jak i tez zakazano prowadzenia stacji samoobsługowych. Stwierdzono, że w każdym społeczeństwie jest grupa ludzi potrafiąca w pracy realizować tylko proste zadania i nalewanie benzyny na stacji świetnie się do tego nadaje. W trosce o nich wprowadzono zakaz robotów i zakaz samoobsługi co ma zwiększyć zatrudnienie w sektorze paliwowym. Ciekawy głos w dyskusji.

6. Autostrada

W innym europejskim kraju, gdzie autostrad jest naprawdę sporo prowadzi się w tej chwili badania nad automatycznym kierowanie pojazdów samochodowych. Prace są mocno zaawansowane roboty, autopiloty, komputerokierowcy czy jak tamo to będą zwać radzą sobie świetnie z prowadzeniem wielkiej ciężarówki po autostradzie, niestety głupieją gdy muszą z niej zjechać. Efekty są jednak na tyle zadawalające, że wielkie koncerny logistyczne sponsorują badania, bo przecież jakby tak w miejsce kierowcy posadzić maszyny to koszty transportu radykalnie by spadły, samochody nie miały przestojów, nie było by strajków oraz związków zawodowych, do końca rozprawiono by się z zaszłością jaką jest transport kolejowy.

7. Idealizm

Pamiętam propagandowy film z czasów niemego kina: do pewnej fabryki wprowadzono maszyny i robotnicy mogli sobie całymi dniami tańczyć. Film był produkcji USA co świadczy, że takie utopijne myślenie nie było cechą wyłącznie komunistów. To ja się pytam: gdzie teraz są ci pracodawcy? W fabrykach General Motors wyłącza się światło na hali, bo roboty mogą pracować w ciemności za to przed halami nie widziałem tych sal bankietowych dla robotników, bo ich (znaczy się robotników) tam po prostu  nie było.

8. Inwestycje

Władze moje miasta załatwiły z Unii dofinansowanie na inwestycje w wodociągi i kanalizacje. Teraz lokalny zakład ciesząc się z tych milionów zastanawia się jak to zainwestować. Już na pewno jakiś inżynier cieszy się studiując prospekty firm, które obok rurek proponuję instalację magistrali teleinformatycznej gotowej nie tylko zczytywać liczniki ale też dać nam dostęp do banku, rozrywki, internetu. Cieszy się i swym entuzjazmem zaraża panią odczytywaczkę, która wierzy, że nie będzie musiała już latać po osiedlu odczytywać. Taki system komputerowy to pewnie dużo kosztuje ale praca człowieka też... na pewno się to zwróci, może nie po pięciu ale po dziesięciu latach ale zwróci się na pewno. I tak kapitał przemieni się w bezrobocie tworząc nowy dualizm - dualizm świata 20:80.


Kategorie: globalizacja, ekonomia, _blog


Słowa kluczowe: kapitalizm, bezrobocie, Einstein, dualizm, model 80/20, ekonomia, globalizacja, bezrobocie


Komentarze: (4)

margaux, January 8, 2005 22:48 Skomentuj komentarz


Może pani "odczytywaczka" liczy na bardziej nobilitująca posadę? Zamiast chodzić po osiedlu i odczytywać liczniki zasiądzie na wygodnym fotelu przed nowiutkim komputerem obsługującym nowy system wodno-kanalizacyjny Górnego-Śląska?

khan-goor, January 5, 2005 17:06 Skomentuj komentarz


tak właśnie. postęp oznacza niestety bezrobocie. oczywiście przy założeniu, że "pracownik" się nie nadaje po przekwalifikowania.

p_tutka, January 4, 2005 19:35 Skomentuj komentarz


Ciekawe ile osob zostanie zatrudnionych do obslugi tego systemu.... oraz o ile wiecej zaplaca ludzie za nowe liczniki i wode.

wings, January 4, 2005 10:03 Skomentuj komentarz


wiem, wiem, słyszałam wczoraj w radio o pozyskanych funduszach przez Twoje miasto... tym samym wiem w jakim mieście mieszkasz :)
Skomentuj notkę
5 stycznia 2005 (środa), 21:42:42

Nie będzie "róbta co chceta"!

Czy ja już pisałem o tym, że nie popieram, nie popierałem i nigdy popierać nie będę WOŚP? Nie dałem i nie dam ani złotówki i pomimo wszelkich załadowanych emocjami typu "a co? na chore dzieci nie dasz" ataków na moją osobę do takiej samej postawy zachęcam wszystkich moich znajomych, zwłaszcza tych nadzianych próbujących czasem nawet niemałym głosem uspokoić swoje sumienia.

Nie będzie "róbta co chceta" i koniec!


=[ Dopisek ]============

Inspiracja: przed chwilą przeczytałem o tym jak znajomy podłączając się pod WOŚP zrobił sobie świetną reklame niewielkim kosztem. Jeżeli ma się jakiś medialny produkt to nawet jest to dość proste więc muszę mu teraz podgratulować pomysłu jednocześnie nie dziwiąc się cynizmowi - wszak cynizm jest takim samym narzędziem prowadzenia biznesu jak kapitał, praca najemna czy też produkt.

Wspomnienie: mija właśnie 3 rok od czasu gdy pracowałem dla pewnej korporacji której prezes chcąc zabłysnąć w świetle jupiterów wręczył Owsiakowi na oczach kamer wielki czek. Nie wiem czy czek miał pokrycie, bo po firmie to już śladu nie ma poza nieprzyjemnymi wspomnieniami w pamięci wielu osób.

=[ Link sponsorowany ]============

Jeżeli masz nadmiar gotówki i chcesz dać na dzieciaki to polecam, wejdź sobie na te serwisy - na pewno jest tam jakiś numer konta:
Wierzę, że organizacje te zapewniają dyskrecję dla darczyńców w myśl zasady, że "kiedy dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa".

Kategorie: etyka, _blog


Słowa kluczowe: róbta co chceta, relatywizm, etyka, WOŚP, Jerzy Owsiak, Owsiak


Komentarze: (13)

aga, January 20, 2005 23:21 Skomentuj komentarz


jestem za tym zeby dawac na "Milosc Edukacja Dojrzalosc" i to wszystko co w tej sprawie dodam (znalazlam sie tu przez przypadek szukajac wlasnie linku na ich strone)

w34 -> *.*, January 8, 2005 13:26 Skomentuj komentarz


1) Pytanie L. "dlaczego nie dać na dzieci" sprowokowało mnie do głębszego przemyślenia. Będzie z tego zaraz nowa notka.

2) Jeszcze dla L.:
Dla takiej jak WOŚP działalności robię sobie bilans dobra i zła wytworzonych przez nią. Jest on niestety zdecydowanie ujemny! Mój system wartości bardzo wysoko wycenia prawdę, prawdziwe motywacje oraz szczerość. Życie dzieci też jest wartościowe ale ponieważ w tak niewielkim stopniu zależy ono od ludzi w ocenie działań człowieka wypada słabiej niż prawda.

3) w34 -> Wins.
"... żyją dzięki aparaturze zakupionej przez WOŚP". No coż. Śmiała teza. Nie mnie wyrokować ale ja jako źródło wszelkiego życia widzę Boga i wiem, że on więcej może. Za to zastanawiam się jak wiele popsutych noworodków może trafić do szpitala, albo nawet nie trafą tam przez ludzkie zachowania wynikające z "róbta co chceta". Bóg planował świat bez szpitali.

4) w34 -> kh.
Kapuje. Własne sumienie jest najważniejsze. Tak naucza i Apostoł Paweł (Rz 8) i Święty Tomasz.

5) w34 -> m.
Decydowanie jestem za opcją 3.

margaux, January 7, 2005 13:37 Skomentuj komentarz


Witam!
Całkiem przypadkowo trafiłam na Twego bloga, tak już bywa w necie. Zaintrygowała mnie Twoja pisanina, choć nie zdajduję w niej rzeczy odkrywczych dla siebie.
Twoje zdanie o akcji p. Owsiaka, tj. WOŚP równiez mnie nie powaliło na kolana. W zasadzie mam podobne zdanie i od kilku lat nie uczestniczę w jej zmaganiach. Mało tego, nie włączam tego dnia programu 2 TVP, bo zbiera mi się na mdłości widząc entuzjazm ( może i autentyczny?) pewnej dziennikarki niezmiennie aktywnej w akcjach WOŚP. Staram się nie wychodzić na miasto, by nie natkńąć się na wolontariuszy z puszeczkami i sławetnymi serduszkami. Bolą mnie uszy od ryczącej muzyki (mieszkam w pobliżu rynku dużego miasta) i rokrocznie obiecuję sobie kupno stoperów na tę okoliczność.
Jestem wstrętnym babolem walczącym z nadętym stereotypem Matki Polki. Mamuśka ze mnie kiepska
, i w tym roku nie wyjdę z moim 11-letnim już synem wspomagać tak szlachetny cel jak pomoc dla chorych dzieci. Pozdrawiam!

makowski, January 6, 2005 21:37 Skomentuj komentarz


no dobra. uporządkujmy.
1. cel jest słuszny, choć intencje działających mogą być nie całkiem czyste.
2. cel jest słuszny a intencje są nieważne.
3. istnieją inne, alternatywne metody osiągnięcia tego samego celu.

ja jestem za 3. poglądem.
(a po cichu i za drugą połową 1.)

a alternatywą może być NIE TYLKO darczyństwo; również - a może przede wszystkim - uzdrowienie całej służby zdrowia, reforma systemu podatków, tak, aby były pieniądze na cel ten i inne. itede.

i dlatego (moim zdaniem) Orkiestra jest też zła ? jest (lepszym, czy gorszym, moralnym czy nie - nieważne) plastrem na ropiejącą ranę. coś tam pomaga (może) - ale przyczyn nie rozwiązuje.
a odwraca uwagę. i sprawia, że (niektórzy) pomyślą: już po problemie. Orkiestra zebrała. nie musimy dzialać.
pozdrawiam.

p_tutka, January 6, 2005 17:23 Skomentuj komentarz


Ja kilka lat temu bardzo bylem za WOSP... popieralem i nawet organizowalem zbieranie pieniadzy w szkole. Dzis mam zupelnie odmienne zdanie na ten temat mimo tego ze w "Ksiazeczce Zdrowia Dziecka" znalazla sie ladna kolorowa samoprzylepna naklejka z logo WOSP jako Certyfikat Badania Sluchu u Noworodka.

khan-goor, January 6, 2005 15:20 Skomentuj komentarz


mojego µ ratował inkubator kupiony przez WOŚP. nie byłbym w zgodzie z własnym sumieniem, gdybym nic teraz nie dał...

makowski, January 6, 2005 11:30 Skomentuj komentarz


choć (chyba) z innych pozycji - ale się zgadzam całkowicie.
a to moja notka zdziś rana:
http://www.ooops.pl/blog/index.php?p=729
i link do tej - dodam w update. bo warto.

wings, January 6, 2005 11:01 Skomentuj komentarz


u mnie przegrał "Caritas".. ale na WOSP zapewne kilka groszy wrzucę !!! w szpitalu widziałam kilka noworodków, które żyją właśnie dzięki aparaturze zakupionej przez Orkiestrę...

lilienn, January 6, 2005 01:33 Skomentuj komentarz


hmmmm... dlaczego nie dac na dzieci? co z tego ze inni sobie robia reklame? pieniadze i tak ida na konkretny cel... nie rozumiem

paulina, May 25, 2009 15:25 Skomentuj komentarz


japierdole co wy z tym robta co chceta

anonim, October 17, 2009 16:51 Skomentuj komentarz


Nie możemy tego zostawić
Igor Janke 17-10-2009, ostatnia aktualizacja 17-10-2009 14:08

Z Jerzym Owsiakiem rozmawia Igor Janke

http://www.rp.pl/artykul/378823_Nie_mozemy_tego_zostawic.html

Rz: Kiedyś byłeś postrzegany jako człowiek mówiący młodym ludziom: róbta, co chceta. Róbcie wszystko, co lubicie, jeśli nikomu tym nie szkodzicie. W tym roku byłem pierwszy raz na Przystanku Woodstock i miałem wrażenie, że stałeś się belfrem, który słucha z dzieciakami rocka, ale ciągle poucza: to róbcie, a tego nie.

Jerzy Owsiak: Nigdy „róbta, co chceta” nie znaczyło tego, co mówisz. To był tytuł programu i tyle. Program stał się bardzo popularny, bo puszczaliśmy fajną muzykę. Ale wtedy, 20 lat temu, do głowy mi nie przyszło, że za tym tytułem cokolwiek stoi, jakakolwiek filozofia, którą młodym ludziom chcemy przekazać.

Ale to było spójne z twoim wizerunkiem.

Nigdy nie byłem facetem, który chciał być postrzegany jako anarchista, nihilista albo gość łamiący wszelkiego rodzaju konwenanse. Przeciwnie – wyrosłem na kulturze hippisowskiej, która była bardzo tolerancyjna, miła, serdeczna, prywatkowa, zabawowa, otwarta na wszystkich ludzi. Od początku przekazywaliśmy takie spoiwo: pokazywaliśmy grupę ludzi, którzy fajnie się ze sobą czują. Czy to był Voo Voo, czy spotkania w Jarocinie, czy początek Wielkiej Orkiestry – przekazywaliśmy informację, że działamy razem. Nigdy, nawet przez pół minuty, nie kombinowałem, że mogę być czegoś liderem, że za mną mogą pójść ludzie. Byłem raczej jak Forrest Gump. Odwróciłem się nagle i zobaczyłem: o jasny gwint, tam jest od cholery ludzi, trzeba coś z tym zrobić. Tylko że Forrest Gump wzruszył ramionami i poszedł do siebie. A ja, kiedy dostaliśmy pierwsze pieniądze na Orkiestrę, powiedziałem O cholera, nie możemy tego zostawić. Kiedy kupiliśmy pierwszy sprzęt, też sobie powiedzieliśmy: O cholera, trzeba to jakoś wszystko porządnie zorganizować. Mnie czasem postrzegano tak: ten gość to żyje na luzaka. A ja wcześniej miałem rodzinę, dzieci, martwiłem się o pracę, nie wiedziałem, czy mój program się utrzyma, i myślałem o życiu poważnie. Mnie włożyli w usta, że „róbta, co chceta” to moja filozofia życiowa. W żadnym wypadku. Nigdy tak nie było.

Teraz cały czas mówisz młodym ludziom, co powinni, a czego nie powinni robić.

Wiem, że mnie słuchają. Na początku mówiłem, że chcemy zebrać pieniądze. I okazało się, że wiele tysięcy osób zaczyna zbierać pieniądze. Na Przystanku Woodstock na początku tylko prosiłem, żeby był porządek. Teraz mówię już bez krępacji: Nie możesz leżeć pijany pod sceną. Ostatnio przerwałem koncert i powiedziałem do jakiegoś gościa: Nie bluzgaj, bardzo źle się zachowujesz. Z tej samej sceny mówię do nich: Uczcie się języków. Możesz powiedzieć, że jestem jak belfer, ale ja wiem, na co mogę sobie pozwolić, a na co nie mogę.

Ale ty też bluzgasz.

Ktoś mi powiedział: Nie bluzgaj ze sceny, bo kiedyś mi się zdarzyło. I przyznałem mu rację.

Na Woodstock przyjeżdża prawie pół miliona młodych ludzi. Słucha cię pewnie jeszcze więcej. Czego chcesz ich nauczyć?

Żeby byli odpowiedzialni. Żeby byli odważni odwagą młodego człowieka. Odwagą poznawania.

Odwagą bycia ruchliwym. Odwagą jeżdżenia po świecie, próbowania wielu rzeczy – mam na myśli próby związane z wiedzą. Mówię im, żeby byli pewni siebie tą pewnością, jaką mają ich rówieśnicy z krajów zachodnich, którzy mają poczucie swojej wiedzy, jaka pozwala korzystać z tego, co świat im daje. Mówię do nich: Nie bójcie się zanurzać w politykę. Zakładajcie swoje partie, jeśli wam się nie podobają te, co są. Mówię im: Idźcie na wybory, wybierajcie. Nie wskazuję, kogo mają wybierać. Mówię im o odpowiedzialności. Patrz, co się dzieje u twojego sąsiada. Zobacz, czy tam się nie dzieje jakieś nieszczęście, żeby tobie też coś złego się nie stało. Jeżeli masz 18 lat, masz prawo spożywać alkohol, ale rób to umiarkowanie.

Ale przecież na Woodstocku piją masowo. Miasteczko piwne jest ogromne i zawsze pełne ludzi.

Wiem, że piją masowo, ale jest dużo mniej pijanych niż na pierwszych Przystankach. O narkotykach i alkoholu mówimy z nimi bardzo otwarcie. Ale też współpracujemy z policją. Myśmy nauczyli ludzi czegoś bardzo obywatelskiego, co w polskim społeczeństwie, we wszystkich społeczeństwach wywodzących się z komuny, jest strasznie trudne do uzyskania: współpracy ze służbami porządkowymi. Brakuje mi słowa, bo nie chce powiedzieć, że chodzi o donoszenie. Ale o to chodzi, by donieść na dilera. Donieść na koleżkę, który zaczyna zioło wyciągać. Wprowadziliśmy miejsca na festiwalu wolne od procentów. Jest prohibicja na mocny alkohol. Nie możemy zrezygnować w ogóle z alkoholu, bo zaraz by się zaczęło wielkie podziemie. Wolimy ich uczyć. I dążyć do tego, żeby pili coraz mniej, a robili inne rzeczy. Efekt jest taki, że w tym roku 5 tysięcy osób oddało krew. 2,5 tysiąca litrów krwi w trzy dni! W takim środowisku – wakacyjno-luźno-miłym – jest to fenomen. Uczą się też korzystania z prawa, pierwszej pomocy, ratowania życia. Mówimy im: sprzątajcie po sobie.

Co z ciebie za hippis? Uczysz nie pić, zakazujesz narkotyków, każesz sprzątać po sobie, donieść na dilera i dzwonić do rodziców.

My z kultury hipisowskiej wyciągnęliśmy to, co daje poczucie wolności. Ale jednocześnie uczymy się ze sobą żyć, uśmiechać, pomagać sobie i organizować, tworzyć wspólnotę. To jest coś dobrego.

Wspólnota jest ważna?

Bardzo ważna.

Rodzina?

Bardzo. Jak śpiewali Starsi Panowie: „Rodzina, ach rodzina”.

Owsiak i Starsi Panowie o rodzinie... Może zostaniesz komentatorem konserwatywnej „Rzeczpospolitej”?

Ha, ha, nie, nie...

Bo wiesz, ja też kiedyś hippisowałem...

A widzisz. Mówią: „Hippisi będą łysi”. Nie chodzi o to, byśmy się zachowywali tak jak wtedy, gdy mieliśmy 18 lat. Bo wówczas wyglądalibyśmy śmiesznie. Ja nie próbuję być 18-latkiem. Mam tyle lat, ile mam, zachowuję się tak, jak lubię, i robię to, co chcę robić. Jestem sobą. Jeśli młodzi ludzie kupują mnie z tym wszystkim, to jest wielki sukces. Jeśli oni dobrze się czują na imprezie, którą ja organizuję, to jestem szczęśliwy. Myśmy hippisowsko tych młodych ludzi zgarnęli w sposób cudowny bez żadnego belferskiego podejścia.

Uczysz ich patriotyzmu?

O Jezu, jeszcze jak. Też możesz to nazwać konserwatyzmem.

Ale to nie jest żaden zarzut. Wręcz przeciwnie.

Ja nie chcę takiego konserwatyzmu, jaki chciał wprowadzić pan Giertych. Zmuszając do wszystkiego. To było natychmiast wyśmiane. Trzeba mówić inaczej.

Tak jak w Muzeum Powstania Warszawskiego?

Tak, to świetne miejsce.

Wiesz, że to muzeum zrobili właśnie konserwatyści?

A niech sobie będą, kim chcą. Ja widzę efekt. Mnie tam nikt nic złego nie robi, nikt mi nie mówi, co mam myśleć albo że nie mam tam wstępu, bo się za kolorowo ubieram. Oni stworzyli muzeum według standardów światowych. Ja do tego muzeum zawiozłem wielu gości. Ostatnio był tam książę Jordanii ze swoją żoną. Wyszli wstrząśnięci. Byłem dumny, że pokazałem im to muzeum.

Na czym polega twój patriotyzm?

Ja z mlekiem matki wyssałem miłość do Polski. Pójdę na barykady, jakby coś się działo. Gdy w świecie ktoś coś nawija o Polsce, ja się w to włączam i jestem strasznym chwalipiętą. Nie narzekam, mówiąc o Polsce. Tutaj mój patriotyzm objawia się tym, że od czasu do czasu piszę list otwarty, kiedy jestem na coś zły, kiedy myślę, że Polska sobie wstydu narobi. Ale mój patriotyzm idzie też w tym kierunku, że gdy słyszę Lao Che, który śpiewa o powstaniu warszawskim, to mówię: Panowie, musicie to zaśpiewać na Przystanku Woodstock. I potem, kiedy patrzę na tych wszystkich ludzi, to myślę: słuchają dobrej rockowej muzyki, skaczą, tańczą, świetnie się bawią, ale gdzieś słyszą też przy okazji o Szarych Szeregach, o powstaniu, o bohaterach. Robimy potem z nimi o tym film, robimy program. Moja córka, która ma 20 lat, usłyszała opowieść powstańca i była tym strasznie przejęta. Niektóre nasze święta są niestety niszczone przez kłótnie. Ile kłótni było o 20 lat odzyskania niepodległości?! Ludziom zaczyna się już kołować w głowie. Czy Wałęsa skoczył przez płot czy nie skoczył, za co tego Nobla dostał, czy był agentem, czy za wędkę dostał tego Nobla? Więc na Przystanek zaprosiliśmy Tadeusza Mazowieckiego i Lecha Wałęsę, żeby o tym opowiedzieli. Dyskusja była godna auli uniwersyteckiej!

Czy nie uważasz, że trzeba też uczyć tolerancji i szacunku dla starszych kobiet, które noszą moherowe berety? W mediach pokazują je, często kpiąc albo atakując.

Tak. Jest obśmiech, to prawda. Ale ktoś na to zapracował. Ja mówię o tolerancji otwarcie. Mówię im też ze sceny o tym, że ja się muszę jej uczyć. Czasem mnie ponosi i mnie tej tolerancji brakuje.

Nie powinieneś ich uczyć tolerancji wobec ludzi słuchających Radia Maryja?

Ja uwielbiam śmiech i żart ze wszystkiego. Jeżeli ktoś się ze mnie śmieje, to ja też mam zabawę. Oczywiście boli mnie, kiedy mnie atakują, piszą podłości, zwłaszcza anonimowo. I to samo na pewno przeżywają moherowe berety.

To są tacy sami obywatele Polski jak ci ludzie, którzy przyjeżdżają na Woodstock. A przez dużą część elit są traktowani pogardliwie, zepchnięci na margines.

To są twoje słowa, ja się z tym nie zgadzam. Na tym zepchnięciu na margines zbudowano tę grupę i poprowadzono w stronę skrajnej nietolerancji. Obrazki, które pokazują, jak te panie mówią do ludzi z kamerą w krótkich żołnierskich słowach, co mają robić, świadczą o tym, jak trudna jest jednoznaczna ocena tej grupy Polaków.

Ale wiesz dobrze, że te kamery ich często prowokują. Że ludzie wyśmiewani w mediach potem źle na nie reagują.

Nie, nie. Telewizja Trwam – wielokrotnie widziałem ich w akcji i wiem, jak to działa. Jest zasada: jeśli jesteś dziennikarzem, to masz prawo kręcić wszystko. A oni nie chcą, byśmy ich pokazywali. To się jednak też zmienia. Kiedy teraz mieliśmy finał Orkiestry w Krakowie czy Szczecinie, podeszły do mnie babcie w moherowych beretach i mówią: Jureczku, dziękuję bardzo! Oni mnie też miło traktują.

Ale przyznasz, że w mediach często spotyka je pogarda i kpina.

Media dopuszczają prześmiewców. Moherowe berety łatwo wyśmiać. Kiedy były wybory do parlamentu, to wyszła ta prześmiewczość w Internecie: akcja „Schowaj babci dowód”. W Wielkiej Brytanii śmialiby się z takiego dowcipu. U nas odczytano to jako znacznie coś gorszego. Trzeba to odkręcać.

To zrób akcję „Znajdź babci dowód, weź ją pod rękę i zaprowadź na wybory”.

Można by w ogóle tym babciom pomóc. Ale wiesz, dowód się po to gubi, żeby babcia nie głosowała na tę partię, co jej nie lubimy...

Właśnie. Zarzuca ci się, że masz swoje wyraziste poglądy i je lansujesz. Dlaczego nie uczysz ludzi otwartości na inne poglądy?

Uczę ich.

A jeśli zgłosi się do ciebie organizacja, która chce zorganizować akcję w obronie dzieci nienarodzonych, to wpuścisz ich na Woodstock?

Nie wiem. Decydujemy w grupie. Mamy tę wielką przyjemność dowodzenia i decydowania. Komuś zawsze mówimy: twoja muzyka nie zagra. Pytają nas, dlaczego wybrałem ten zespół, a tego nie. Dlaczego nasza organizacja może w tym brać udział, a ta nie? To jest subiektywny wybór – otwarcie o tym mówimy. Sami oceniamy jakość muzyki, zastanawiamy się, czy jakaś akcja skonfliktuje ludzi czy nie. Mamy regulamin i wiadomo, jak się do nas zgłosić. Odcinamy się od partii politycznych.

Ale są wśród nich organizacje bardzo liberalne.

Inne się nie zgłosiły.

A jeśli się zgłoszą?

Zobaczymy. Dyskutujemy i razem zdecydujemy. Gdyby twórcy tej wystawy obrońców życia, która rozbiła się obok Przystanku, zgłosili się do nas, to bym im powiedział: Mistrzu, nigdy w życiu. Twoja wystawa jest bardzo agresywna i wywołuje skrajne emocje. O problemie możemy porozmawiać, ale nie w ten sposób. Jeżeli chcesz, chętnie zrobimy dyskusję, która nie pokłóci ludzi, ale coś wniesie, i na to jesteśmy otwarci. Ta wystawa wywołuje agresywne reakcje. Ale jeśli mówimy o wystawach, to każdy Przystanek wygląda inaczej, rozwija się, my się zmieniamy. Trzy lata temu pierwszy raz zaprosiliśmy ludzi spoza muzyki. Teraz zaprosiliśmy bohaterów sprzed 20 lat. To jest rozwój. Uczymy ludzi dyskutować.

Zaprosiłeś jednak polityków, którzy w dzisiejszym sporze stoją po jednej stronie. Zaprosiłbyś ludzi z drugiej strony, z innej bajki, konserwatystów?

Wiesz, ja ich mało znam, nie wiem, których warto.

To ja ci podpowiem.

OK, pomyślimy. Jak myślę prawica, to mi się przypomina Macierewicz i jego agresja. Ale my się też uczymy rozmawiać. Zastanawiamy się, jak to zrobić, żeby ludzie słuchali, dyskutowali, ale nie pożarli się. Trzykrotnie wysyłałem listy do ojca Tadeusza Rydzyka z zaproszeniem do dyskusji. Żadnej odpowiedzi. Spotkałem się z Romanem Giertychem, kiedy był ministrem, zapraszałem go na Woodstock. Powiedziałem mu: Panie ministrze, jeśli jest konflikt między uczniami a panem, niech pan przyjdzie i spotka się z nimi. On miał jakiś pomysł na walkę z narkotykami. Tyle że dziwny. Chciał uczyć dzieciaki

patriotyzmu przez pieśni. Dlaczego nie? Niech Polacy śpiewają więcej, nie pieśni biesiadne, tylko patriotyczne. Ale od razu wszyscy mówili, żeby to robić na baczność w sali gimnastycznej. Mówiłem: porozmawiajmy o tym. Ale nie przyjechał. Ja wiem, że gdyby ojciec Tadeusz Rydzyk przyjechał, to też byśmy sobie spokojnie porozmawiali i pewnie wiele rzeczy wyjaśnili.

Tak bardzo jesteś otwarty, że chciałeś dać z baśki każdemu, kto powie złe słowo na Wałęsę.

No dobra, poniosło mnie. To był greps i żart.

Nie powinieneś uczyć młodzieży, że trzeba poznawać prawdę, także przykrą, o naszych przywódcach bohaterach?

Ja nigdy nie powiedziałem, że tej prawdy mamy nie poznawać. Mówiłem o czymś innym. O dzikiej ocenie Lecha Wałęsy, która przechodzi w propozycję odebrania mu Nagrody Nobla.

Ale histeria wybuchła nie po tej propozycji, tylko wtedy, gdy dwaj historycy opublikowali książkę przedstawiającą dokumenty.

A druga strona mówi, że to nie są prawdziwe dokumenty.

Historycy nie mają prawa badać życia Wałęsy?

Mają. Dostęp do dokumentów powinien być powszechny.

Czy ci, którzy urodzili się w wolnej Polsce, mają zupełnie inne doświadczenia, żyją z nowymi technologiami, bardzo się różnią od pokolenia dzisiejszych 40 – 50-latków?

Polska młodzież bardzo wolno się zmienia. To smutna obserwacja. Są bardzo przywiązani do rodziców, do tego, że oni muszą pomagać. Często zachowują się tak jak w PRL. Wielu z nich ciągle oczekuje, że coś dostanie, że to powinno im się dać. Myślałem, że szybciej zaczną być tacy jak na Zachodzie. Nie chodzi mi o system wartości, tylko o samodzielność, pęd do wiedzy, niezależne myślenie. Z tym ciągle nie jest dobrze. Młodzi ludzie słabo biorą swoje sprawy w swoje ręce. Nie są aktywni politycznie.

Myślałem, że twoje obserwacje będą zupełnie inne.

Ale jest też druga strona medalu. Dużo podróżuję po świecie i wszędzie spotykam młodych Polaków. I nie widzę ich w dresach wyczekujących na rogu na robotę, lecz w rozmaitych ciekawych, czasem przedziwnych miejscach. Wielu z nich otwiera własne biznesy, podróżują, znajdują fantastyczne zajęcia. Część z nich już załapała tę wolność i daje sobie z nią radę.

A ci, którzy przyjeżdżają na Woodstock?

Są lepiej ubrani niż kiedyś. W Jarocinie byliśmy wszyscy tak samo umundurowani: flanelowa koszula i kurtka motocyklowa. Znają języki. Jak artysta mówi do nich po angielsku, to rozumieją. W małym palcu mają nowe technologie, ale przez esemesy oduczyli się umiejętności sklecenia dwóch zdań. Są ładniejsi, lepiej odżywieni, lepiej dbają o siebie. Lepiej się bawią, jest w nich mniej agresji, są bardziej serdeczni wobec siebie Zaczynają przyjeżdżać ciekawi młodzi ludzie mający coś do powiedzenia. . Jest lepiej, ale nie tak, jak by mogło być.

Dlaczego ciągle są tak mało samodzielni?

To mnie niepokoi. Myślałem, że po „Solidarności”, po zdobyciu wolności będziemy lepsi. Że ci młodzi ludzie, którzy już wyrośli w wolności, będą inni. A oni nie są tacy, jak byśmy chcieli. Wiem, że są ci mili, którzy pomagają przy Orkiestrze. Ale są też ci, którzy dalej rozwalają stadiony. Gdzie ten pies jest pogrzebany? Edukacja. To jest najważniejsze. Ja jestem ojcem córek: 20- i 30-letniej, i wiem, jak beznadziejny jest system edukacji w Polsce. A edukacja to jest najlepsza inwestycja. I dlatego my też chcemy ich uczyć.

anonim, February 19, 2010 21:15 Skomentuj komentarz


Święto serca czy pieniądza
Krzysztof Świątek 24-01-2010, ostatnia aktualizacja 25-01-2010 07:42

http://www.rp.pl/artykul/83298,424282_Swiatek__Swieto_serca_czy_pieniadza.html

Idea jednorazowej dobroczynności powoduje społeczne szkody. Zaczynamy żyć w świecie ułudy, iż jesteśmy dobrymi ludźmi dzięki temu, że raz na rok wrzucimy do puszki 2 złote – pisze publicysta
Krzysztof Świątek

Zawsze kiedy zaczyna się kwestionować niezwykłą szlachetność akcji Jerzego Owsiaka, pojawia się chór zakrzykujących: "Dzięki sprzętowi kupionemu przez Orkiestrę ratuje się chore dzieci". Tylko czy cel powinien uświęcać środki? A warto też pamiętać, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie jest przedsięwzięciem w 100 proc. charytatywnym. Dobrych kilka milionów złotych każdego roku przeznacza nie tylko na organizację całego finału i funkcjonowanie samej fundacji, ale też na imprezę rockową Przystanek Woodstock.

Pijanych jest mniej

Jeżeli w ubiegłym roku na Przystanku Woodstock zmarł młody mężczyzna, a jako oficjalną przyczynę jego śmierci lekarz podał "niewydolność krążeniowo-oddechową", jeżeli w ubiegłych latach policja zatrzymywała grupy młodych ludzi jadących na tę rockową imprezę z narkotykami, to dystans wielu Polaków do WOŚP staje się zrozumiały. Powstaje pytanie: czy zebranych środków nie można by wykorzystać lepiej, bez przeznaczania ogromnych sum na organizację samych finałów oraz kontrowersyjnej wielkiej biby w lecie, która według pomysłodawców stanowi podziękowanie dla darczyńców, a o której sam Owsiak mówił w "Rzeczpospolitej": "Wiem, że piją masowo, ale jest dużo mniej pijanych niż na pierwszych Przystankach".

"skomentuj na blogu"

Podczas tegorocznego finału na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wpłacono ok. 36 mln zł. Dla porównania – w 2008 roku dzięki cichej, nieroztrąbionej przez media akcji rozprowadzania świec na stoły wigilijne, z której pieniądze przekazywane są na dożywianie dzieci, Caritas zebrał 19 mln zł. A jest to tylko jedna z wielu kampanii społecznych tej organizacji. To dowód na to, że nie trzeba organizować wielkiego happeningu, by skłonić ludzi do dobroczynności.

Podczas finału WOŚP jak zwykle "się działo" – było głośno, hucznie, a także wyjątkowo natarczywie. Grupy młodych atakowały w autobusach, tramwajach, metrze. Ten, kto w dniu finału nie ma przyklejonego czerwonego serduszka, staje się wrogiem chorych dzieci. To, co powinno być spontanicznym darem serca, okazuje się finansowym przymusem. Do tego koncerty i setki ludzi do ich obsługi, happeningi, medialny show.

Ponad milion na Woodstock

Organizacja finału w 2008 roku kosztowała, według sprawozdania finansowego zamieszczonego na stronie internetowej WOŚP, ponad 1,7 mln zł. Wydatki na Przystanek Woodstock pochłonęły dalsze prawie 2 mln zł (dokładnie 1 mln 933 tys. zł). Roczne koszty funkcjonowania samej fundacji wyniosły w 2008 roku ponad 2 mln zł. Już pięć lat temu wiele osób zbulwersowała wypowiedź dyrektora Orkiestry, który podkreślał: "Na 27 mln zł zebranych podczas ostatniego finału tylko 1 mln 200 tys. kosztowało nas zorganizowanie Przystanku Woodstock. Te pieniądze spokojnie otrzymujemy z procentów".

"Ostatni raz dałam na Orkiestrę. Czyli pan Owsiak zarabia poprzez WOŚP na organizację Woodstocku? Fajnie... Szkoda tylko, że ludzie, którzy dają pieniądze na pomoc dzieciom, nie wiedzą, że odsetki z tych środków przeznaczane są nie na dzieci, ale na imprezkę, która kosztuje, bagatela, 1,2 mln złotych. Kpina" – pisała jedna z internautek na portalu Onet.pl.

W 2008 roku owych procentów na Przystanek Woodstock nie wystarczyło, bo z odsetek fundacja uzyskała, według informacji zamieszczonych przez nią samą, niecałe 1,2 mln zł. Oczywiście, każda organizacja, także dobroczynna, potrzebuje ludzi do jej prowadzenia. Ale czy w fundacji charytatywnej musi pracować dwoje specjalistów ds. marketingu i promocji, trzy osoby w biurze prasowym, dwie panie grafik, cztery księgowe, a do tego pan zajmujący się flotą samochodową?

Lokaty i nieruchomości

Jeśli w ostatnim sprawozdaniu finansowym można przeczytać, że wśród aktywów trwałych Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy znajdują się "budynki, lokale i obiekty inżynierii lądowej i wodnej" o wartości ponad 7,6 mln zł, to rodzi się pytanie, czy nadal chodzi o akcję charytatywną, z której pieniądze są natychmiast przekazywane, zgodnie z wiarą darczyńców, na ratowanie chorych dzieci, czy też o duży koncern, który opracowuje gigantyczną kampanię promocyjną i strategię lokowania znaczących funduszy – część na lokatach, część w nieruchomościach, reszta jako rezerwa celowa.

Warto przy okazji obalić jeszcze jeden mit. Że oto dzięki sprzętowi Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy fenomenalnie poprawia się kondycja polskich szpitali i w ogóle służby zdrowia. Wystarczy zestawić dwie liczby: 36 milionów złotych z tegorocznej zbiórki z rocznymi potrzebami Narodowego Funduszu Zdrowia, które wynoszą ok. 50 miliardów złotych. Zakup kilku ambulansów, inkubatorów czy kardiomonitorów w jakiejś mierze pomoże szpitalowi, ale i tak nie uchroni go przed likwidacją, gdy wpadnie w tarapaty finansowe.

Owsiak polityczny

Szkodliwa społecznie wydaje się sama idea jednorazowej, corocznej dobroczynności. Powstaje ułuda, według której dzięki temu, że wrzucamy do puszki 2 złote, stajemy się dobrymi ludźmi, uczestnikami wielkiej charytatywnej wspólnoty serc. A co przez resztę roku? Róbta co chceta? To wykoślawione hasło św. Augustyna, który nawoływał: "Kochaj i rób co chcesz". Ale kochaj nie jeden dzień w roku, ale przez 365 dni. Z pewnością Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy wyzwoliła u wielu pozytywne odruchy serca, ale niektóre aspekty tej akcji wymagają przemyślenia.

Łukasz Warzecha w swoim blogu w Salonie24.pl we wpisie "Na czym polega oszustwo Owsiaka" zwrócił uwagę na środowiska, które wspierają dyrygenta WOŚP: "Mamy do czynienia z często stosowaną metodą tworzenia iluzji pozapolityczności osoby i przedsięwzięcia, które pozapolityczne wcale nie są. Owsiak nie jest osobą "pozaideologiczną", stojącą w jakiś sposób poza sporem politycznym. Przeciwnie – jest osobą o bardzo wyrazistych poglądach, które uzewnętrzniają się od czasu do czasu w postaci zapowiedzi "dawania "z baśki"" tym, którzy ośmielają się badać życiorys Wałęsy, w wypowiedziach na temat Radia Maryja albo w usuwaniu sprzed wejścia na Przystanek Woodstock wystawy antyaborcyjnej".

Według Warzechy Owsiak jest "authority of last resort – kimś, po kogo się sięga w nadzwyczajnych sytuacjach".

Autorytet dla młodych

Jakiś czas temu tygodnik "Polityka", na podstawie przeprowadzonej przez siebie ankiety, okrzyknął Jerzego Owsiaka największym żyjącym autorytetem Polaków. I dziś, jeżeli zabiera on głos w sprawach niedotyczących charytatywności, to właśnie ex cathedra. Jeżeli nie jest wskazane, by w głośnej publicznie kwestii wypowiedział się czynny polityk, zawsze może to zrobić Jerzy Owsiak jako rzekomo politycznie niezaangażowany. Kiedy ukazała się książka Pawła Zyzaka "Lech Wałęsa. Idea i historia", dyrygent WOŚP atakował: "Jestem pacyfistą, ale mogę teraz "z baśki" przyłożyć. Niech tylko Wałęsa wskaże komu".

Potem w wywiadzie dla magazynu "Playboy" zarzekał się: "Co mógłbym zmienić jako polityk? Z fundacją Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy robimy więcej dla odbudowy więzi społecznych niż wszyscy politycy razem wzięci".

W ubiegłym roku podczas Przystanku Woodstock aktywiści ruchów pro-life umieścili w miejscu publicznym (co warto podkreślić) plakaty z hasłem "Wybierz życie", zestawiające zdjęcia z aborcji z aktami ludobójstwa. W nocy wystawa została zniszczona. Jerzy Owsiak mówił o niej: "Jest bardzo agresywna, prowokująca i zła. Została postawiona nielegalnie. Co roku trafia nam się jakiś idiotyzm. A potem telewizja puszcza na dole pasek upierdliwie mówiący o jednym nieistotnym fakcie".

Środowisko, które hołubi Jerzego Owsiaka, wmawia nam usilnie, że to autorytet, szczególnie dla młodych. Dyrygent Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jest im po prostu niezwykle przydatny. A, jak mawiała pisarka Maria von Ebner-Eschenbach: "Nieomylny środek zdobycia autorytetu u ludzi – być dla nich użytecznym".

Autor jest publicystą i zastępcą redaktora naczelnego "Tygodnika Solidarność"

anonim, January 4, 2014 12:20 Skomentuj komentarz


DLACZEGO NIE DAJĘ OWSIAKOWI – argumenty w punktach

Maciejewski Kazimierz w dniu 6 Styczeń 2013

Młodzieży zbierającej do puszek WOŚP można w prosty sposób wyjaśnić naszą odmowną decyzję.

Zamiast dyskutować, wręczać krótki wypunktowany spis argumentów. Wystarczy wydrukować sobie mały zapasik i ruszyć w miasto. Proponuje coś w tym rodzaju:

DLACZEGO NIE DAJĘ OWSIAKOWI PIENIĘDZY

Pieniądze z WOŚP nie trafiają do chorych dzieci, tylko do „chorych” czyli niedofinansowanych instytucji publicznych, jakimi są szpitale. Działalność charytatywna powinna z definicji trafiać do osób (Caritas = miłosierdzie można okazywać osobom, a nie instytucjom)

WOŚP nie pomaga chorym dzieciom, tylko uzupełnia braki wyposażenia szpitali, odciążając w ten sposób budżet państwa z ustawowego obowiązku zapewnienia opieki zdrowotnej swoim obywatelom z zebranych podatków. Wrzucając pieniądze do puszki płacę podatek drugi raz.

Owsiak tylko za część zebranych pieniędzy (ok. 50%) kupuje sprzęt dla szpitali. Reszta idzie na koszty obsługi imprez i koszty własne fundacji. Można to sprawdzić w sprawozdaniu finansowym fundacji dostępnym w internecie. Nie wszyscy artyści grają za darmo, niektórzy pobierają spore gaże. Fundacja wydaje milionowe kwoty na własną siedzibę, nowe samochody, sprzęt studyjny, tzw. „działania propagatorskie”, etaty pracowników itp.

Zgodnie ze statutem fundacji WOŚP, tylko pieniądze z działalności gospodarczej fundacja musi wydać na cele statutowe, czyli ochronę zdrowia. Natomiast pieniądze uzyskane ze zbiórek publicznych, aukcji, darowizn, imprez może legalnie wydać na dowolny cel.

Fundacja WOŚP jest 100% udziałowcem spółki „Złoty Melon”, a J. Owsiak jej prezesem. Spółka w przeciwieństwie do fundacji nie musi ujawniać sprawozdania finansowego. Po co istnieje i dlaczego jest ściśle powiązana z WOŚP?

Zebrane pieniądze Owsiak przetrzymuje do jesieni danego roku obrachunkowego na lokatach, a z odsetek (kilka milionów zł), jak twierdzi, organizowany jest Przystanek Woodstock. Nie chcę, aby z moich datków, a nawet odsetek od nich była finansowana impreza pod hasłem „róbta co chceta”, na której nie obowiązują żadne zasady moralne, a nieletnia młodzież używa narkotyków i alkoholu. Na każdym Przystanku Woodstock promowana jest sekta Hare Kriszna (ma stałą „wioskę”). Jak wygląda ta impreza można zobaczyć wpisując w YT: Przystanek Woodstock (thanks to www.ojciec-dyrektor.de)

Koszty obsługi WOŚP są bardzo wysokie. Część Owsiak pokrywa z zebranych pieniędzy poważnie uszczuplając kwotę przeznaczoną na zakup sprzętu. Resztę pokrywają np. budżety telewizji publicznej (czas antenowy), budżety miast (en. elektryczna, ochrona policji i straży miejskiej itp.), budżet Obrony Narodowej (np. przelot Owsiaka samolotem F16 w 2010r.) To wszystko są pieniądze z naszych podatków.

Sprzęt dla szpitali kupowany jest bez przetargów, a szpital nie ma wpływu na wybór firmy i negocjację umowy kupna. Sprzęt często stoi nierozpakowany, bo materiały eksploatacyjne do urządzeń są zbyt drogie, lub szpital nie ma pieniędzy na dodatkowy etat dla osoby obsługującej. Są poważne wątpliwości, na jakiej zasadzie wybierane są firmy od których WOŚP kupuje sprzęt.

WOŚP nie jest apolityczna. Przy okazji tej imprezy promują się politycy (szczególnie jednej opcji).

Caritas zbiera rocznie wielokrotnie większą kwotę bez rozgłosu i wydawania publicznych pieniędzy, a pieniądze trafiają do konkretnych potrzebujących osób.

Owsiak otwarcie promuje eutanazję „Osobiście dopuszczam taki sposób pomocy, bo ja to tak rozumiem – eutanazja to dla mnie pomoc starszym w cierpieniach” – to jego wypowiedź dla „Dziennika”.

Maria Kowalska  niepoprawni.pl
Skomentuj notkę
8 stycznia 2005 (sobota), 14:03:03

Celowość działań i WOŚP

Zainspirowany koniecznością częstego tłumaczenia się z tego "dlaczego na chore dzieci nie chcę dać" zastanowiłem się dziś nie tyle dlaczego nie chcę dać tylko nad tym dlaczego mam dać.

Skoro każdy skutek ma swoją przyczynę, skoro rozumny człowiek działa w sposób celowy, skoro podejmując decyzje która powinna poprzedzać działanie powinienem przeanalizować przesłanki "za" (a nawet "przeciw"), wydaje się że analiza pozytywna (dlaczego coś robię) jest właściwsza niż analiza negatywna (dlaczego czegoś nie robie).

Analiza negatywna zdradza istnienie w społeczeństwie powszechnego konformizmu, owczego pędu, zmanipulowania przez media szerokich mas i grup społecznych. Media pokazując zjawisko w taki lub inny sposób od razu przekazują jego ocenę i to ocenę moralną wymuszając na bezmyślnych odbiorcach określone zachowania bez przeprowadzenia osobistej analizy celowości.

Na Owsiaku i małolatach widać to szczególnie jasno ale dla mnie ma to teraz takie znaczenie, że od dziś przestaje się tłumaczyć dlaczego nie daję na dzieciaki. Za to od dziś każdy, kto mi takie pytanie zada będzie poproszony o uzasadnienie swojego działania. Po prostu teraz ja zadam mu pytanie: co poprzez te parę złotych wrzucone do pudełka chce osiągnąć? Albo jest człowiekiem myślącym i wie co i dlaczego robi albo już dał się zwieść i płynie z prądem.

* * * * *


Myślę, że przy okazji stawiania takich pytań można by poklasyfikować jakoś ludzkie motywacje przyłączenia się do akcji Owsiaka. Dlaczego ludzie to robią? Nie potrafią inaczej pomagać? Chcą przynależeć do czegoś co wydaje się być dobre i fajne. Chcą uciszyć sumienia?

* * * * *
Nota:

1) I znowu nie odkryłem niczego nowego. Przecież to prawdy stare jak socjologia.

2) Starałem się to napisać zupełnie uciekając od oceny WOŚP-u, którego oceniać mi się teraz nie chcę.

3) Jestem głodny, złodzieje przecieli nam kabel światłowodowy, nie jadłem śniadania za to świeci słonko i spacer po Katowicach sprowokował do istnienia tą notkę. Ale w CafeKontakt łacze mają doskonałe - dlaczego ja takiego nie mam w biurze?

Kategorie: etyka, _blog


Słowa kluczowe: róbta co chceta, relatywizm, etyka, WOŚP, Jerzy Owsiak, Owsiak


Komentarze: (4)

pepegi, January 10, 2005 12:05 Skomentuj komentarz


interferuje mi lektura "Roku 1984" i zagadnienia dni okołofinałowych.
trochę mam mętlik w deseń "po co cokolwiek, jak i tak wszystko..."
podzialam zasadę, ze uzasadnia się czyn, a nie brak czynu. to logiczne.
owcze pędy jako takie omijam mocno. olałem kompletnie sylwestra, olałem większość aspektów Świąt.
A na Orkiestrę dałem na zasadach rynkowych. Był fajny koncert, to i czemu miałem na wkręta? Czy taka motywacja jest do przyjęcia? Ktoś ma swoje powody organizowania takich imprez, ja mam taki powód brania udziału...

lilienn, January 9, 2005 17:14 Skomentuj komentarz


Pomagam na wiele innych sposobów, lecz jeśli mogę pomóc również w taki sposob to czemu nie???

Miało być dlaczego tak...
Hmmm... bo
1. Robię to z myślą o dzieciach których choroby nie zostaly wczesniej wykryte bo nie było sprzetu
2. Robię to z myslą o dzieciach ktore byc moze bede miala
3. Nie dlatego ze rtak trzeba tylko dlatego ze tak chce
4. Nie ogladam Owsiaka w TV, nie fascynuje sie tym zjawiskiem, ale wiem ze sa ludzie ktorzy patrza mu na recer i to mi wystarczy
5. Cieszy mnie to ze przynajmniej na jeden dzien najwieksze sknery chocby i dla prywatnych celow- reklamy, badz co badz, ale daja pieniazki bo tak trzeba. Sami z siebie nigdy by nie zaplacili, a tak sporzystają n a tym dzieci. Co z tego ze ma reklame? Na zdrowie mu.

Czy byla by roznica gdyby za normalna oplata zrpobilby reklamowke i zaplacil TV za wyswietlenie a ta przeznaczyla to na dzieic. Nie. Liczy sie w tym wszystkim dobreo dzieciakow a nie przesłanki ludzi.

margaux, January 8, 2005 22:34 Skomentuj komentarz


Przeżywasz WOŚP jak "mrówka okres", sorki za porównanie. Zupełnie jakby brakowało Ci tolerancji. Niech se Owsiak robi co chce.
A u mnie we Wrocławiu... też było całkiem wiosennie. Zerwałam gałązkę bzu z zielonymi pąkami, by pokazać niedowiarkom w pracy, że klimat szaleje! Pozdrawiam!

just-a-dreamer, January 8, 2005 14:41 Skomentuj komentarz


u nas we Wroclawiu tez ladny dzien, sloneczko swieci i tylko czekac, kiedy forsycje zakwitna. Styczen, a mi sie wiosny zachcialo.

Pozdrawiam
Skomentuj notkę
9 stycznia 2005 (niedziela), 15:22:22

Odtwarzacz DVD po 169zł (z cyklu: obserwator)

Jak rok temu powiedziałem PT, że szokuje mnie cena 299,99 za odtwarzacz DVD (oraz VCD, mp3, divix, jpeg) sprzedawany w markecie pomiędzy pakowaną marchewką a karmą dla kotów PT zaprorokował, że cena ta jeszcze bardziej spadnie gdy tylko jakaś firma się wyłamie z zasady, że odtwarzacz musi mieć swoje 19 cali szerokości i wyglądać jak element wierzy. No bo w zasadzie dlaczego musi być taki szeroki? Płytka DVD (podobnie jak stara dyskietka) ma średnicę 5¼ cala więc odtwarzacz nie musi być dużo szerszy. Przy masowej produkcji na Dalekim Wschodzie znaczącym kosztem jest transport i to nawet nie tyle waga co objętość urządzenia, które należy zapakować w karton a karton w kontener.

No i stało się – w Tesco (dla tych którzy lubią jakoś) pojawiły się odtwarzacze DVD po 169zł

A jeszcze jak się zasilacz wywali się poza obudowę do dużej wtyczki co zmniejszy koszty kosztowych certyfikatów CE to pewnie poniżej 100zł zejdą. Choć nie... znaczącą pozycją jest opłata licencyjna dla twórców standardów – nie pamiętam jak to jest, ale chyba od każdej kości rozkodowującej MPEG-2 coś znaczącego się płaci.

A co w tej obserwacji jest interesującego? Ano cena. Szokująca jest cena przecież całkiem zaawansowanej technologii, gdy technologia zaczyna być masowo produkowana i sprzedawana. Przecież 100zł za tak wyrafinowane urządzenie zawierające laser, silniki krokowe, skomplikowane procesory sygnałowe, precyzyjną mechanikę i optykę nieco plastiku i stali ale dokładnie obrobionej. Produkt masowy adresowany do biednych, którzy kupią go aby obejrzeć z jakością DVD filmy sprzedawane z kolorowymi gazetami (po 8,80) przy czym jakością i technologią niewiele ustępujący (bo niby dlaczego tak ma być) od odtwarzaczy markowych po 2000zł służących do odtwarzania tych samych filmów DVD (aczkolwiek bez reklam) a kupionych za 80zł.

Kategorie: obserwator, _blog


Słowa kluczowe: DVD, elektronika, technologia, TESCO, globalizacja


Komentarze: (9)

w34, January 11, 2005 14:30 Skomentuj komentarz


-> neno

Widzisz to - to dobrze. Ja też to widzę i też mnie to załamuje podobnie jak załamały mnie supernoże kupione w MiniMalu - ale gdzie kupić porządne? Co z tym zrobić? Jak wrócić do normalności w kupowaniu, posiadaniu, cieszeniu się potrzebnymi przemiotami.

I nie jest to problem wyłacznie Polski.

anonim, January 11, 2005 13:53 Skomentuj komentarz


to ciąg dalszy komentarza...
Coś jest nie tak, nie tylko ze mną.
1. Kupujemy za "niby-pieniądze" "niby-towary" w Biedronce albo Leader Price. Dlatego wolę nie mieć, niż mieć na niby.
2. Gdy widzę w TV promocje w hiper-biper i to STADO ludzi - wyglądające jak stado, zachowujące się jak stado - biegnie, ryczy i tratuje - robi mi się niedobrze.
3. Mój pracodawca miał kontakt z jednym z takich sklepów. Jako dastwca miał dopłacać 5 tys rocznie za "promocję swoich wyrobów", nie mówiąc już o wymaganych zaniżonych cenach. Dodam, że promocja polegała na wyłożeniu towaru na półki.
4. Przez tego typu sieci wykańczany jest polska gospodarka, poniżani jesteśmy my - ludzi.
itd.itd.
Ale kogo to obchodzi...
***
jeśli komentarz pojawi się po raz drugi to bardzo proszę w34 o wyrzucenie dubla :)

anonim, January 11, 2005 13:50 Skomentuj komentarz


ostatnio się gubię

anonim, January 11, 2005 13:48 Skomentuj komentarz


ostatnio się gubię

__-__, January 11, 2005 12:50 Skomentuj komentarz


Wyczytane w chip.pl - o DVD i oplatach licencyjnych

http://newsroom.chip.pl/news_122036.html

Jiangsu Shinco Electronics, jeden z większych producentów sprzętu elektronicznego w Chinach, zdecydował o zaprzestaniu produkcji odtwarzaczy DVD.

Na decyzję tę wpływ miały opłaty licencyjne, jakie wiążą się z eksportowaniem tych urządzeń poza teren Chin.
Linie produkcyjne Jiangsu Shinco zajmą się wytwarzaniem urządzeń EVD (Enhanced Versatile Disc) - odtwarzaczy akceptujących format danych opracowany w Chinach i zwolniony z opłat licencyjnych. [...]

____ -> neno, January 11, 2005 12:43 Skomentuj komentarz


chec posiadania... czy taka chec musi byc zla? mozna chciec miec wypasione DVD za okolo 1000 lub wiecej zlotych.... a mozna tez miec chec posiadania czegos prostego, taniego funkcjonalnego za sto pare zlotych. Te pare zl jest juz realna kwota do zaplaty przez Kowalskiego. Chec posiadania moze zamienic sie w zakup... ktos zarabia pieniadze... ktos ma prace... Zawsze istenieje prawdopodobienstwo ze chec posiadania poprowadzi do zla - kradziez... zaniechanie zakupu innych bardziej potrzebnych do domu przedmiotow...

anonim, January 11, 2005 10:50 Skomentuj komentarz


ale co z tego, że mnie to bulwersuje ? że siega do najniżyszch przgnień, chciwości, chęci posiadania. Zbędnych przedmiotów.
Mnie zbędnych więc dziękuję.

myslicielka, January 10, 2005 18:35 Skomentuj komentarz


a ja się nie znam na takich rzeczach jako prawdziwa kobieta oczywiście :-)

lilienn, January 10, 2005 01:28 Skomentuj komentarz


nic tylko sie cieszyc
Skomentuj notkę
11 stycznia 2005 (wtorek), 02:29:29

Nowy wiersz Baczewskiego

Nie wiem co o nim myśleć więc nie wiele myśląc zamieszczam go tu aby "pomyśleć o nim jutro" :-) (wczoraj w TV leciało "przemineło w wiadrem").

Kilka uwag na marginesie filmu "Pasja"

(Marek Baczewski)

Bardesanes miał rację: na krzyżu zginął aktor
grający Chrystusa. Jezus przepadł bodaj
na pierwszym castingu.

Marcjon w zasadzie też niewiele się mylił.
"Pasję" nakręcił inny, gorszy Gibson.
Prawdziwy Gibson wygrał casting na Bonda.

Szekspir był plagiatorem: nie napisał "Burzy".
Zrobił to ktoś inny, o tym samym nazwisku,
identycznym adresie i łudząco podobnym
charakterze pisma.

A wiecie, jak było z eposami Homera?
Ten ściągnął z Internetu dwa pdf-y
i podpisał swoim, takim samym, imieniem.

Jak myślicie - kto strzelał do naszego papieża?
Ali Agca przebrany za samego siebie.

Na tym nie koniec: kiedyś dwaj kolesie
dorwali w parku staruszkę Rzeczywistość,
w celach bodaj lubieżnych. Gdy zdarli
z niej ciuchy, stwierdzili naocznie
stan niniejszy zgoła: nic nie miała pod spodem.

Albo weźmy ten wiersz. To nie jest mój wiersz.
Napisało go życie, które tajemniczo
i w zupełnej dyskrecji pod nas się podszywa.


Kategorie: poezja, _blog


Słowa kluczowe: Baczewski, Pasja, Jezus


Komentarze: (3)

pepegi, January 12, 2005 11:42 Skomentuj komentarz


ciekawe, kto podszywa się pode mnie komentując...

p_tutka, January 11, 2005 12:59 Skomentuj komentarz


Zastanawiam sie do ktorej z kolorowych gazet zostanie dodana przed swietami plyta DVD z filmem "Pasja"...

A jezeli tak sie nie stanie... to prawdopodobnie cena za licencje (byla/jest/bedzie) bardzo... bardzo wysoka.

W Piatek w Media Markt w promocji byla plyta z filrm Pasja na DVD juz za 39zl.

anonim, January 11, 2005 10:52 Skomentuj komentarz


mnie się "Pasja" podobała przy świadomości obecności w kinie
a nie w Kościele drodzy bracia i siostry...
Skomentuj notkę
11 stycznia 2005 (wtorek), 21:52:52

Sonaty solowe Bacha (z cyklu: to lubię)

Sonaty na instrumenty solo Bacha to coś, co powszechnie uważane jest za muzykę wyjątkowo trudną. Może rzeczywiście, w dobie prostych rytmów serwowanych przez MTV i RMF rozróżnienie tempa poszczególnych części suity barokowej jest dla słuchacza trudne, ale czy potrzeba tego rozróżnienia aby zachwycać się kunsztem kompozycji?

A ponieważ ja to lubię, publikuję tu przekompresowane do mono (w końcu instrumenty solowe nie muszą iść w stereo) i do strumienia 32kb/s (brzmienie i wysokie tony giną ale też nie do końca mają tu znaczenie).

Fuga z pierwszej sonaty na skrzypce solo (BWV 1001) w wykonaniu Lucy val Dael 5:35  32kbit/s 1.28 Mb
To samo w wykonaniu Sigiswald'a Kujken 2:51  32kbit/s 668 Kb
Utworek Bacha na lutnie solo (BWV 1000) będący autorską transkrypcją powyższej fugi - wykonanie Sthephan'a Schmidt. 5:13  32kbit/s 1.2 Mb
Bourree ze suity na flet solo (BVW 1014) ale nie pamiętam skąd mam to nagranie więc nie wiem kto gra. 1:38  32kbit/s  383 Kb

 

Proste tempa to: allemande, courante, sarabanda i gigue - na programowanych elektronicznych perkusjach nie ma takich guzików :-)


Kategorie: to lubię, muzyka, Bach, _blog


Słowa kluczowe: Bach, sonata, sonata solowa, skrzypce, flet, wiolonczela, fuga, preludium


Pliki


Komentarze: (3)

krisper, January 14, 2005 21:31 Skomentuj komentarz


ten czwarty kawałek wykonuje Berthold Kujken brat Sigisfalda i Wielanda Kujkenów. ja wiem skąd to masz ;-)

beliw, January 12, 2005 12:36 Skomentuj komentarz



a ja lubie, oj bardzo lubie

anonim, January 12, 2005 10:02 Skomentuj komentarz


szczyt moich możliwości w zakresie Bacha to "Koncerty brandenburskie"... ale cóż z tego, skoro tej muzyki nie rozumiem i nie czuję.
Skomentuj notkę
14 stycznia 2005 (piątek), 00:01:01

Macro Cash & Cary (z cyklu: obserwator)

Na podstawie dzisiejszej obserwacji garnków, foteli biurowych, butów sportowych, narzędzi i kociego żarcia dochodzę do wniosku, że w Macro Cash & Cary dostępne zaczynają być produkty z lekko powyżesz średniej półki a powoli znikają chińskie podróbki i wietnamska tandeta.

Nie wiem na ile spowodowane jest to wejście do UE a na ile większymi wymaganiami chodzących do Macro rodaków w każdym razie dziś, po 10 latach obecności tej firmy w Polsce zaobserwowałem pewną zmianę.

A może po prostu zaobserwowałem różnicę pomiedzy tanimi marketami osiedlowymi a siecią hal dla ludzi, którzy albo prowadzą jakiś biznes albo pracują w jakimś biznesie, w którym da się załatwić kartę do Macro a więc dla ludzi mających pieniądze. Na pewno te hale nie są wycelowane w klientów Plusa czy też Biedronki - może po prostu stąd ta róźnica.

I jeszcze drobiazg - po 10 latach hala (jako hala) zaczyna się sypać.

Kategorie: obserwator, marketing, ekonomia, _blog


Słowa kluczowe: Macro Cash & Cary, marketing, globalizacja


Komentarze: (5)

margaux, January 15, 2005 21:09 Skomentuj komentarz


Przepraszam, że nie w temacie i nie w odpowiednim miejscu.

Emi_grise-do, Ciebie kieruję ten post. Weszłam na Twego bloga, napisałam komentarz, ale hmmm... no cóz kobietą li tylko jestem, trafiłam na problemy publikacyjne. Jeśli można, prosiłabym o maila wyjasniającego w jaki sposób prawidłowo można zalogować się. Pozdrawiam!
marg

Gosia, January 15, 2005 19:00 Skomentuj komentarz


W. - prośba, by się nie przejmować tamtym wpisem.

Głupców i oszczerców jak widać wciąż na tym świecie nie brakuje :-(

A we mnie wzrasta na przemian: to smutek, to bezradność, że tak...ale wiem jedno: obok niegodziwości nie wolno przechodzić obojętnie!

Bądź zdrowy!

margaux, January 15, 2005 13:45 Skomentuj komentarz


Ja pierdykam!
Mieszkam w kraju, gdzie obskurantyzm wciąż panoszy sie w umysłach ludzkich jak najbardziej plugawe ścierwo.

Postrzegana jestem przez co niektórych jako osoba mało tolerancyjna, bo głoszę poglądy niepopularne, łatkowanie jest kolejną przywarą nas Polaczków. Pytam zatem czym jest tolerancja jak nie akceptacją odmienności ludzkiej? Goowno mnie obchodzi z kim? kto i jak sypia?, bo w ludziach szukam dobra i myślenia. Sorki za wulgaryzmy.

PS. Co do Bacha sprofanowałam jego Toccatę, brr... aż chce się odbierać telefony.

anonim, January 15, 2005 10:07 Skomentuj komentarz


wow
to jakas plaga...

szczesliwy, January 14, 2005 22:10 Skomentuj komentarz


TY GEJUSIU!!!JAK CI NIE WSTYD BYC GEJEM??ROBISZ Z NAS-MEZCZYZN-POZMIEWISKO....A BLOG JEST BEZNADZIEJNY,ZENADA I PLYCIZNA.WPADNIJ NA MOJ ZOBACZYSZ JA POWINIEN WYGLADAC BLOG-LALECZKO...CZEKAM NA POLEMIKE.(CHYBA ZE TCHORZYSZ PANIENKO)
Skomentuj notkę
18 stycznia 2005 (wtorek), 10:22:22

Bizantyjskie myślenie (z cyklu: obserwator)

putin

Emerytom jest źle, bo urzędnicy nie zrobili tego co im kazałem zrobić. Ale już wydałem stosowne polecenie aby od jutra wszystkim emerytom było dobrze.
(Władimir Putin, 17 stycznia 2005, parafraza)

A oni mu wierzą!


Kategorie: obserwator, polityka, _blog


Słowa kluczowe: Putin, polityka, Bizancjum


Komentarze: (4)

lilienn, January 20, 2005 19:19 Skomentuj komentarz


czepiasz się... jak Putin powiedział że im będzie dobrze od następnego dnia, to będzie i kropka:P:P:P hehehe w każdym razie głośno nie poweidzą że jest inaczej:)

anonim, January 19, 2005 10:15 Skomentuj komentarz


ale jakie to bezpieczne...
the show must go on

Marciocha, January 19, 2005 08:19 Skomentuj komentarz


taaa... naiwni...sa....ludzie

wings, January 18, 2005 18:06 Skomentuj komentarz


no wierzą niestety... a końca tych kłamstw nie widać !!
Skomentuj notkę
19 stycznia 2005 (środa), 15:29:29

Marka i reklama (cytaty za wikipedią)

Musiałem dziś zastanowić się nad dwoma pojęciami:

Marka, znak fabryczny, znak firmowy (ang. brand, trade mark)

znak określający producenta: nazwa lub symbol graficzny, umieszczany na wyrobach w celu ochrony przed naśladownictwem lub podrabianiem, podszywaniem się, przypisywaniem sobie autorstwa.
Traktowana jest jako rodzaj świadectwa: producent nie wstydzi się swego wyrobu, "podpisując" go gwarantuje jego jakość. Stąd "marka" jest synonimem opinii.
W gospodarce rynkowej marka ma swoją cenę, "dobra marka" jest podstawą sukcesu biznesowego.
Przeciwieństwem wyrobów markowych są wyroby bezmarkowe (ang. no-named), uważane (chociaż nie musi to być regułą) za tandetę.

W połowie lat 80. rozpoczęto działania marketingowe, które zmieniły znaczenie marki (szczególnie w stosunku do odzieży): marka stała się symbolem statusu, przynależności do grupy społecznej, wyznawanej ideologii. Z powodu wzbudzonej potrzeby (a nawet obsesji) posiadania, nabywcy stali się skłonni płacić nie za produkty, lecz za stworzony działaniami marketingowymi wizerunek.

 

Reklama to mieszanina informacji i komunikatu perswazyjnego. Zazwyczaj ma na celu skłonienie do nabycia pewnych towarów czy usług, jednakże równie dobrze jej celem może być np. utrwalenie świadomości istnienia określonej marki.

Reklama przybiera różną postać - od rzetelnej informacji o cechach produktu, spotykanej głównie w prasie specjalistycznej, po bezmyślne wychwalanie produktu, z czego znana jest szczególnie reklama telewizyjna.

Reklama istnieje też w innych formach - np. firmy organizują prezentacje własnych technologii czy też piszą artykuły do prasy specjalistycznej na ich temat - co stoi na pograniczu reklamy i edukacji, albo też sponsorują "edukacyjne" wyjazdy w atrakcyjne miejsca - co dla odmiany stoi na pograniczu reklamy i korupcji.

Zdecydowana większość reklam charakteryzuje się celami komercyjnymi. Jednak można wyróżnić również reklamę społeczną oraz reklamę polityczną. Ponadto istnieją zjawiska łączące ze sobą wymienione typy reklam - reklamy powstające w ramach kampanii marketingowych łączących cele komercyjne z celami społecznymi (tak prowadzony marketing określa się mianem marketingu społecznie zaangażowanego (ang. Cause Related Marketing). Tego typu reklam nie należy mylić z reklamami społecznymi.

Cytaty pochodzą z Wikipedii co warto i należy odnotować np. celach reklamowych chcąc podnieść martkę tego dzieła. Wszak ludzie mądrzy (grupa społeczna) zaglądają do encyklopedii :-) i nie jest to wcale komunikat perswazyjny :-) tylko fakt.


Kategorie: marketing, _blog


Słowa kluczowe: marka, reklama, marketing


Komentarze: (2)

neno, January 20, 2005 14:14 Skomentuj komentarz


a jeśli chodzi o słabość do marki (mialam się nie przyznać :P) to DALI.
Specjalnie reklamowany nie jest.

neno, January 20, 2005 14:12 Skomentuj komentarz


Marka daje (nadzieję chociaż) gwarancji jakości towarów. Oczywiście pomijam kurjozalne ceny z metką GUCCI, DIOR ect.
Ale marka to wieloletnie doświadczenia. Podobno biednego nie stać na tanie rzeczy :) Mam na myśli środkową półkę. Jednak marnie strasznie, gdy człowiek musi się w ten sposób dowartościować.
Moje dzieci mają sporo markowych ubrań, ale tylko z powodu paczek z USA. Ani dla mnie, ani dla nich nie ma to znaczenia. Ale z tego co widzę, dla dzieci z klasy mojego syna znaczenie ma i to niemałe, niestety.
A jeśli chodzi o pralnię mózgów pod szyldem "reklama" to zapieram się rękami i nogami, chyba przez wrodzoną przekorę.
Skomentuj notkę
20 stycznia 2005 (czwartek), 20:33:33

Struktury i Eugeniusz

Niektóre struktury są piękne w swej krystalicznej przejżystości.

Ot, np. ta:

Czyż nie jest piękna sama w sobie?

Nota redakcyjna:
przemyślenie to powstało podczas słuchania płyty Ummagumma Pink Floyd'ów więc ostrożnie z tą siekerką Eugeniuszu.


Kategorie: tkp, zarządzanie, _blog


Słowa kluczowe: pink floyd, Ummaguma, Eugeniusz, siekierka, struktura, zarządzanie, tkp


Komentarze: (2)

anonim, January 24, 2005 17:50 Skomentuj komentarz


piękne!

pepegi, January 21, 2005 09:28 Skomentuj komentarz


podobna do mi znanych, różnica polega na braku ogniw wykonawczych, co w niektórych organizacjach stanowi poważny problem.
Ustaw kontrolki na serce Słońca ;-)
Skomentuj notkę
23 stycznia 2005 (niedziela), 00:27:27

Rocznica, tym razem sześćdziesiąta

Na pięćdziesiątej piątej było inaczej więc ja sobie dziś będę obchodził prywatną, 5 rocznicę 55 rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu. Ku pamięci.

Oświęcim 1998

Był krzyż,
był ból,
był rabin,
był Świtoń,
były krzyże,
- wiele krzyży,
był wstyd,
- wstyd i ból.

Poszedł Świtoń,
zabrali krzyże, ale ...
- jeden pozostał.
Pozostał też ból.

Wynik meczu 1:1.

Słowa kluczowe: Obóz, Oświęcim, Rabin Weiss, Kazimierz Świtoń, żwirowisko, zagłada, holokaust, krzyż, krzyże.


Kategorie: Polska-Izrael, poezja, holocaust, _blog


Słowa kluczowe: Aushwitz, Oświęcim, Świtoń, rabin, Izrael, Polska-Izrael, żwirowisko, rabin Weiss, holocaust, krzyż, krzyże, obóz


Komentarze: (5)

pepegi, January 25, 2005 11:54 Skomentuj komentarz


akcja pana Świtonia to była dla mnie jedna z najbardziej niesmacznych rzeczy, którą można było zrobić...
mogłem mu to powiedzieć wprost, ale tego nie zrobiłem.

w34, June 22, 2006 21:06 Skomentuj komentarz


Mi też zabrakło odwagi aby mu to powiedzieć. Stałem przed nim i słuchałem jak opowiadał mi o spisku żydowskim a ja nic nie potrafiłem mu odpowiedzieć. Nie wiem dlaczego tak, ale tego dnia na żwirowisku byłem totalnie zdołowany tym co tam zobaczyłem. Siła nieczysta jak nic!

neno, January 24, 2005 09:17 Skomentuj komentarz


dzisiaj w radiu mówili, że uczniom w NRD nauczyciele tłumaczyli, że winę za faszyzm ponosi RFN, a w RFN w ogóle nic nie mówili, bo uznali, że prawda byłaby zbyt okrutna dla dzieci. Nie wiem, czy to prawda, jeśli tak, to konsekwencję tych "białych plam historii" mogą być koszmarne...
Świadomość neonazistów.
Może powinni im zaserwować w ramach nauki historii wycieczki do Oświęcima i Treblinki zamiast podziwiania krajobrazów Mazur.

goOn!@, January 23, 2005 23:02 Skomentuj komentarz


[*]
brak mi slow...

lilienn, January 23, 2005 22:24 Skomentuj komentarz


[*]



byłam tam raz w życiu. nie chcę tam wracać. nie chcę pamiętać. wolę żyć w swoim małym świecie nie przytłoczona wiedzą.
Skomentuj notkę
26 stycznia 2005 (środa), 22:38:38

Dobry dzień do pocieszania

1. Kadysz

Nie chcę się powtarzać a więc proszę o przeskoczenie na tą stronę:
http://w34.blog.pl/archiwum/index.php?nid=6825277
Dziś jest taki dzień, że warto tam wejść.   

2. Dwa rodzaje ludzi

W rozdziale 40 księgi proroka Izajasza zapisano takie słowa jego poselstwa:

Pocieszcie, pocieszcie mój lud! - mówi wasz Bóg.

Wyraźne polecenie pocieszania skierowane jest od Boga do ludzi, którzy tego Boga w jakiś sposób mają (mówi wasz Bóg), ale jako podmiot pocieszania Bóg wskazuje ludzi, których On uważa za swoich (mój lud). Ta ciekawa gra zaimkiem dzierżawczym zdradza, że z Bogiem relacje mają jakie dwa rodzaje ludzi.

Przekonany jestem, że teraz właśnie jest dobry czas na zastosowanie tego polecenia, czas aby ludzie boży pocieszali lud Boga, który 60 lat po tragedii ciągle potrzebuje pocieszenia. Potrzebują ci co pamiętają, bo zagłada była realnością w ich życiu ale potrzebują tez ich potomkowie, których w inny sposób dotykać będą ataki Szatana sprzeciwiającego się trwale planom Boga. W końcu bitwa o Jeruzalem jest ciągle przed nami.

3. Kadysz

Nie będę żałował bitów i bajtów i mimo to zacytuję bo dziś jest dobry dzień do pocieszania:

Niechaj będzie wielbione i święcone Jego wielkie Imię w świecie, który stworzył według Swego upodobania.

Niech sprawi On, by królowało Jego królestwo, i by zakiełkowało Jego odkupienie i niech wprowadzi On Swego Mesjasza i niech odkupi Swój lud za waszego życia i za waszych dni i za dni całego domu Izraela, teraz i w najbliższym czasie, amen.

Niech będzie błogosławione, wielbione, wychwalane, wywyższane, wynoszone, pozdrawiane, wyśpiewywane i podnoszone Imię Świętego - niech będzie błogosławiony - ponad i wyżej aniżeli wszelkie błogosławieństwo, pieśń, pochwała, pocieszenie, jakie wygłasza się w świecie. Amen.

Niech wasza modlitwa zostanie przyjęta i niech wasza prośba zostanie spełniona wraz z prośbą całego ludu bożego wobec naszego Ojca w niebie. Niechaj niebo da wielki pokój, pomoc, odkupienie, łaskę, życie, nasycenie, ocalenie, pocieszenie, wybawienie, uzdrowienie, podniesienie, rozszerzenie i wyzwolenie dla was i dla nas, i dla całej wspólnoty ludu bożego oraz dla wspólnoty domu Izraela, dla życia i ku pokojowi.

Amen.


Kategorie: Izrael, _blog


Słowa kluczowe: Izrael, Izajasz, pocieszenie, kadysz


Komentarze: (1)

krisper, January 28, 2005 19:57 Skomentuj komentarz


im więcej o tym myślę, tym bardziej rośnie we mnie przekonanie, że przyjąć pocieszenie po czymś takim, jest cholernie trudno, gdyż jest to niesamowity akt pokory w tej konkretnej sytuacji
Skomentuj notkę
28 stycznia 2005 (piątek), 15:20:20

Lokomotywa

Z mieszanymi uczuciami umieszczam to tujaj. Muszę poszukać czegoś lepszego ale na razie to musi wystarczyć.

Lokomotywa

Jest na banhowie ciynszko maszyna,
Rubo jak kachlok - niy limuzyna,
Stoji i dycho, parsko i zipie,
A hajer jeszcze wongiel w nia sypie.
Potym wagony podopinali
I całym szfongym kajś pojechali.

W piyrwszym siedziały se dwa Hanysy,
Jedyn kudłaty, a drugi łysy,
Prawie do siebie nic niy godali,
Bo sie do kupy jeszcze niy znali.

W drugim jechała banda goroli,
Wiyźli ze sobą krzinka jaboli
I pełne kofry samych presworsztóf
I kabanina prościutko z rusztu.
Pili i żarli, jeszcze śpiywali,
Potym bez łokno wszyscy żigali.

W czecim Cygony, Żydy, Araby,
A w czwortym jechały zaś same baby.
W piontym zaś Ruski. Ci mieli życie!
Sasza łożarty siedzioł na tricie.
Gwiozdy mioł na czopce, stargane łachy,
Krziwiył pycholem i ciepoł machy.
A w szóstym zaś były same armaty,
Co je wachowoł jakiś puklaty.

W siódmym dwa szranki, pufy, wertikoł,
Smyczy maszyna może do nikąd.
Jak przejyżdżali bez śląskie Piekary
Kaj wom to robiom kółka do kary,
Maszyna sztopła! Kofry śleciały
I kożdy lotoł jak pogupiały.

To jakiś ciućmok i łajza!
Ciupnął i ślimtoł gynał na glajzach.
Mog iść do haźla abo do lasa,
Niy pokazywać tego mamlasa!
Potym mu ale do szmot nakopali,
Maszyna ruszyła, cug jechoł dali.
Bez pola, lasy, góry, tunele,
Dar za sobom samym te duperele
Aż sie zagrzoły te biydne glajzy,
Maszyna sztopła i koniec jazdy.


Kategorie: poezja, _blog


Słowa kluczowe: lokomotywa, hanysy, gorole


Komentarze: (1)

wojtek, July 9, 2019 23:38 Skomentuj komentarz


„Lokomotywa” Tuwima – po łacinie przekładzie Krzysztofa Witczaka- pracownika Katedry Filologii Klasycznej Uniwersytetu Łódzkiego

Iulianus Tuwim - “Vaporitrahea”

Stat in statione vaporitrahea,
Gravis grandisque, et stillat ex ea
Pinguis olea.
Stat et sibilat, hiat et exhalat,
Ardor ex ventre flammato halat:
HEU! ut ardenter!...
HEI! Ut ferventer!
HEM! Ut fervide!
HEI! Ut calide!
Vix iam aspirat, vix iam anhelat,
Sed ustor eam carbon(e) onerat.

Curros ad eam aggregavere.
Grandes et graves, ex ferr(o), äere,
In quoque curro plebes pleraeque,
In uno – boves, in ali(o) – equae,
In tertio sedent galbae ingentes,
Sedent botulos pingues edentes,
At quartus currus continet mala,
In quinto constant clavicymbala,
Sexto ballista – magna et digna!
Sub quaque rota ferrea tigna!
Septimo – vasa cerrea plera,
Octavo – ursus et alia fera,
In nono – solum fartiles porcae,
Decimo – thecae, fasces et arcae.
At haec vehicle sunt quadraginta,
Ipse iam nescio, quae res sint intra.
Etsi parares mille baiolos
Et quisque esset mille gaiolos
Et magnopere quisque tenderet,
Tamen cederent tali pondere.

Tum – stridet,
Tum – vide!
Vapor – it,
Motus – fit.
Primo
paulatim
ut limax
graviter
Se movit
machina
per axes
segniter.
Vexavit vehicla et trahit rem totam,
Et vertitur, vertitur rota post rotam,
Et cursu maturat, et ocius cursitat
Et fremit, et crepit, strepitat, agitat.
At quorsum? At quorsum? At quorsum? Recta!
Per axes, per axes, per cava, tecta,
Per pontem, per montem, per silvam, oram,
Maturat, maturat, petitum ad horam,
At modum concrepat, et strepit, et crepitat:
Id ita, id ita, id ita, id ita,
Leviter, leniter se movit tamen,
Tamquam si esset pilula, non tramen,
Non machina gravis, hiata, spirata,
Sed micula levis minutia ferrata.

At unde quonamque, cur tam curratur?
At a quo, quomodo, quo tam prematur,
Ut currat, ut crepat, ut fremat fremorem?
Hic oritur motus ex caldo vapore,
Ex cupa hic vapor per tubos ad prela,
At concitant prela rotas per latera,
Agitant et pressant, et tramen se volvit,
Quod vapor haec prela premit et revolvit,
Et infremunt rotae, et strepit, et crepitat;
Id ita, id ita, id ita, id ita!...

Skomentuj notkę
29 stycznia 2005 (sobota), 18:28:28

Zawartość masła w maśle (rzecz o kłamstwie)

#1. Kiedyś, na hali nieistniejącej już dziś Huty Kościuszko w Chorzowie, w miejscu w którym tramwaj wyjeżdżając z rynku (bo wtedy w Chorzowie był jeszcze rynek) przejeżdżał około 30 metrów od rozgrzanych do czerwoności zasuw pieców martenowskich ktoś umieścił hasło złożone z liter, których każda przerastała nawet wielkiego człowieka. Hasło brzmiało

„HUTNICY Z PARTIĄ”
a ja będąc brzdącem nie mogłem się od mojej rodzicielki dowiedzieć, co ci hutnicy z tą partią robią.

Jakiś czas później, poznając zasady polskiej gramatyki dowiedziałem się, że w zdaniu aby było zdaniem powinien być podmiot i powinno być orzeczenie.

Jeszcze później, od pewnego mądrego profesora dowiedziałem się coś o manipulacji i o tym jak np. usuwając ze zdania orzeczenie można sformułować wypowiedź manipulacyjną poprzez uniemożliwienie jej zaprzeczenia. Jako przykład profesor podał hasło „hutnicy z partią” i to, że potem dalej był profesorem świadczyło tylko o tym, że chwilowo „wiatr odnowy wiał...

#2. Dziś ładując koszyk w Mini-Malu przyszło mi przed półką z masłem spędzić całe 10 minut studiując opakowania tego czegoś co tam sprzedają. Wiem już o manipulacji poprzez wyrzucenie orzeczenia ale teraz spotkałem się z wyrzuceniem podmiotu, bo okazuje się, że

MAZURSKIE ŚMIETANKOWE
Wiadomo jakie jest (mazurskie i śmietankowe) ale nie wiadomo czym jest skoro w skład tego wchodzi 30% tłuszczu mlecznego i 40% olejów roślinnych. Podobnie
POMORSKIE EKTRA ŚMIETANKOWE
nie jest tym co sugeruje papierek zwany złotkiem, namalowany cembrzyk z przelewającą się śmietaną i krówka (logo spółdzielni mleczarskich z czasów, gdy hutnicy coś tam z partią).

Szukałem więc dalej i znalazłem masło, które składało się w 40% z tłuszczu i 44% wody, oraz masło zawierające 60% tłuszczu i nie wiadomo co dopełniało kostkę.

Moje problemy spowodowane były nieobecnością Masła Extra wyprodukowanego w Sosnowcu na Orląt Lwowskich przez firmę państwa Kozieł, które to mało od pewnego czasu kupuję, bo w smaku przypomina to co pamiętam pod tym pojęciem z dzieciństwa. Nie wiem czy nieobecność produktów tej firmy wiąże się z tym, że Koziełowie wyłamali się ze spisku i zakablowali 2 tygodnie temu do Inspekcji Handlowej, na konkurencje, że sprzedaje mało, które masłem nie jest – w każdym razie ja musiałem poszukać czegoś innego, więc wybrałem markowy produkt z cyklu „łaciate” i teraz żałuje, bo pisze że 82% tłuszczu to ma, ale konserwanty powodują, że smakuje zupełnie jak masło serwowane w samolotach linii lotniczych LOT (tfu).

#3. Wniosek: niezależnie od systemu politycznego kłamstwo jest kłamstwem, ludzie kłamią, kłamią z chciwości lub z żądzy władzy a potem słysząc o Oświęcimiu (przepraszam: Auschwitz) dziwią się, że „ludzie ludziom zgotowali taki los”.

#4. Dogmat: kłamstwo jest korzeniem wszelkiego grzechu.

#5. A w miejscu, w którym stały te piece, ta hala, ta huta i to kłamliwe hasło powstaje teraz kolejny hipermarket w którym niewiątpliwie sprzedawać się będzie to kłamliwe masło.

Przekleństwo miejsca czy co?


Kategorie: marketing, _blog


Słowa kluczowe: masło, partia, marketing, kłamstwo


Komentarze: (4)

wings, January 31, 2005 11:32 Skomentuj komentarz


1) noż faktycznie gdzie w Chorzowie jest rynek ??
2) podzielam zdanie o "łaciatym" ...

pepegi, January 31, 2005 11:26 Skomentuj komentarz


oooo.
moje wspomnienie też jedno z pierwszych - turkturk tramwajem do góry lub w dół na tym łuku tam, zawsze się bałem że wjedziemy tym tramwajem prosto w wytapiający się metal.
dogmat ma w sobie sporo racji, choć kłamstwo to tylko jeden z korzeni, filarów, czego tam.

sender, January 30, 2005 23:26 Skomentuj komentarz


pamietam ta hute - ale cieplo walilo z tego pieca jak go otwierali

smerfiatko, January 29, 2005 18:59 Skomentuj komentarz


lepiej przeliczyć sobie zawartość mózga w mózgu. pewnie by wyszło, że 90% to mieszanka wiórek kokosowych i pluszu z misia.
Skomentuj notkę

Disclaimers :-) bo w stopce coś wyglądającego mądrze można napisać. Wszystkie powyższe notatki są moim © wymysłem i jako takie związane są ze mną. Ale są też materiały obce, które tu przechowuję lub cytuje ze względu na ich dobrą jakość, na inspiracje, bądź ilustracje prezentowanego lub omawianego tematu. Jeżeli coś narusza czyjeś prawa - proszę o sygnał abym mógł czym prędzej naprawić błąd i naruszeń zaniechać.