Słowo kluczowe: ekologia


16 kwietnia 2020 (czwartek), 08:11:11

Ważna myśl, ale nie wiem kogo

Motto serwisu https://pubmedinfo.wordpress.com/ brzmi:

Przekonanie, że możemy zarządzać Ziemią i poprawiać Naturę jest prawdopodobnie największym przejawem ludzkiej pychy, lecz ma ono głębokie korzenie w przeszłości i jest niemal powszechne.
(René Dubos)

  A te "głębokie korzenie przeszłości" to diabelski podszept w Edenie: zjedz a będziesz jak Bóg!


Kategorie: _blog, obserwator, myśli


Słowa kluczowe: ekologia, nwo


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
23 listopada 2015 (poniedziałek), 16:29:29

WWF, wilki i rysie

Chyba mam dość oglądania płatnych reklam WWF manipulujących mną bym nie wiem co zrobił, ale bym zadbał o wilka, rysia i słonia. Czy na pewno przyszłość wilka, rysia i słonia zależy od jakiś moich decyzji? Moim zdaniem nie. Raczej zależy od decyzji Wielkich Tego Świata, którzy wmawiają mi, że ja ich wybieram, że swoją pracą mi służą, a sami wiedzą (i ja też wiem), że wybrani są jakoś inaczej i robią wszystko aby to im cały świat służył. Rysie i słonie też.

Chyba mam dość tych reklam, bo od ich wewnętrznej sprzeczności lekko głupieję. Ta sama, lewacka ekipa (np. Al Gore, Bill Gates) wmawia mi, że emituję za dużo CO2, że jestem problemem, że jako człowiek jestem "rakiem ziemi", bo ziemia jest chora na raka. A może to wilk, ryś i słoń są rakiem? Może to delfiny, wieloryby i orki emitują to CO2? A gdyby tak wszystkie je zabić, może tego CO2 było by mniej, i było by miejsce na mnie? A gdyby tak jeszcze wybić wszystkie zwierzątka futerkowe - nie było by problemy, że cierpią gdy znane piosenkarki i aktorki robią sobie z nich futra na zimę w Canes? A gdyby tak zaprowadzić do rzeźni te biedne konie, które muszą cierpieć ciągnąć do Morskiego Oka takich jak ja grubasów? A gdyby tak….

Chyba mam dość tych reklam, ale nie mam dość rozważania jak piękną ziemię Pan Bóg uczynił. Dziś za oknem widziałem piękne, błękitne niebo i białe, puszyste chmury. Nikt z fizyków nie wie, dlaczego chmury się unoszą a nie spadają, a o tej tajemnicy pisał już Hiob w swoim pięknym poemacie. Wdziałem jak piękną ziemię dał nam Bóg w posiadanie, w zarząd, w panowanie i "czynienie sobie poddaną"… a my co? My z chciwości, z wygody życia psujemy to dzieło, przy czym ci co psują najbardziej (ponoć bogaci Amerykanie, bo najwięcej kW energii na obywatela zużywają) żądają od tych, co psują mniej by się ograniczali, by mniej jeździli, albo by się z ziemi w nicość i nieistnienie wynieśli.

Chyba mam dość ...

 

* * * * *

 

Całkowita zmiana tematu. "Chyba mam dość" (po niemiecku: "Ich habe genug") to pierwsze słowa Kantyku Symeona, starca co służąc Bogu, w postach i modlitwach wyczekiwał na Mesjasza, aż w końcu Mesjasz się pojawił jako dziecko przyniesiony do świątyni. Symeon uznał, że może się już sobie odejść, bo ujrzał światło na oświecenie pogan i chwałę ludu swojego, Izraela. Ja też mam dość, ale ponieważ Pan Bóg jeszcze mnie nie odwołał to sobie zaraz posłucham kantaty 82 Bacha, która tą myśl (Ich habe henug) pięknie rozwija. Polecam bo piękne.

 

Tu w wykonaniu Hanny Blazikowej, sopran:

https://www.youtube.com/watch?v=V64FseWPhrU&spfreload=10


Kategorie: obserwator, _blog


Słowa kluczowe: ekologia, gates, al gore, co2


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
17 czerwca 2011 (piątek), 20:54:54

Koty za płoty

Koty za płoty

Tropicale Thaiti Granda Banda

Krzaki drapią,
Róże kłują,
Ptaki dziobią,
Grzyby trują,
Kozy bodą,
Konie kopią,
Drzewa szumią,
Brzegi topią,
Nowak pije ...
– nigdy nie zagaśnie!

Więc ruszajmy noga w nogę,
Czas ujarzmić już przyrodę.
Niech z fabryki wszystkie ścieki
Mkną szybciutko wprost do rzeki.
Ryby w sposób nie typowy
Opanują styl grzbietowy.

Koty za płoty,
Koza do woza,
Azor do budy,
Ropa do morza.
Koty za płoty,
Wół do karety,
Azor do budy,
Śledzie do sety.

Spaceruje z ulicami
Sam na sam z spalinami.
Chcę napełnić wodą dzbanek
A tu z kranu cieknie cyjanek.

Koty za płoty,
Koza do woza,
Azor do budy,
Ropa do morza.
Koty za płoty,
Wół do karety,
Azor do budy,
Ślecie do sety.

Tu się liczą tylko czyny,
Słowa pustym są szwargotem.
Gdy już wszystko wyniszczymy
Zaśpiewamy więc bełkotem.

Woły za płoty,
Koty do woza,
Ropa do budy,
Koza do morza.
Woły za płoty,
Kot do karety,
Śledzie do wódy,
Koza do sety.

Miała babuleńka kozła rogatego


Kategorie: poezja, _blog


Słowa kluczowe: koty za płoty, ekologia, tropicale thaiti granda banda


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
25 listopada 2009 (środa), 19:39:39

Bóg i ONZ

  1. Bóg powiedział:
    I stworzył Bóg człowieka (...) błogosławił mu i rzekł:

    Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi!

    (...)

    I spojrzał Bóg na wszystko, co uczynił, a było to bardzo dobre. I nastał wieczór, i nastał poranek - dzień szósty. (Genesis, 1, 26, cytuje za tysiąclatką)

  2. W ONZ wydali dokument, w którym zapisano:

    Dolar do dolara, inwestycje w dobrowolne planowanie rodziny i edukowanie dziewczynek na dłuższą metę pozwolił ograniczyć gazy cieplarniane co najmniej o tyle samo, co gdybyśmy zainwestowali te pieniądze w energię nuklearną lub wiatrową.

  3. Któryś ze współczesnych intelektualistów (a może debili) powiedział, że "zienia jest chora na raka - tym rakiem jest człowiek".

Kategorie: obserwator, ekologia, _blog


Słowa kluczowe: ekologia, ekoreligia


Komentarze: (1)

anonim, June 3, 2010 12:49 Skomentuj komentarz


Przeliczanie ludzi na megawaty
Tomasz Wróblewski 25-11-2009, ostatnia aktualizacja 25-11-2009 18:50

http://www.rp.pl/artykul/397228_Przeliczanie_ludzi_na_megawaty.html

ONZ, organizacja powołana do naprawy relacji między narodami, po pół wieku działalności doszła do wniosku, że część problemów ludzkości zniknie, jeżeli znikną ludzie – pisze Tomasz Wróblewski

Nie da się pojąć współczesnej ekologii bez zrozumienia, że ekoelity troszczą się o swoje, a nie o nasze, środowisko. Nie o powietrze, które mamy wspólne, ale o świat, który pozwala im garściami czerpać z miliardowych dotacji państwa na wyimaginowane zagrożenie ekologiczne. Wiele na pozór durnych projektów ochrony środowiska jest całkiem racjonalnych, jeżeli przyjmiemy punkt widzenia autorów ostatniego skandalu e-mailowego. Beneficjentów naszej naiwności.

Edukacja dziewczynek

Nawet ostatni raport Funduszu Ludnościowego Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNFPA) da się w ten sposób obronić. "Żaden człowiek nie jest wolny od emisji dwutlenku węgla" – czytamy w opracowaniu ONZ – "dlatego każdy z nas stanowi problem i każdy może być rozwiązaniem". Organizacja powołana do naprawy relacji między narodami po pół wieku działalności doszła do wniosku, że zniknie część problemów ludzkości, jeżeli znikną ludzie. Mało tego, na koniec będzie można oszczędzić trochę energii.

Cytuję dokładnie, bo sam bym tego zgrabniej nie napisał: "Dolar do dolara, inwestycje w dobrowolne planowanie rodziny i edukowanie dziewczynek na dłuższą metę pozwolił ograniczyć gazy cieplarniane co najmniej o tyle samo, co gdybyśmy zainwestowali te pieniądze w energię nuklearną lub wiatrową". Okazuje się, że gdyby do 2050 roku urodziło się o miliard mniej dzieci, to równałoby się to dwóm milionom jednomegawatowych wiatraków.

Durne? Nie, jeżeli sobie wyobrazimy, w jakim położeniu znajduje się szefowa UNFPA pani Thoraya Ahmed Obaid. W sierpniu wystąpiła z apelem o 23 miliardy dolarów na upowszechnienie aborcji w świecie. Pieniądze spływają powoli. Pani Obaid jest światłą kobietą i rozumie, w jakich czasach żyjemy. O kasę konkuruje ze znacznie modniejszymi dziś projektami. Choćby z wiatrakami. Teraz ekologia jest nośna. Fundusz musi poszukać sobie seksowniejszego uzasadnienia do pozyskiwania kasy. Stąd przeliczanie ludzi na megawaty.

400 lat na biodieslu

Jednym z wciąż popularnych mitów jest czysta energia uzyskiwana z roślin energetycznych. Na wykresach biopaliwa wyglądają pysznie. Zwłaszcza po tym, gdy uczeni zrobili dodatkowe założenie, że bioenergetyczne rośliny, rosnąc, będą przy okazji pożerać nadmiar CO2 w powietrzu. W kalkulacjach pominięto fakt, że superrośliny wchłaniają mniej dwutlenku węgla od typowych upraw rolnych. Sceptycy zwracali na to uwagę, ale ich publikacje nie przebiły się do fachowej literatury.

O roślinach przypomniano sobie w 2007 roku – kiedy po niespełna dziesięciu latach europejskiego programu "Czysta energia" i importu oleju palmowego do biopaliw w Indonezji wzrosła emisja CO2. "Wzrosła" to mało powiedziane. Z 21. miejsca na świecie pod względem ilości emitowanego dwutlenku węgla kraj ten wskoczył na trzecią pozycję.

Specjalna rządowa komisja powołana do zdiagnozowania problemu stwierdziła, że pod produkcję oleju palmowego osuszono podmiejskie nieużytki, bagna i mokradła leśne, które od setek lat ograniczały zawartość CO2 w powietrzu. Teraz Europa musiałaby jeździć na biodieslu przez następnych 400 lat, żeby całemu światu zrekompensować nadprodukcję dwutlenku węgla w Indonezji.

Durne? Niekoniecznie. Nie dla tych, którym europejski podatnik zapłacił za przystosowanie nieużytków i podarował nowe ziemie. Nie dla producentów, eksporterów, dla całego cyklu produkującego i wszystkich bezkrytycznie pasożytujących na fałszywej teorii.

CO2 na pomidora

Michael Grunwald, dziennikarz i ekonomista od lat podważający wiele ekologicznych mitów, opisał ostatnio w "Washington Post" cały łańcuszek ekodestrukcji. I tak: dzięki dopłatom amerykańskiego rządu do paliwa z dużą zawartością etanolu rośnie zapotrzebowanie na kukurydzę. Ceny skupu kukurydzy są tak wysokie, że amerykańscy farmerzy porzucają uprawy soi. Brak soi na światowych rynkach spowodował, że argentyńscy farmerzy zajmują dotychczasowe miejsca wypasu bydła na uprawy soi. Z kolei malejąca podaż argentyńskiej wołowiny zachęciła brazylijskich farmerów do szybszego karczowania dżungli pod nowe pastwiska. W ten sposób dziesięć lat ambitnego programu ochrony środowiska poskutkowało wycięciem setek tysięcy hektarów dżungli. A wycinka lasów odpowiada za 20 proc. całego wzrostu emisji CO2 na świecie.

W najnowszej książce "SuperFreakonomics" Steven D. Levitt i Stephen J. Dubner rozwiali wiele ekologicznych mitów. Wśród nich teorię, że ekologiczna żywność z małych tradycyjnych gospodarstw jest nie tylko smaczniejsza, ale i czystsza – nie musi bowiem być daleko transportowana i nie emituje tyle dwutlenku węgla.

Żywność może i jest smaczniejsza, ale nie dla środowiska naturalnego. Levitt wylicza, że zaledwie 11 proc. emisji CO2 emitowanych jest przy transporcie. 80 proc. przy samej uprawie. W wypadku dużych farm specjalizujących się w produkcji kurczaków czy pomidorów na eksport emisja dwutlenku węgla może być nawet dwukrotnie mniejsza niż tradycyjnej farmy. To za sprawą efektywniejszej technologii i oczywiście skali. W przeliczeniu CO2 na jednego pomidora.

Tymczasem unijna polityka rolna (CAP – The Common Agricultural Policy) od 1962 roku upiera się przy dopłatach do tradycyjnych farm. Czyżby była tak durna i nie potrafiła przeprowadzić analizy, którą przeprowadził Levitt? Przeciwnie. Przeprowadziła swoją. Bardziej się opłaca finansować trujące prymitywne farmy niż ryzykować, że te, zwiększając wydajność, przyczynią się do obniżenia cen żywności i zaszkodzą interesom tych, którzy już są na rynku.

Sztuczki statystyczne

W 2005 roku grupa uczonych z amerykańskiego Natural Environment Research Council i najważniejszego dziś centrum monitorowania temperatury na świecie w Hadley Climatic Research Unit na Brytyjskim Uniwersytecie Wschodniej Anglii przesłała na biurka najważniejszych ludzi na świecie raport o zbliżających się katastrofach. Scenariusz jak z filmu "2012". Uczeni się zarzekali, że publikacja tylko przypadkiem zbiegła się z w czasie z huraganem Katrina. Takie badania przecież muszą trwać latami, czyż nie…. Może i trwały, ale pech chciał, że od czasu Katriny nie mieliśmy już równie groźnych huraganów. W tym roku w Ameryce odnotowano ich o połowę mniej, niż wynosi średnia za poprzednie 20 lat.

W październiku tego roku brytyjski dziennikarz Robert Tracinski w swoim blogu przedstawił dowody, że naukowcy ze wspomnianego Hadley Climatic Research notorycznie fałszują dane klimatyczne. Prawdziwe dane nie pasowały do teorii ocieplenia i niestety do większości naukowych publikacji.

Dziś wiemy, dlaczego poważne naukowe pisma utrzymywały nas w przekonaniu, ze katastrofa ekologiczna jest tuż za rogiem. Uczeni nie tylko manipulowali liczbami, ale nawet niszczyli korespondencję e-mailową między sobą, w której przyznawali, że ich teorie są błędne. W jednym ze shakowanych e- -maili czy – jak coraz częściej się podejrzewa – skopiowanych i rozesłanych przez zdegustowanego oszustwami pracownika instytutu uczony przyznaje, że wykorzystał sztuczki statystyczne do ukrycia spadku temperatury.

To oczywiście stawia w fatalnym świetle ekologów i stanowi interesujący kontekst zbliżającego się szczytu w Kopenhadze. Ale ciekawsze od manipulacji danymi są przykłady manipulowania opinią publiczną. Środowiskowy ostracyzm lub ośmieszanie wszystkich, którzy mają inne zdanie, czy choćby dziennikarzy, którzy ośmielili się mieć pytanie.

Takie same metody

Mało tego, skorumpowany został system recenzji naukowych, które wydawca przed opublikowaniem pracy zamawia u innych uczonych specjalizujących się w tej dziedzinie. W jednym z e-maili brytyjski profesor narzeka, że edytor prestiżowego czasopisma "Climate Reasearch Unit" (CRU) dopuszcza niewygodnych recenzentów. Sugeruje, że "środowisko" powinno wywrzeć presję na CRU, aby się pozbyło "niewygodnych redaktorów". W odpowiedzi pada sugestia, żeby raczej rozesłać informację do wszystkich uczonych, i bojkotować CRU.

W innym e-mailu czytamy, że "jakiś sceptyk" wydrukował tekst w innym prestiżowym czasopiśmie naukowym "Geophysical Research Letters" (GRL). Autor e-maila dodaje, że w tym wypadku "środowisko" nie może stosować bojkotu ("nie stać nas na utratę GRL"), ale zaraz pojawia się sugestia innego uczonego: "jeżeli wiemy, kto w piśmie jest redaktorem wspierającym sceptyków, to najlepiej kanałami AGU (American Geophisical Union) doprowadzić do jego usunięcia". Podobne wpisy dotyczą dziennikarzy usiłujących sprawdzać dane i podważających wiarygodność uczonych. Zatroskani o środowisko przekazują sobie informacje, kogo bojkotować, a którą gazetę nazywać szmatą.

Może to infantylne, ale jakże skuteczne. Jeden ze zidentyfikowanych autorów e-maili Phil Jones otrzymał właśnie ponad 10 mln euro na kontynuację badań. Skoro dane przez niego przedstawione były porażające, a recenzenci zgodni… Dodajmy do tego kilkaset uczelni w całej Europie, Ameryce, Japonii, Australii i mamy już budżet badań wart setki milionów. Nie wiemy, ile z tych pieniędzy zostało przyznanych dzięki trosce środowiska naukowego o swoich. A tym bardziej, jakie są materialne i ekologiczne straty wskutek podjęcia decyzji gospodarczych na podstawie spreparowanych danych.

Jedno jest w tym pocieszające. Metody cały czas są te same. Łatwo ich rozpoznać. Zanim sięgną do naszych portfeli, najpierw użalają się nad naszym losem – nad powietrzem, którym oddychamy, nad niesprawiedliwością społeczną, dyskryminacją kobiet... Potem izolują niedowiarków – oszołomów, szmatławców, i zakładają fundacje albo instytut badawczy. Najchętniej ze sztywno zapisanymi dotacjami państwa. I jeszcze jedno – im bardziej absurdalna i naiwna wydaje nam się ich misja, tym pewniejsi są swojej racji.

Autor był redaktorem naczelnym tygodnika "Newsweek Polska" i wiceprezesem wydawnictwa Polskapresse. Współpracuje z "Rzeczpospolitą"
Skomentuj notkę

Disclaimers :-) bo w stopce coś wyglądającego mądrze można napisać. Wszystkie powyższe notatki są moim © wymysłem i jako takie związane są ze mną. Ale są też materiały obce, które tu przechowuję lub cytuje ze względu na ich dobrą jakość, na inspiracje, bądź ilustracje prezentowanego lub omawianego tematu. Jeżeli coś narusza czyjeś prawa - proszę o sygnał abym mógł czym prędzej naprawić błąd i naruszeń zaniechać.