1 marca 2014 (sobota), 10:26:26

Milton i Lomax

Znalazłem, opracowałem. Od dawna chciałem to zrobić, bo wydaje mi się to ważne. A co to jest? Końcowy dialog z filmu "Adwokat diabła". Scena gdy Milton tłumaczy Lomaxowi o co tu szło.


Ona:
- Jesteś. Spójrz na siebie. Jesteś przerażony. Nie martw się. On sprawi że już nigdy nie będziesz się bać. Idź już. Czeka na ciebie. Idź.

Milton:
- Miałeś rację co do jednego. Obserwowałem cię. Nic nie mogłem na to poradzić. Obserwowałem. Czekałem. Wstrzymywałem oddech. Ale nie traktowałem cię jak marionetki. Nikim nie rządzę. To nie tak.

Lomax:
- Co zrobiłeś Mary Ann?

Milton:
- Wolna wola. To jak skrzydełka motyla, dotkniesz ich i już nie pofruną. Ja tylko przygotowuję scenę. Dalej działasz sam.

Lomax:
- Co zrobiłeś Mary Ann?

Milton:
- Pistolet? Tutaj?

Lomax:
- Co zrobiłeś mojej żonie?

Milton:
- Powiedzmy... W skali od jednego do dziesięciu, gdzie 10 oznacza najbardziej zdeprawowany stosunek seksualny a jeden - przeciętną, piątkową wprawkę u Lomaxów... Dałbym sobie, żeby nie być nieskromnym... Dałbym nam, powiedzmy siedem.

Lomax:
- Niech cię diabli!

Milton:
- Trafiłeś mnie! Trafiłeś mnie! Tak! Wyładuj się, synu! Wyładuj całą wściekłość! Ludzie zawsze ją ukrywają! Najbardziej ze wszystkich uczuć. To ostatni listek figowy.

Lomax:
- Kim jesteś?

Milton:
- Kim jestem? Kim ty jesteś? Nigdy nie przegrałeś żadnej sprawy. Dlaczego? Jak myślisz? Bo jesteś tak cholernie dobry!

Lomax:
- Tak.

Milton:
- Ale dlaczego?

Lomax:
- Bo jesteś moim ojcem?

Milton:
- Jestem kimś więcej, Kevinie. Strasznie było gorąco w sądzie, prawda? "Jaki masz plan?", "Dobrze ci szło". "Któregoś dnia musiałeś przegrać. "Nikt nie wygra wszystkich spraw."

Lomax:
- Kim jesteś?

Milton:
- Mam wiele imion.

Lomax:
- Szatan.

Milton:
- Mów mi tato.

Lomax:
- Mary Ann wiedziała. Wiedziała, więc ją zniszczyłeś.

Milton:
- Obwiniasz mnie za Mary Ann? Mam nadzieję, że żartujesz. Mogłeś ją uratować w dowolnej chwili. Pragnęła tylko miłości. Byłeś zbyt zajęty.

Lomax:
- To kłamstwo.

Milton:
- Jak tylko przyjechałeś, zacząłeś się rozglądać za lepszą.

Lomax:
- To nieprawda. Nic o nas nie wiesz!

Milton:
- Jestem po twojej stronie.

Lomax:
- Kłamiesz! Nic tam nie znajdziesz!

Milton:
- Nie bądź takim kretynem! Przestań się mamić! Mówiłem ci, żebyś się troszczył o żonę! Co ci powiedziałem? "Świat to zrozumie." Nie tak mówiłem? A ty co zrobiłeś? "Wiesz, co mnie przeraża, John? Zrezygnuję ze sprawy, jej się polepszy, wtedy ją znienawidzę." Pamiętasz?

Lomax:
- Wiem, co zrobiłeś. Wystawiłeś mnie.

Milton:
- Kto ci kazał bronić Gettysa? Czyj to był wybór?

Lomax:
- Wpakowałeś mnie w pułapkę.

Milton:
- A Moyez! Twoja linia obrony! Papieże, Hindusi, zaklinacze węży - łączy ich to samo. Czyj to pomysł?

Lomax:
- Bawiłeś się mną!

Milton:
- To była próba! A Cullen? Wiedziałeś, że jest winny! Zobaczyłeś zdjęcia i co? Wezwałeś na świadka tę sukę!

Lomax:
- Dałeś mi tę sprawę!

Milton:
- Przez ciebie skłamała!

Lomax:
- Nieprawda! Ja nie robię tych rzeczy!

Milton:
- Co ci mówiłem tego dnia w metrze? Co ci wtedy powiedziałem? Może nadszedł czas przegranej. Ty tak nie uważałeś.

Lomax:
- Ja nie przegrywam! Ja wygrywam! Ja wygrywam! Jestem prawnikiem! To moja praca! Tym się zajmuję!

Milton:
- Miałem rację. Próżność. Próżność... To zdecydowanie mój ulubiony grzech. To takie proste, Kevinie. Miłość własna. Naturalny narkotyk. Nie chodzi o to, że nie kochałeś Mary Ann ale że kogoś innego kochałeś bardziej. Siebie!

Lomax:
- Masz rację. To moja wina. Pozwoliłem jej umrzeć.

Milton:
- Nie obwiniaj się tak. Chciałeś czegoś lepszego. Uwierz mi.

Lomax:
- Zostawiłem ją, parłem naprzód.

Milton:
- Nie możesz się za to karać. To cudowne, że tak daleko zaszedłeś. Ja ci tego nie ułatwiałem. Nie mogłem. Ani tobie... Ani twojej siostrze. Przyrodniej, dokładnie mówiąc. Niespodzianka.

Ona:
- Zaskakujące, co? Nie pozwól, żeby cię przestraszył.

Milton:
- Miałem wiele dzieci. I wiele rozczarowań. Pomyłki jedna za drugą. A potem zjawiłeś się ty. Wy oboje.

Lomax:
- Czego ode mnie chcesz?

Milton:
- Bądź sobą. Coś ci powiem chłopcze. Wina jest jak torba cegieł. Jedyne, co musisz zrobić to ją odłożyć.

Ona:
- Wiem, przez co przechodzisz. Sama tego doświadczyłam. Podejdź tu. Uspokój się.

Lomax:
- Nie potrafię.

Milton:
- Dla kogo nosisz te wszystkie cegły? Dla Boga? Mam rację? Dla Boga? Zdradzę ci kilka tajnych informacji na temat Boga. Bóg lubi obserwować. To żartowniś. Przemyśl to sobie. Daje człowiekowi instynkty. Daje ci ten niezwykły dar i co potem? Przysięgam, że dla własnej uciechy, dla potrzeb własnej kosmicznej burleski ustala wszelkie zasady na opak. Żart wszechczasów. Patrz, ale nie dotykaj. Dotknij, ale nie próbuj. Spróbuj, ale nie połykaj. Kiedy ty przestępujesz z nogi na nogę, co on robi? Zrywa boki ze śmiechu! To sztywniak! Sadysta! Wiecznie nieobecny gospodarz! Jego mam czcić? Nigdy!

Lomax:
- Lepiej rządzić w piekle, niż służyć w niebie, zgadza się?

Milton:
- Czemu nie? Tkwię na tej ziemi, od kiedy to wszystko się zaczęło. Podżegałem wszelkie uczucia jakie posiada człowiek. Dbałem o to, czego chciał i nigdy go nie sądziłem. Bo nigdy go nie odrzuciłem, mimo wszystkich jego niedoskonałości! Uwielbiam człowieka! Jestem humanistą. Może ostatnim. Czy ktoś przy zdrowych zmysłach mógłby zaprzeczyć że wiek XX należał całkowicie do mnie? Całkowicie! Całkowicie do mnie. Osiągnąłem szczyt. To moja chwila.

Ona:
- Nasza chwila. Napijecie się czegoś?

Milton:
- Ja chętnie.

Lomax:
- Niezła robota! Musisz mnie bardzo potrzebować. Czego chcesz?

Milton:
- Eddie miał rację. Chcę, żebyś przejął firmę. Ty i twoja siostra.


Lomax:
- To wszystko?

Milton:
- Nie. Ona ma teraz owulację. Teraz. Twoja próżność jest usprawiedliwiona. Twoje nasienie to klucz do nowej przyszłości. Twój syn będzie najbardziej wpływowym człowiekiem. On nas wyzwoli do działania.

Lomax:
- Chcesz dziecka.

Milton:
- Chcę rodziny.

Lomax:
- Antychryst.

Milton:
- Nazwij to jak chcesz.

Lomax:
- Ale muszę się na to zgodzić.

Milton:
- Wolna wola. Co za suka. Potrzebuję rodziny. Potrzebuję pomocy. Jestem zajęty. Zbliża się koniec tysiąclecia, synu. Walka o tytuł. Dwudziesta runda. Jestem gotów do pracy. Co ty na to?

Lomax:
- Co proponujesz?

Milton:
- Negocjujemy warunki?

Lomax:
- Cały czas.

Milton:
- Wspaniale!

Lomax:
- Co proponujesz?

Milton:
- Wszystko. Cokolwiek. Czego chcesz? Może rozkosz na początek? Nieustanną. Rozkosz na skinienie. Rozkosz pod każdą postacią. Jak pierwszorzędna kokaina. Jak nieznajoma w sypialni. Znasz to uczucie?

Lomax:
- Będziesz musiał się bardziej postarać.

Milton:
- Wiem. Dopiero się rozgrzewam. Chcesz więcej, prawda? Zasłużyłeś na więcej. Może to, co najbardziej kochasz? Uśmiech ławy przysięgłych. Ławnicy otwarci na twoje słowa, nie mogący ci się oprzeć.

Lomax:
- Sam mogę to zdobyć.

Milton:
- Nie w ten sposób. Zabiorę ci cegły z teczki. Dam ci satysfakcję. I żadnych warunków! Wolność jest gdy nigdy nie musisz powiedzieć "przepraszam". To rewolucja, Kevinie.

Lomax:
- Czemu prawo? Dlaczego adwokaci? Dlaczego prawo?

Milton:
- Bo dzięki prawu mamy dostęp do wszystkiego. Bo to przepustka do każdego miejsca. Nowe duchowieństwo. Wiedziałeś, że więcej jest studentów prawa niż prawników na ziemi? Zaczynamy! Broń pluje ogniem! Wy dwoje... My wszyscy, wygrywamy. Uniewinnienie za uniewinnieniem. Aż wreszcie ich odór dotrze do samego nieba. I wszyscy się w nim uduszą.

Lomax:
- W Biblii przegrywasz. Jesteśmy skazani na porażkę, tato.

Milton:
- Uważaj, co cytujesz. Poza tym sami napiszemy naszą księgę. Rozdział pierwszy. Tutaj. Na tym ołtarzu. W tej chwili.

Ona:
- Przestaniesz wreszcie mówić? Za dużo gadasz. Obaj za dużo gadacie. Spójrz na mnie. Tylko popatrz.

Milton:
- Naprawdę jest olśniewająca.

Ona:
- Kim jestem?

Lomax:
- Pragnąłem cię od momentu, kiedy się poznaliśmy.

Milton:
- Diabelska moc tkwi w jego lędźwiach.

Lomax:
- A co z miłością?

Milton:
- Przeceniana. Z chemicznego punktu widzenia nie ma różnicy między nią, a jedzeniem sporej ilości czekolady.

Ona:
- Za dwie minuty na dobre zapomnisz o Mary Ann. Chodźże tutaj.

Milton:
- Ona ma rację, synu. Czas wyjść naprzód i brać, co twoje.

Lomax:
- Masz rację. Już czas. Wolna wola, tak?

Milton:
- Nie! Głupcze! Przestań! Za mało ci dałem?

Lomax:
- Dobrze ci szło. Któregoś dnia musiałeś przegrać. Nikt nie wygra wszystkich spraw.


Kategorie: film, _blog


Słowa kluczowe: film, adwokat diabła, lomax, milton


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę

Disclaimers :-) bo w stopce coś wyglądającego mądrze można napisać. Wszystkie powyższe notatki są moim © wymysłem i jako takie związane są ze mną. Ale są też materiały obce, które tu przechowuję lub cytuje ze względu na ich dobrą jakość, na inspiracje, bądź ilustracje prezentowanego lub omawianego tematu. Jeżeli coś narusza czyjeś prawa - proszę o sygnał abym mógł czym prędzej naprawić błąd i naruszeń zaniechać.