Słowo kluczowe: kościół


15 marca 2022 (wtorek), 22:56:56

Trzy greckie słowa tłumaczone z Biblii jako "Kościół”

#1. Zgromadzenie, zgromadzenie zwołanych (εκκλησια, ekklēsia 1577) - Mt 16:18 (Jezus na skale zbuduje swoje zgromadzenie),

#2. Wspólnota (κοινωνια, koinōnia, 2842) - Dz 2:42, 1Kor10:16, Ef 3:9, Flp 2:1, 1J1:3

#3. Ciało Chrystusa (σωμα, sōma, 4983) - Rz12:4-5, 1Kor6:15nn, 1Kor10:17 , Ef2:16 (pojednanie w jednym ciele), 1Kor11:29 (problem ma kto źle rozpoznaje Ciało Pańskie), 1Kor 12:12-19 (jesteśmy Jego ciałem), Ef4:4, 16 (jendo ciało kościoła), Ef 5:23 (Jezus głową ciała-kościoła), Ef 5:30 (jesteśmy członkami Jego ciała), Kol1:8 (Chrystus jest Głową Ciała, zgromadzenia), Kol1:24 (Ciało Chrystusa jest zgromadzeniem, Heb 10:5 (Bóg przygotował Chrystusowi ciało)


Kategorie: _blog, lekcja


Słowa kluczowe: kościół, eklesja, wspólnota, ciało chrystusa


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
3 maja 2021 (poniedziałek), 18:42:42

Nieporozumienia wokoło popsutego słowa "kościół"

Z Fejsa 15 lipca 2021

Napisałem takie coś, co miało być krótką lekcją o kościele:

Ciekawostka: czy wiesz, że w Biblii nigdy nie użyto takiego słowa jak "kościół"? Nie ma takiego słowa!

Jest słowo "zgromadzenie" czyli jak ktoś zwoła i powie komuś: gdzie, kiedy i po co, a potem ci którym to powiedziano się zejdą to jest "zgromadzenie".

Jest słowo "wspólnota", bo ja jest więcej osób to można mieć coś wspólnego i robić coś razem. Te osoby co mają coś wspólnego to "wspólnota".

Jest też słowo "ciało" w znaczeniu "Ciało Chrystusa" ale nie chodzi tu o konsekrowany chlebek, tylko ogół wszystkich ludzi, którzy są zapieczętowani Duch Świętym czyli są własnością Boga i w tej sposób tworzą jedno ciało, ciało, którego głową jest Chrystus.

A kościół? Taki jak go znamy, czyli organizacja, hierarchia, budynek w Piśmie Świętym nie występuje.

Zdziwiony? Nie dziwię się temu, że się dziwisz - wszak zamieszanie wokoło słowa "kościół" jest potężne.

I to koniec takie prostej lekcji o kościele.

Zrób ćwiczenia aby zapamiętać lekcję:

#1. Wymień 3 biblijne pojęcia które czasem opisuje się polskim słowem „kościół”.

#2. Sprawdź jakie greckie słowa opisują te pojęcia. Spędź trochę czasu z grecką interlinią albo tekstem greckim (-> pomoc poniżej).

#3. Wymień co najmniej 3 pojęcia funkcjonujące w języku potocznym a określane słowem „kościół”.

#4. Zastanów się - czy widzisz wspólne pole semantyczne w obrębie każdej pary pojęć z grupy pierwszej i pojęć z grupy drugiej.

#5. Przeczytaj uważnie przemowę Pawła do starszych z Efezu (Dz 20) i pomyśl jak żyć aby za jakiś czas móc ja to czyni Paweł komuś młodszemu zdać podobną do Pawłowej relacje.

Pomoc do punkt #2:

Spędź trochę czasu z Biblią serwisie Oblubienica. Np. tu: http://biblia.oblubienica.eu/wystepowanie/strong/id/1577 

3 greckie słowa opisujące coś, co się wyjaśnia popsutym słowem „kościół”.

##1. Zgromadzenie, zgromadzenie zwołanych (εκκλησια, ekklēsia 1577) - Mt 16:18 (Jezus na skale zbuduje swoje zgromadzenie),

##2. Wspólnota (κοινωνια, koinōnia, 2842) - Dz 2:42, 1Kor10:16, Ef 3:9, Flp 2:1, 1J1:3

##3. Ciało Chrystusa (σωμα, sōma, 4983) - Rz12:4-5, 1Kor6:15nn, 1Kor10:17 , Ef2:16 (pojednanie w jednym ciele), 1Kor11:29 (problem ma kto źle rozpoznaje Ciało Pańskie), 1Kor 12:12-19 (jesteśmy Jego ciałem), Ef4:4, 16 (jendo ciało kościoła), Ef 5:23 (Jezus głową ciała-kościoła), Ef 5:30 (jesteśmy członkami Jego ciała), Kol1:8 (Chrystus jest Głową Ciała, zgromadzenia), Kol1:24 (Ciało Chrystusa jest zgromadzeniem, Heb 10:5 (Bóg przygotował Chrystusowi ciało)

Pomoc do punkty #3 - powszechne pojęcia określane słowem „kościół”:

##1. kościół - charakterystyczny architektonicznie budynek, w którym sprawuje się kuly.

##2. kościół - chrześcijańska organizacja religijna, w szczególności kościół rzymsko-katolicki.

##3. kościół - założona przez Jezusa Chrystusa wspólnota religijna.

 


Kategorie: _blog, kfc, lekcja


Słowa kluczowe: kościół, eklesja, wspólnota, ciało chrystusa


Komentarze: (1)

wojtek, July 15, 2021 13:04 Skomentuj komentarz


Ciekawostka: czy wiesz, że w Biblii nie ma takiego słowa jak "kościół"?

Jest "zgromadzenie" czyli jak ktoś zwoła i powie: gdzie, kiedy i po co. Jest wspólnota, bo można mieć coś wspólnego i robić coś razem. Jest też "ciało" w znaczeniu "Ciało Chrystusa" ale nie chodzi tu o konsekrowany chlebek, tylko ogół wszystkich, którzy Duch Świętym zapieczętowani są własnością Boga, a czego głową jest Chrystus.

A kościół? Taki jak go znamy, czyli organizacja, hierarchia, budynek w Piśmie Świętym nie występuje. 

(fb 15 VII '21)

Skomentuj notkę
4 grudnia 2020 (piątek), 15:08:08

Obrazy żydowskiego małżeństwa w NT (wykład z 2003 roku)

Historia

  • marzec 2003 r.
  • Katowice, 25 września 2015 r. -  dla Odwyków (preKFC) i grupki Tomka w 3S
  • styczeń 2016 - potem dla Odwyków w Oławie
  • Katowice, KFC, 5 grudnia 2020 r.

Obrazki

 

 


Kategorie: _blog, lekcje, prezentacje


Słowa kluczowe: małżeństwo, kielich goryczy, narzeczeństwo, maria i józef, kościół


Pliki


Komentarze: (1)

Grzegorz, December 4, 2020 21:43 Skomentuj komentarz


Ciekawy tekst ( jestem bardzo ostrożny co do różnych wyliczeń, ale ten tekst daje ciekawe dla mnie nowe perspektywy ) ze strony

https://patmos.pl/kiedy-wroci-jezus-i-zacznie-sie-1000-letnie-krolestwo/

W czasach Jezusa, kiedy mężczyzna zaręczał się z kobietą, opuszczał ją, aby przygotować dla niej dom, w którym będą mogli wspólnie żyć. Mogli się nie widzieć nawet do dwóch lat, w czasie gdy budował dom na ziemi należącej do jego ojca. Ponieważ budował na ziemi ojca, to z powodu szacunku do niego potrzebował jego zgody na powrót po swoją żonę.

W czasie budowy domu, gdy ktoś go spytał, kiedy pójdzie po swoją żonę, to zgodnie z żydowskim zwyczajem odpowiadał: „O tym dniu i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie w niebie, tylko mój ojciec wie”.

Oczywiście syn i pozostali członkowie rodziny wiedzieli, kiedy to będzie, bo trzeba było przygotować wesele itd., ale mówiło się tak ze względu na szacunek do ojca. Dlatego słowa Jezusa, że tylko Ojciec wie, nie oznaczają, że Jezus ani Duch Święty tego nie wiedzą, ale są wyrazem szacunku i poddania w stosunku do Ojca i stwierdzeniem, że to Ojciec ma autorytet zdecydować, kiedy Jezus powróci.

Pozdrawiam Grzegorz

Więc gdy Jezus wypowiedział te słowa to słuchający Żydzi od razu zrozumieli odniesienie do ich zwyczajów ślubnych. To samo odniesienie znajdujemy w czternastym rozdziale Ewangelii Jana.

Skomentuj notkę
28 marca 2019 (czwartek), 23:25:25

Obrazki o zachowywaniu się na zgromadzeniach

Takie coś się namalowało, po szkoleniu związanym z Wystawą Biblii w Gliwicach, w marcu 2019 roku.


Hbr 5:11-14 ubg
(11) Wiele mamy o nim do powiedzenia, a trudno wam to wyjaśnić, ponieważ staliście się ociężali w słuchaniu. (12) Chociaż bowiem ze względu na czas powinniście być nauczycielami, znowu potrzebujecie, żeby was ktoś uczył początkowych zasad słów Bożych, i staliście się ludźmi, którzy potrzebują mleka, a nie stałego pokarmu. (13) Każdy bowiem, kto żywi się tylko mlekiem, jest niewprawny w słowie sprawiedliwości, bo jest niemowlęciem. (14) Natomiast pokarm stały jest dla dorosłych, którzy przez praktykę mają zmysły wyćwiczone do rozróżniania dobra i zła.

A co na tym, stworzonym w Exelu obrazku? Otóż widać jak dwóch świętych, posiadających dużą "miarę wiary" (a może w tym wypadku dużą wiedzę, która wpycha w pychę) prowadzi sobie przyjemny, albo mniej przyjemny spór o rzeczy, które oni znają więc zapewne są szczegółowe więc mało dla pozostałych ważne. No i ci pozostali patrzą ze zdziwieniem, albo i zgorszeniem. Zgorszeniem gdy wymiana myśli przechodzi w spór.

Slajd05

A jakie jest rozwiązanie problemu? Okazywanie sobie troski!

Hbr 10:24-25 ubg
(24) I okazujmy staranie (BT: troskę, BW: baczmy) jedni o drugich, by pobudzać się do miłości i dobrych uczynków; (25) Nie opuszczając naszego wspólnego zgromadzenia, jak to niektórzy mają w zwyczaju, ale zachęcając się nawzajem, i to tym bardziej, im bardziej widzicie, że zbliża się ten dzień.

A więc wierzący, którzy mają większą "miarę wiary", w szczególności wyćwiczeni są poznawaniu co jest dobre przestają się skupiać na sobie i zaczynają służyć tym, którzy mają mniejszą "miarę wiary".

Slajd06

A czasem, gdy ich poglądy i wpływy jakoś się krzyżują to lepszy jest podział, pączkowanie, nowe zgromadzenie.

Slajd07

 


Kategorie: _blog, teologia / kościół


Słowa kluczowe: heb 10:24, zgromadzenia, kościół


Pliki


Komentarze: (1)

hammoleket, March 30, 2019 18:17 Skomentuj komentarz


W Antiochii w tamtejszym zborze byli prorokami i nauczycielami  Barnaba i Symeon zwany Niger i Lucjusz Cyrenejczyk i Manaen ktory sie wychowal z Herodem tetrarcha i Saul.   Dzieje Ap.

Coz tedy bracia gdy sie schodzicie jeden z was sluzy psalmem inny nauka inny objawieniem  inny jezykami inny ich wykladem....1 Koryn. ....i z listu do Filip...lecz w pokorze uwazajcie jedni drugich za  wyzszych od siebie.  Jakze to wszystko sie zmienilo. Zbory staly sie instytucja zaprogramowana przez czlowieka .Zamiast w pokorze poddac sie prowadzeniu Ducha Swietego. Oczywiscie sa wyjatki. Tak mi sie teraz przypomnialo jak Mirek Kulec w jednym ze swoich  kazan powiedzial zebysmy sie lepiej nie modlili  o potezne dzialanie Ducha Swietego bo mogliby nas wyniesc jak Ananiasza i Safire.

Skomentuj notkę
22 grudnia 2018 (sobota), 22:14:14

Gdy Kościół był młody

Zachowuję coś, co przesłał mi mailem Karol. Autor: Ernest Loosley


(...)
CZĘŚĆ I

Gdy Kościół był młody:
Nie miał: - budynków - grup wyznaniowych (denominacji) - struktur organizacyjnych - Nowego Testamentu - własnego słownictwa - systemu dogmatycznego - niedzielnego odpoczynku (w pogańskim świecie)

1. BUDYNKI

Gdy Kościół był bardzo młody, nie miał budynków. Zacznijmy nasze rozważania od tego uderzającego faktu. To, że Kościół nie miał budynków, jest najbardziej widocznym elementem odróżniającym Kościół na początku od Kościoła dzisiejszego. W umysłach większości dzisiejszych ludzi słowo "kościół" oznacza na przede wszystkim budynek sakralny, rzadko kiedy coś więcej. A jednak na samym początku pierwotny Kościół nie posiadał budynków i skutecznie działał przez wiele lat nie wznosząc żadnych budowli. Ten znaczący fakt, może nas wiele nauczyć na temat istoty charakteru Kościoła. W ciągu pierwszych kilku lat swojego istnienia Kościół zgromadzał się w świątyni jerozolimskiej. Władze żydowskie wkrótce zwróciły się przeciwko niemu i zabroniły wykorzystywania świętych miejsc do głoszenia ewangelii. Podobnie, gdy nowy ruch rozprzestrzenił się poza Palestynę, żydowskie synagogi były najczęstszym miejscem, gdzie apostołowie rozpoczynali swoją misję (Dz 13,5.14.43; 14,1; 17,1.2.10.17; 18,4.26; 19,8). Otwarcie, na jakie zdobywały się te z natury zamknięte społeczności żydowskie, gdziekolwiek docierali apostołowie, było zjawiskiem sprzyjającym i przygotowanym przez Opatrzność. Lecz co działo się wówczas, gdy te drzwi zamykały się przed nimi, jak to się wkrótce okazywało? (Dz 18,7; 19,9). Apostołom nawet nie przychodziło na myśl, aby nabywać lub wznosić "chrześcijańskie" budynki. Nie ma żadnego dowodu na istnienie jakiegokolwiek chrześcijańskiego budynku w czasach Nowego Testamentu i jeszcze długo potem.1 Aż do czasu nawrócenia się cesarza Konstantyna na początku czwartego wieku nie wzniesiono niczego, co miałoby "kościelne" ambicje architektoniczne.2 Przez cały ten czas Kościół wykonywał swoją misję bez własnych budynków oraz bez ciężarów i odpowiedzialności, jakie nakłada na właściciela posiadanie nieruchomości. To samozaparcie świadczyło o mądrości. Oczekiwanie na rychły powrót Pana w naturalny sposób powodowało, że wydatki na nieruchomości stawały się niepotrzebne. Sytuacja zmieniła się po kilkudziesięciu latach, lecz nawet gdy nadzieje na Jego rychły powrót opadły, Kościół ciągle nie posiadał budynków. Natomiast tym, co rzeczywiście ciągle trwało, były nowe fale prześladowań, które pojawiały się przez trzy pierwsze wieki chrześcijaństwa. Wówczas nieruchomości kościelne, jeśliby Kościół takowe posiadał, byłyby pierwszą rzeczą, którą by utracił. Budynki byłyby narażone na ataki i konfiskaty bardziej niż sami chrześcijanie.3 Było więc wiele mądrości w postępowaniu chrześcijan, unikających podejmowania budowy miejsc na zgromadzenia. Gdzie więc chrześcijanie zgromadzali się na nabożeństwa i dla podtrzymywania społeczności? Istnieją dowody, że w niektórych miejscowościach zapewniali sobie prawo do legalnej egzystencji przez rejestrowanie się w formie towarzystwa pogrzebowego4 i jako takie towarzystwo wynajmowali szkoły lub sale, które służyły im jako miejsca zgromadzeń. (Takie rozwiązania zdarzały się jednak dopiero w późniejszym okresie.) W okresie apostolskim chrześcijanie zazwyczaj zgromadzali się w prywatnych domach. Fakt
ten znajduje częste potwierdzenie w Nowym Testamencie. Wzmianka o uczęszczaniu do świątyni (Dz 2,46) ma bezpośredni ciąg dalszy w praktykowaniu "łamania chleba po domach". Powtarza się to na końcu 5. rozdziału Księgi Dziejów: "Nie przestawali też codziennie w świątyni i po domach nauczać i zwiastować dobrą nowinę o Chrystusie Jezusie". Nie wszystkie domy uczniów były jednakowo wygodne, lecz wydaje się, że ci, którzy mieli odpowiednie pomieszczenia, oddawali je do dyspozycji Kościoła. Życie i aktywność społeczna były ściśle związane z domami członków wspólnoty. Wśród pierwszych, którzy otworzyli swoje domy dla chrześcijan w Jerozolimie, była Maria, matka Jana Marka. Gdy Piotr został uwolniony z więzienia w środku nocy, instynktownie skierował swoje kroki do tego właśnie domu, "gdzie było wielu zgromadzonych na modlitwie" (Dz 12,12). W innym miejscu Nowego Testamentu czytamy, że Pryska i Akwila mieli "zbór w ich domu" (Rz 16,5; 1Kor 16,19), podobnie było w przypadku Nymfasa (Kol 4,15) i Filemona (w. 2). W Koryncie, po opuszczeniu synagogi, Paweł kontynuował działalność w domu Tycjusza Justusa, "bojącego się Boga, którego dom sąsiadował z synagogą" (Dz 18,7). Te cytaty wskazują, że zgromadzanie się w domach było powszechnie stosowaną praktyką! Musimy więc uświadomić sobie, że pierwotny Kościół regularnie zbierał się w małych, domowych grupach, prowadząc nabożeństwa, praktykując społeczność i obchodząc wieczerzę Pańską wśród bezceremonialnego otoczenia swoich rodzinnych domów! Czasami, dla celów ewangelizacyjnych, apostołowie angażowali się w działalność na zewnątrz i wynajmowali jakiś budynek. W Efezie (po rozstaniu się z władzami synagogi) Paweł "począł codziennie nauczać w szkole Tyranosa" (Dz 19,9). Wydaje się, że była to sala wykładowa, która mogła być wynajmowana lub udostępniana do takich celów. Prawdopodobnie Pawłowi nigdy się nie zdarzyło, aby gdziekolwiek rozpoczął zbieranie funduszów na zapewnienie lokalnemu zborowi miejsca na nabożeństwa. Fundusze, które zbierał, były przeznaczone na zupełnie inny cel: na pomoc ubogim wierzącym w Jerozolimie (Rz 15,25-27; 1Kor 16,1-3; 2Kor 8,1-4; 9,1-2; Gal 2,10; Dz 24,17). Pomoc materialna dla tych, którzy całkowicie poświęcili się pracy Pańskiej, była również istotnym elementem ofiarności w chrześcijańskich wspólnotach (1Kor 9; 1Tes 2,9; 2Tes 3,8-9). Tak, pierwsi chrześcijanie zbierali pieniądze. Ale dzisiaj w tej sferze budynki zajmują pierwsze miejsce, a wspólnota - drugie. Dzisiejsza pomoc charytatywna (filantropia) wlecze się daleko z tyłu, na trzecim planie potrzeb. Pomoc charytatywna, gdy Kościół był młody, zajmowała, jak się wydaje, pierwsze miejsce, wspieranie pracowników - drugie, podczas gdy opłaty za budynki występowały jedynie okazjonalnie przy wynajmowaniu pomieszczeń. Pierwsi chrześcijanie zupełnie nie znali problemu podejmowania specjalnych wysiłków na zakup gruntu, wznoszenie budynku lub spłacanie zaciągniętej na ten cel pożyczki. Sił, których nie tracono na budynki, można było użyć dla bardziej duchowych celów. Dzisiaj nasze nieruchomości są często naszym problemem. Próbując ewangelizować jakąś okolicę, wznosimy tam budynek i w ten sposób zostajemy przygwożdżeni do tego miejsca. W ciągu jednego lub dwóch pokoleń okolica może się zupełnie zmienić, lecz my tam zostajemy, uwiązani do budynku. Otoczenie może zamienić się w teren, gdzie są tylko sklepy, biura i składy, ale budowla pozostaje w miejscu, nieruchoma i wieczysta. Dotrzymywanie kroku zmianom społecznym i zapewnianie duchowej posługi ludziom w zmieniających się warunkach staje się znacznie trudniejsze, gdy Kościół jest obciążony problemem nieruchomości. Dla pierwszych chrześcijan taki problem nie istniał. Niebywale trudno jest nam wyobrazić sobie, abyśmy mogli znowu znaleźć się na etapie rozwoju chrześcijaństwa sprzed okresu istnienia budynków kościelnych. Dla nas całe życie i działalność Kościoła od stuleci skupiały się w budynkach. Ale czy mamy rację? Ewangelizacja ludzi i wznoszenie budynków stanowią jedno wspólne dzieło. Czy musimy najpierw postarać się o grunt i postawić budynek kościelny, aby dotrzeć do ludzi i pozyskać ich dla Chrystusa? Komuniści uważali, że takie kroki nie są niezbędne do rozprzestrzeniania propagandy. Wydaje się, że dążąc do pozyskania świata dla idei komunizmu, nie traktowali jako ważnej sprawy budowania sal i wypełniania ich słuchaczami. Celem, dla którego podejmujemy wysiłki, nie jest wypełnienie budynków wiernymi, lecz pozyskanie ludzi dla nowej drogi życia, aby Chrystus stał się ich Zbawicielem i Panem. Świadectwo o tej nowej drodze musi zrodzić się przede wszystkim w zwykłym, codziennym toku życia.
W ciągu bieżącego stulecia ludzie stali się bardziej ruchliwi. Dom mieszkalny nie musi stać w centrum zatłoczonego miasta, aby zapewnić ludziom wygody. Coraz częściej stawia się domy luźno rozrzucone na obrzeżach miasta. Dawniej wieś była na ogół zespołem domów skupionych wokół kościoła. Obecnie ludzie mogą mieszkać wszędzie.5 To rosnące rozproszenie populacji bardzo utrudnia Kościołowi misję towarzyszenia ludziom. Gdzie mają stać budynki kościelne, jeśli nie ma oczywistego centrum życia społecznego? Nie można ich stawiać wzdłuż drogi co kilometr lub dwa, a przecież nie ma innego rozwiązania tego problemu, przynajmniej z punktu widzenia sposobu myślenia, do którego nawykliśmy. Poza tym w każdym niemal domu jest odbiornik radiowy i tą drogą każdy może posłuchać zwiastowania, jakiego tylko zapragnie.6 Pozostaje jedynie nie zaspokojona potrzeba społeczności z innymi w uwielbianiu Boga i w modlitwie. Tymczasem poczucie wspólnoty i udział w nabożeństwie domowym - to dwie niemal nierozdzielne rzeczy. Nasuwa się nieodparte pytanie: w jaki sposób Kościół mógłby sprostać obecnej, ciągle zmieniającej się sytuacji, gdyby nigdy nie miał budynków kościelnych? Trzeba by się zastanowić, czy odpowiedź nie jest następująca: Kościół musiałby rozwinąć i upowszechnić ideę "zborów domowych", zachęcając grupy sąsiadów do zgromadzania się w domach poszczególnych ludzi i do brania aktywnego udziału w społeczności w mniejszych grupach. Znacznej części problemów, które nękają nas obecnie, nie da się rozwiązać w ramach tradycyjnego budowania miejsc na nabożeństwa. Musimy przestawić nasz sposób myślenia na inny tor. A Kościół pierwszego wieku może nam coś pożytecznego zasugerować, po prostu dlatego, że wtedy jeszcze nie ustanowiono doktryny twierdzącej, iż jeśli chcesz zdobyć człowieka dla Chrystusa, to musi on przede wszystkim przyjść i zasiąść w budynku kościelnym podczas nabożeństwa. Jest jeszcze inny, głębiej sięgający problem, który dotyczy związku budynków z rozwojem chrześcijaństwa. Ponieważ na początku Kościół nie posiadał budynków, groziło mu mniejsze niebezpieczeństwo nadawania nieproporcjonalnej wartości rzeczom materialnym kosztem duchowych. Nam zaś grozi niebezpieczeństwo przykładania zbyt wielkiej wagi do budynków i spraw, które są z nimi związane. Posłuchajmy, co mówi Pan: "Nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie oddawali czci Ojcu. [...] Nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; bo i Ojciec takich szuka, którzy by Mu tak cześć oddawali. Bóg jest duchem, a ci, którzy Mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie" (J 4,19-24). W tych słowach Chrystus wyraził fundamentalną zasadę oddawania czci Bogu. Miejsce jest nie istotne: "tu" lub "tam" nie ma żadnego znaczenia. Chodzi nie o zewnętrzne miejsce pobytu, lecz o życie i ducha w ludzkim wnętrzu. Nie pozwólmy, aby pochłonęły nas sprawy materialne i zewnętrzne; skoncentrujmy się raczej na rzeczach duchowych i wiecznych. Nawet najtrwalsze rzeczy materialne podlegają rozpadowi. Mole i rdza dokonują swego dzieła. Budynki kościelne niszczeją tak samo jak budynki świeckie. "To wszystko ma ulec zagładzie." (2Ptr 3,11) Jezus powiedział również: "Czy widzisz te wielkie budowle? Nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie został rozwalony" (Mk 13,2). Ostaną się nie rozpadające się kamienie, lecz nieśmiertelne ludzkie życie.7 Sprawą o najwyższym znaczeniu musi być dla nas to, co się ostanie, gdy najtrwalsze ziemskie rzeczy będą się rozpadać. Kaplica, do której przychodzisz na nabożeństwo, może pewnego dnia zostać zburzona. Co wtedy poczniesz? Prawdziwy, nieprzemijający Kościół nie jest zbudowany z cegieł lub kamieni. Prawdziwy Kościół i jego architektura nie noszą żadnego podobieństwa do wzorców podawanych w podręcznikach. Jest on zbudowany z ludzkiego materiału, który Pan kształtuje dzień po dniu, aby coraz bardziej przypominał Jego ideał. Oddawanie czci Bogu nie polega na wyznaczeniu godzin nabożeństw, szczególnych dni i poświęconych miejsc. Oddawanie czci polega na otwarciu umysłu i serca przed Bogiem, któremu oddaje się cześć. To jest ta prawdziwa budowla, którą prawdziwi słudzy Chrystusa budują od pierwszych dni Kościoła. Gdy Kościół był młody, nie miał żadnych budynków, z wyjątkiem jednej budowli nie zbudowanej rękami ludzkimi.

2. GRUPY WYZNANIOWE

Gdy Kościół był młody, nie miał żadnych grup wyznaniowych. Oto kolejna wielka różnica w porównaniu z dzisiejszym Kościołem. Jako coś oczywistego łączymy pojęcie Kościoła chrześcijańskiego z istnieniem denominacji. W potocznej mowie używamy słowa "Kościół" w sensie, jaki nie był znany w czasach Nowego Testamentu: "Do jakiego Kościoła należysz?" Natomiast w czasach Nowego Testamentu "Kościół" oznaczał albo ogół wierzących w Chrystusa, albo lokalne zgromadzenie (zbór) w jakiejś miejscowości. "Kościół" nigdy nie oznaczał jakiejś części chrześcijan, oddzielonych od reszty z racji swoich wierzeń lub praktyk. Pomimo pojawiających się trudności, które groziły powstaniem tragicznych rozłamów we wspólnocie, ta zasada charakteryzowała Kościół w pierwszym wieku jego istnienia. Opisując najwcześniejszy okres historii Kościoła Łukasz często używa wyrażenia "jednomyślnie" (Dz 1,14; 2,46; 4,24; 5,12; 15,25). Jednomyślność naśladowców Chrystusa była cechą charakterystyczną, którą, zdaniem Łukasza, należało odnotować. Przywódcy szczerze starali się utrzymać istnienie tej jedności, chociaż w praktyce była to jedna z najtrudniejszych rzeczy do zrobienia. I rzeczywiście, nie upłynęło wiele czasu, gdy we wspólnocie i organizacji Kościoła zaczęły się pojawiać sprzeczne szkoły myślenia. Dobrze znany hymn "Szczęśliwi ci, którzy pierwsi uwierzyli" ("Happy the souls that first believed") opisuje sytuację przed rozłamem tak, jak ją rozumiał Charles Wesley: "Pełni cichości i prostoty naśladowcy Baranka Żyli tym samym, mówili i myśleli to samo." Jeśli nawet było to prawdą, to jednak nie pozostało prawdą na zawsze! To, że pierwotny Kościół nie znał żadnych podziałów denominacyjnych, charakteryzujących jego późniejszą historię, nie wynikało z ujednoliconego sposobu myślenia i postępowania, lecz z faktu, że istniało coś, co łączyło ich wszystkich w jedność pomimo różnic w poglądach. Ludzie odpowiedzialni walczyli o utrzymanie jedności, podczas gdy współcześni walczą o utrzymanie podziałów. Różnice poglądów, które powstawały w tamtych czasach, były równie poważne jak współczesne spory doktrynalne. Jednak w przeciwieństwie do dzisiejszych czasów odmienność ówczesnej sytuacji polegała na dojrzałości duchowej ludzi zaangażowanych w spór. Sobór w Jerozolimie, opisany w 15. rozdziale Dziejów, miał wielkie znaczenie historyczne i pociągnął za sobą wiele skutków. Można się domyślać, że w tej sytuacji łatwo mogły się zrodzić podziały denominacyjne. Przywódcy Kościoła uświadamiali sobie to niebezpieczeństwo i podjęli kroki przeciwdziałające rozłamowi. Jeśli nawet ich decyzje (w. 28 nn.) wydają się nam logicznie niekonsekwentne, to mimo wszystko posłużyły zachowaniu jedności Kościoła. W całej historii Kościoła można znaleźć wiele podobnych przeciwstawnych tendencji - obejmujących szerokie lub wąskie zagadnienia, poglądy liberalne i konserwatywne, tolerancyjne i surowe - jednakże zbyt często rywalizujący liderzy przejawiali taką złość i postawę wykluczającą wszelki kompromis, że nie szukali i nie znajdowali żadnego porozumienia. Zbór w Koryncie jest ilustracją działania jeszcze innego czynnika prowadzącego do rozłamów. Pewne grupy zborowników podkreślały swoją odrębną, grupową lojalność za pomocą partyjnych haseł, takich jak "Ja jestem Pawłowy, a ja Apollosowy, a ja Kefasowy", inni natomiast (prawdopodobnie w duchu takiej samej nienawiści do pozostałych partii) określali siebie jako "Chrystusowych" (1Kor 1,12). Używanie imion przywódców jako punktu wyjścia dla rozłamu jest zjawiskiem często występującym w sferze religii; por. luteranie, brownici, wesleyanie, cambellici itd. Jakże łatwo separatystyczny ruch w Kościele może skupić się wokół nazwiska jednego z wybitnych liderów. Na uznanie zasługuje fakt, że w pierwotnym Kościele - pomimo pojawiających się czasami ostrych sporów (np. Gal 2,11) - osobiste stosunki między przywódcami miały wpływ raczej jednoczący niż prowadzący do rozłamów. Jeszcze inna możliwość rozłamów pojawiła się w związku z organizacją. W miarę jak rozwijała się praca i pomnażała się liczba wiernych, powstawało pytanie, na jakich zasadach ma się opierać organizacja codziennego życia Kościoła. Czy skuteczniej i lepiej będzie on funkcjonować w ten, czy też w inny sposób?
W najwcześniejszym okresie praktycznie wszyscy, którzy przyłączali się do społeczności Ciała Chrystusowego, poprzednio chodzili do synagogi. W późniejszym okresie do zborów dołączali ludzie nowo nawróceni wprost z pogańskiego świata, którzy nie wnosili z sobą uprzedniej znajomości synagogi. Lecz mimo to ich przeżyciu Chrystusa ani doświadczeniu wzajemnej społeczności niczego nie brakowało. Otaczający świat podsuwał różne wzory i modele organizacyjne (przykłady synagogi, społeczeństwa, rodziny i władz państwowych), ale jak Kościół powinien zorganizować swoje powszednie życie? Każdy rodzaj otoczenia wywierał nań jakiś wpływ. Nie było więc zasadniczego powodu, żeby poszczególne społeczności chrześcijańskie miały zaadaptować do swoich potrzeb dokładnie ten sam model. Dr Streeter ("The Primitive Church") utrzymuje, że istnieją ślady siedmiu różnych określeń Kościoła w Nowym Testamencie i we wczesnej literaturze chrześcijańskiej. Episkopalianie, prezbiterianie i independenci (niezależni) - wszyscy mogą uzasadnić swój szczególny porządek kościelny na podstawie odpowiednich fragmentów Pisma. Jest więc jasne, że było wiele okazji do rozłamów, gdy tylko dochodziło do dyskusji na temat "porządku". Jeśliby ktoś był dostatecznie głupi, żeby wysunąć ideę, że jeden typ organizacji życia kościelnego jest prawidłowy, a wszystkie inne błędne, to taki spór mógłby stać się źródłem rozłamu w Kościele. A więc znowu mamy element, który łatwo mógł wytworzyć "denominacje". Tak się jednak nie działo! Kościół pierwotny zachowywał jedność nie dlatego, że nie było powodów do podziałów. Możliwości podziałów, jak widzieliśmy, istniały! Czy podział na denominacje - z czym mamy dziś do czynienia - był nieunikniony? Czy to jest jedyna odpowiedź na powszechny uniformizm? Jeśli różnorodność może istnieć tylko na bazie podziałów, to musimy zaakceptować podziały. Za wszelką cenę musimy zachować prawo do wolności, samodzielnego myślenia, obrony własnego punktu widzenia, wnoszenia osobistego wkładu w wiarę, którą wyznajemy. Jeśli ta wolność jest możliwa jedynie w systemie oddzielnych wspólnot, wówczas musimy zaakceptować tę sytuację. Jednakże Kościołowi, gdy był bardzo młody, udało się w jakiś sposób utrzymać jedność pomimo, że już wtedy pojawiło się tak wiele tendencji rozłamowych. Jak Kościół pierwotny zachowywał jedność ducha w spójni pokoju? Jak udawało im się zachować jedność pomimo różnorodności idei, różnic zdań między liderami, rozmaitości sposobów wyrażania się i wielu autorytetów oraz mnóstwa innych czynników, które powodowały podziały? Na szczęście mamy dokumenty, które pokazują nam przykłady przywódców, którzy stanęli wobec takiego problemu i poradzili sobie z nim. Spośród wszystkich miejsc Korynt był chyba najlepszym przykładem zboru, w którym szczególnie przejawiały się elementy różnorodności. Był to, jak wielu współczesnych duchownych mogłoby go określić, "bardzo trudny zbór". "Zbór koryncki był pełny sporów - nie tylko na temat wierzeń i praktyk, ale również w sprawach konkretnych, w których członkowie pozywali się do sądów; działy się również jeszcze gorsze skandale. Grecy, którzy stanowili w nim większość, mieli wszystkie wady greckiego umysłu, ale niewiele, jak się wydaje, z jego wielkości, dlatego też zbór cechował się wszelkiego rodzaju błędnym rozumowaniem. Jego członkowie wywodzili się z judaizmu i z pogan. Byli wśród nich asceci i wegetarianie, [...] grupa 'uduchowionych', którzy popadali w transy, miewali wizje i w ekstazie 'mówili językami'. Z tą grupą stowarzyszona, a może nawet skonfliktowana, lecz na pewno podobna do niej, była inna, pełna sprzeczności grupa - wyzwolona z ciała, żyjąca w duchu i dlatego swobodnie oddająca się cielesnym przyjemnościom, podczas gdy dusza wznosiła się ponad to wszystko. Kwitła rozmaitego typu teozofia oraz wszelkiego rodzaju dziwactwa - jednym z nich był chrzest w intencji zmarłych - a wszystko to działo się w atmosferze zmąconego rozumowania."8 Mamy tu wszystkie elementy postawy rozłamowej i doprowadzone do absurdu podziały na denominacje. Jaką metodę zastosował Paweł, aby rozprawić się z tego rodzaju niebezpieczeństwem, które mogło podzielić Kościół na wiele skłóconych sekt? Główną rzeczą, najistotniejszą i mającą trwałą wartość, którą zajmuje się Paweł, jest odejście od poszczególnych detali i skupienie uwagi na ideałach i zasadach. Wprowadza przy tym pojęcie
Kościola jako Ciała Chrystusa, a potem wyjaśnia i rozwija pełne znaczenie tej prawdy (1Kor 12). "Jesteście skomplikowaną zbiorowością ludzi, bardzo różniących się między sobą pod każdym względem; tak jak członki ludzkiego ciała różnicie się wielkością i kształtem, pozycją i funkcją. Lecz nie jesteście sobie wrodzy, tak jak członki ciała nie są wrogo względem siebie nastawione. Nie jesteście od siebie niezależni, tak jak członki ciała nie mogą udawać, że są niezależne. Nie powinniście niesfornie i przewrotnie postępować, tak jak pojedynczy członek ciała lub grupa członków nie może buntować się lub postępować nielojalnie wobec całości. Wszyscy tworzycie wspólnotę. Bogactwo różnorodności waszych darów podnosi użyteczność całego organizmu. Macie doskonałą rozpiętość zdolności, które możecie wykorzystać, wzajemnie pomagając sobie w służbie. Wy wszyscy, wraz z wszystkimi waszymi zdolnościami możecie doświadczać życia ciała jako całości; ciałem nie jest bowiem ten lub inny członek, ta lub inna grupa członków, ta lub inna część, lecz jesteście nim wszyscy, mocno z sobą wzajemnie związani." Przypowieść Pawła to wielka, natchniona deklaracja. Jego analiza zagadnienia jest majstersztykiem. W naszych czasach Ciało cierpi - i to niepotrzebnie - ponieważ nikt nie słucha poselstwa Pawła. Nikt dzisiaj nie nauczył się tej lekcji. Jest jednak jeszcze coś więcej. "Chcę wskazać wam jeszcze wspanialszą drogę - powiada apostoł. - Tym, czego wszyscy naprawdę potrzebujecie, jest więcej miłości. Nie bądźcie kłótliwi, nieuprzejmi i pewni siebie; miłujcie się nawzajem. Nie obrażajcie się i nie bądźcie nieżyczliwi, zapalczywi i gotowi wierzyć złu; miłujcie się nawzajem. Miłość jest cierpliwa i uprzejma. Miłość nie zna zazdrości. Miłość nie popisuje się i nie pyszni. Miłość nie jest niegrzeczna, egoistyczna, skora do gniewu ani nie myśli nic złego. Miłość nie raduje się z niesprawiedliwości, ale radośnie staje po stronie prawdy. Miłość nie baczy na błędy. Miłość jest pełna ufności, pełna nadziei, pełna wytrwałości. Miłość nigdy nie ustaje."9 Taka nauka dosięga korzeni rzeczy! Czy nie mogłaby nas uchronić przed niemal wszystkimi rozłamami, które nastąpiły w ciągu całej historii Kościoła? Czy nie mogłaby uleczyć wszystkich podziałów, które obecnie istnieją? Czy nie mogłaby pokazać, że naprawdę wszyscy należymy do Tego, którego imię nosimy? Gdy Kościół był bardzo młody, nie było w nim podziałów denominacyjnych. Gdy podrósł, stracił sprzed oczu ideał jedności. To przestało być cennym nabytkiem! Dzisiaj Kościół znowu musi szukać tej jedności. A gdy Kościół wojujący stanie się Kościołem triumfującym, jego podziały znikną wraz z wszystkimi innymi niedoskonałościami. Nazwy, sekty i podziały przeminą; Ty, o Chryste, będziesz wszystkim we wszystkim.

3. STRUKTURY ORGANIZACYJNE

Gdy Kościół był bardzo młody, nie miał struktur organizacyjnych ani przepisów postępowania. Aby w pełni pojąć znaczenie tego faktu, potrzeba chwili zastanowienia. Obecnie nie ma na świecie żadnej instytucji, która byłaby bardziej zorganizowana niż Kościół chrześcijański. A jeśli chodzi o zasady postępowania, to istnieje przynajmniej jedna na każdą sytuację. Pełny zestaw tych zasad tworzy wielkich rozmiarów zbiór oficjalnych pism. Część Kościoła, do której należę, posiada zasady postępowania spisane na ośmiuset stronach. Kiedy tylko chcę dowiedzieć się, co należy zrobić w danej sytuacji, zaglądam do skomplikowanego indeksu. Oszczędza się sobie wielu kłopotów, gdy żyje się według zasad. Nasze zasady określają wszystko i nie ma od nich odwołania. Kościół bez organizacji - toż to przecież rzecz prawie nie do pomyślenia! A jednak Jezus powołał swój Kościół w takich warunkach. I oczekiwał, że będzie on w stanie funkcjonować bez organizacyjnego skrępowania. Nie poświęcił również swego ziemskiego czasu na pouczanie swoich naśladowców, jak cały ruch ma być zorganizowany i kierowany. Miał coś ważniejszego do zrobienia.10 Jak kiedyś wysłał ich "bez sakiewki, torby i sandałów", tak samo teraz znowu wysyła ich bez wyposażenia, które współczesny Kościół uważa za niezbędne do działania. A mimo to apostołowie wyznali, że im "niczego nie brakowało" (Łk 22,35). Musimy przyznać, że ta potężna organizacja, którą mamy, należy do rzeczy nieistotnych i że bez niej nadal będzie istniał Kościół chrześcijański, skuteczny i zwycięski! Siła przekonywania Kościoła, która jest przejawem życia i która zmienia się i przystosowuje do
zmieniających się warunków - to jedno. Zupełnie czym innym jest sztywna i raz na zawsze ustalona forma. Nie można zaliczyć formy i organizacji Kościoła chrześcijańskiego do spraw najważniejszych i najistotniejszych. Te rzeczy, jak można wykazać, są nieistotne i drugorzędne. "Przez ponad sto pierwszych lat wszelka organizacja Kościoła musiała być mniej lub bardziej nieformalna i była bardziej sprawą moralnego prestiżu niż prawnego porządku."11 Wczesne dokumenty chrześcijańskie świadczą o rozwoju, który nie był wszędzie absolutnie jednakowy i jednolity. Rozwój Kościoła charakteryzował się lokalnymi różnicami i modyfikacjami. I znowu tego właśnie możemy oczekiwać, jeśli wierzymy, że to życie kształtuje formy, natomiast formy nie przynoszą życia. Wczesny Kościół odrzucał ideę, że tylko jedna forma jest słuszna i niezmienna. Począwszy od pierwszego rozdziału Dziejów Apostolskich obserwujemy podejmowanie przedsięwzięć, które miały zapewnić wspólnocie harmonijne odbywanie nabożeństw. "Jednomyślnie trwali w modlitwie" (w. 14). Następny rozdział (w. 46) pokazuje pewien rozwój, który nastąpił po wydarzeniach Pięćdziesiątnicy. "Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach" wzmacniali i podtrzymywali swoje nowo odkryte doświadczenie przez nabożeństwo i społeczność. Ich powszednie życie wzbogaciło się o następny element w czwartym rozdziale (w. 32 nn.). Nie poprzestając na duchowym wyrażaniu więzi i wspólnoty, co przeważało w ich środowisku, rozszerzyli przejawianie swojego duchowego życia na rzeczy materialne i zgodzili się wspólnie dzielić to, co posiadali. A więc można sądzić, że ten nowy krok traktowano wówczas jako taką samą część życia Kościoła, jak i poprzednie działania. Jeśli więc któraś z cech tego pierwotnego okresu może być traktowana jako precedens na przyszłość, to ta praktyka jest równie wyraźnie uzasadniona, jak każda inna. Dlaczego mamy tak starannie badać inne przejawy działalności z tamtego okresu, a pomijać właśnie ten? Temu "eksperymentowi" pozwolono przeminąć. Jednakże byłoby interesującą rzeczą postawić pytanie, dlaczego ten lub inny szczególny przejaw życia i społeczności pierwotnego Kościoła powinien być uważany za szczególnie ważny i na zawsze obowiązujący. Z drugiej strony, jak to się stało, że bez skrupułów pozwolono, aby elastyczność i brak formalizmu pierwotnego Kościoła przeminęły i zanikły? W miarę upływu lat przejawy życia Kościoła zmieniały się, aby dać wyraz wewnętrznemu życiu. "Forma" była wytworem ducha. Ta "forma" była elastyczna, a nie sztywna; przystosowująca się, nie ostateczna. Każdy krok podejmowano mając pewność, że żywy Duch Święty był obecny, aby podpowiedzieć i poprowadzić. Kiedy przestaje się polegać na obecności i prowadzeniu Ducha Świętego, wtedy nie ma znaczenia, czy organizacja jest elastyczna, czy też sztywna! W obu przypadkach Kościół przestaje wypełniać swoją funkcję w świecie. Każda grupa zgromadzająca się dla określonego celu składa się z ludzi posiadających rozmaite dary. Zdrowy rozsądek podpowiada, że powinniśmy wykorzystać dar każdego człowieka w taki sposób, aby mógł on wnieść najlepszy wkład w realizację wspólnego celu. Wydaje się, że to stanowiło fundamentalne założenie pierwotnej chrześcijańskiej wspólnoty. Kościół nie pojawił się jako wytwór umysłu Chrystusa w postaci całkowicie zaplanowanego porządku, ustalonych stanowisk i hierarchii. Pozostawiono wolne pole dla podejmowania takich kroków i rozwiązań, jakie mogły wydawać się słuszne Kościołowi w miarę jego rozwoju. Dary i charaktery Szczepana, Filipa i pozostałych pięciu diakonów zostały wykorzystane w taki sposób, aby odpowiednio dobrać ludzi do okoliczności, a dary do potrzeby. Istnienie ludzi posiadających dary doprowadziło do powstania stanowisk, a nie odwrotnie! Żywi ludzie, trwający w kontakcie ze swoim Mistrzem i zaangażowani w nowy ruch, byli teraz również gotowi rozszerzać Jego dzieło w każdy dostępny im sposób. Każdy człowiek otrzymywał pracę do wykonania zgodnie ze swoimi możliwościami. Każdy, zgodnie z przejawiającymi się w nim zdolnościami, był przygotowywany do służby kaznodziei, nauczyciela, przełożonego, zajmującego się finansami lub do innego dzieła, które Kościół mógł mu powierzyć. Urzędy powstawały, ponieważ byli ludzie wyposażeni w wielką różnorodność darów. Człowiek posiadający dar zawsze był na pierwszym planie. Na pierwszym miejscu nie urząd, lecz człowiek! Urząd sprawowany przez człowieka nie posiadającego niezbędnego daru jest tylko bezużyteczną częścią nieruchomej maszyny. Wewnętrzne życie i doświadczenie Kościoła musi znajdować swój wyraz i przybierać wyraźne i rozpoznawalne formy. Same formy mogą poprawnie kształtować się w szerokim zakresie różnorodności, o ile tylko wiernie wyrażają jego wewnętrzny charakter. Struktura organizacyjna jest jedną z tych rzeczy, którym nikt nie ma prawa przypisywać uniwersalnego znaczenia. Nigdy żaden podział ani rozłam nie powinien wynikać tylko z różnic poglądów w kwestii organizacji, porządku lub formy. Istnieje cała gama różnic wśród tych, którzy uczestniczą w tym samym podstawowym doświadczeniu chrześcijańskim. A gdy Kościół był bardzo młody, nie miał struktur organizacyjnych ani ustalonych reguł postępowania.

4. NOWY TESTAMENT

Gdy Kościół był bardzo młody, nie miał Nowego Testamentu. Kościół jest starszy niż Nowy Testament. Ruch, który pojawił się w Palestynie i został opisany w Ewangeliach i w początkowych rozdziałach Dziejów Apostolskich, był pozbawiony wspomagającej literatury! Pod tym względem uderzająco różni się on od współczesnych ruchów religijnych. Jezus nie pisał broszurek, kazań, autobiografii, dzienników ani pism apologetycznych. Nie pozostawił po sobie żadnej spuścizny literackiej i nie wyznaczył wykonawcy swego testamentu literackiego. Pierwszym odruchem uczniów nie było pisanie, lecz zwiastowanie. Gdy Pan wysłał dwunastu a potem siedemdziesięciu uczniów, dał im polecenie, aby zwiastowali Królestwo Boże. W Wielkim Poleceniu z Ewangelii Mateusza (28,19-20) zostało użyte słowo "uczcie". Jest jasne, że Pan miał na myśli zwiastowanie ustne. Apostołowie nie mieli literackiego przygotowania. Atmosfera, w której działali, także wcale nie była podobna do fikcji literackiej. Piśmiennictwo wyrosło z potrzeby sytuacji. W miarę jak Kościół się rozwijał, ludzie pisali, ponieważ chodziło o zaspokojenie szczególnych potrzeb Kościoła! Nie można prawdziwie zrozumieć ani Ewangelii, ani Listów w oderwaniu od okoliczności, w których Kościół się rozwijał. Po prostu porównywanie i drobiazgowe analizowanie dokumentów, kiedy siedzi się wygodnie za biurkiem - to bardzo niedoskonały sposób na zrozumienie Nowego Testamentu i Kościoła, gdy był młody. Kościół i jego literatura były rezultatem wielkiego, tętniącego życiem, duchowego ruchu. A więc Kościół musi być postrzegany w kontekście tego ruchu. Spróbujmy przedstawić Kościół z najwcześniejszego okresu, zwracając uwagę na częstotliwość występowania słowa "świadczyć", używanego przez samego Chrystusa (np. Łk 24,48).12 (Możemy przyjąć, że to słowo oznaczało "propagować".) Jak apostołowie zaczęli wypełniać zadanie polegające na składaniu świadectwa? W swoim pierwszym publicznym przemówieniu Piotr przycisnął słuchaczy do muru, oskarżając ich przed ich własnym sumieniem i dowodząc, jak straszną pomyłkę popełnili, gdy ukrzyżowali Jezusa. W tym pierwszym przemówieniu występuje pewien element literacki w postaci trzech cytatów z już istniejącej literatury - ze Starego Testamentu. Użycie tych cytatów uzasadniał oczywisty fakt, że słuchający byli Żydami. Dlatego też w wielu punktach istniała zgodność poglądów słuchaczy i zwiastujących, a więc wiele rzeczy było oczywistych. Celem zwiastowania było więc jedynie ustalenie faktu, że Jezus (pomimo, że został ukrzyżowany) był Mesjaszem. W miarę jak w nowym ruchu rosła liczba nowo nawróconych, coraz pilniejsza stawała się potrzeba udzielenia im dalszego pouczenia i wskazówek. Nowi ludzie potrzebowali zaktualizowanej nauki, aby mogli mieć tę samą pozycję, co ci, którzy osobiście słyszeli słowa Jezusa. Trzeba więc było zebrać pewne opowieści z Jego życia. Rzecz jasna, ci, którzy je znali, musieli opowiadać je innym. Pamiętajmy przy tym, że najwcześniejszy czas funkcjonowania Kościoła był okresem przedpiśmiennym! Cały przekaz odbywał się ustnie. Zwróćmy uwagę, że nawet wówczas, gdy wreszcie powstała Księga Dziejów Apostolskich, pewien człowiek, Teofil, otrzymał zapewnienie, że wszystko, czego go nauczono, zostało mu przekazane zgodnie z tym, co opowiedzieli "naoczni świadkowie i słudzy Słowa" (Łk 1). W przeszłości całe żydowskie życie, obyczaje i kultura opierały się na ustnym przekazie, a nie na literaturze! Na słowie przekazywanym z ust do ust! Ustne ćwiczenie, przez powtarzanie, było podstawową metodą nauczania. Literatura żydowska została spisana dopiero po rozpoczęciu się ery chrześcijańskiej. Przedtem wszystkie wypowiedzi żydowskich nauczycieli były zapamiętywane przez uczniów. Nie możemy też powiedzieć, że wierzący z początkowego okresu mieli jeden, spójny "program nauki", który był powszechnie stosowany. Nie istniała identyczność przedstawiania nauki aż do czasu wynalezienia druku. Każdy zbór mógł mieć do tego własne podejście. Więcej, każdy apostoł opowiadał tę samą historię na swój własny sposób, a każdy człowiek miał skłonność do podkreślania tych części historii, które szczególnie do niego przemawiały albo które były dla niego szczególnie żywe, ponieważ dokonały w nim duchowego dzieła. Gdy Kościół był bardzo młody, historię opowiadano nieskończenie wiele razy wszelkiego rodzaju słuchaczom, krytycznym i życzliwym, w Kościele i poza nim. A wszystko to działo się bez spisanej literatury! Tak działo się w Kościele w Palestynie i w Syrii. Gdy jednak chrześcijaństwo zaczęło się rozszerzać, zasoby Kościoła zostały poddane narastającemu napięciu. Zapotrzebowanie na wykwalifikowanych nauczycieli nie mogło być wszędzie zaspokojone przez naocznych świadków wydarzeń z życia Pana. Ta sytuacja stała się jedną z przyczyn, które spowodowały, że zwiastowanie zostało spisane. Okoliczności sprawiły, że spisanie słów stało się nieuniknioną koniecznością. (Prawdopodobnie ta sytuacja spowodowała, że pierwsze pisane próby dotyczyły Ewangelii.) Wreszcie stało się jasne, że nastąpił punkt zwrotny. Właściwie nie ma potrzeby śledzić historii powstania Nowego Testamentu poza ten punkt. Około 65 r. po Chr. napisana została również większość listów nowotestamentowych, co było spowodowane (podobnie jak w przypadku Ewangelii) aktualnym rozwojem sytuacji w zborach i wśród pracowników. Wkrótce Kościół miał już, w najpełniejszym sensie, swój Nowy Testament. (Proces ostatecznej selekcji ksiąg zakończył się dopiero w czwartym lub piątym stuleciu.) Większość wierzących z pierwszego wieku nigdy nie widziała "Nowego Testamentu" ani nie interesowała się tą sprawą! Czy uświadamiamy sobie, co to znaczy? Kościół mógł istnieć i działać naprawdę skutecznie bez Nowego Testamentu! Objawienie Boga w Jezusie Chrystusie i interpretacja tej historii, która docierała do ludzi przekazana ustnie i spisana przez tych, którzy pierwsi otrzymali polecenie opowiedzenia tego innym - to wszystko sprawiło, że cały ówczesny świat został poruszony! Nowy Testament jest produktem życia pierwotnego Kościoła, który był w bliskim kontakcie z autentycznymi uczniami Jezusa. Kościół tętnił nowym duchowym doświadczeniem, które wypływało z osobistego kontaktu z Mistrzem. To było jego największą wartością! Poznanie Go udzielało niepodważalnego autorytetu. Poznanie Go - na tym polega nowe życie w Chrystusie. Ci, którzy przekazywali poselstwo, znali Go. Możemy być całkowicie pewni, że nad dostarczeniem ewangelii światu czuwała wszechmocna Opatrzność Boża. W sprawie najwyższej wagi, jaką było przekazanie przyszłym pokoleniom objawienia danego w Chrystusie, bez wątpienia wszystko spoczywało w ręku Bożym. Lecz również ta sama ręka Boża sprawiła, że Kościół powstał do życia, wzrastał, pomnażał się i wstrząsnął dwoma kontynentami... nie mając Nowego Testamentu! Gdyby apostołowie zebrali się na naradę w Jerozolimie, aby podjąć decyzję o spisaniu biografii Chrystusa, która mogłaby służyć ludziom w ciągu następnych dwóch tysięcy lat, jakie dzieło by wtedy powstało? Z pewnością coś zupełnie innego niż to, czym dzisiaj dysponujemy. Coś innego, ale nie lepszego. Nie byliby w stanie stworzyć niczego bardziej reprezentatywnego, właściwszego ani równie wartościowego. Pisząc dla zaspokojenia bieżącej potrzeby, dla wypełnienia istniejącej luki, dla zaspokojenia potrzeb nowo nawróconych - jednocześnie osiągnęli to, że ich pisma stały się ponadczasowe. Stwierdzamy więc, że dzięki łasce Opatrzności Bożej zaistniał literacki przekaz poselstwa Kościoła i było to całkowicie dziełem Boga; oraz że gdy Kościół był bardzo młody, nie miał Nowego Testamentu.

5. WŁASNE SŁOWNICTWO

Gdy Kościół był bardzo młody, nie miał własnego słownictwa. Wszystkie terminy, które obecnie są charakterystyczne dla chrześcijaństwa, zostały zapożyczone lub celowo stworzone. Chrześcijaństwo wyrosło w środowisku judaistycznym i od początku korzystało z wielu pojęć zaczerpniętych z terminologii żydowskiej. Te pojęcia zostały przejęte w całości i należą do nas tak samo, jak należały do starotestamentowych wierzących.
Stary Testament został przetłumaczony na język grecki i jego grecka wersja była w powszechnym użytku wszędzie tam, gdzie znajdowali się greckojęzyczni Żydzi; oznaczało to, że Kościół chrześcijański dysponował wielkim zbiorem religijnych słów i że te słowa posiadały znaczenie ustalone już w żydowskim Piśmie Świętym. W tym fakcie dostrzegamy działanie Opatrzności przygotowującej grunt dla chrześcijaństwa. Jakże wielką zaletą było to, że kaznodzieje wczesnego okresu mieli gotowe słownictwo religijne o szerokim zakresie znaczenia i ekspresji. Lecz chrześcijaństwo nie było tylko jedną z sekt judaizmu. Czas to wkrótce pokazał. Oto pojawiło się na świecie nowe zjawisko wnoszące nowe pojęcia i nowe doświadczenia, które wymagały nowych form wyrazu. Dlatego też wraz ze słowami, które już stosowano w tym samym sensie, jak w Starym Testamencie, w Nowym Testamencie pojawiły się nowe wyrażenia odnoszące się do nowych pojęć. Najbardziej jaskrawym przykładem jest wyrażenie, którym określano naśladowców Chrystusa. Sam Chrystus był przez kaznodziejów wczesnego okresu nazywany "Jezusem z Nazaretu" (Dz 2,22; 3,6; 6,14; 22,8; 26,9) lub "Jezusem Chrystusem z Nazaretu" (4,10). Nazwa "nazarejczycy", nadawana naśladowcom Chrystusa, miała związek z miastem, w którym mieszkał Jezus. Rozpoczynając mowę oskarżycielską przeciwko Pawłowi podczas rozprawy sądowej przed namiestnikiem Feliksem, Tertullus opisał Pawła jako "przywódcę sekty nazarejczyków" (24,5). Dowodzi to, że naśladowcy Jezusa z Nazaretu byli dobrze znani pod tą nazwą. Zdumiewającą jest rzeczą, że tego określenia nie używa się zazwyczaj w odniesieniu do nas! Nieco później w tym wczesnym okresie ruch chrześcijański był również nazywany "drogą" (9,2) - to wieloznaczne wyrażenie nie zachowało się jednak w następnych wiekach. Kilka lat później tego samego wyrażenia używano w Efezie. Przeciwnicy żydowscy "mówili źle wobec ludu o drodze" (19,9), a później Demetriusz sprowokował "niemałą wrzawę z powodu drogi" (19,23). (W oryginale nie ma słowa "Pańska" - przyp. tłum.) Czyż tej nazwy nie używano raczej z tego powodu, że charakterystyczną cechą tego nowego ruchu był nowy sposób życia, a nie wyznanie wiary? Słowo "droga" z całą pewnością pasuje do pojęcia, które współcześnie określamy jako "nową drogą życia". Możemy również odnaleźć inne fragmenty Pisma, w których słowo "życie" nabiera pełniejszego znaczenia. Jezus jest "Sprawcą (Księciem, Autorem lub Wodzem) życia, którego Bóg wzbudził z martwych" (3,15). Po wypuszczeniu z więzienia apostołowie otrzymali od anioła polecenie, aby "poszli i wystąpili w świątyni, i głosili ludowi wszystkie słowa tego życia" (5,20 gr.). Chrześcijanie w Jerozolimie, usłyszawszy od Piotra historię jego wizyty w domu Korneliusza, zawołali: "Tak więc i poganom dał Bóg upamiętanie ku żywotowi" (11,18). To słowo w swojej prostocie jest bardziej uderzające niż znacznie dziś popularniejsze wyrażenie "życie wieczne". Można podać jeszcze kilka innych przykładów pokazujących, że Kościół, gdy był bardzo młody, po omacku poszukiwał dokoła odpowiednich wyrażeń opisujących go i ludzi, którzy do niego należeli! Interesującym przykładem jest słowo "apostoł". Słowa tego używał Jezus, aby opisać i nazwać dwunastu, których wybrał spośród wielkiej grupy uczniów (Łk 6,13), i prawie wyłącznie do nich odnosi się ten termin w Nowym Testamencie. Ale nie zupełnie! Paweł w każdym razie nie pozostawia wątpliwości, że ma prawo być traktowany jak apostoł na równi z pozostałymi (1Kor 9,1). Łukasz zalicza również Barnabę do apostołów (Dz 14,4.14). Pisząc do Tesaloniczan, Paweł traktuje zarówno Sylwana i Tymoteusza, jak i siebie, jako apostołów (1Tes 2,6-7). Widzimy więc, że sens tego słowa został tu rozszerzony i objęto nim rosnącą liczbę wybitnych pracowników Kościoła. Coś spowodowało zahamowanie tej tendencji. Wyrażenie to praktycznie wyszło z użycia z końcem pierwszego wieku. Również słowo "uczeń" ma interesującą historię. Najpierw odnoszono je do tych, którzy byli w bliskim osobistym kontakcie z Jezusem, jak uczniowie ówczesnych szkół żydowskich ze swoimi rabinami. Wyrażenie to było nadal używane w Księdze Dziejów jako zwykła nazwa tych, którzy stali się członkami chrześcijańskiej wspólnoty. Później nagle zniknęło i nie spotykamy go nigdzie więcej w Nowym Testamencie. Widocznie uznano, że odnosiło się ono przede wszystkim do tych, którzy osobiście zetknęli się z Chrystusem i byli Jego naśladowcami podczas Jego życia na ziemi, i dlatego też użycie tego słowa ograniczono wyłącznie do takiego znaczenia. Prawdopodobnie taki jest sens wyrażenia "dawny uczeń" w odniesieniu do Mnazona z Cypru (Dz 21,16). Należał on do pierwotnej grupy uczniów. Możemy tylko domyślać się, co się dalej stało z tym słowem, na podstawie wzmianki w historii o ucieczce Pawła z Damaszku, gdzie Łukasz powiada, że "uczniowie zabrali go w nocy, przerzucili przez mur i spuścili w koszu" (Dz 9,25 - w niektórych tekstach greckich można odczytać: "jego uczniowie"). Ale takie użycie tego słowa jest tutaj chybione. Nigdzie więcej nie znajdujemy słowa "uczniowie" z wyjątkiem tych sytuacji, w których odnoszą się one do Pana Jezusa i Jego naśladowców. Być może pamiętali, co im powiedział: "Ale wy nie pozwalajcie się nazywać Rabbi, bo jeden tylko jest Nauczyciel wasz, Chrystus, a wy wszyscy jesteście braćmi" (Mt 23,8). Kościół, który nie miał ustalonego i sztywnego słownictwa, ale poszukiwał własnej terminologii, w miarę potrzeby selekcjonując, modyfikując i odrzucając różne wyrażenia, był interesującym zjawiskiem. Co dostrzegamy w tym zjawisku? Widzimy Kościół cieszący się wolnością Ducha Świętego! Miał radosną świadomość, że jest przezeń prowadzony, gdy robił rozmaite kroki. My natomiast wszystkiemu nadajemy sztywną formę. Takie uzależnienie się od litery wskazuje na brak zależności od Ducha Świętego. Kościół, który już raz posiadał wolność wyboru i decyzji w takich sprawach, wciąż jeszcze może uwolnić się od form, od niereligijnej terminologii, uwolnić się, aby używać nowych słów do opisywania ludziom swojego przeżycia. Albowiem Duch Święty, który prowadził pierwsze pokolenie naśladowców Chrystusa, nie jest ani martwy, ani umierający, lecz wciąż dostępny w pełni swojej mądrości i mocy, aby kierować sprawami Chrystusowego Kościoła.

6. SYSTEM DOGMATYCZNY

Gdy Kościół był bardzo młody, nie miał własnych dogmatów ani "wykoncypowanej teologii",13 ani pełnego, precyzyjnie zdefiniowanego zbioru doktryn chrześcijańskich. Każdy odłam współczesnego Kościoła chrześcijańskiego jest przygotowany do przedstawienia swoich doktryn. Poglądy doktrynalne zostały tak dogłębnie opracowane, że na każde pytanie, jakie mogłoby się pojawić, otrzyma się wnikliwą odpowiedź. Jeśli się dochodzi do wniosku, że ostatnie słowo już zostało wypowiedziane i system jest doskonały, to znaczy, że został zrobiony pierwszy krok do umysłowej atrofii. Nasze pojmowanie prawdy nigdy nie może być ostateczne. Zawsze jest tylko jakimś przybliżeniem, zawsze istnieje gdzieś przed nami możliwość szerszej wizji i jaśniejszego poznania. Pierwotny Kościół nie posiadał wypracowanego wyznania wiary. Najwcześniejsze wyznania wiary miały się pojawić dopiero w następnych stuleciach. Kościół dysponował tylko szeregiem faktów, które dostarczały materiału dla umysłu; wszystkie te fakty były związane z życiem i służbą, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa z Nazaretu. W tym świetle przyjrzyjmy się wyrażeniu "słowo". "Wszyscy, którzy się rozproszyli (po śmierci Szczepana), chodzili zwiastując słowo - dobrą nowinę" (8,4 gr.); jednakże "głosili słowo tylko samym Żydom" (11,19 gr.). Gdy Piotr przemawiał do Korneliusza i jego przyjaciół, "zstąpił Duch Święty na wszystkich słuchających tego słowa" (10,44 gr.). Paweł i Barnaba "opowiedzieli słowo w Perge" (14,25), natomiast później Pawłowi i Sylasowi "Duch Święty zabronił głoszenia słowa w Azji" (16,6 gr.). Berejczycy "przyjęli słowo z całą gotowością" (17,6), a w Koryncie "Paweł oddał się całkowicie słowu" (18,5). Nie możemy traktować tego wyrażenia, występującego we wszystkich tych cytatach, we współczesnym sensie - jako "Biblii" lub "Nowego Testamentu". Musimy rozpoznać, wraz z Lutrem,14 różnicę między "słowem" a drukowaną książką. To słowo oznacza poselstwo chrześcijańskie, objawione, przemyślane, wyznawane i zwiastowane. Słowo jest powszechnie uznanym chrześcijańskim stanowiskiem i wezwaniem. Apostołowie musieli przygotować to poselstwo, gdy szli je głosić. To oznacza, że ci wspaniali ludzie nie otrzymali od Chrystusa gotowego lub wyuczonego na pamięć poselstwa. Cechą charakterystyczną chrześcijańskiego orędzia było to, że nie zostało podane w postaci gotowego produktu. Ono powstawało stopniowo. W swoim pierwszym przemówieniu, w dniu Pięćdziesiątnicy, Piotr określił Jezusa jako "męża, którego Bóg wśród was uwierzytelnił przez czyny niezwykłe, cuda i znaki, jakie Bóg przez Niego między wami uczynił" (2,22). Później, po oznajmieniu zmartwychwstania Pana, Piotr zwiastował wywyższenie Pana Jezusa "prawicą Bożą" (w. 33) i wezwał swoich słuchaczy, aby przyjęli za prawdę fakt, że "Bóg uczynił Go i Panem, i Chrystusem, tego Jezusa, którego wy ukrzyżowaliście" (w. 36). Inne wyrażenia, które spotykamy w pierwszych rozdziałach Dziejów, są nam dziś mniej znane. Jezus jest "sługą Boga" (3,13.26; 4,27.30 - gr.; inne przekłady podają: "Synem" - przyp. tłum.), z wyraźnym odniesieniem do cierpiącego sługi z Księgi Izajasza 53. Jest On "Świętym i Sprawiedliwym" (3,14), "Sprawcą (Początkodawcą, Autorem) życia" (3,15), "Chrystusem przeznaczonym dla was" (3,20). "On jest kamieniem odrzuconym przez was, budujących, On stał się kamieniem węgielnym" (4,11). Jest "Wodzem i Zbawicielem", którego Bóg wywyższył, "aby dać Izraelowi możność upamiętania i odpuszczenia grzechów" (5,31). "Bóg namaścił go Duchem Świętym i mocą (...), chodził, czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z nim" (10,38). Teraz "On jest Panem wszystkich" (10,36) oraz i "ustanowionym przez Boga sędzią żywych i umarłych" (10,42). Te fragmenty Pisma dają nam pewne wskazówki co do procesu, który zachodził w sercach apostołów, gdy Kościół był bardzo młody. Pisma Starego Testamentu dostarczały im terminologii, która pomagała im w przekazywaniu poselstwa Jezusa. W związku z tym musimy pamiętać, że sam Mistrz był ich przewodnikiem (patrz: rozdz. 4). Ich własne słowa miały jednocześnie często charakter osobistego świadectwa. Gdy Kościół był bardzo młody, nie miał pism Nowego Testamentu. A mimo to był prawdziwym Kościołem i wykonywał najważniejsze zadanie, do jakiego został powołany. Zdobywał nowych wiernych i uczył ich, jak żyć użytecznym życiem i poświęcać się sprawie Chrystusowej. Zachowywał jedność, która później stała się niemożliwa, gdy lubujący się w filozofii Grecy zyskali przewagę na soborach Kościoła. Zbyt często ścisła definicja prowadzi tylko do podziałów. Próby ścisłego zdefiniowania Osoby Chrystusa przekraczające to, co było niezbędne do nabożeństwa i misji Kościoła, przyniosły jedynie rozdarcia, które nie zostały dotąd uzdrowione. Czy odziedziczone błogosławieństwo mamy zamienić w przekleństwo, podnosząc różnice intelektualne do takiego poziomu ważności, że chrześcijanie, którzy nie mogą myśleć identycznie, muszą znaleźć się w oddzielnych wspólnotach? I nie mieć ze sobą społeczności? Ani nawet zgromadzać się razem wokół stołu Pańskiego? Lepsza jest prostota, niedojrzałość i niedoskonałość nauki pierwotnego Kościoła niż taka sprzeczność z Duchem Chrystusowym! Powtórzmy jeszcze raz: gdy Kościół był bardzo młody, "teologia teoretyczna" nie wchodziła w skład jego poselstwa. Przeżycia, których doświadczali ludzie przyjmujący ofertę zbawienia, były autentyczne. I dla wszystkich, którzy chcą przyjść do Boga przez Chrystusa, wierząc, że Bóg jest taki, jakim został objawiony w Chrystusie, te same przeżycia są dostępne dzisiaj... bez odwoływania się do jakiejkolwiek teorii teologicznej. Zbawienie nie przychodzi dzięki dobrze opracowanej teologii, lecz dzięki podjęciu ryzyka zaufania Bogu, który został objawiony w Jezusie Chrystusie.

7. NIEDZIELNY ODPOCZYNEK

Ten rozdział nie odnosi się do Kościoła w Jerozolimie w pierwszym okresie, lecz do Kościoła w pogańskich miastach. W tych miastach, gdy Kościół był bardzo młody, nie miał dnia odpocznienia, sabatu. Spróbujmy uświadomić sobie, co to oznaczało. Dla przeciętnego chrześcijanina, urodzonego i wychowanego w chrześcijańskim kraju, jednym z pierwszych doświadczeń życiowych związanych z religią jest świętowanie jednego, szczególnego, religijnego dnia w tygodniu - dnia wyróżniającego się zamkniętymi sklepami i przerwami w pracy, uczęszczaniem na nabożeństwa i przestrzeganiem zwyczajów innych niż w pozostałych dniach. Religia i niedziela są tradycyjnie nierozłącznie ze sobą związane. Wyłamanie się ze szczególnego sposobu przestrzegania niedzieli jest powszechnie traktowane jako jawny i rzucający się w oczy znak "odstępstwa". Wielu z nas trudno byłoby sobie wyobrazić prawdziwie religijnych ludzi, którzy jednocześnie nie przestrzegają niedzieli w konwencjonalny sposób. Lecz jeśli chcemy ujrzeć wierny obraz życia pierwotnego Kościoła w pogańskim mieście, musimy zmienić swój sposób myślenia.
Podział czasu na siedmiodniowe odcinki był już znany i stosowany w społeczeństwie greckim i rzymskim w okresie, gdy nastała era chrześcijańska. (Obyczaj ten trafił do Rzymu z Babilonu przez Egipt.) Ale żaden z tych siedmiu dni nie wyróżniał się niczym szczególnym. Żaden z tych dni nie był poświęcony religii ani też nie był dniem odpoczynku. Rzymianie nie mieli dni świątecznych wyznaczanych rytmem dni tygodnia. Dni świąteczne były związane z poszczególnymi miesiącami. Świąteczny dzień odpoczynku zdarzał się w nieregularnych odstępach, gdy wypadało jakieś święto pogańskie. Z drugiej strony, żydowscy osadnicy podtrzymywali swój zwyczaj przestrzegania sabatu nawet w obcym kraju. Ich zwyczaj świętowania jednego dnia w tygodniu jako dnia odpoczynku i nabożeństwa był szeroko znany jako jedno z ich dziwactw. Dzień sabatu w synagogach dawał apostołom najlepszą okazję do przekazania poselstwa Żydom (Dz 13,14.42.44; 17,2; 18,4; 16,13). Apostołowie korzystali sami z tej możliwości, ale przestrzegania sabatu nie włączali do swego poselstwa dla pogan. Gdy Paweł opuścił zbory w Galacji, zaczęto w nich przestrzegać "dni i miesięcy, i pór roku, i lat". Paweł potraktował to jako oznakę poważnego duchowego odstępstwa. "Czemu znowu zawracacie do słabych i nędznych żywiołów, którym ponownie, jak dawniej, służyć (poddać się w niewolę - gr.) chcecie?" (Gal 4,9 nn). Z drugiej strony podział tygodnia na siedem dni był uznawany przez wszystkich jako status quo (1Kor 16,2). Widoczne jest również szczególne znaczenie nadawane pierwszemu dniowi tygodnia (Dz 20,7). Pierwszy dzień był dniem słońca, ale chrześcijanie unikali używania nazwy mającej pogańskie skojarzenia i dlatego nazywali go dniem Pańskim (od dnia zmartwychwstania) (Obj 1,10). Lecz pierwszy dzień tygodnia dla nikogo - ani dla chrześcijan, ani dla ich pogańskich sąsiadów - nie był dniem świątecznym ani wolnym od pracy. Świat funkcjonował w tym dniu tak samo, jak i w inne dnie. Żadne regularne święta lub dni odpoczynku nie pojawiły się jako rezultat niesystematycznych świąt pogańskich. Pierwszego dnia tygodnia chrześcijanie pracowali i wracali ze swoich wyczerpujących zajęć, aby łamać chleb i modlić się. Również nikomu nie zalecali w swoim zwiastowaniu, jako części poselstwa, przestrzegania dnia odpocznienia w jednym dniu tygodnia. Chociaż z humanitarnych powodów było to bardzo pożądane, oni jednakże mieli ważniejsze zadanie do spełnienia. Kościół chrześcijański był najbardziej aktywny i ekspansywny, gdy nie świętował "niedzieli", tak jak to rozumiemy w naszych czasach. Kościół nie podejmował żadnych wysiłków, aby przekonać świat do uznawania szczególnego dnia odpoczynku. "Mniemanie, że skuteczność Kościoła chrześcijańskiego zależy ściśle od przestrzegania Dnia Pańskiego, oznacza zignorowanie lub niezrozumienie precedensu pierwszych trzech wieków chrześcijaństwa."15 Począwszy od 321 r. po Chr. sytuacja się zmieniła. Po swoim nawróceniu Cesarz Konstantyn nakazał powszechnego zaprzestania pracy w miastach "w czcigodnym dniu słońca", zezwalając na prace wiejskie, ponieważ były one uzależnione od pogody i pór roku. Kościoły ewangelikalne odziedziczyły swoją tradycję z dwóch różnych źródeł. Jedno nakazywało przestrzegać sabatu, a drugie go odrzucało. Pierwsze wywodzi się z dziedzictwa purytańskiego, gdzie obowiązywało ścisłe przestrzeganie sabatu. W odróżnieniu od tego, co przyniosła reformacja, angielscy purytanie identyfikowali Dzień Pański z sabatem (który obchodzili pierwszego dnia po sobocie). Usiłowali też sprawić, aby wszyscy traktowali przestrzeganie dnia odpocznienia jako część religii chrześcijańskiej. W 1595 roku Nicholas Bownd, w książce zatytułowanej "Prawdziwa doktryna sabatu" ("The True Doctrine of the Sabbath"), odważnie przeniósł przestrzeganie żydowskiego sabatu na niedzielę. Domagał się, aby ten dzień odpocznienia został prawnie usankcjonowany. W ciągu następnego stulecia pojawiła się ponad setka książek popierających ten punkt widzenia.16 To krańcowe stanowisko stopniowo zanikało, w miarę jak dobiegał końca ruch purytański. Drugie źródło tradycji sięga czasów znacznie późniejszych. Właściwie trwa to na tyle krótko, że trudno je nazwać tradycją. Wyrosło ono ze współczesnego zainteresowania życiem i nauką Chrystusa. Właściwie każda wzmianka o sabacie w związku z Chrystusem zawiera krytykę purytańskiego poglądu na sposób świętowania tego dnia. Jednym z oskarżeń wytoczonych przeciwko Jezusowi było to, że naruszał sabat. Nie zdobywa się takiej reputacji przez purytańskie przestrzeganie sabatu! Jezus podnosił wagę tego, co wewnętrzne i duchowe, a pomijał sprawy zewnętrzne i formalne. Trudno jest więc przypisać ważność i świętość jednemu dniu wykluczając pozostałe. Ludzie, którzy wychowali się w takiej atmosferze, nie mogą pojąć, że chrześcijaństwo, identyfikujące się z takim rozumowaniem, jest zniewolone swoistym "sabatarianizmem" (legalistycznym podejściem do obchodzenia sabatu - przyp. tłum.). Jeśli rozważa się sprawę przestrzegania szczególnych dni z humanitarnego punktu widzenia, to obchodzenie niedzieli jako dnia odpoczynku powinno się pozostawić tym, którzy chcą go tak traktować albo odrzucić. Lecz jeśli chodzi o religijny aspekt tego dnia, chrześcijanin nie może odwoływać się do pomocy prawa ani stosować jakiegokolwiek przymusu. Jeśli dzień nie jest poświęcony Bogu w duchu radosnej i dobrowolnej ochoty, to wówczas staje się tylko zewnętrznym obrzędem - takim, jaki Jezus potępiał. Wyrażenie "bezczeszczenie sabatu" nie znajduje się na chrześcijańskiej liście grzechów. Należy do żydowskiej listy, która została w tak dogłębny sposób zmieniona przez krzyż Chrystusa, że w większości stała się nieaktualna. Żyjemy w świecie, który ugania się za przyjemnościami i odpoczynkiem w niedzielę, podczas gdy niewielu ludzi obchodzi ten dzień jako Dzień Pański. Pierwotny Kościół znajdował się właśnie w takiej sytuacji! Świat zajmował się zwykłymi sprawami w każdym dniu tygodnia, włącznie z dniem, który chrześcijanie chcą poświęcić dla Pana. Jest wiele podobieństwa między tymi dwoma sytuacjami. Nasza sytuacja jest taka: hałas świeckiej pracy jest prawie zupełnie wyciszony, lecz odpoczynek tego dnia ma świecki charakter. Możemy jednak wykorzystać ten dzień dla duchowego pożytku, jeśli tylko tego pragniemy. Czy w okolicznościach podobnych do naszych pierwotny Kościół zainicjowałby kampanię na rzecz przestrzegania Dnia Pańskiego? Oczywiście, że nie. Byłoby to zadanie niemożliwe do wykonania i oznaczałoby zaczynanie czegoś od niewłaściwego końca. Czy więc Kościół poddał się słabości i niemocy, wyznając, że bez specjalnego dnia nic nie może zrobić dla zwiastowania ewangelii? W żadnym razie. Ponieważ Kościół nie był w stanie nakłonić ludzi, aby przychodzili na chrześcijańskie nabożeństwa w dniu słońca, zastosował inne metody... i kontaktował się z niewierzącymi codziennie, biorąc udział w powszednich zajęciach i świeckiej pracy. Kościół wykorzystywał każdą możliwość, aby pozyskać swoich bliźnich dla Chrystusa. Dobrze byłoby, gdybyśmy zdali sobie sprawę z obecnej sytuacji. Ogólne nastawienie do niedzieli zmieniło się zasadniczo - zarówno na dobre, jak i na złe. Dzisiaj jest znacznie mniej możliwości pozyskania ludzi spoza Kościoła przez otwarte nabożeństwa organizowane w Dniu Pańskim. To oznacza, że trzeba bardziej wytrwale i systematycznie wykorzystywać możliwości, których dostarczają powszednie sytuacje codziennego życia. Współczesny chrześcijanin, podobnie jak jego bracia i siostry z pierwszego okresu działania Kościoła, musi składać świadectwo o swojej wierze wśród swoich sąsiadów, krewnych i współpracowników. W taki sposób szerzyło się chrześcijaństwo, gdy Kościół był bardzo młody i gdy nie było dnia odpoczynku ani poświęconych budynków, a wizyty chrześcijańskich pracowników zdarzały się tylko czasami, kiedy przechodzili przez dany teren.



GDY KOŚCIÓŁ BYŁ MŁODY

Rzeczywiście miał: - doświadczenie wiary - naukę pochodzącą od Chrystusa - ewangelię


8. DOŚWIADCZENIE WIARY

Zajmiemy się teraz rzeczami, które pierwotny Kościół naprawdę posiadał. Gdy był bardzo młody, miał doświadczenie wiary. Stawiamy to na pierwszym miejscu, ponad wszystkim innym. Pierwotny Kościół nie miał Nowego Testamentu, nie posiadał dopracowanej teologii ani dobrze zakorzenionych tradycji. Ludzie, którzy nieśli Chrystusa pogańskiemu światu, nie posiadali formalnego wykształcenia ani profesjonalnego przeszkolenia, mieli jedynie wielkie doświadczenie wiary. Było to doświadczenie, a jego "wszystkie zasady i cała filozofia sprowadzały się do prostej reguły chodzenia w światłości".17 Pragniemy teraz zbadać, co było treścią i sensem tego doświadczenia wiary, które tak niezwykle ich pobudzało. Najpierw zwróćmy uwagę na dzień Pięćdziesiątnicy. Większość z nas powiedziałaby, że tu tkwi tajemnica, którą chcemy odkryć. Ale czy tak jest naprawdę? Nikt, kto jest ewangelicznym chrześcijaninem, nie zamierza pomniejszać znaczenia Pięćdziesiątnicy w życiu pierwotnego Kościoła. Ten dzień przyniósł wielkie przeżycie Kościołowi i apostołom. Powinno ono nieustannie wpływać na Kościół po wszystkie czasy. Dar udzielony tego dnia pochodził od wywyższonego Pana (Dz 2,33). To przeżycie dało uczniom niezbędną pewność, że On wciąż żyje, że jest zainteresowany rozwojem swego Kościoła. Są jednak w wydarzeniu Pięćdziesiątnicy elementy, które wydają się leżeć poza zasięgiem doświadczenia, jakie może stać się naszym udziałem. Rozległ się z nieba szum jakby wiejącego gwałtownego wiatru; języki z ognia rozdzieliły się i usiadły na każdym z zebranych; mówili innymi językami, tak jak im Duch poddawał - to wszystko świadczyło o niezwykłości tego wydarzenia. Jeśli historia apostolskiego przeżycia ma mieć dla nas wartość, wtedy to, co im się wydarzyło, musi się powtórzyć w naszym życiu. Gdy bliżej przyjrzymy się tej sprawie, stwierdzimy, że ci ludzie nie składali świadectwo o Pięćdziesiątnicy. Świadczyli o czymś, co wydarzyło się przed Pięćdziesiątnicą. Początkiem ich przeżyć był Jezus Chrystus, a nie Duch Święty. Spróbujmy przeanalizować doświadczenie wiary, które jako pierwsze stało się własnością tych ludzi. Co było ich natchnieniem, co nimi kierowało? (1) Musimy zacząć od faktu, że przez trzy lata przebywali w towarzystwie Jezusa. "I powołał ich dwunastu, aby byli z nim" (Mk 3,14). To było przeżycie o bezcennej wartości. Być w świętej społeczności z Jezusem przez te miesiące i lata - jakich innych dwunastu ludzi w całej historii ludzkości spotkał taki przywilej! Byli z Nim w czasie sukcesów i popularności, byli z Nim w czasie ciemności i pozornej klęski; w miastach i w wioskach, na polu i na brzegu morskim, na górze i nad jeziorem; byli z Nim, gdy nauczał i czynił cuda, gdy spotykał Go sprzeciw nienawidzących Go faryzeuszy i gdy brał na ręce małe dzieci; byli z Nim wśród tłumów, a potem w ciszy i samotności; a przez cały czas w ich życie wlewało się coś z bogactwa Jego duszy. Podczas swego życia na ziemi przez trzy lata Jezus poświęcił tym ludziom wiele energii! Wydaje się, że prywatne rozmowy z uczniami były dla Niego równie ważne jak to, co mówił publicznie. Gdy tłumy się rozchodziły, mogli siedzieć przy Nim i prosić Go o dalsze wyjaśnienia. Zachęcał ich do zadawania pytań, a wiele fragmentów Ewangelii zawiera odpowiedzi, których im udzielał.
Takie było doświadczenie, które tak pobudzało tych ludzi. Nie nauka. Nie informacja. Liczyło się to, kim On był! To ich zmieniło. Od Niego nauczyli się, na czym polega prawdziwa duchowość - to poprawiało i wypierało ich własne wyobrażenia o dobroci i pobożności. To było pierwszym wielkim elementem ich doświadczenia. Sam Jezus potraktował to doświadczenie przebywania z Nim jako główny punkt kwalifikujący ich do służby: "Ale i wy składacie świadectwo, bo ze mną od początku jesteście" (Jn 15,27). Gdy powstało wśród nich puste miejsce po śmierci Judasza, to jakiej cechy szukali w człowieku, który miał do nich dołączyć? Mieli jedno wymaganie - musiał on być z Panem Jezusem od początku (Dz 1,21). (2) W miarę upływu czasu apostołowie coraz bardziej uświadamiali sobie, że to wymaganie dotyczy wszystkich pracowników. Niezbędne jest poczucie stałej obecności (oraz kierownictwa i pomocy) Chrystusa - zmartwychwstałego, uwielbionego i żyjącego w nich. Niewidoczny, lecz realny i rozpoznawalny Pan, mieszkający wewnątrz nich! Mistrz dotrzymał swej obietnicy, że będzie z nimi przez wszystkie dni ich życia (por. Mat 28,20). Trwająca w nich obecność Pana Jezusa zastępowała to, czego doświadczali w Jego towarzystwie w Galilei i Judei. Musiał odejść od nich w ciele, aby mógł być jeszcze bliżej wszystkich swoich naśladowców w duchu (Jn 16,7). To było ich przywilejem. Jest to również nadal niezmiennym przywilejem! To doświadczenie jest dostępne dla nas wszystkich. Jest tak samo możliwe dla Ciebie i dla mnie, jak było możliwe dla pierwszego pokolenia wierzących! Ktoś, kto nigdy nie znał Chrystusa w ciele, jak znali Go pierwsi apostołowie, mógł jednak powiedzieć: "Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" (Gal 2,20). Ten człowiek poznał i doświadczył, że Pan w nim mieszka. Powziął decyzję, że jego głównym pragnieniem będzie, "żeby Go poznać i doznać mocy zmartwychwstania Jego, i uczestniczyć w cierpieniach Jego" (Flp 3,10). Paweł osiągnął poczucie najgłębszej i najbliższej społeczności z Chrystusem. Jest to społeczność znacznie bliższa niż sama fizyczna bliskość. Nieporównywalnie bliższa! Być może skłonni jesteśmy zazdrościć apostołom ich przywileju, że przebywali w towarzystwie Jezusa. Ale naprawdę nie jesteśmy pod tym względem upośledzeni. Jeśli nawet nie możemy zacząć od tego samego punktu, w którym oni zaczęli, to jednak w pełni możemy uczestniczyć w doświadczeniu, jakie oni mieli po wniebowstąpieniu Chrystusa. Było to doświadczenie dojrzalsze i trwalsze - doświadczanie żywej i bliskiej społeczności między każdym z nich a zwycięskim, wywyższonym ponad niebiosa Panem. (3) Ta stała obecność Chrystusa dawała im poczucie siły, kompetencji i gotowości do sprostania każdej nowej sytuacji. Ci ludzie nigdy nie byli zagubieni, niepewni, co mają robić. Mieli dostęp do niewyczerpanego źródła łaski, mądrości i mocy, aby czerpać zapasy z niewidzialnej sfery, które nigdy nie mogą zostać wyczerpane. Ludzie, którzy czuli, że wszystkie zdolności, posiadane i używane przez Jezusa w czasie Jego życia w ciele, wciąż czekały na przyjęcie i użycie (J 14,12), nie wzdragali się przed żadnym zadaniem stającym przed nimi jako wyzwanie. Również my nie powinniśmy się cofać, jeśli tylko żywimy prostą wiarę i pełne zaufanie oraz jeśli doświadczamy żywego, królującego, mieszkającego w nas Pana! (4) Pierwsi chrześcijańscy pracownicy byli przepełnieni radością i poczuciem, że muszą dzielić się między sobą oraz z innymi tą nieprawdopodobną rzeczą, która się im zdarzyła i została im powierzona. Łukasz opisuje tych ludzi, gdy dziesięć dni przed Pięćdziesiątnicą wracali do Jerozolimy z wielką radością i nieustannie błogosławili Boga w świątyni (Łk 24,52-53). Po Pięćdziesiątnicy opis ten się powtarza: "Przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca, chwaląc Boga i ciesząc się przychylnością całego ludu" (Dz 2,46-47). Przejawiali wielkie pragnienie przekazania innym ludziom "dobrych wieści" i wszelkiego innego dobrodziejstwa, jakiego tylko mogli udzielić. (5) Krystalizowało się w nich przekonanie, że ta dobra rzecz, którą posiedli, była właśnie tym, czego świat potrzebował, i że odpowiedzialność, aby powiedzieć o tym światu, rzeczywiście spoczywała na nich. "Oto w Chrystusie, i tylko w Chrystusie, jest zbawienie" - powiada Piotr. Z tym przekonaniem poszedł w świat i zwiastował Chrystusa jako jedynie wystarczającego Zbawiciela. Ta dynamiczna pobudka miała swoje źródło w Panu, który w nim mieszkał.
Jan wyraził to w spokojny i zarazem poruszający sposób: "Co było od początku, co słyszeliśmy, co oczami naszymi widzieliśmy, na co patrzyliśmy i czego ręce nasze dotykały, o Słowie żywota. (...) Co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli" (1J 1,1.3). Czy odważymy się powiedzieć, że wielkie przeżycie to nie wszystko? Więc posłuchajmy anioła. "Idźcie - powiedział anioł - a wystąpiwszy, głoście ludowi w świątyni wszystkie słowa tego Życia" (Dz 5,20 - gr.; por. rozdz. 5). Życie! Obfite życie! Wieczne życie! Życie pełne bogactwa, smaku, wartości i zdolne do udzielania się innym; takie życie, jakiego nigdy przedtem nie można było doświadczyć. Życie samego Boga. Jeśli jest takie życie i środki do jego podtrzymania, wtedy nie ma znaczenia, czy czegoś brakuje. Życie, które potrafi się rozprzestrzeniać, może tworzyć nowe formy i wyzwalać sposoby działania. To życie zawiera w sobie nadzieję, możliwości i obietnicę nieskończonego rozwoju. W pierwotnym Kościele brakowało wielu rzeczy, które w późniejszych wiekach uznano za ważne! Lecz chętnie byśmy je porzucili, gdybyśmy tylko mogli mieć więcej owego życia - czyli pełniejszego, bogatszego, głębszego i żywszego doświadczania obecności i mocy żyjącego Chrystusa! To jest życie, którego nam tak boleśnie brak, Więcej życia i to pełniejszego - tego pragniemy. Jeśli pragnienie tego życia jest prawdziwe i szczere, to znajdzie ono wyraz w postanowieniu, aby zacząć tam, gdzie zaczęli apostołowie! Pragnienie, aby Go poznać, przejawi się w bliższej zażyłości i stałej społeczności z Chrystusem. Przecież to On jest Drogą! Jest tą Drogą, ponieważ jest życiem. Gdy Jego życie będzie w nas obecne, pojawi się też duchowa skuteczność w zaspokajaniu licznych potrzeb. Ludzie będą rozpoznawać, że - tak jak to było z apostołami - jesteśmy z Jezusem (Dz 4,13).


9. NAUKA POCHODZĄCA OD CHRYSTUSA

Gdy Kościół był bardzo młody, miał również bogatą naukę pochodzącą od Chrystusa. Ktoś mógłby pomyśleć, że "przeżycie" jest stanem emocjonalnym, przemijającym uczuciem. Gdyby tylko na tym polegało to wszystko, co posiadał Kościół, gdy był młody, jego zapał prędko by ostygł, a członkowie ruchu staliby się ospali i utraciliby ducha. Lecz Jezus zostawił uczniom coś tak głębokiego, że ciągle zastanawiamy się nad tym z rosnącym przekonaniem, iż jest w tym pokarm dla umysłu nie tylko dla ich i dla naszych czasów, ale również dla wszystkich czasów mających dopiero nadejść. Ewangelie zostały napisane wtedy, gdy wszystko mogło być sprawdzone przez tych, którzy słyszeli słowa Pana. To, co On czynił i mówił, zostało zarejestrowane w pisanej formie, gdy wciąż jeszcze było świeże w pamięci apostołów. Apostołowie tym właśnie "napełnili Jerozolimę". Paweł nakazał Tymoteuszowi, aby "strzegł tego, co mu powierzono" (1Tym 6,20; gr. - depozytu), a ten depozyt prawdy pochodził od samego Chrystusa. Od pierwszych dni uczniowie "trwali w nauce apostolskiej" (Dz 2,42). Pełnia prawdy, jaką zwiastował Jezus w obecności apostołów, była jedną z istotnych rzeczy, które podtrzymywały ich więź. A więc pierwotny Kościół miał nie tylko doświadczenie wiary, lecz również naukę pochodzącą z ust Jezusa. Nauki, które przekazał swoim uczniom, były, rzecz jasna, rezultatem Jego własnego doświadczenia. Co składało się na "ten depozyt", do strzeżenia którego został wezwany Tymoteusz? Jezus przyniósł ludziom nowe objawienie Boga, oparte na tym, że "był tam", a więc pochodzące z pierwszej ręki. W tym świetle zbladły wszystkie inne poprzednio znane wyobrażenia dotyczące Boga i naszej z Nim więzi. Dla naszego pokolenia nauka Jezusa stanowi wyzwanie, przed którym nie możemy uciec. Jeśli w ogóle zdążamy do czegoś wyższego niż nasze obecne osiągnięcia, jeśli sięgamy po coś lepszego, zawsze dotyczy to Chrystusa. Czy więc to jest właśnie prawdziwe bogactwo Kościoła? Czyż Kościół nie został niezwykle ubogacony, jeśli posiada ten skarb Chrystusowych słów, wynikających z tego, kim On był i czego sam doświadczył. Pierwotny Kościół, choć biedny pod innymi względami, był bogaty tym, co posiadał. Jego celem stało się rozpowszechnianie poselstwa czerpanego z zasobów zgromadzonych w pamięci pierwszych słuchaczy. Współczesny Kościół znajduje tu dziedzictwo najbardziej godne tego, by się go trzymać i je rozpowszechniać. Nauka Jezusa, pochodząca z Jego duchowego skarbca, jest słowem życia na nową drogę życia. Dopóki nadzieja na lepszy świat pozostanie niezrealizowana, dopóty musimy zachowywać dla siebie i zwiastować ludziom słowa naszego Pana Jezusa. Nie ma innego poselstwa, które mogłoby zaspokoić potrzeby świata.


10. EWANGELIA

Gdy Kościół był bardzo młody, miał ewangelię. Wiedział, że jego doświadczenie było czymś, czym musi dzielić się z innymi. Po prostu nie mógł postępować inaczej. "My bowiem nie możemy nie mówić o tym, co widzieliśmy i słyszeliśmy" (Dz 4,20). Bogata nauka i doświadczenie Kościoła miały tak wielką wagę, że nie można się było oprzeć przekonaniu o konieczności ich rozpowszechniania. "Oto napełniliście nauką waszą Jerozolimę" (Dz 5,28). Przyczyną, dla której wiele religijnych systemów zawiodło, była niezdolność do udzielenia mocy uwalniającej człowieka z grzechu i niewoli zła. Człowiek potrzebuje pomocy z zewnątrz, aby sprzeciwić się tkwiącej w nim sile ciążenia, ściągającej go w dół. W zwiastowaniu poselstwa Nowego Testamentu rozbrzmiewa radość. "Wielki zachwyt, który Jezus z całą pewnością przewidział i którego zamierzał udzielić wszystkim, którzy Jego przyjęli, oraz Jego radość dawania i ich radość przyjmowania - to wszystko jest radością, która przekracza nasze możliwości pojmowania."18 W pierwszym okresie apostołowie dzielili się z ludźmi tym radosnym zapałem swego Mistrza. Rozgłaszane poselstwo okazało się prawdziwym poselstwem dobrych wieści. Apostołowie nieustannie sprawdzali to nowe duchowe odkrycie na coraz dalszym i dalszym polu. Czy sprawdzi się w innych warunkach niż w Jerozolimie i z innymi ludźmi, wychowanymi w odmiennej religijności? Wypróbowali to. Sfera ich działalności rozszerzała się kolejno na Damaszek, Fenicję, Cypr, Antiochię, całą Azję Mniejszą, a stamtąd na Europę, aż dotarła do takich miast jak Filippi, Tesaloniki, Korynt i w końcu do Rzymu. Rezultat poselstwa został sprawdzony we wszelkiego rodzaju społeczeństwach: wśród Żydów i pogan, wolnych obywateli i niewolników, ludzi wykształconych i prostych. Jaki był tego rezultat? "Słowo Boże, które w was wierzących też skutecznie działa" (1Tes 2,13). To działa! Paweł, który najpierw zwiastował słowo w miastach Galacji i w innych miejscach, zaniósł je również na drugą stronę Morza Egejskiego i zastanawiał się, czy w innych warunkach będą podobne rezultaty. Z wielką radością i zadowoleniem powiedział nowo nawróconym chrześcijanom, że "dziękuje Bogu nieustannie" za sposób, w jaki "przyjęli zwiastowane słowo". Doświadczenie potwierdzało, że ewangelia łaski Bożej w Chrystusie jest właśnie tym, czego świat najbardziej potrzebuje. Ewangelia, która działa, jest największym skarbem, jaki ludzie mogą posiąść. Apostołowie mieli taką ewangelię. Wciąż ją mamy i ona wciąż działa! Ówczesny świat rozczarował się starą, pogańską religią i pilnie szukał czegoś prawdziwszego i dającego pełne zaspokojenie. Ten oczekujący świat stworzył pierwotnemu Kościołowi możliwość wystąpienia i przedstawienia swego poselstwa. Dzisiaj istnieją powody, aby sądzić, że ludzie nie mogą znaleźć i nigdy nie znajdą trwałego zaspokojenia bez doświadczenia żywego Chrystusa i Jego Kościoła jako fundamentu swego życia. Mamy poselstwo, które obudzi pragnienie wśród naszych bliźnich i jednocześnie przyniesie im najpełniejsze zaspokojenie. Spoczywa na nas wielka odpowiedzialność. Istnieje jednak niebezpieczeństwo zejścia na boczny tor. Nie można oczekiwać, że świat będzie poważał naszą ewangelię i pragnął ją mieć, jeśli my będziemy przejawiać do niej niewielkie zaufanie i jeśli będziemy próbować sprzedawać dodatki wraz z naszym głównym "towarem". Ewangelia łaski Bożej jest dla Kościoła zapasem towaru na sprzedaż. Sprzedawanym nie za pieniądze, lecz oferowanym darmo jako dar Boży w Chrystusie. Nie mamy w tym żadnego innego, własnego interesu, a więc też nie mamy żadnego powodu, by cokolwiek do ewangelii dodawać. Gdy Kościół był młody, zgromadzał się w domach i żył w kręgu jedynej w swoim rodzaju wspólnoty, miał prostą, niewyszukaną ewangelię; i ta ewangelia działała. Bogatsi o wiele rzeczy, których pierwotny Kościół nie posiadał, nie straćmy wszystkich naszych korzyści godząc się na ubóstwo w tym, co najważniejsze. Oni posiadali doświadczenie w wielu sprawach, w których my jesteśmy ignorantami, a byli ignorantami w wielu dziedzinach, które my znamy. Wróćmy do pierwszych i najważniejszych rzeczy. Cokolwiek byśmy sądzili na temat tego, co oni mogli lub czego nie mogli dać ludziom, to jednak Kościół, gdy był młody, oferował Zbawiciela, a następnie wspólnotę Kościoła jako miejsce dla tych, którzy zostali zbawieni, aby tu mogli wieść swoje życie!

Ernest Loosley


POSŁOWIE OD WYDAWCY Kiedy się czyta książkę pastora E. Loosley'a, uderza jedna rzecz, którą pominięto. Gdy Kościół był bardzo młody, miał jeszcze jedną rzecz do zaoferowania. Żadne inne ruchy lub religie nigdy nie oferowały niczego choćby nawet odrobinę podobnego. Co było tym nowym i niezwykłym elementem Kościoła, gdy był młody? Kościół mógł dać siebie. Człowiek, który spotykał Chrystusa - gdy Kościół był młody - był poruszony i zdumiony bogactwem, które otrzymywał przez to, że Pan w nim zamieszkał. Potem przychodził do wspólnoty wierzących i doznawał ponownego zdumienia. Cud powszedniej społeczności, troska, ochrona i wspólnota Kościoła - zupełnie nowe stworzenie - to było całkowicie nowym doświadczeniem. Ludzie zbawieni byli innymi istotami i mieli środowisko, w którym mogli żyć i które było jedynym w swoim rodzaju środowiskiem właśnie dla nich. Nikt nigdy nie znał niczego podobnego do Kościoła - wspólnoty odkupionych. W tym tkwiła jeszcze jeden aspekt siły przyciągania Kościoła, gdy był młody. On sam! Dzisiaj Kościół już nie jest młody, a jedną z rzeczy, którą tak rzadko daje, jest nieopisana, w żaden inny sposób nieosiągalna radość życia wewnątrz jego ram, w społeczności Chrystusowej, pośród innych braci i sióstr. W swoich szczytowych momentach Kościół ponownie odkrywał swoją chwałę, piękność i siłę przyciągania. W dawnych czasach świat spoglądał na wspólnotę wierzących i był całkowicie wstrząśnięty, oszołomiony i zdumiony, oraz odrobinę zaciekawiony, sposobem życia wierzących - tak blisko ze sobą związanych, zawsze cieszących się wspólną radością i okazujących całkowite braterstwo w codziennym życiu. To było tą wielką siłą przyciągania, którą dostrzegali ludzie patrzący z zewnątrz. W szczytowym okresie swego rozwoju Kościół nabierał Bożego charakteru, który nadawał mu piękno i przyciągał zauroczonych ludzi do niego... i zarazem do Pana Kościoła.


Przypisy
1. Wzmianka o synagodze w Jk 2,2 nie jest wyjątkiem. Niemal na pewno należy rozumieć to w sensie "zgromadzenia" lub "spotkania". Por.: Mayor, James, wyd. III, s. 82 nn.
2. Encyclopaedia of Religion and Ethics, I: 340, 697; III: 247.
3. Np. edykt Waleriana z 257 r. po Chr., konfiskujący chrześcijańskie świątynie i cmentarze.
4. T.R. Glover, Jesus in the Experience of Men, s. 15
5. Ten autor nie mógł przewidzieć rozrośniętych przedmieść, wielkich ośrodków handlowych, wysokiej stopy życiowej i posiadania kilku domów!
6. Gdyby mógł nas zobaczyć dzisiaj, wyposażonych w 300-kanałową antenę telewizji satelitarnej, sześć telewizorów kolorowych i cztery odtwarzacze wideo, 200 kaset audio, ponad 10000 taśm z muzyką i ultrastereofoniczny, wielofazowy zestaw stereofoniczny.
7. Gareth and Lynette.
8. Jesus in Experience of Men, s. 155 nn.
9. 1Kor 13 wg Weymoutha i Moffatta.
10. A.C. Benson, The House of Quiet, rozdz. XX.
11. Streeter, The Primitive Church, s. 258.
12. Dz 1,8.22; 2,32; 3,15; 4,33; 5,32; 10,39.41; 13,31.
13. Streeter, The Primitive Church, s. 45.
14. Encyclopaedia of Religion and Ethics, VIII, 203b.
15. "Preachers' Magazine", April 1932, s. 143.
16. Expository Times, July 1931, s. 440a.
17. The Primitive Church, s.45 nn.
18. Lily Dougall, Pro Christo et Ecclesia, ss. 149, 151.


 


Kategorie: _blog, teologia / kościół


Słowa kluczowe: kościół


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
22 listopada 2018 (czwartek), 14:27:27

Chrześcijańskie zebrania w Heb10:24

Problem #1.

Chrześcijańskie zebrania to nakaz czy wyraz? Najlepiej sprawdzić 

Streszczenie problemu z cytatami

  • Biblia Tysiąclecia
    Troszczmy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać do miłości i do dobrych uczynków. Nie opuszczajmy (przełożono jako czasownik?) naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im wyraźniej widzicie, że zbliża się dzień.
  • Pastor Zaręba
    Myślmy o sobie nawzajem, jak pobudzać się do miłości i dobrych uczynków. Nie opuszczajmy przy tym wspólnych spotkań, co jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodawajmy sobie otuchy, i to tym bardziej, im wyraźniej widać, że zbliża się ten Dzień.
  • Biblia Warszawska
    I baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków, nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża.
  • Uwspółcześniona Gdańska
    I okazujmy staranie jedni o drugich, by pobudzać się do miłości i dobrych uczynków nie opuszczając naszego wspólnego zgromadzenia, jak to niektórzy mają w zwyczaju, ale zachęcając się nawzajem, i to tym bardziej, im bardziej widzicie, że zbliża się ten dzień.
  • Przekład dosłowny (toruński)
    I przypatrujmy się jedni drugim, aby pobudzać się do miłości i dobrych czynów, nie porzucając (tu jest imiesłów !) naszych wspólnych zgromadzeń, jak to u niektórych jest w zwyczaju, ale zachęcajmy się; i to tym bardziej, im wyraźniej widzicie, że zbliża się ten dzień.
  • A inne przekłady? Sprawdzam:
    • Paulini: nie zaniedbujmy.
    • bp. Romaniuk, ks. Dąbrowski, ks. Kowalski, Słowo Życia: nie opuszczajmy.
    • ks. Wujek: nie upuszczając. - więc w Wulgacie jest OK.
    • ekumeniczny: - nie zaniedbujmy.

To jak to jest: czy nieopuszczanie wspólnych zebrań jest nakazem, czy też nakazem jest okazywanie sobie troski, pobudzanie do miłości i dobrych uczynków, a nie opuszczanie zebrań jest metodą do tego okazywania troski?

Problem #2.

Czego wyrazem mają być wspólne zgromadzenia?

  • BT: Troski wzajemnej,
  • Zaręba: myślenia o sobie,
  • BW: baczenia na siebie,
  • UBG: okazywania starania,
  • Dosłowny: przypatrywania się.

Tak czy inaczej chodzi o wzajemną miłość. Chcesz kochać - idź na zebranie.


Kategorie: kościół, _blog


Słowa kluczowe: kościół, heb 10:24, heb 10:25, nie opuszczajcie, zebrania, nabożeństwa, spotkania


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
22 października 2018 (poniedziałek), 00:51:51

List do Efezjan jako odkrycie tajemnicy

Analizuję - bo na żółto zaznaczyłem na wydruku całej księgi, a teraz muszę to wypisać i przeanalizować.


 

Mowa apostoła Pawła do starszych w Efezie - fragmenty

W tym fragmencie pojawiają się trzy ważne pojęcia, tak obecne w dziele apostoła Pawła:

  1. ewangelia łaski Bożej - głoszenie potrzeby opamiętania i wiary w Jezusa Mesjasza,
  2. ujawniany cały plan Boga,
  3. ogłaszane Królestwo Boże.

Cytat Dz 20:17-27 tpnt

(17) A z Miletu posłał do Efezu i przywołał do siebie starszych zboru. (18) A gdy przyszli do niego, powiedział im: Wy od pierwszego dnia, gdy przyszedłem do Azji wiecie, jak z wami cały ten czas byłem, (19) Służąc Panu z całą pokorą wśród wielu łez i prób, które na mnie przychodziły z powodu spisków żydowskich, (20) Jak nie powstrzymałem się, aby oznajmiać wam i nauczyć was, zarówno publicznie jak i po domach tego, co pożyteczne, (21) wydając świadectwo Żydom i Grekom o upamiętaniu wobec Boga i o wierze w Pana naszego, Jezusa Mesjasza.

(22) I oto teraz ja, związany w duchu, idę do Jerozolimy, nie wiedząc co mnie w niej spotka; (23) Oprócz tego, że Duch Święty co miasto poświadcza, mówiąc, że czekają mnie więzy i ucisk. (24) Lecz o swoim życiu nie mówię ani jednego słowa, ani go sobie nie cenię, bylebym tylko z radością dokończył swój bieg i służbę, którą otrzymałem od Pana Jezusa, żeby świadczyć o Ewangelii łaski Boga.

(25) A oto teraz ja wiem, że już więcej nie zobaczycie mojego oblicza wy wszyscy, wśród których przeszedłem, ogłaszając Królestwo Boże. (26)Dlatego świadczę wam w dzisiejszym dniu, że jestem nieskalany niczyją krwią. (27) Nie powstrzymywałem się bowiem od oznajmienia wam całego planu Boga.

Ważne rzeczy, które tu widzę:

  • Paweł wydawał świadectwo zarówno Żydom jak i Grekom.
  • Paweł świadczył o ...
    • konieczności opamiętania (BT: nawrócenia, UBG: pokuty, BW: upamiętania - G3341 μετάνοια, metanoia) wobec Boga;
    • wierze w Pana Jezusa Chrystusa.
  • Treścią służby Pawła jest świadczenie o Ewangelii Łaski Boga (εὐαγγέλιον, euaggelion; χάρις, charis; θεός, theos).
  • Paweł szedł ogłaszając Królestwo Boże (G932, βασιλεία, basileia; θεός, theos).
  • Paweł oznajmiał cały plan (G1012, βουλή, boulē) Boga.

List do Efezjan, rozdział 1

Treść Ef 1:7-12 tpnt i kontekst bliski

(7) W Nim mamy odkupienie przez Jego krew, odpuszczenie upadków według bogactwa Jego łaski(8) Którą hojnie nas obdarzył we wszelkiej mądrości i roztropności(9) Oznajmiając nam tajemnicę swojej woli według swego upodobania, które powziął w Nim(10) Aby w akcie zarządzenia pełni czasów, w Chrystusie jako głowie, w jedno zgromadzić wszystko, zarówno to co w niebiosach, jak i na ziemi, w Nim, (11) W którym też jesteśmy wybrani do dziedzictwa, my, którzy zostaliśmy przeznaczeni według postanowienia Tego, który sprawia wszystko według decyzji swojej woli, (12) Abyśmy istnieli ku chwale sławy Jego, my, którzy już wcześniej położyliśmy swoją nadzieję w Chrystusie.

Parafraza:

Bóg powziął w Jezusie decyzję, aby w akcie zarządzenia pełni czasów, w Chrystusie jako głowie w jedno zgromadzić wszystko, zarówno to co w niebiosach jak i to na ziemi. 

Jesteśmy do tego zjednoczenia przeznaczeni - według postanowienia woli Boga.

 List do Efezjan, rozdział 2

 Treść Ef 2:12-22 tpnt w szerokim kontekście

(12) Że wy byliście w owym czasie bez Chrystusa, oddzieleni od praw obywateli Izraela i obcy przymierzom obietnicy, nie mający nadziei i bez Boga na świecie. (13) Ale teraz w Chrystusie Jezusie, wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się bliscy przez krew Chrystusa.
(14) On bowiem jest naszym pokojem, który z dwojga jedno uczynił i zburzył w ciele stojący pośrodku mur oddzielenia – wrogość. (15) On Prawo przykazań, zawarte w ustawach, uznał za bezużyteczne, aby z tych dwóch stworzyć w sobie samym jednego nowego człowieka, czyniąc pokój, (16) i pojednał ponownie obydwóch w jednym ciele z Bogiem przez krzyż, w Nim zadając śmierć tej nieprzyjaźni.
(17) A gdy przyszedł, ogłosił dobrą nowinę pokoju wam, którzy byliście daleko, i którzy byliście blisko. (18) Przez Niego bowiem mamy przystęp do Ojca, jedni i drudzy w jednym Duchu(19) I dlatego już nie jesteście obcymi i przychodniami, ale współobywatelami świętych i domownikami Boga, (20) zbudowanymi na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus, (21) w którym cała budowa razem spajana wzrasta w świętą w Panu świątynię; (22) w którym i wy jesteście wspólnie budowani, na mieszkanie Boga w Duchu.

Wnioski:

  1. Jezus pojednał z Bogiem, przez krzyż ponownie obydwa rodzaje człowieka w jednym ciele - dwa rodzaje ludzi: pewnie Żydzi i Grecy, no i pojednanie z Bogiem.
  2. Przez jezusa mamy przystęp do Ojca, jedni i drudzy w jednym Duchu - znowu dwa rodzaje ludzi, pewnie Żydzi i Grecy)
  3. Jesteśmy jakąś budowlą, .... mieszkaniem Boga w Duchu.

List do Efezjan, rozdział 3

Treść Ef 3:4-9.... lepiej do 12 tpnt

(4) Dzięki temu, czytając, możecie zrozumieć mój wgląd w tajemnicę Chrystusa, (5) która w poprzednich pokoleniach nie była oznajmiona synom ludzkim, tak jak teraz została objawiona Jego świętym apostołom i prorokom w Duchu, (6) że poganie są współdziedzicami i współczłonkami ciała, i współuczestnikami obietnicy Jego w Chrystusie przez Ewangelię.
(7) Jej to stałem się sługą według daru łaski Bożej, danej mi według skutecznej mocy Jego. (8) Mnie, najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska, abym między poganami głosił dobrą nowinę, to niezgłębione bogactwo Chrystusa, (9) I oświecił wszystkich, jaka jest wspólnota tajemnicy, która jest ukryta od wieków w Bogu, który wszystko stworzył przez Jezusa Chrystusa;

Obserwacja 

Poganie są współdziedzicami i współczłonkami ciała, oraz współuczestnikami obietnicy.

List do Efezjan, rozdział 4

Treść  Ef 4:13-16 tpnt

(13) Aż wszyscy dojdziemy do jedności wiary i dogłębnego poznania Syna Bożego, do męża doskonałego, do wymiarów pełni dojrzałości Chrystusa.

(14) Abyśmy więcej nie byli małymi dziećmi, rzucanymi przez fale i unoszonymi każdym wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie w metodycznym podstępie wciągania w błąd; (15) lecz mówiąc prawdę w miłości, wszyscy wrośli w Tego, który jest głową – w Chrystusa, (16) Z którego całe ciało jest właściwie spajane i wiązane wszelkimi wzajemnie zasilającymi się połączeniami, zgodnie z działaniem w stosownej mierze każdej jego części, przyczynia się do wzrostu ciała dla budowania siebie w miłości.

Obserwacje:

  • Celem jest:
    • dojście do jedności wiary,
    • dogłębne poznanie Syna Bożego,
    • doskonałość,
    • poznanie wymiarów pełni dojrzałości Chrystusa.
  • Wszyscy mamy wrość w Chrystusa, który jest głową.
  • Jego Ciało (dzięki Niemu) jest właściwie spajane i wiązane połączeniami.

 aaa


Kategorie: biblia, biblia / studium, _tmp, _robocze


Słowa kluczowe: tajemnica, ewangelia, kościół, ciało chrystusa, zbawienie, odkupienie, nowe stworzenie, ef


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
21 maja 2018 (poniedziałek), 20:35:35

O tym jak działa Kościół

Dziś rano, ze świętymi braciszkami czytaliśmy List do Efezjan zastanawiając się jak działa Kościół Pana Jezusa, analizowaliśmy spore kawałki z 4 rozdziału skupiając się głównie na wersach od 11 do 16.  Wygląda na to, że wersety 1 i 18 tworzą klamry chiazmu (proszę abyście postępowaliabyście już więcej nie postępowali).

Treść Ef 4:1-18 ubg Analiza

(1) Proszę więc was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani; (2) Z całą pokorą, łagodnością i z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości; (3) Starając się zachować jedność Ducha w więzi pokoju.

Paweł pisząc ten list siedział w więzieniu, pewnie w Rzymie.

Jesteśmy wezwanie zachowania godnego powołania:

  • z pokorą, łagodnością i cierpliwością znosić jedni drugich.
  • znosić jedni drugich w miłości
  • starać się zachować jedność Ducha
  • starać się zachować jedność Ducha w pokoju

 

Jedność Ducha jest - my mamy się tylko starać ją zachować.

(4) Jedno jest ciało i jeden Duch, jak też zostaliście powołani w jednej nadziei waszego powołania. (5) Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest; (6) Jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i w was wszystkich.

 Wyznaczniki tej jedności:

  1. ciało [ Chrystusa ]
  2. Duch
  3. nadzieja
  4. Pan
  5. wiara
  6. chrzest
  7. Bóg Ojciec (wyróżniony tu przez wskazanie, że jest ponad)
(7) A każdemu z nas została dana łaska według miary daru Chrystusa. Zapewnienie: każdemu z nas została dana łaska, wg miary daru Chrystusa. Mocne.
(8) Dlatego Pismo mówi: Wstąpiwszy na wysokość, poprowadził pojmanych jeńców i dał ludziom dary.
(9) Lecz to, że wstąpił, cóż oznacza, jeśli nie to, że najpierw zstąpił do niższych regionów ziemi?
(10) Ten, który zstąpił, jest i tym, który wstąpił wysoko ponad wszystkie niebiosa, aby napełnić wszystko.
Tu jest jakiś ślad tego, co Jezus robił przez 3 dni pomiędzy ukrzyżowaniem a zmartwychwstaniem. Pisze też o tym gdzieś apostoł Piotr (gdzie?)
(11) I on ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a jeszcze innych pasterzami i nauczycielami;

 Wyliczanka funkcji w kościele:

  1. apostoł - nie wiem po co transliteruje się to słowo? może lepiej po prostu je przetłumaczyć, wszak apostoł to posłaniec, a więc chodzi o braci posłanych gdzieś w jakimś celu;
  2. prorok - ktoś, kto będąc posłuszny Bogu mówi ważne słowa, jakby słowa od Boga;
  3. ewangelista - ktoś, kto specjalizuje się w głoszeniu dobrej nowiny, pewnie na każdy poziomi (zarówno dobrej nowiny o zbawieniu, jak i dobrej nowiny o królestwie), i zapewnie też wzywający do odpowiedzi na tą nowinę;
  4. pasterz - (EIB: duszpasterz) czyli dbający aby dusze (tchnienia? ą może umysły?) miały dobre pożywienie, pokarm, nie chorowały, były bezpiecznie; wiele osób tu widzi pastorów;
  5. nauczyciel - przekazujący wiedzę i uczący jej.
 (12) Dla przysposobienia świętych, dla dzieła posługiwania, dla budowania ciała Chrystusa;

A jaki jest cel ustanowienia tych 5 funkcji? przysposobienie (EIB: wyposażenie). Przysposobienie to przygotowanie do działania (takie było przysposobienie obronne w szkole) a wyposażenie? To coś co się posiada idąc na robotę (hudraulik, elektryk mają swoje druciki, rurki, kleje, narzędzia, przybory - aby dobrze wykonać swoją pracę). Wiąże się z posagiem a posag, to coś co panna młoda dostaje od rodziny, w szczególności od swojej mamy, a więc garnki, talerze, pościel, ręcznik - bo wesele się kończy a młodzi muszą gdzieś mieszkać, gdzieś spać i muszą obiad w czymś ugotować. Posag ma im w tym normalnym życiu pomóc.

Świętych - czyli kogo? Każdą osobę w Kościele!

Dzieło posługiwania - zadanie świętych - wykonać pracę w celu.... o właśnie....

budowania ciała Chrystusa - a więc praca misyjna, ewangelizacja, nauczanie, duszpasterzenie, czynienie uczniów.... i tu jest zatętlenie.

(13) Aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary dojrzałości pełni Chrystusa;

Cel działania tak zjednoczonego (wszyscy) Kościoła:

  • jedność wiary
  • poznanie Syna Bożego
  • doskonałość w człowieczeństwie
  • miara (?) dojrzałości pełni Chrystusa (BT:  do miary wielkości według Pełni Chrystusa)
(14) Abyśmy już nie byli dziećmi miotanymi i unoszonymi każdym powiewem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp prowadzący na manowce błędu. (15) Lecz będąc szczerymi w miłości, wzrastajmy we wszystkim w tego, który jest głową – w Chrystusa.

Niewłaściwe w Kościele jest:

  • bycie dzieckiem miotanym i unoszonym każdym powiewiem nauki, przez oszustwo ludzkie i podstęp

Właściwym jest:

  • będąc szczerym w miłości wzrastanie w Chrystusa

(16) Z niego całe ciało harmonijnie złożone i zespolone we wszystkich stawach, dzięki działaniu każdego członka, stosownie do jego miary, przyczynia sobie wzrostu dla budowania samego siebie w miłości.

 I teraz jeszcze nauka o Chrystusie i Jego ciele, Kościele:

  • ciało Chrystusa jest harmonijnie złożone - czyli ma właściwe proporcje;
  • zespolone - czyli właściwe członki są we właściwych połączeniach (stawach)
  • to ciało rośnie, i ...
  • ... i rośnie w miłości.

Uwaga: to jest opis tego co jest a nie celu!

(17) To więc mówię i zaświadczam w Panu, abyście już więcej nie postępowali tak, jak postępują inni poganie w próżności ich umysłu; (18) Mając przyćmiony rozum, obcy dla życia Bożego z powodu niewiedzy, która w nich jest, z powodu zatwardziałości ich serca. 

 To chyba jest klamra do wersetu 4:1 - Proszę więc abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani.

Jesteśmy wezwani a więc nie mamy przyćmionych rozumów.

Inne uwagi

  • Każdy z nas miał inny przekład, więc czytaliśmy równocześnie UBG, EIB i Tysiąclatkę. Zafascynowany byłem jak zgodne są te przekłady, treściowo dokładnie to samo, czasem tylko pewne subtelności typu: przysposobić to w innym przekładzie wyposażyć.

Kategorie: biblia / studia, teologia / biblia, _blog, teologia / kościół


Słowa kluczowe: ef, biblia, kościół, apostoł, prorok, pastor, pasterz, nauczyciel


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
13 stycznia 2017 (piątek), 08:37:37

Zwiedzenie

Do mojego Fiki (zabawa w słowa) dopisać mogę e definicje:

Zwodzenie to głoszenie w czyimś autorytecie prawd (właściwie nieprawd, czyli kłamstw), które nie są prawdami tego autorytetu.

Może drugie podejście będzie lepsze:

Zwodzenie to głoszenie w czyimś autorytecie (imieniu) twierdzeni, które nie są twierdzeniami tego autorytetu a nawet są z nimi sprzeczne.

Tak. Wyszło zdecydowanie lepiej.

Przy okazji jeszcze dwa określenia:

Zwiedzenie to takich nieprawd przyjęcie jako prawdy.

Zwodzenie w Kościele to głoszenie w autorytecie Pisma Świętego, apostołów i proroków, a nawet samego Pana Jezusa i/lub Boga prawd, które nie są Prawdą.


Kategorie: fiki, zabawa w słowa, teologia, _blog, zwiedzenie


Słowa kluczowe: filozofia, zwiedzenie, kościół


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
3 października 2016 (poniedziałek), 01:14:14

Przyjście Pana - jedno, dwa, a może wcale, a może więcej?

Notatki napisane na szybko jako odpowiedź Piotrowi PJO na Fejsie w nocy 2 października 2016. Po prostu wynotowałem te fragmenty, które mówią coś o przyjściu. Ani nie wszystkie, ani nie według kolejności. Ot, takie studium na początek. Ku inspiracji i zarysowaniu problemu.

#1. 1Tes 4:13nn
Sam Pan powiedział bowiem, że my, którzy na ziemi doczekamy Jego przyjścia, nie spotkamy Go szybciej niż ci, którzy już umarli. Pan zstąpi z nieba na specjalne wezwanie, na głos archanioła i dźwięk Bożej trąby. Wtedy najpierw ożyją zmarli wierzący, a potem my, jeszcze żyjący, jednocześnie z nimi zostaniemy pochwyceni ku obłokom na spotkanie z Panem.

#2. J 14:1nn
Niech wasze serca nie drżą ze strachu. Wierzcie Bogu – i Mi wierzcie! W domu mojego Ojca jest wiele mieszkań. Gdyby tak nie było, to czy mówiłbym wam, że idę przygotować wam miejsce? A gdy odejdę i wszystko przygotuję, wrócę i zabiorę was ze sobą, abyście byli tam, gdzie Ja.

#3. Mt 24:30
Wtedy pojawi się na niebie znak mojego przyjścia i wszystkich ogarnie skrucha, bo cała ludzkość ujrzy Mnie, Syna Człowieczego, przybywającego na obłokach w wielkiej mocy i chwale. Rozlegnie się wtedy potężny dźwięk trąb. I poślę aniołów, żeby zgromadzili Moich wybranych z całego świata, z najdalszych zakątków ziemi.

#4. Jud 14-15
Oto idzie Pan z tysiącami swoich świętych aby dokonać sądu nad wszystkimi i ukarać wszystkich bezbożników (…)

#5. Ap 19:11nn
Potem zobaczyłem niebo otwarte, a oto koń biały, a ten, który na nim siedział, nazywa się Wiernym i Prawdziwym i w sprawiedliwości sądzi i walczy. Jego oczy [były] jak płomień ognia, a na jego głowie [było] wiele koron. I miał wypisane imię, którego nikt nie zna, tylko on sam. Ubrany [był] w szatę zmoczoną we krwi, a jego imię brzmi: Słowo Boże.
A wojska w niebie podążały za nim na białych koniach, ubrane w bisior biały i czysty. A z jego ust wychodził ostry miecz, aby nim pobił narody. On bowiem będzie rządził nimi laską żelazną i on wyciska w tłoczni wino zapalczywości i gniewu Boga Wszechmogącego. A na szacie i na biodrze ma wypisane imię: Król królów i Pan panów.
I zobaczyłem jednego anioła stojącego w słońcu. I zawołał donośnym głosem do wszystkich ptaków latających środkiem nieba: Chodźcie, zgromadźcie się na ucztę wielkiego Boga; Aby jeść ciała królów, ciała wodzów i ciała mocarzy, ciała koni i ich jeźdźców, i ciała wszystkich: wolnych i niewolników, małych i wielkich.
I zobaczyłem bestię i królów ziemi, i ich wojska zgromadzone, by stoczyć bitwę z tym, który siedzi na koniu, i z jego wojskiem. I schwytana została bestia, a z nią fałszywy prorok, który czynił przed nią cuda, jakimi zwiódł tych, którzy przyjęli znamię bestii i oddawali pokłon jej wizerunkowi. Oboje zostali żywcem wrzuceni do jeziora ognia, płonącego siarką. Pozostali zaś zostali zabici mieczem wychodzącym z ust tego, który siedział na koniu. I wszystkie ptaki najadły się ich ciałami.

#6. Dz 1:11
I aniołowie powiedzieli apostołom: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie, wpatrując się w niebo? Ten Jezus, który został od was wzięty w górę do nieba, przyjdzie tak samo, jak go widzieliście wstępującego do nieba.

#7. 2Tes 1:6-8 bug
Jest rzeczą sprawiedliwą u Boga, żeby odpłacić uciskiem tym, którzy was uciskają; a wam, uciśnionym, dać odpoczynek wraz z nami, gdy z nieba objawi się Pan Jezus z aniołami swojej mocy; W ogniu płomienistym wywierając zemstę na tych, którzy Boga nie znają i nie są posłuszni ewangelii naszego Pana Jezusa Chrystusa.

#8. 1Kor 6:1-3
Po co się po sądach włóczycie? Czy nie wiecie, że święci będą sądzić świat? A jeśli świat będzie sądzony przez was, to czy nie jesteście godni osądzać sprawy pomniejsze? Czy nie wiecie, że będziemy sądzić aniołów? A cóż dopiero sprawy doczesne?

#9. Zach 14:4
W owym dniu dotknie stopami Góry Oliwnej, która jest naprzeciw Jerozolimy od strony wschodniej, a Góra Oliwna rozstąpi się w połowie od wschodu ku zachodowi i powstanie wielka dolina. Połowa góry przesunie się na północ, a połowa na południe.

#10. Obj 14:1
I widziałem, a oto Baranek stał na górze Syjon, a z nim sto czterdzieści cztery tysiące tych, którzy mieli wypisane jego imię na czole i imię jego Ojca.


Kategorie: biblia, apologetyka, _blog, eschatologia, teologia / eschatologia


Słowa kluczowe: przyjście pana, paruzja, pochwycenie, porwanie, kościół, apokalipsa, proroctwa


Komentarze: (1)

wojtek, July 9, 2021 08:13 Skomentuj komentarz


Na Fejsie 15 czerwca napisałem:"

Napisałem o przyjściu, a może przyjściach Pana Jezusa
Myślę, że dziś mało kto wierzy w to, że Pan Jezus Chrystus, tj. ten od stajenki, Betlejem, panny Marii, chodzeniu po wodzie, uzdrawianiu niewidomych i krzywych ale też ukrzyżowania i zmartwychwstania, że ten On kiedyś jeszcze przyjdzie. Wielu myśli, że to są historie z przed 2000 lat, więc kogo to dziś obchodzi i jakie to ma znaczenie że On przyjdzie. Ale On przyjdzie. Przyjdzie na pewno!

A dla mnie ma to znaczenie. Ja wiem, że przyjdzie bo powiedział, że przyjdzie, co więcej, mniej więcej powiedział czego się mam wcześniej spodziewać i jak się mam zachować oczekując tego Jego przyjścia.

A teraz tylko Przypomnę to co w Piśmie Świętym na ten temat wyczytuję.
Najpierw czytam o tym, że Pan Jezus zstąpi na obłoki, trąba zabrzmi, bo Pan nadchodzi po swój Kościół, przyjdzie zabrać wszystkich swoich uczniów, którzy przez świat się przewinęli. Pewnie wtedy wszyscy święci zmartwychwstaną (będzie tam niezły tłumek) a ci co jeszcze będą żyli też się na to zabranie załapią. Pierwsze zmartwychwstanie i pochwycenie opisane jest w 1Tes 4:13nn, 1Kor15 no i oczywiście w Objawieniu, w drugiej połowie rozdziału 14. Pan Jezus przyjście po świętych.

A teraz przyjście Pana Jezusa ze świętymi. Niektórzy mówią, że będzie to 7 lat później, inni, że tylko 3,5 roku ale nie jest to tak ważne, jak to że znowu przyjdzie Pan Jezus, tym razem z mocą i w chwale (cokolwiek to znaczy) i z tymi swoimi świętymi, co to ich po pierwszym zmartwychwstaniu w niebie zgromadził. O tym czytamy pod koniec 19 rozdziału Objawienia, gdy mowa o dużej bitwie. O tym też, pobożni katolicy śpiewają pieśń, która jest proroctwem dla ludu Izraela „Oto Pan Bog przyjdzie / z rzeszą świętych k’nam przybędzie / wielka radość w dzień ów będzie / Alleluja”. Wtedy to Pan Jezus zstąpi na Górę Oliwną (patrz Mal 12 ale też Dz 1:7) i będzie się działo.

W katolickim wyznaniu wiary jest fraza „i oczekumemy Twego przyjścia w chwale”, którą ludzie powstarzają co niedziela. Wypowiadają to, ale czy oczekują?
No i jeszcze dygresja Mahdim. Mahdi to postać obecna w wierzeniach muzułmańskich, która też jest jakby mesjaszem, wodzem, która też ma przyjść. Może to Jezus, może Mahomet, w islamie często jest tak, że nie wiadomo tak do końca. Ale jak się wypunktuje wszystkie cechy Mahdiego i porówna z Biblią to do Pana Jezusa nijak nie pasuje, ale doskonale pasuje do Antychrysta, który też ma przyjść, więc pewnie przyjdzie. Zwiedzenie? Tak!

A ja wyczekuję Pana Jezusa. Chciałbym aby moje praktyczne wyczekiwanie wyglądało jak tego sługi, który czuwa zarządzając domem pana w czasie jego nieobecności. Przypowieść z końcówki 24 rozdziału Mateusza jest o tym.

A teraz zachęcam - wyczekujmy. Wyczekujmy bo przyjdzie.

*****

Pożyteczna lektura ma ten temat: 1Tes 4:13nn; Mt 24; 1Kor 15; Ap 14:11nn; Ap 19:11nn; Dz 1:1-8 oraz Dn 7:13

Skomentuj notkę
6 czerwca 2016 (poniedziałek), 13:02:02

Jak bardzo jesteśmy pod wpływem….

Jak bardzo jesteśmy pod wpływem kościola? 

  • Kościół przekonuje nas, że jest sfera sacum i profanum, że z Panem Bogiem to należy się kontaktować w kościele, że przed tabernaculum, że może w jakiś szczególnych przypadkach jak śmierć, narodzenie dziecka, ślub ale na codzień nie ma potrzeby.
  • A przecież Jezus powiedział, że Boga należy czcić w duchu i prawdzie, Bóg oczekuje 24 godziny, a kościół robiąc biznes godzinę w tygodniu (wtedy zbiera kasę) przekazuje bardzo zły obraz Boga, jako kogoś kto dopuszcza aby być jednym z zainteresowań.

Jak bardzo jesteśmy pod wpływem państwa?

  • Jak ktoś jest chory to idzie do publicznej, systemowej maszyny ochrony zdrowia, jak dziecko dorośnie to do systemowej szkoły, jak pomoc to do państwa, już nawet nie do gminy, parafii wspólnoty.
  • Wyjedź w Bieszczady to tylko hasło, w rzeczywistości realizują je tylko kloszardzi i narkomanii.
  • Jesteśmy pod wpływem państwa bo nie potrafimy myśleć inaczej, nie jesteśmy gotowi tworzyć struktury społecznej od dołu, od rodziny do państwa tylko patrzymy co państwo zrobi, godząc się nawet na ingerencję państwa w rodziny i w nasz system myślenia. I tu wierzymy politykom, niezależnie od tego z jakiej partii.
  • Można próbować to uzależnienie zmienić informując o nim? Można, ale to praca u podstaw i raczej nie ma sensu, bo ilu przekonasz, ilu nawrócisz? czy to coś realnie na świecie zmieni? Realnie? Nie, nie zmieni nic. Ale czy ja mam robić coś co zmieni świat, czy też mam robić to co się Bogu podoba? Jesteśmy pod wpływem polityków, bo wierzymy, że ma sens robić tylko rzeczy wielkie jak państwo, albo fejsbook. A przecież równie dobrze można robić rzeczy małe.

Kategorie: obserwator, polityka, _blog


Słowa kluczowe: kościół, państwo, wpływ, zniewolenie, wolność, polityka


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
22 kwietnia 2016 (piątek), 08:22:22

Fajne o kościele

Karol z kościoła przysłał mi fajny tekst o kościele:

Wyraźnie pamiętam tę chwilę, gdy stałem przed moim zgromadzeniem składając doroczne sprawozdanie z działań naszego kościoła na polu zakładania kościołów. Nie założyliśmy w tamtym roku ani jednego, więc już czułem się niewygodnie. Mogłem za to przekazać pozytywną wiadomość: jako ochotnicza rada ds zakładania kościołów, w końcu ustaliliśmy, czym jest kościół.

Osoba odpowiedzialna za zakładanie kościołów nie była do tej chwili pewna tego, czym kościół jest. Byliśmy co najmniej szczerzy, tak wielu przecież w ogóle nie zajęło się tą sprawą. Kościół jest jedną z tych rzeczy, które wydają się większości zrozumiałe na podstawie własnego doświadczenia. Okazuje się, że zdefiniowanie tego bytu, który w ciągu stuleci pojawia się w tak wielu formach i przejawach nie jest tak łatwe jak się wydaje. Słownik Merriam-Webstera w definicji obejmuje różnego rodzaju budynki, w których spotykają się chrześcijanie. Niemniej, Nowy Testament nie pojmuje kościoła w taki sposób. Czego więc uczy NT o kościele?

Do stworzenia definicji korzystam z listy cech z Nowego Testamentu, np.:

Jest to grupa wierzących

  1. …którzy gromadzą się regularnie, aby oddawać cześć.

  2. …którzy słuchają biblijnego głoszenia słowa Bożego.

  3. …którzy uważają siebie samych za kościół.

  4. …mają starszych, posiadających odpowiednie cechy charakteru.

  5. …praktykują chrzest, komunię i (niektórzy dodają) kościelną dyscyplinę.

  6. …są zgodni co do doktrynalnych fundamentów.

  7. …mają ewangelizacyjny cel.

 

Jak już wcześniej wskazywałem, sporo z tych rzeczy, które umieszczamy na liście nie jest w rzeczywistości tak istotne w nowotestamentowym kościele, jak nam się kiedyś wydawało. Chciałbym w tym miejscu spojrzeć na coś bardziej alarmującego, a mianowicie to, czego nie umieszczamy na takiej liście.
 
Oto trzy z takich rzeczy:

 

1. Jedni drugim. W Nowym Testamencie znajduje się prawie 60 zaleceń skierowanych do naśladowców Chrystusa zawierających zwrot: „jedni drugim”. Ani jedno z nich nie znajduje się na takiej liście. Polecenia takie jak „miłujcie jedni drugich”, „wyprzedzajcie się w okazywaniu jedni drugim szacunku”, „módlcie się jedni za drugich”, „wyznawajcie grzechy jedni drugim”, „napominajcie jedni drugich” czy „noście ciężary jedni drugich” znajdujemy w całym Nowym Testamencie, lecz nic z tego nie pozostawia śladu w definicji kościoła. Jeszcze bardziej alarmujące jest to, że w czasie typowego, niedzielnego nabożeństwa bardzo niewiele z tych zaleceń jest wykonywana, choć wszyscy zakładają, że jest to jest właśnie kościół.

Szybko dodajemy do definicji naszego kościoła głoszenie kazania i rezygnujemy z tej działalności, którą powinniśmy jedni drugim wyświadczać? Nic dziwnego, że współczesny kościół bardziej przypomina publiczność konsumentów, a nie agentów gotowych na zmiany na tym świecie. Kładzie się tak ogromny ciężar odpowiedzialności na barkach przywódców i starszych, a tak niewielki na barkach ludu Bożego.

2. Pobożne cechy charakteru. Mamy w Nowym Testamencie dużo różnych list cech charakteru, które chrześcijanie powinni przejawiać, jak w przypowieściach (Mt 5:1-10), opisy miłości (1Kor 13:1-13), owoce Ducha (Ga 5:22-23), cech (Flp 4:8-9), cech starszego/ diakona (1Tym 3:1-13, Tyt 1:5-9), lecz nigdzie nie ma listy składników niezbędnych do tego, aby być kościołem. Czy kościół nie byłby dla świata atrakcyjniejszy, gdybyśmy przyjęli takie listy jako część tego czym powinniśmy być, robić, gdy się gromadzimy razem? Jedyne, co w definicji kościoła skłania się w kierunku tych pobożnych cech jest opis „kompetentnych starszych”, ale znowu oznacza to, że liderzy noszą cały ciężar, nawet jeśli chodzi o to, aby być podobnym do Chrystusa.

3. Jezus. O wiele bardziej zasmucające jest to, że nie ma na takiej liście Jezusa! Niektórzy uważają, że jest obecny z założenia, ponieważ wszędzie, gdzie wierzący gromadzą się On jest pośród nich. Osobiście, zadaję natychmiast pytanie: Więc przyjmujesz to, że Jezus jest obecny, lecz wyrażasz głośno potrzebę posiadania starszych? (nie   kwestionuję tej potrzeby w ogóle). Co jest ważniejsze, Jezus czy starsi?

Czy faktycznie ważne jest to, abyśmy dodali Jezusa do naszej definicji kościoła?

Tak, wierzę, że nie powinien to być tylko jeden z czynników, lecz jej najważniejszy element. Czy jest to biblijne założenie? Tak, tak myślę.

Widzimy w 1 rozdziale Dziejów Apostolskich, że w górnej komnacie są obecne te wszystkie składniki, a jednak istnienie kościoła zaczęło się dopiero w 2 rozdziale. Co zostało dodane? Zamieszkująca wewnątrz obecność Ducha Chrystusa! Kościół narodził się z chwilą, gdy Chrystus zamieszkał w nas. Jego obecność to jedyne, co odróżnia kościół od każdej innej organizacji na tym świecie. Opisane wcześniej elementy, które prawdopodobnie powinny składać się na kościół, równie dobrze mogą być wykorzystane do opisania Caritas (jednej z największych organizacji charytatywnych). Niektórzy chcieliby oddzielić Jezusa od kościoła, lecz nie wydaje mi się to mądre ani biblijne. Równie dobrze możesz próbować odciąć głowę od swego ciała. Jezus wyraźnie powiedział: „Trwajcie we mnie, a Ja w was… beze Mnie nic uczynić nie możecie”.

Jezus wspomina w ewangeliach o kościele tylko dwa razy i w obu przypadkach jego obecność jest kluczowym składnikiem. W 16 rozdziale Ewangelii Mateusza mówi, że Jezus zbuduje Swój kościół, a nie nas. W 18 rozdziale tej samej Ewangelii, obecny jest wszędzie, gdzie się gromadzimy, nawet jeśli jest to grupa tylko dwóch lub trzech osób.

W księdze Objawienia Jezus zwraca się do siedmiu kościołów. Niektóre są zdrowe inne nie. Pan ostrzega kościół efeski, mówiąc, że jeśli nie będą pokutować to usunie spośród nich Swoją obecność (co jest przedstawione jako usunięcie ich świecznika), co w istocie oznacza, że przestanie istnieć. To właśnie znajdowanie się w obecności Jezusa tworzy z nas kościół, a usunięcie Jego obecności determinuje nasz upadek jako kościoła.

To Jego obecność daje nam wszystko, co dobre. Dlaczego tak szybko prowadzimy do tego, że w kościele ma chodzić o nas, a nie o Niego? Czy dziwne jest więc, że świat nie jest zainteresowany kościołem?  W tych czasach nawet chrześcijanie nie za bardzo są zainteresowani kościołem.

Wyobraź to sobie na chwilę: definiujemy kościół, włączając właśnie te trzy składniki. Co by było, gdyby na kościół składała się miłość i pobożność, które byłyby efektem działania Ducha Chrystusowego zamieszkującego w nas? Sądzę, że szybko okazałoby się, że znacznie więcej ludzi jest zainteresowanych tym, aby się przyłączyć.

Przeczytaj teraz ponownie listę siedmiu składników, które składają się na „definicję” kościoła i zapytaj samego siebie czy twoi sąsiedzi chcieliby przyjść. Wyobraź sobie, że zrobiłeś błyszczącą ulotkę, na której są wymienione te elementy i tak przedstawione, aby były atrakcyjne, następnie idziesz od drzwi do drzwi zapraszając ludzi, aby przyszli. Jak myślisz, kto byłby zainteresowany? Dlaczego ktokolwiek, kto nie jest chrześcijaninem, miałby chcieć przyjść do miejsca, w którym jest pełno chrześcijan, gdzie ktoś zbierze kolektę, ktoś wygłosi kazanie, a następnie zaśpiew się wspólnie kilka nieznanych pieśni? Czy taka jest nasza strategia zdobywania świata? Poważnie? W jakiś sposób sami siebie przekonaliśmy, że właśnie taki jest Boży plan. Naprawdę?

Jezus nie powiedział: „Przez to wszyscy poznają, żeście uczniami Moimi, że odpowiedni starsi będą głosić co tydzień rzetelne doktryny, a po nabożeństwie będziecie jeść ciasteczka, i wypijecie naparsteczek owocowego soku”. Nie. To dzięki „miłości jedni do drugich” pokazujemy, że jesteśmy Jego uczniami.

Jeśli zdefiniujesz kościół bez Jezusa, to możesz też prowadzić kościół bez Jezusa. Oto nasza największa hańba. Kościół stał się czymś, co robimy/prowadzimy, a nie tym, czym jesteśmy ze względu na zamieszkującego w nas Chrystusa. Chcę być częścią tylko tego, co może zrobić tylko Jezus. A ty?

Apostoł Paweł napisał: „Chrystus w was nadzieja chwały”. Obyśmy dopuścili do tego, że to będzie naszą chwałą, a nie wszystko inne, co robimy.

Neil Cole

 

Kategorie: teologia, _blog


Słowa kluczowe: kościół, misja


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
10 kwietnia 2016 (niedziela), 10:02:02

Ja i kościół

Dziś dostałem (jako codzienna "lectura") fajny kawałek o Kościele. Wrzucam Wam go tu abyście uświadomili sobie jak daleko w rozumieniu tego pojęcia jesteśmy. Ten fragment to osobiste opowiadanie, świadectwo kogoś i nawet nie jest ważne kto to jest, ale jak myśli o sobie i Kościele.

Tylko do Waszych oczu. I w zasadzie nie po to aby polemizować, dyskutować ale abyście znali inny, w szczególności mój punkt widzenia, i też inny sposób życia.

To sposób, w którym kluczowa jest relacja Ja, wierzący - Mój Pan, żyjący Jezus Chrystus. Z tej relacji wynika moja relacja z Kościołem. Wierzcie mi, że wiele lat (tak z 15 jak nic) zajęło mi dojście do takiego myślenia. Początkowo, tak pół roku po moim nawróceniu, a potem przez kilka lat próbowałem ustawić to tak: Kościół -> ja, człowiek wierzący i z tej relacji wynikała moja relacja z Panem Jezusem. Oj, toksyczne to było.

Potem 10 lat samotności, gdy Pan sprawił, że uwierzyłem w treść kanonu "nie bój się, nie lękaj się, sam Bóg wystarcza". 10 lat? Oporny jestem!

A potem Pan Jezus posłał mnie do Kościoła. Do roboty, bo Kościół to jest miejsce, gdzie się kocha i gdzie razem robi się misje, bo "bramy piekielne go (Kościoła) nie przemogą". I ten tekst jest chyba dobrym opisem miejsca, w którym jestem dziś.

Ale miało nie być dyskusji, więc tylko Wam to zostawiam ten materiał do przeczytania.

W.

* * * * * *

Wyraźnie pamiętam tę chwilę, gdy stałem przed moim zgromadzeniem składając doroczne sprawozdanie z działań naszego kościoła na polu zakładania kościołów. Nie założyliśmy w tamtym roku ani jednego, więc już czułem się niewygodnie. Mogłem za to przekazać pozytywną wiadomość: jako ochotnicza rada ds zakładania kościołów, w końcu ustaliliśmy, czym jest kościół.

Osoba odpowiedzialna za zakładanie kościołów nie była do tej chwili pewna tego, czym kościół jest. Byliśmy co najmniej szczerzy, tak wielu przecież w ogóle nie zajęło się tą sprawą. Kościół jest jedną z tych rzeczy, które wydają się większości zrozumiałe na podstawie własnego doświadczenia. Okazuje się, że zdefiniowanie tego bytu, który w ciągu stuleci pojawia się w tak wielu formach i przejawach nie jest tak łatwe jak się wydaje. Słownik Merriam-Webstera w definicji obejmuje różnego rodzaju budynki, w których spotykają się chrześcijanie. Niemniej, Nowy Testament nie pojmuje kościoła w taki sposób. Czego więc uczy NT o kościele?

Do stworzenia definicji korzystam z listy cech z Nowego Testamentu, np.:

Jest to grupa wierzących
…którzy gromadzą się regularnie, aby oddawać cześć.
…którzy słuchają biblijnego głoszenia słowa Bożego.
…którzy uważają siebie samych za kościół.
…mają starszych, posiadających odpowiednie cechy charakteru.
…praktykują chrzest, komunię i (niektórzy dodają) kościelną dyscyplinę.
…są zgodni co do doktrynalnych fundamentów.
…mają ewangelizacyjny cel.

Jak już wcześniej wskazywałem, sporo z tych rzeczy, które umieszczamy na liście nie jest w rzeczywistości tak istotne w nowotestamentowym kościele, jak nam się kiedyś wydawało. Chciałbym w tym miejscu spojrzeć na coś bardziej alarmującego, a mianowicie to, czego nie umieszczamy na takiej liście.

Oto trzy z takich rzeczy:

1. Jedni drugim. W Nowym Testamencie znajduje się prawie 60 zaleceń skierowanych do naśladowców Chrystusa zawierających zwrot: „jedni drugim”. Ani jedno z nich nie znajduje się na takiej liście. Polecenia takie jak „miłujcie jedni drugich”, „wyprzedzajcie się w okazywaniu jedni drugim szacunku”, „módlcie się jedni za drugich”, „wyznawajcie grzechy jedni drugim”, „napominajcie jedni drugich” czy „noście ciężary jedni drugich” znajdujemy w całym Nowym Testamencie, lecz nic z tego nie pozostawia śladu w definicji kościoła. Jeszcze bardziej alarmujące jest to, że w czasie typowego, niedzielnego nabożeństwa bardzo niewiele z tych zaleceń jest wykonywana, choć wszyscy zakładają, że jest to jest właśnie kościół.

Szybko dodajemy do definicji naszego kościoła głoszenie kazania i rezygnujemy z tej działalności, którą powinniśmy jedni drugim wyświadczać? Nic dziwnego, że współczesny kościół bardziej przypomina publiczność konsumentów, a nie agentów gotowych na zmiany na tym świecie. Kładzie się tak ogromny ciężar odpowiedzialności na barkach przywódców i starszych, a tak niewielki na barkach ludu Bożego.

2. Pobożne cechy charakteru. Mamy w Nowym Testamencie dużo różnych list cech charakteru, które chrześcijanie powinni przejawiać, jak w przypowieściach (Mt 5:1-10), opisy miłości (1Kor 13:1-13), owoce Ducha (Ga 5:22-23), cech (Flp 4:8-9), cech starszego/ diakona (1Tym 3:1-13, Tyt 1:5-9), lecz nigdzie nie ma listy składników niezbędnych do tego, aby być kościołem. Czy kościół nie byłby dla świata atrakcyjniejszy, gdybyśmy przyjęli takie listy jako część tego czym powinniśmy być, robić, gdy się gromadzimy razem? Jedyne, co w definicji kościoła skłania się w kierunku tych pobożnych cech jest opis „kompetentnych starszych”, ale znowu oznacza to, że liderzy noszą cały ciężar, nawet jeśli chodzi o to, aby być podobnym do Chrystusa.

3. Jezus. O wiele bardziej zasmucające jest to, że nie ma na takiej liście Jezusa! Niektórzy uważają, że jest obecny z założenia, ponieważ wszędzie, gdzie wierzący gromadzą się On jest pośród nich. Osobiście, zadaję natychmiast pytanie: Więc przyjmujesz to, że Jezus jest obecny, lecz wyrażasz głośno potrzebę posiadania starszych? (nie kwestionuję tej potrzeby w ogóle). Co jest ważniejsze, Jezus czy starsi?

Czy faktycznie ważne jest to, abyśmy dodali Jezusa do naszej definicji kościoła?

Tak, wierzę, że nie powinien to być tylko jeden z czynników, lecz jej najważniejszy element. Czy jest to biblijne założenie? Tak, tak myślę.

Widzimy w 1 rozdziale Dziejów Apostolskich, że w górnej komnacie są obecne te wszystkie składniki, a jednak istnienie kościoła zaczęło się dopiero w 2 rozdziale. Co zostało dodane? Zamieszkująca wewnątrz obecność Ducha Chrystusa! Kościół narodził się z chwilą, gdy Chrystus zamieszkał w nas. Jego obecność to jedyne, co odróżnia kościół od każdej innej organizacji na tym świecie. Opisane wcześniej elementy, które prawdopodobnie powinny składać się na kościół, równie dobrze mogą być wykorzystane do opisania Caritas (jednej z największych organizacji charytatywnych). Niektórzy chcieliby oddzielić Jezusa od kościoła, lecz nie wydaje mi się to mądre ani biblijne. Równie dobrze możesz próbować odciąć głowę od swego ciała. Jezus wyraźnie powiedział: „Trwajcie we mnie, a Ja w was… beze Mnie nic uczynić nie możecie”.

Jezus wspomina w ewangeliach o kościele tylko dwa razy i w obu przypadkach jego obecność jest kluczowym składnikiem. W 16 rozdziale Ewangelii Mateusza mówi, że Jezus zbuduje Swój kościół, a nie nas. W 18 rozdziale tej samej Ewangelii, obecny jest wszędzie, gdzie się gromadzimy, nawet jeśli jest to grupa tylko dwóch lub trzech osób.

W księdze Objawienia Jezus zwraca się do siedmiu kościołów. Niektóre są zdrowe inne nie. Pan ostrzega kościół efeski, mówiąc, że jeśli nie będą pokutować to usunie spośród nich Swoją obecność (co jest przedstawione jako usunięcie ich świecznika), co w istocie oznacza, że przestanie istnieć. To właśnie znajdowanie się w obecności Jezusa tworzy z nas kościół, a usunięcie Jego obecności determinuje nasz upadek jako kościoła.

To Jego obecność daje nam wszystko, co dobre. Dlaczego tak szybko prowadzimy do tego, że w kościele ma chodzić o nas, a nie o Niego? Czy dziwne jest więc, że świat nie jest zainteresowany kościołem? W tych czasach nawet chrześcijanie nie za bardzo są zainteresowani kościołem.

Wyobraź to sobie na chwilę: definiujemy kościół, włączając właśnie te trzy składniki. Co by było, gdyby na kościół składała się miłość i pobożność, które byłyby efektem działania Ducha Chrystusowego zamieszkującego w nas? Sądzę, że szybko okazałoby się, że znacznie więcej ludzi jest zainteresowanych tym, aby się przyłączyć.

Przeczytaj teraz ponownie listę siedmiu składników, które składają się na „definicję” kościoła i zapytaj samego siebie czy twoi sąsiedzi chcieliby przyjść. Wyobraź sobie, że zrobiłeś błyszczącą ulotkę, na której są wymienione te elementy i tak przedstawione, aby były atrakcyjne, następnie idziesz od drzwi do drzwi zapraszając ludzi, aby przyszli. Jak myślisz, kto byłby zainteresowany? Dlaczego ktokolwiek, kto nie jest chrześcijaninem, miałby chcieć przyjść do miejsca, w którym jest pełno chrześcijan, gdzie ktoś zbierze kolektę, ktoś wygłosi kazanie, a następnie zaśpiew się wspólnie kilka nieznanych pieśni? Czy taka jest nasza strategia zdobywania świata? Poważnie? W jakiś sposób sami siebie przekonaliśmy, że właśnie taki jest Boży plan. Naprawdę?

Jezus nie powiedział: „Przez to wszyscy poznają, żeście uczniami Moimi, że odpowiedni starsi będą głosić co tydzień rzetelne doktryny, a po nabożeństwie będziecie jeść ciasteczka, i wypijecie naparsteczek owocowego soku”. Nie. To dzięki „miłości jedni do drugich” pokazujemy, że jesteśmy Jego uczniami.

Jeśli zdefiniujesz kościół bez Jezusa, to możesz też prowadzić kościół bez Jezusa. Oto nasza największa hańba. Kościół stał się czymś, co robimy/prowadzimy, a nie tym, czym jesteśmy ze względu na zamieszkującego w nas Chrystusa. Chcę być częścią tylko tego, co może zrobić tylko Jezus. A ty?

Apostoł Paweł napisał: „Chrystus w was nadzieja chwały”. Obyśmy dopuścili do tego, że to będzie naszą chwałą, a nie wszystko inne, co robimy.

Neil Cole

 


Kategorie: _blog, kościół


Słowa kluczowe: kościół


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
26 kwietnia 2015 (niedziela), 11:13:13

3 katolickie bałwochwalstwa

Obcując z katolikami dochodzę do wniosku, że praktykują oni co najmniej 3 poważne bałwochwalstwa. Wyjaśnię - bałwochwalstwo to wstawienie czegokolwiek w miejsce Boga.

Wyliczę te bałwochwalstwa prosto je definiując:

#1. Ubóstwienie Maryi, przy czym ubóstwiana raczej nie jest Maria, matka Pana Jezusa tylko jakaś wizja jakiejś osoby, oraz jakieś demony, co się pod nią podszywają w objawieniach, demony które siedzą na obrazach i rzeźbach i na tym kulcie żerują zbierając ludzką chwałę i kasę dla swoich ludzkich propagatorów.

#2. Ubóstwienie kościoła (przez małe "k"), czyli pokładanie swojej nadziei na wieczność (czyli przyszłość) w organizacji i urzędzie, który zawłaszczył sobie nie tylko władzę nauczania (podaje do wierzenia to w co katolik ma wierzyć) ale też władzę duchową (między innymi władzę odpuszczania grzechów).

#3. Ubóstwienie Eucharystii, zarówno samego konsekrowanego opłatka rozumianego jako fizyczne ciało Jezusa, jak i samego misterium mszy, która wg. katolików jest ofiarą za grzechy a przez to stać się powinna centrum życia religijnego katolika.

Jak to jest inne od nauczania apostołów i proroków. Jak to nie brzmi ze Słowem Bożym zawartym w Pismach Świętych obu Przymierzy.


Kategorie: teologia, _blog


Słowa kluczowe: katolicyzm, maryja, kult maryjny, kult eucharystyczny, eucharystia, kościół, watykan


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
28 stycznia 2015 (środa), 09:01:01

Chrześcijańskie zebrania (2)

Nad tym wersetem z Hebrajczyków to pewnie jeszcze długo mi przyjdzie pracować, ale jeżeli pracuje się edytorem tekstu i css-ów to może wyjść takie coś.

I okazujmy staranie jedni o drugich,

         by pobudzać się

                  do miłości

                   i dobrych uczynków

         nie opuszczając naszego wspólnego zgromadzenia,

                   jak to niektórzy mają w zwyczaju,

         ale zachęcając się nawzajem,

                            i to tym bardziej,

                                      im bardziej widzicie,

                                               że zbliża się ten dzień.

                                                                          (Heb 10:24-25, ubg)

 


Kategorie: kościół, _blog


Słowa kluczowe: kościół, heb 10:24, heb 10:25, nie opuszczajcie, zebrania, nabożeństwa


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
27 maja 2014 (wtorek), 08:46:46

Chrześcijańskie zebrania

#1. Zastanawiam się po co chrześcijanie mają się zbierać, spotykać, organizować swoje spotkania, nabożeństwa czy zjazdy. Materiał wyjściowy to rozważań wersety w Liście do Hebrajczyków, rozdział 10, werset 24 i jego okolice. Koniecznie od wersetu .24 bo niektórzy tylko .25 cytują o czym niżej. A może nawet lepiej zacząć od .22?

Co więc tam zapisano? Ano tak:

I okazujmy staranie jedni o drugich, by pobudzać się do miłości i dobrych uczynków nie opuszczając naszego wspólnego zgromadzenia, jak to niektórzy mają w zwyczaju, ale zachęcając się nawzajem, i to tym bardziej, im bardziej widzicie, że zbliża się ten dzień.

 

#2. Moje poszukiwania: 

- szukam celu wspólnych spotkań (zgromadzeń),
- szukam czegoś jeszcze co o chrześcijańskich spotkaniach jest tam napisane,
- zastanawiam się nad praktyką, jaką znam z różnych kościołów.

 

#3. Teraz cytuję główne polskie przekłady wersetu Heb 10:24n aby zobaczyć jakie słowa tam padają.

Biblia Brzeska (1563)

I przypatrzajmy się jedni drugim ku pobudzeniu miłości i dobrych uczynków. Nie opuszczając społecznego zgromadzenia naszego, jako mają obyczaj niektórzy i owszem upominajmy jedni drugich, a to tym więcej, iż widzicie żeć się on dzień przybliża.

Biblia Gdańska (1632)

I przypatrujmy się jedni drugim ku pobudzaniu się do miłości i do dobrych uczynków, nie opuszczając społecznego zgromadzenia naszego, jako niektórzy obyczaj mają, ale napominając jedni drugich, a to tem więcej, czem więcej widzicie, iż się on dzień przybliża.

Biblia Warszawsko-Praska (1997)

Okazujmy staranie jedni o drugich, zachęcajmy się do wzajemnej miłości i do spełniania dobrych uczynków. Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak to już niektórzy zwykli czynić, ale zachęcajmy się wzajemnie [do udziału w nich], i to tym bardziej, im bardziej jesteśmy przekonani, że zbliża się dzień [Pański].

Biblia Tysiąclecia, wyd. V (1999)

Troszczmy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać do miłości i do dobrych uczynków. Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im wyraźniej widzicie, że zbliża się dzień.

Biblia Warszawska (1975)

I baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków, nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża.

Uwspółcześniona Biblia Gdańska

I okazujmy staranie jedni o drugich, by pobudzać się do miłości i dobrych uczynków; Nie opuszczając naszego wspólnego zgromadzenia, jak to niektórzy mają w zwyczaju, ale zachęcając się [nawzajem], i to tym [bardziej], im bardziej widzicie, że zbliża się ten dzień.

Przekład Ewangeliczny

Myślmy o sobie nawzajem, jak pobudzać się do miłości i dobrych uczynków. Nie opuszczajmy przy tym wspólnych spotkań, co jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodawajmy sobie otuchy, i to tym bardziej, im wyraźniej widać, że zbliża się ten Dzień.

 

#4. Teraz analizuję, jakimi słowami określono to co robić mamy na chrześcijańskich spotkaniach. To techniczna analiza teksty, więc można tego nie czytać:

Biblia Brzeska

przypatrzajmy się jedni drugim
pobudzajmy ku miłości
pobudzajmy ku wykonywaniu dobrych uczynków
upominajmy jedni drugich

Biblia Gdańska

przypatrujmy się jedni drugim ku pobudzaniu się do miłości
przypatrujmy się jedni drugim ku pobudzaniu się do dobrych uczynków
napominajmy jedni drugich

Biblia Warszawsko-Praska

okazujmy staranie jedni o drugich
zachęcajmy się do wzajemnej miłości
zachęcajmy się do spełniania dobrych uczynków

Biblia Tysiąclecia

troszczmy się o siebie wzajemnie
troszczmy się by się zachęcać
troszczmy się by się zachęcać do miłości
troszczmy się by się zachęcać do dobrych uczynków
zachęcajmy się nawzajem

Biblia Warszawska

i baczmy jedni na drugich
i baczmy w celu pobudzenia się do miłości
i baczmy w celu pobudzenia się dobrych uczynków
i baczmy jedni na drugich dodając sobie otuchy

Uwspółcześniona Biblia Gdańska

i okazujmy staranie jedni o drugich,
i okazujmy staranie by pobudzać się do miłości
i okazujmy staranie by pobudzać się do dobrych uczynków
zachęcając się nawzajem

 

#5. Synteza tej analizy - jakich słów używają polscy tłumacze:

  • nawzajem mamy się o siebie troszczyć (forma bierna),
  • nawzajem mamy sobie okazywać staranie (forma czynna tej samej relacji),
  • mamy na siebie uważać (baczyć, przypatrywać się),
  • pobudzać, zachęcać a nawet upominać do dobrych uczynków i do miłości.

 

 #4. Kto ma nie opuszczać zebrań?

Moim zdaniem nakaz z wersetu Heb 10:25 jest do starszych! Napisano "nie opuszczajcie ale zachęcajcie ku miłości" ale kto ma zachęcać? Od zachęcania są starsi, mocniejszy aby zachęcać młodszych i słabszych. A więc nie młodsi! To "nie opuszczajcie" jest do starszych!

Niestety, często widzę jak ten werset jest nadużywany przez złych starszych aby manipulować słabszymi młodszymi. Manipulować aby przychodzili, podporządkowywali się, aby tworzyli system. Niestety niektórzy młodsi, tkwiący już w systemie i go tworzący też go używają aby nie być w systemie samymi. A przecież do wolności powołał nas Chrystus!

Jeżeli więc w odpowiedzi na to, że ja nie chodzę na chrześcijańskie zebrania słyszę "ale napisane jest 'nie opuszczajcie wspólnych zebrań'" zapala mi się czerwona lampka i sprawdzam, czy czasem ktoś nie manipuluje mną wymuszając abym gdzieś chodził, gdzie chodzić nie muszę.

A co muszę? Muszę troszczyć się o innych, zachęcać i pobudzać do dobrych uczynków i do miłości. Warto się spotykać o ile ten cel będzie realizowany. Jeżeli nie będzie zachęcania, pobudzania i troski to spotkania są chybione.

 

#6. Jak często się spotykać? Jedni uważają, że codziennie, inni, że raz na tydzień. Niektórym wystarczy co miesiąc, albo co rok ale im bardziej widzimy, że zbliża się ten dzień tym fajniej będzie spotykać się częściej. Częściej i bardziej, bo ten dzień się zbliża, a po tym dniu już zawsze będziemy razem. Razem z naszym Panem i razem ze sobą.

 

#7. Wnioski:

Jaki jest cel spotkań społeczności Kościoła? Chrześcijańskie spotkanie to miejsce i czas na okazywanie sobie troski, zachęcanie, upominanie, dodawanie otuchy abyśmy w efekcie czynili więcej  dobrych uczynków i bardziej kochali.

Pewnie można to robić poprzez wspólne modlitwy, poprzez nauczania, czytania, ale też i milczenie, krzyczenie, a można i inaczej, bo forma nie została określona, określony jest tylko cel.

 

#8. Dodatek A - Gwałty w kościele.

Czy jest jeszce jakaś inna funkcja spotkań kościelnych? Moim zdaniem nie ma, ale w praktyce spotkania to miejsce manipulacji i gwałtów, gdzie silniejszy usidla słabszego. Ot, takie diabelstwo typowe dla świata. Takie są religijne systemy. Silniejszy udaje, że jest autorytetem ale nie zdobywa go prawdą tylko pozycją, władzą, wyglądem, ubiorem, umiejętnością, słowem, kasą. A przecież autorytet powinno zdobywać się prawdą i tylko prawdą!

Wyjaśnienie: autorytet to ktoś, kogo wybieramy sobie jako tego, który pomaga nam wyjaśnić świat. Złą rzeczą jest, gdy autorytet wiąże, ogranicza wolność, usidla.

 

#9. Dodatek B - Czy jest takie wyznanie (denominacja) jak Staronowoprezbiteriański Kościół Przedostatnich Chrześcijan Dnia Czwartego w Obrządku Wschodnioperuwiańskim? Pewnie że jest! Cóż za problem założyć kolejną denominację. Kiedyś założyłem.


Kategorie: kościół, _blog


Słowa kluczowe: kościół, heb 10:24, heb 10:25, nie opuszczajcie, zebrania, nabożeństwa, spotkania


Komentarze: (4)

anonim, May 27, 2014 13:38 Skomentuj komentarz


Chip Brogden napisał:

Nigdy tak naprawdę nie docenicie i nie będziecie korzystać ze społeczności, dopóki nie nauczycie się żyć bez niej.

Już istnieje społeczność świętych, jest to duchowa społeczność i opiera się na Chrystusie, który ma pierwszeństwo - a nie na społeczności, która ma pierwszeństwo. Cała ta tęsknota za społecznością, za tym, aby być z innymi jest wynikiem kaca po religijnym systemie - starasz się wypełnić pustkę, która została po religii. Celem osamotnienia na duchowej pustyni jest to, aby dotarło do ciebie, że Jezus Wystarcza. Nie umrzesz z powodu braku społeczności, lecz jeśli nie nauczysz się tego, że Jezus Wystarcza, to duchowo mówiąc, już jesteś martwy. On jest Jedynym, na którym masz się skupić - nie zaczynając społeczności, nie budując domowej grupy, nie czyniąc razem z innymi cokolwiek, cokolwiek.

Już słyszę te wszystkie: "tak, ale". "Tak, ale Bóg uczynił nas jako istoty społeczne. . . Tak, ale Bóg, że potrzebujemy zachęty innych wierzących. . . Tak, ale Biblia mówi, abyśmy nie opuszczali zgromadzeń wzajemnych, jak to jest u niektórych w zwyczaju. . . Tak, ale mamy być częścią Ciała Chrystusa. . . Tak, ale jest coś w gromadzeniu się podobnie myślących wierzących. Tak, ale nie rozumiesz tego, jak to jest". Tak, ale rozumiem - przechodziłem przez tą część pustyni wcześniej i próbuje powiedzieć ci, że Bóg chce wiedzieć czy kochasz Jego, czy kochasz społeczność z innymi; chce wiedzieć czy kochasz Jego, czy to, co Jego dotyczy; chce wiedzieć czy szukasz Jego, czy spotkań na Jego temat.

Są takie czasy i okresy, gdy On wzywa cię do samotności i oddzielenia dla Siebie. Nie mówię, że zawsze tak będzie, lecz co, jeśli tak? Co, jeśli On wzywa cię do samotnej drogi z Nim na resztę twojego życia? Czy Jezus wystarcza ci?

Zadałem takie pytanie kiedyś grupie chrześcijan: "Czy Jezus wam wystarcza?" ponieważ większość chrześcijan nie wierzy w to. Chcą Jezusa, lecz chcą również społeczności z innymi. Rzeczywiście, czy wiecie czego chcą chrześcijanie? Nie społeczności z innymi. To brzmi tak duchowo. Tak naprawdę to oni chcą akceptacji innych chrześcijan. Jeśli sięgniesz głębiej to właśnie tego chcą, chcą czuć się zaakceptowani przez innych chrześcijan. Tak, mogę ci powiedzieć, że narażasz się na wielkie zniechęcenie. Ewentualnie przyjdzie taki czas, że będziesz musiał wybrać między prawdą, którą Bóg ci objawił i akceptacją innych chrześcijan. Wiem, że brak akceptacji innych chrześcijan jest bolesny. Boli to, gdy inni chrześcijanie nie rozumieją cię i mówią o tobie wszelkie złe rzeczy, choć ty mówiłeś do nich w miłości prawdę.

Istotą jest jednak twoje duchowe życie a chodzenie z Bogiem nie zależy od akceptacji innych chrześcijan. Może ci się tak wydawać, z pewnością też znacznie ułatwia wiele rzeczy, lecz nie jest to warunkiem chodzenia z Chrystusem, tzn.: staranie się o to, aby inni chrześcijanie rozumieli i akceptowali cię. Im głębsze będzie twoje chodzenie z Bogiem, tym trudniejszy będziesz do zaakceptowania przez innych chrześcijan. Nasz Pan i Zbawiciel, Jezus Chrystus: "wzgardzony był i opuszczony, Mąż Boleści, doświadczony w cierpieniu" (Iz. 53:3). Jezus nie był i nie jest akceptowany przez większość chrześcijan i, czy wiesz o tym, że to nie zmienia Jego Samego ani Jego relacji z Ojcem? On jest Panem bez względu na to czy zaakceptujesz Go, czy nie, przyjacielu. Jeśli jesteś Jego uczniem, wtedy On akceptuje ciebie bez względu na to czy akceptuje cię cała reszta chrześcijańskiej populacji, czy nie.

Odkryłem, że za każdym razem, gdy ignoruję taki okres, do którego Bóg mnie wprowadził i usiłuje stworzyć społeczność bądź szukam społeczności poza czasem i miejscem wyznaczonym przez Mojego Ojca, zawsze kończy się to katastrofą, zawsze stwarza problemy, rozczarowanie i powoduje zakłócenie w tym, co Pan chce w moim życiu zrobić.

A jest to szczególnie prawdziwe wtedy, gdy jesteś świeżo po wyjściu z religijnego systemu. Trwałeś pod religijnym duchem przez tyle lat i nie myślałeś o tym, że któregoś dnia możesz wstać, nie iść do kościoła, być wolnym od religijnej postawy. Myślisz, że potrzebna ci jest społeczność, że potrzebujesz spotkań, że potrzebujesz innych ludzi i tego wszystkiego, ale jesteś w błędzie. To jest religijny system myślenia, jest jak narkotyk.

"O, bracie Chip, jestem taki samotny. Chodziłem do kościoła co niedzielę przez 20 lat a teraz siedzimy w domu w niedzielę i czujemy taką pustkę w środku!" W porządku, chwała Panu, jeśli jest to miejsce, do którego Pan cię zaprowadził teraz, dziękuj za nie Bogu. Przestań szukać innych ludzi, aby wypełnili pustkę, którą może wypełnić wyłącznie Chrystus. Przedtem wypełniałeś tą pustkę mnóstwem religijnego śmietnika i On to wszystko usuwa. Usiłuje coś w tobie zbudować, więc pozwól Mu na to zgodnie z czasem i okresem, który wyznaczył. Nie poganiaj tego procesu, bądź zadowolony; tylko ty i Bóg. Mój Boże, nawet nie masz pojęcia jak to jest chodzić z Bogiem i być ukrytym w Nim, ponieważ przez całe swoje życie chodziłeś z Nim w tłumie, uwielbiając Go w tłumie, modląc się do Niego w tłumie, ucząc się o Nim w tłumie.

Henoch chodził z Bogiem i nie było nikogo więcej, aby miał z nim społeczność.

Noe chodził z Bogiem i nie było przy nim nawet nikogo z rodziny.

Abraham chodził z Bogiem i nie miał domowego kościoła, do którego mógł chodzić.

Mojżesz spędził 40 lat na pustyni i to nie zraniło go ani trochę a wracając z pustyni był lepszy niż wtedy, gdy się tam udawał.

Jezus chodził z Bogiem a wszyscy Jego przyjaciele i uczniowie wyparli się Go, i uciekli wtedy, gdy tego najbardziej potrzebował.

Za dużo zasług co do twojego duchowego powodzenia przypisujesz ludziom, a nie masz wystarczająco dużo zaufania do Boga. Wolałbym być z Bogiem sam, niż w tłumie ludzi bez Niego.

To nie pomniejsza niczego, co Biblia mówi o Ciele Chrystusa, lecz musisz nauczyć się tego, w jaki sposób być połączony z Głową, zanim będziesz próbował łączyć się z Ciałem. Życie Ciała jest tylko tak dobre jak dobra jest relacja Ciała z Głową. Ciało nie ma żadnego życia samo w sobie bez Głowy. Jeśli czytasz to, czego Biblia naucza na temat Ciała Chrystusa, wiesz, że nie mówi nam, abyśmy szukali swojego miejsca w Ciele czy próbowali wstawić siebie samych na jakieś miejsce. Pismo mówi, że On buduje ciało Chrystusa zgodnie ze Swoją wolą - Jego wolą, nie naszą. Gdy ty próbujesz się gdzieś umieścić, pobłądzisz.

Biblia nie mówi "trwajmy mocno w Ciele" czy "trzymajmy się mocno członków Ciała", lecz mówi "trzymajmy się mocno Głowy". Biblia nie mówi: "szukajcie najpierw społeczności innych", lecz mówi "szukajcie najpierw królestwa Bożego i Jego Sprawiedliwości, wszystko inne będzie wam przydane" (w tym społeczność. Nauczysz się to robić a cała reszta sama się zatroszczy o siebie w taki sposób i w takim czasie, jak Bóg uzna za właściwy.

Zabierz swoje ręce z całej sprawy społeczności i zrzuć swoją troskę na Pana. Powiedz Mu: 'Panie, jestem tu, na pustynnym miejscu, jest sucho, jest samotnie i wygląda na to, że nie ma żadnej społeczności, lecz Ty jesteś moją Skałą, moją Twierdzą i moim Miejscem Schronienia, Ty prowadzisz moje kroki. Ty bądź moją społecznością. Jeśli uznasz to za właściwe, abym miał społeczność z innymi, w porządku, jeśli nie, ufam Tobie, bo Ty znaczysz znacznie więcej, niż potrzeba na zaspokojenie moich duchowych, emocjonalnych i socjalnych potrzeb. Mogę funkcjonować bez społeczności Pańskiej, lecz nie mogę żyć bez Ciebie!.

Byłem w tym miejscu wielokrotnie i nawet nie muszę się o to modlić więcej. Po prostu nauczyłem się ufać Bogu w tej dziedzinie i wiem, że On wystarcza. Zostało to we mnie ustabilizowane. Nawet o to się nie modlę więcej. Chciałbym, aby zostało tu ugruntowane również w waszych sercach. Niech pustynia wykona swoją pracę.

Chip Brogden

w34, September 4, 2015 15:14 Skomentuj komentarz


> Też mi się wydawało, że to jest do starszych, ale czy masz jakieś inne uzasadnienia, że jest tak, jak pisałeś?
> W dyskusji nie byłem w stanie tego uzasadnić i teraz mam wątpliwości, o kogo tu chodzi.

Jeszcze raz spróbuję to wykazać. Wyjdźmy od strony czasowników opisujących polecenia do wykonania. Mamy tam między innymi:
- pocieszać, a nie być pocieszani
- baczyć na kogoś, a nie być przedmiotem obserwacji
- zachęcać kogoś, ... a nie czerpać zachętę
- okazywać staranie.... a nie być przedmiotem (albo podmiotem) czyjejś troski.

Czasowniki opisujące polecenie są przeznaczone dla osób, które mają większy autorytet, większą moc, więcej do powiedzenia, więcej miłości i są skierowane do osób potrzebujących. Stąd wniosek, że całość jest też do takich osób. To starci mają nie opuszczać aby zachęcać, pocieszać, okazywać staranie, baczyć na kogo? na młodszych, a więc starci MUSZĄ przyjść, a młodsi mogą, są wolni, nie muszą.

Tak więc ten werset opisuje obowiązek starszych, o ile starsi są na tyle dojrzali, że to zrozumieją. Starsi głupi (czyli NieStarsi) będą manipulować młodszymi i ten werset wykorzystają do manipulacji dając dowód swojej niedojrzałości.

c.n.w.

W.

ky, September 20, 2015 10:50 Skomentuj komentarz


No to fajnie, ale takie podejście prowadzi zwyczajnie do podziału na sacrum i profanum, lepszych i gorszych, tych co powinni i tych co nie muszą.

Może to tak od razu nie wygląda, ale przy praktykowaniu takiego podziału, jego konsekwencją w dłuższej perspektywie jest rozwarstwienie na laikat i duchownych, na liderów, oraz na tych co za nimi idą, czyli wpatrują się w jego "plecy".

Ale czy ten podział pochodzi od Boga? Moim zdanie nie!
Przed Bogiem mamy jednego lidera: Jezusa i to za nim idziemy.

Żaden człowiek wierzący nie powinien akceptować sytuacji, w której chodziłby za człowiekiem. Co nie znaczy, że ludzie nie mogą sobie pomagać, nauczać, zachęcać i napominać - to jest potrzebne, ale istotny jest cel, którym jest społeczność z Bogiem.

Moim zdaniem lider chodzący z Bogiem nie powinien pozwolić na taki podział, ani tolerować osób, które mają zamiar "wisieć" na nim zamiast chodzić z Bogiem. I myślę, że tego między innymi Bóg oczekuje od liderów - prowadzenia innych do dojrzałej relacji z Bogiem, a nie do wodzenia za sobą "wiernych"...

wojtek, May 22, 2017 10:08 Skomentuj komentarz


Kim jestem?
To jawna informacja - należę co Staronowoprezbiteriańskiego Kościóła Przedostatnich Chrześcijan Dnia Czwartego w Obrządku Wschodnioperuwiańskim. Jestem tam starszym superpodintendentem regularnym drugiej kanonii w Pułtusku.

Skomentuj notkę
31 maja 2013 (piątek), 14:04:04

O chrześcijaństwie i Kościele

Gdzieś przeczytałem zdanie, które brzmiało mniej więcej tak:

Na początku, w Judei chrześcijaństwo było wspólnotą. Potem w Grecji zrobiono z chrześcijaństwa filozofię. W Rzymie chrześcijaństwo zmieniło się instytucje, w Europie kulturę a w Ameryce na chrześcijaństwie zrobiono biznes.

Synteza ta godna jest odnotowania, co niniejszym czynię.

Ciekawe, bo w tej chwili Kościół rozwija się w Afryce, Brazylii i Chinach. Rozwija się też w Pakistanie i Nepalu za to w Europie chrześcijaństwa już nie widać. A w Polsce? A na Śląsku, w Gliwicach?


Kategorie: obserwator, _blog


Słowa kluczowe: kościół, chrześcijaństwo


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
5 maja 2012 (sobota), 07:43:43

tolerancja i miłość w kościele

Znalazłem taką oto ciekawą myśl

Kościół jest nietolerancyjny w zasadach, ponieważ wierzy; lecz jest tolerancyjny w praktyce, ponieważ kocha.

Wrogowie Kościoła są tolerancyjni w zasadach, ponieważ nie wierzą; lecz są nietolerancyjni w praktyce, ponieważ nie kochają.

o. Réginald Garrigou-Lagrange OP

Już widzę jak banda humanistów i ateistów wrzeszczy czytają powyższy bełkot. Są przekonani, że jest inaczej, że tylko człowiek oświecony, świadomy, wyewoluowany zdolny jest do miłości, w tym również miłości homoseksualnej :-) A kościół? Tylko inkwizycja i stosy w przerwach pomiędzy krucjatami.


Kategorie: obserwator, kościół, _blog


Słowa kluczowe: o kościele, tolerancja, miłość, kościół


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
28 grudnia 2008 (niedziela), 22:22:22

Wojny, konflikty, napięcia, sprzeczności

Dziś na spacerze spróbowałem sobie wyliczyć znane mi konflikty i napięcia w otaczającym mnie świecie. Zestawienie może wydawać się dziwne, dla ludzi myślących nieco inaczej niż ja bardzo szalone ale spisuję je jako wstęp do dalszych przemyśleń na ten temat. Przy lekturze nie należy zapominać, że wojna jest tylko narzędziem prowadzenia polityki - przy czym pogląd Clauzewitz'a iż wojny dotyczą państw jest mocno nieaktualny. Już Lenin wykazywał, że dotyczą klas społecznych a wcześniej Jezus nauczał o wojnie duchowej więc pojęcie prowadzenie polityki należy rozumieć jako wolę wpływania jednych osób na inne, przy czym niekoniecznie wszystkie osoby są ludźmi (tak, tak - wierzę w świat duchowy a więc diabły, anioły i nawet w Pana Boga też wierzę).

A teraz moja lista wojen w kolejności w jakiej sobie ją analizowałem:

#1. Państwo Izrael - Quazi państwowe organizacje Hamas & Hezbollah

Wojny toczone przy pomocy rakiet, czołgów a zwłaszcza kamer telewizyjnych wpływających na broń zwaną "opinią publiczną". Tą opinię publiczną bardzo odpersonalizuję, gdyż w zasadzie nie jest ważne co ona myśli naprawdę - ważne jest czy jest usprawiedliwieniem działań takiego czy innego polityka. W tej wojnie mam swój niechlubny udział gdyż z moich podatków UE finansuje prąd w Gazie co pewnie tuczy Hamasowców.

#2. Kultura Mc Donalds - Kultura Dzihad

To wielka wojna kulturowa - menadżerowie konsumpcjonizmu z zachodu stale zastanawiają się jak zwiększyć zyski narzucając styl życia ludziom na całym świecie. Świat Arabski oraz Iran jest chyba jedynym, który jest temu jawnie przeciwstawia - inni, tak jak ja potrafią tylko psioczyć na ilość reklam w TV i złorzeczyć w listopadzie świętemu mikołajowi na butelce coca-coli. No cóż - osobiście uważam, że jak podłożę bombę pod KFC w Bytomiu (a raz tam się porządnie zatrułem, więc mam motyw) to niewiele się zmieni.

#3. Judaizm - Islam

Wbrew pozorom tu napięcie jest niewielkie a konflikty jakie widać to bardziej przejawy innych wojen przeniesione na terytorium religii. Jeżeli pojawi się tu jakaś inicjatywa pokojowa to się nie zdziwię.

#4. Kościół (w znaczeniu Ciało Chrystusowe) - Świat (w znaczeniu luźny styl życia)

Chodzi mi o stałą, duchowa walka o styl życia chrześcijan. Wydaje mi się, że walka toczy się przede wszystkim o mózgi a więc informacja, czas, styl życia, stres i strach. Coś co miało być solą ziemi nią nie jest.

#5. Państwa Zachodu - Al Quaida (o ile istnieje bo różnie mówią)

Niektórzy uważają, że tego konfliktu nie ma, że jest tylko wymyślony na potrzeby tłumu telewidzów ale z drugiej strony ten tłum telewidzów zgodził się aby prezydent USA zaingerował w Irak, wysłał wojska do Afganistanu, finansował swoje służby specjalne, które robią na świecie niewiadomo co.

#6. Liberalne postchrześcijaństwo zachodu - Bogobojność ludzi religijnych

To pewne rozszerzenie konfliktu Kościół-Świat, bardziej widoczne bo może mniej duchowe. Znane mi bitwy toczą się najczęściej na polu etyki: rozumieniem małżeństwa, opis rodziny, eutanazja, przerywanie ciąży, granice medycyny i co ciekawego Watykan ma w tej dziedzinie sojusz z Islamem przeciwko systemom prawnym państw zachodu i dowolności etycznej wschodu. W dziedzinie polityki przejawem tych wojen jest konflikt konserwatystów z lewakami a po części też walka z Kaczyzmem, który próbował aby było sprawiedliwiej nie tylko dla bogatych a historycy z IPN mogli sobie swobodnie dociekać czy Bolek był Bolkiem.

#7. Rosja - USA

Jak wskazuje Norman Davis konflikt był i będzie i nie ma co się temu dziwić. Moim osobistym problemem jest to, że mieszkam w Polsce - a więc w kraju frontowym dla tego konfliktu, w i kraju który wielcy nauczyli się traktować dość instrumentalnie. Obym tylko niezapóźno przypomniał sobie, że "moja ojczyzna jest w niebie skąd jako Zbawcy oczekuję Pana mojego..."

#8. Pakistan - Indie

Tej wojny jeszcze nie ma ale może niedługo będzie. Nie będzie to pierwsza wojna na tej granicy a złośliwi twierdzą, że wojna tam zawsze się pojawia jak koncerny zbrojeniowe muszą zarobić nieco kasy.

#9. USA - państwa dziwne: Afganistan, Irak, Iran, Korea Płn.

W niektórych miejscach tej wojny giną ludzie a więc wojna jak najbardziej prawdziwa ale o co w niej chodzi?


Kategorie: obserwator, _blog


Słowa kluczowe: wojna, kościół, izrael, hezbollah


Komentarze: (1)

anonim, January 10, 2009 20:23 Skomentuj komentarz


http://video.google.com/videoplay?docid=-5870901554543719947&hl=pl
Skomentuj notkę
20 lipca 2007 (piątek), 07:38:38

Baczność, teren świata

Materiał do przemyślenia przyszedł pocztą, ale to chyba fragment książki Mariana Biernackiego:

----- Original Message -----
From: w....k.....@poczta.onet.pl
To: k.....m...@wp.pl
Sent: Saturday, July 07, 2007 5:51 PM
Subject: Baczność! Teren świata

Przejawy świeckości w Kościele

Oto niektóre cechy świata, które ze smutkiem można zaobserwować wśród ludzi wierzących, i które psują świadectwo chrześcijan w świecie a także pozbawiają mocy ich służbę duchową.

1. Powierzchowność

Świecki model życia preferuje wielką elastyczność poglądów i postaw oraz szybkie dostosowywanie ich do otoczenia. Możliwe to jest tylko wtedy, gdy człowiek nie traktuje zbyt serio tego co robi, i gdy nie ma zamiaru dać głowy za to co mówi. Gdy - mówiąc krótko - do większości spraw podchodzi powierzchownie i nie chce nawet wnikać w istotę tego, co robi. W ten sposób jednego dnia może pójść do kościoła i na zajęcia np. klubu psychotronicznego, i nie zauważyć nawet, że te miejsca pozostają w całkowitej sprzeczności.

Powierzchowność jest cechą świata. Nic więc dziwnego, że obserwujemy ją w życiu ludzi nie nawróconych do Boga. Powinno nas jednak zdumiewać, gdy ktoś podający się za chrześcijanina potrafi być tak dalece elastyczny, że równie dobrze czuje się na nabożeństwie jak i na zakrapianych alkoholem imieninach kolegi. Gdy podczas jednego nabożeństwa potrafi emocjonować się w czasie zwanym "uwielbianie", a zaraz potem zdrzemnąć się na kazaniu. Płomiennie wyznawać Bogu miłość i posłuszeństwo, a już chwilę później lekceważyć uwagę lub prośbę Starszego zboru. Przecież z takich sytuacji jasno wynika, że do życia tych chrześcijan zakradła się powierzchowność.

To dlatego, że wierzący nie przeżywają głęboko swej wiary, w ciągu kilku minut mogą przejść od modlitwy do złorzeczenia, od miłości do gniewu, od świętości do nieczystości. Płytka woda łatwo nagrzewa się w słońcu, ale też równie szybko robi się chłodna. Poza tym szybko mętnieje i wysycha. Dziecko Boże musi pozostawić płyciznę duchową. Musi odrzucić powierzchowność i wejść w głębię pobożności jeżeli zależy mu na tym, aby nie być podobnym do świata.

2. Niestałość

Mam tutaj na myśli nie tylko niewierność obranym ideałom chrześcijańskim i rezygnację z drogi Pańskiej. Odstępstwo bowiem w oczywisty sposób przeczy chrześcijaństwu i usuwa człowieka ze społeczności Kościoła, samemu Kościołowi nie przynosząc ujmy.

Gorzej, gdy w życiu chrześcijan, wprawdzie nie nastąpiło odstępstwo od wiary, ale pełno jest niestałości polegającej na niedotrzymywaniu danego słowa, szybkim zniechęcaniu się w służbie, niestałości uczuć małżeńskich itp. Jest to cecha świata, która, nie wiadomo dlaczego, wręcz zadomowiła się pomiędzy wierzącymi. Mamy więc braci, którzy słyną z tego, że nie dotrzymują danego słowa. Siostry, które mają w ciągu jednego roku po kilka pomysłów na owocną służbę, a w żadnej naprawdę się nie sprawdziły. Mamy młodzieńców, którzy po bardzo poważnym wyznaniu miłości, odkrywają błąd i pozostawiają kolejne dziewczyny rozczarowane i zranione uczuciowo. Mamy mężów i żony, którzy po jakimś czasie trwania małżeństwa przestają trzymać się ściśle tego co przyrzekali swemu partnerowi. Odstępują od ślubowanej miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej aż do śmierci, i swój stosunek do partnera uzależniają od jego aktualnego zachowania.

Niestałość - to ewidentna cecha świata, która winna być napiętnowana i usunięta spomiędzy chrześcijan.

3. Materializm

W niektórych kręgach chrześcijańskich już dawno przestano otwierać Biblię na stronach, gdzie można znaleźć, na przykład, taką oto naukę:

"I rzeczywiście, pobożność jest wielkim zyskiem, jeżeli jest połączona z poprzestawaniem na małym. (...) Jeżeli zatem mamy wyżywienie i odzież, poprzestawajmy na tym." (ITm 6,6-11). Mocno natomiast są zużyte i popodkreślane te stronice, które mówią o materialnym błogosławieństwie. Może to świadczyć o tym, iż środowiska te dostały się pod wpływ ducha materializmu, który panuje na świecie ustalając cele i tempo jego życia.

Nic w tym dziwnego, gdy żyjący po świecku ludzie stawiają na pierwszym miejscu sprawy materialne. Gdy wygodna kanapa, dobra wędlina i szybki samochód stanowią ich priorytety życiowe. Jakże jednak żałośnie w oczach Bożych przedstawia się obraz chrześcijanina, który ugania się za tym, co materialne. Ileż rozterki i kompromisu musi być w duszy tych chrześcijan, którzy próbują nadążyć za modą i standardem życia tego świata, a jednocześnie nie utracić nagrody w niebie. Z jakim smutkiem Bóg patrzy na duszpasterzy, którzy podczas rzadkich przecież spotkań, zamiast wymienić doświadczenia w służbie i duchowo się posilać, z pasją dyskutują o domach, kredytach bankowych, samochodach i podróżach zagranicznych. Wpływ ducha materializmu sprawił, że wielu chrześcijan nie ma już czasu, by pójść na nabożeństwo. Niektórzy duchowni zaniedbują służbę, by osiągnąć cele o charakterze materialnym. Wszyscy wydają się zbyt zmęczeni i zajęci, aby bardziej skupić się na sprawach Królestwa Bożego.

Zdaje się, że rozpędzony materializmem świat, jak trąba powietrzna, porwał niektórych chrześcijan, wciągnął w swój wir i przeniósł ich życie na świecki poziom. A przecież gonitwa za tym, co materialne - to cecha świata, która nie ma prawa bytu w środowisku ludu Bożego.

4. Egoizm.

"Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie" (Jn 13,34-35). "Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą" (1Jn 3,18). Oto ideał relacji międzyludzkich, właściwy dla środowiska chrześcijańskiego. Ludzie ze świata, którzy nie znają takiej miłości już nie raz przez tę miłość zostali zachęceni do naśladowania Pana.

Miłość braterska - to znak rozpoznawczy uczniów Jezusa. Egoizm - to jedna z głównych cech świata. Jakże więc przykro, że w tak strategicznej dziedzinie życia świat przeniknął do kręgów chrześcijańskich i w wielu wypadkach doprowadził ich pobożność do absurdu. Miejsce miłości zajęła "walka braterska". Egoizm szpetnie naznaczył różne postawy, decyzje i czyny ludzi twierdzących, że są dziećmi Bożymi. Brak przebaczenia i wzajemnej życzliwości zahamował rozwój zborów. Pogłębia się podział na biednych i bogatych braci. Jeżeli już ktoś pomaga, to coraz rzadziej robi to za cenę własnych wyrzeczeń, a jedynie z tego, co mu zbywa.

Biblia naucza, że nie może być mowy o prawidłowej relacji z Bogiem bez poprawnych więzi z bliźnimi. "Jeśli zaś ktoś posiada dobra tego świata, a widzi brata w potrzebie i zamyka przed nim serce swoje, jakże w nim może mieszkać miłość Boża?" (1Jn 3,17). "Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi" (1Jn 4,20). Prawdziwy stan serca przed Bogiem wyraża się miłością i życzliwością względem ludzi. Wszędzie tam, gdzie widać wśród wierzących obojętność na ludzki niedostatek i brak wrażliwości na żyjących obok współwyznawców Chrystusa, przejawia się jakaś forma egoizmu, jakaś ciasnota w sercu, która źle o nich świadczy (por. 2Kor 6,11-13). Tylko wtedy gdy wierzący przez miłość braterską odróżniają się od świata, mogą cieszyć się w życiu inspiracją Ducha Świętego, czuć się stale duchowo odświeżeni i doświadczać błogosławieństwa Bożego (por. Ps 133).

5. Relatywizm

Niemal wszystkie wartości w tym świecie są relatywne, tzn. mają charakter względny. Zależnie od okoliczności i punktu widzenia, ten sam czyn jest albo chwalebny, albo naganny. Dla przykładu dwie ilustracje relatywizmu z ostatnich doniesień polskich środków masowego przekazu: Oto wysokiej rangi oficer, który jeszcze niedawno uchodził za zdrajcę narodu i w świetle prawa zasługiwał na karę śmierci z powodu przekazania obcemu wywiadowi tajnych informacji, dzisiaj traktowany jest jak bohater narodowy i za ten czyn zbiera pochwały. Oto lokal gier hazardowych traktowany przez lata jako siedlisko zła i źródło nieszczęścia wielu matek i dzieci, przy zmianie punktu widzenia, jest błogosławiony i poświęcany, i to na oczach całego narodu. Tak jest niestety, że grzech w pewnych sytuacjach nie jest nazwany grzechem. Kłamstwo jakby przestało być kłamstwem. Cudzołóstwo uchodzi za czyn niemal chwalebny.

Taki jest świat. Czy jednak tylko w jego oczach prawie wszystko jest relatywne? Niestety, także wśród chrześcijan coraz częściej tak bywa. To przecież w środowisku chrześcijańskim zrodził się ten, tyle sławny co i fałszywy pogląd, że "cel uświęca środki". Dziwne, iż uchodzi to jakoś uwadze chrześcijan, że skoro Bóg nazwał coś grzechem, to niezależnie od zmieniających się okoliczności i ludzkiego postępu. Dekalog pozostaje niezmienny (Łk 21,33). Obniżenie norm moralnych w świecie nie tłumaczy relatywnego obniżania norm życia chrześcijańskiego. Wśród dzieci Bożych nie może być mowy o relatywnej ocenie kłamstwa, np. w celu wzięcia udziału w nabożeństwie, niewierności małżeńskiej, aborcji, lekceważenia rodziców itd. Tak czyni świat. W nim wszystko się zmienia i w końcu przeminie. Słowo Boże natomiast, trwa na wieki, a więc objawione w nim normy i zasady są niezmienne, tzn. nie podlegają przemianie zależnie od czasów i sytuacji.

Nie ogranicza to oczywiście procesu duchowego dojrzewania chrześcijańskich poglądów i postaw. Ktoś trafnie zauważył, że tylko głupiec nie zmienia poglądów. Jednakże dochodzenie do dojrzałości w ocenie jakiegoś czynu lub postawy nie może polegać na ich relatywizowaniu. Wierzący ludzie zdecydowanie powinni przestać posługiwać się tą metodą świata.

6. Poszukiwanie mocnych wrażeń

Któż z ludzi nie chciałby przynajmniej raz do roku przeżyć coś niesamowitego. Mieć jakąś przygodę, która w tym szarym życiu dostarczyłaby trochę kolorowych wrażeń i pozostawiła po sobie miłe wspomnienia. Ludzie tego świata wręcz uganiają się za mocnymi wrażeniami. Narażając życie penetrują przepastne jaskinie i wspinają się na strome skały. Przemierzają lądy i morza szukając najróżniejszych przeżyć. Znam człowieka, który przez wiele lat z rzędu udawał się na karnawał w Rio, aby doznawać wrażeń tamtemu miejscu właściwych. Ludzie mniej zasobni materialnie także pragną mocnych przeżyć. Idą więc obejrzeć najnowszy horror, szukają przygód erotycznych, praktykują magię i rożne formy okultyzmu, albo sięgają po narkotyki i alkohol.

Doświadczenie czegoś "extra" - oto sens życia wielu ludzi, oto cecha tego świata. Okazuje się jednak, że od tej gonitwy za nowymi wrażeniami nie zostało uwolnionych także wielu współczesnych chrześcijan. Oni też potrafią jeździć po kraju w poszukiwaniu specjalnych przeżyć, tyle, że o charakterze religijnym. Można tak wnioskować, bo ich zachowanie często świadczy, że nie tyle ważny jest dla nich sam Bóg, co przeżycia, jakich mogą w Jego obecności doświadczyć.

Gdy temu bożkowi pod nazwą "extra przeżycie" dadzą miejsce w swoim sercu, to wkrótce wszystko zostaje mu podporządkowane. Za przykład mogą posłużyć oczekiwania takich ludzi względem nabożeństwa zborowego. Wymagają, aby każde z nich dostarczało czegoś niesamowitego i koncentrują się tylko na tych jego elementach, które podnoszą temperaturę emocjonalną. I tak, w niektórych zborach obserwujemy zjawisko coraz dłuższego śpiewania radosnych piosenek, nie zawsze o głębokiej treści, ale za to prawie zawsze z klaskaniem, pląsaniem, a czasem nawet wśród gwizdów i okrzyków, a uszczuplania czasu na kazanie Słowa Bożego. Odrzuca się też przy tym piękne i głębokie duchowo pieśni chrześcijańskie jako smętne i bez inspiracji Ducha Świętego. Nawiasem mówiąc, ciekaw jestem, która z tych współczesnych piosenek będzie tak długo krzepić serca wierzących, jak np. hymn "Gdy na ten świat spoglądam, wielki Boże...". Nie chcę negować w ten sposób powszechnie lubianych, pełnych ekspresji tzw. refrenów. Jest dla nich miejsce w czasie nabożeństwa! Nie powinniśmy jednak rezygnować ze śpiewania hymnów chrześcijańskich, które stanowią klasykę muzyki chrześcijańskiej. Mądre społeczeństwa szanują swoją historię i kulturę czerpiąc z niej doświadczenie i inspirację. Tylko nieliczne narody przeprowadziły "rewolucję kulturową" odrzucając i niszcząc osiągnięcia minionych pokoleń. Dążenie do nowoczesności musi być głęboko osadzone w tym, co już osiągnęliśmy jako Kościół (por.Flp 3,16). Nastawienie wyłącznie na nowoczesność i spontaniczność w Kościele świadczy o braku duchowej rozwagi.

W rezultacie tego nastawienia są miejsca, w których, dla przedłużenia tych wspaniałych emocji czasem zupełnie rezygnuje się z wygłaszania kazania. Są ludzie, którzy negatywnie oceniają pobożność innych tylko dlatego, że nie przykładają aż takiej wagi do wrażeń emocjonalnych, co oni. Podczas różnych spotkań i obozów młodzieży chrześcijańskiej można dziś zaobserwować już takie zachowania, które przypominają stadion lub dyskotekę, a nie społeczność ludzi przejętych oddaniem Bogu czci "tak, jak mu to miłe: z nabożnym szacunkiem i bojaźnią" (Hbr 12,28).

Wydaje się to tym bardziej niepokojące, że chociaż część przywódców wewnętrznie nie zgadza się z tymi zjawiskami, to jednak pobłaża im, aby zatrzymać w zborze młodych ludzi. Cena jest bardzo wysoka; wprowadzenie do zboru Pańskiego elementu świata, Takim duszpasterzom chciałoby się powiedzieć: Zadbajcie o systematyczny, treściwy pokarm duchowy dla swojej młodzieży. Więcej popracujcie pod kierownictwem Ducha Świętego nad swoimi kazaniami. Zadbajcie o ich język i formę, a nie będziecie musieli, by mieć dobrą frekwencję na nabożeństwach, uciekać się do tanich metod tego świata.

Nastawienie na przeżywanie mocnych wrażeń - to cecha świata. Dojrzałe chrześcijaństwo nie potrzebuje takiej siły napędowej. Wprawdzie cieszy się nowymi, trzeźwymi przeżyciami z Bogiem, ale nie skupia się na ich poszukiwaniu. Nastawia się raczej na to, by dobrze usłyszeć i zrozumieć co Duch mówi do zboru, a następnie, wprowadzić to w praktykę. Okazuje się, że dopiero taka postawa czyni życie stabilnym, a przy tym wcale nie mniej atrakcyjnym.

7. Lęk

Determinuje on wiele działań tego świata. Towarzystwa ubezpieczeniowe, wysokie płoty, policja i armia, a także gabinety odnowy biologicznej, ruch ekologiczny, systemy religijne - to wszystko oznaki różnych stanów lękowych świata. Ludzie boją się przemocy, cierpienia i śmierci. Z obawą myślą o tym, co przyniesie przyszłość. Według zapowiedzi Syna Bożego, tuż przed końcem świata ludzie będą aż mdleć ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi (Łk 21,26).

Nie ulega wątpliwości, że strach - wprawdzie w formach bardziej łagodnych - przeniknął także do szeregów chrześcijańskich. Chociaż na kartach Pisma Świętego, jak refren, pojawia się wezwanie: "Nie bój się!" - to jednak wierzący nie zawsze dają mu posłuch. Obserwacja środowisk zborowych wskazuje, że wiele osób boi się prześladowania, odrzucenia, cierpienia, utraty pozycji lub dochodów. Niektóre postawy chrześcijan świadczą, że boją się oni samotności i starości. Obawiają się mówić tego, co myślą. Coraz częściej obserwujemy wśród nich brak wzajemnego zaufania i postawy asekuracyjne.

Lęk - to jeden z elementów świata. Zawsze ogranicza on służbę duchową i paraliżuje życie chrześcijanina. Dobrze zdawali sobie z tego sprawę pierwsi chrześcijanie. Gdy prześladowania zaczęły napawać ich lękiem, natychmiast podjęli modlitwę o przywrócenie odwagi (Dz 4,23-31). Tak powinien zrobić także współczesny chrześcijanin gdy odkryje, że w głębi serca zaczyna się czegoś obawiać. Inaczej, w swoim życiu daje miejsce dla świata.

8. Kryzys autorytetów

Jest to jeden z nowszych problemów współczesnego świata. Jednak na tyle poważny, że z niego zaczynają wynikać następne. Wyraża się on tym, że dzieci coraz mniej liczą się ze zdaniem rodziców, uczniowie lekceważą nauczycieli, a obywatele władzę. Społeczeństwo coraz wyraźniej odrzuca także autorytet moralny Kościoła. Krótko mówiąc, minęły już czasy, gdy za świętość uchodził głos ojca, pedagoga, duchownego lub wodza narodu. Powszechne stało się lekceważenie, a nawet wyśmiewanie wychowawców i przywódców.

Zjawisko to nie omija, niestety, także kręgów chrześcijańskich. Tu i ówdzie można zaobserwować, jak szeregowi członkowie lokalnej społeczności, nie tylko nie odnoszą się z należnym szacunkiem względem swojego duszpasterza, ale nawet obmawiają go, buntują się i pozostają obojętni na jego apele. Bywa, że dla niektórych z nich nawet autorytet Słowa Bożego wydaje się mało znaczący w porównaniu z ich własnym przekonaniem i odczuciem.

A jak powinno być wśród chrześcijan? Dzieci mają być posłuszne rodzicom, żony uległe swoim mężom, a pracownicy posłuszni pracodawcom (Koi 3,18-22). Poszczególni wierni mają być posłuszni i ulegli swoim duszpasterzom (Hbr 13,17). "Starszym, którzy dobrze swój urząd sprawują, należy oddawać podwójną cześć,..." (ITm 5,17). "Podobnie, młodsi, bądźcie ulegli starszym; wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym laskę daje " (IPtr 5,5). Słowo Boże wzywa również do poddania się zarządzeniom władzy świeckiej (Rz 13.1-7; IPtr 2,13-17).

Wierzący ludzie, ze względu na to, że głową Kościoła jest Chrystus, muszą poddawać się wszelkim, ustanowionym przez Boga autorytetom. Niestety, wielu je odrzuca. Nie przyjmują napomnienia chrześcijańskiego i nie poddają się żadnej dyscyplinie duchowej. Czasem dochodzi do tego, że pastor - chcąc uniknąć kolejnego konfliktu - w ogóle rezygnuje z napominania takich wojowniczo nastawionych chrześcijan. By nie utracić frekwencji na nabożeństwach, pobłaża się grzechowi unikając poruszania z kazalnicy drażliwych tematów. I w ten sposób duch tego świata, duch buntu i odrzucania autorytetów zagnieżdża się w społeczności ludu Bożego doprowadzając ją w końcu do podziałów.

9. Przypadkowość

Zjawisko niesprawiedliwej przypadkowości oraz irracjonalnych decyzji zauważył już ok. tysięcznego roku przed narodzeniem Chrystusa baczny obserwator życia, Salomon. "I ponownie stwierdziłem pod słońcem, ze nie najszybszym przypada nagroda i nie najdzielniejszym zwycięstwo, również nie najmędrsi zdobywają chleb, a najroztropniejsi bogactwo, ani najuczeńsi uznanie, lecz ze odpowiedni czas i przypadek stanowią o powodzeniu ich wszystkich" (Kzn 9,11). Obecne czasy dostarczają nam nie mniej takich przykładów. Tak jakoś się dzieje, że inżynier handluje marchewką, pedagog buduje mosty a lekarz jest biznesmenem. Wiele faktów zostało ustalonych na drodze jakiegoś fuksu, a nie racjonalnych ustaleń i decyzji.

Kościół jest w tej szczęśliwej sytuacji, że może uniknąć występującej w świecie przypadkowości. Posiada Pismo Święte - tj. spisaną, objawioną wolę Bożą, oraz możliwość stałego kierownictwa Ducha Świętego, który został zesłany już w dniu Pięćdziesiątnicy i zgodnie z obietnicą Boga Ojca zstępuje na każdego chrześcijanina, który pragnie Jego inspiracji i prowadzenia.

Nie wszystko jednak, co dzieje się wśród wierzących pochodzi z inspiracji Ducha Bożego. Nie wszyscy uczniowie Jezusa czynią starania o uzyskanie światła Bożego przy podejmowaniu decyzji. Coraz więcej spraw załatwia się bez modlitwy. Coraz częściej widać, jak jakiś przypadek, a nie duchowa rozwaga i mądrość ma wpływ na to, kto pełni różne funkcje i ma wynikający z nich, decydujący głos w istotnych sprawach. Dopiero późniejsze niepowodzenie uświadamia błąd polegający na braku duchowego rozeznania i podjęciu irracjonalnej decyzji.

Stawianie wielu spraw na głowie - to specjalność tego świata. Diabeł aż zaciera ręce, gdy tak się dzieje. W Kościele wszystko powinno stać na nogach!

Omówiliśmy zaledwie niektóre cechy świata widoczne w środowiskach chrześcijańskich. Moglibyśmy wymienić jeszcze takie jak obojętność, nastawienie konsumpcyjne, bałwochwalstwo, nieczystość i inne.

Oczywiście, świat nie wdziera się do naszego życia gwałtownie i na wprost. Bardzo rzadko uderza w ten sposób, by w jedną noc zniszczyć czyjąś społeczność z Bogiem. Nawet gdy w jakimś krytycznym momencie przypuszcza szturm, to zazwyczaj jest on poprzedzony całymi miesiącami subtelnych i mało wyczuwalnych wpływów, które miały na celu osłabić nasze siły duchowe i uczynić nas podatnymi na jego pokusy.


Kategorie: listy, _blog


Słowa kluczowe: kościół, świat, chrześcijaństwo


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
28 maja 2007 (poniedziałek), 21:51:51

Luter by się załamał

Wczoraj byłem na nabożeństwie luterańskim i to nie byle jakim, bo konfirmacyjnym, odprawianym w obecności proboszcza przez samego biskupa. W obrzędzie spowiedzi, oprócz bardzo ważnego "Przeto jako powołany i ustanowiony sługa Jezusa Chrystusa zwiastuję wszystkim pokutującym że grzechy ich są odpuszczone" zabrakło "Wszystkim zaś niepokutującym ogłaszam, że grzechy ich są im zatrzymane."

Zdziwiłem się bardzo ale ponieważ nabożeństwo było uroczyste, konfirmacyjne (coś jakby pierwsza komunia w KRK) pomyślałem, że to święto i po co straszyć konfirmowane małolaty. Po nabożeństwie spytałem proboszcza o ten szczegół i dowiedziałem się, że już od roku liturgia luterańska wywaliła to zdanie bo "po co straszyć - nabożeństwo ma być pozytywne".

Dla proboszcza ta zmiana to coś pięknego - ale ja w tym widzę ładującą się do Kościoła herezję uniwersalizmu zaprawioną ohydnym postmodernizmem.

Fuj!


Kategorie: obserwator, kościół, _blog


Słowa kluczowe: luteranizm, pokuta, spowiedź, kościół


Komentarze: (2)

mobi, May 29, 2007 16:24 Skomentuj komentarz


A ja ostatnio przeczytałem, że kościół luterański nie uznaje homoseksualizmu za grzech. Luter przewrócił się w grobie poraz drugi i niestety pewnie jeszcze wiele razy mu się to zdarzy

w34, May 29, 2007 16:47 Skomentuj komentarz


Jest kosćiół i Kościół i Kościoła Luterańskiego dotyczy tak samo jak innych deklaracja soborowa :-) mówiąca, że "Kościół Chrystusowy trwa w nim".

A tak poważnie to liberalizm protestanckich kościołów historycznych powoduje, że własnie się one rozsypują i dzielą na te, w który trwa Kościół Chrustusowy i te od Antychrysta. Dzieli się Kościół Reformowany w Holandii, niedługo podzieli się Anglikański - to chyba dobrze, bo dobrze jest jak neichrześcijanie się ekskomunikują wyrzucając z organizacji wierzących chrześcijan. Zrobili tak z Husem, zrobili z Lutrem a teraz nibyLuteranie wywalają jak ktoś zbyt poważnie Biblie traktuje.
Skomentuj notkę
17 maja 2006 (środa), 12:34:34

Poza Kościołem nie ma zbawienia

Myśli nieuczesane po wysłuchaniu w radio (2PR) informacji o pewnej filozoficznej konferencji.

#1. Stwierdzenie, że "poza Kościołem nie ma zbawienia" jest jak najbardziej prawdziwe jeżeli Kościół zdefiniuje się jako społeczność ludzi zbawionych.

Masło maślane? Pewnie tak ale teraz kluczem nie jest słowo Kościół ale słowo zbawienie.

#2. Kołakowski wystąpił ze swym znanym problemem zawartym w pytaniu "Czy diabeł może być zbawiony". Już samo pytanie jest wodą na młyn uniwersalistów ale mi wydaje się, że jeżeli w miejsce postkatolickich znaczeń słów wróci się do pierwotnych pojęć to wiele się wyjaśni. Ot, na przykład postkatolickie słowo "zbawienie" to jakiś bliżej nieokreślony stan szczęśliwości, gdzieś tam w chmurach, z lodami i kawą cappucino i to pewnie stan trwający wiecznie, bez płacenia rachunku za tą kawę. Ale czy w znaczeniu słowa zbawienie rzeczywiście ten obraz jest zawarty? Przecież zbawienie to wyciągnięcie z kłopotów, przeniesienie ze stanu gdzie był problem (i to problem poważny) do stanu gdzie tego problemu nie ma.

W takim naprawionym znaczeniu zbawienia wydaje się, że aby zbawiony mógł być zbawiony musi widzieć swój problem, musi wiedzieć że jest gdzieś, gdzie niekoniecznie być powinien, powinien czuć, że stan w którym się znajduje jest nieprzyjemny i co najważniejsze, powinien chcieć ten stan zmienić jednocześnie wierząc, że samemu tego zmienić nie potrafi. Ale skoro wspólcześni ludzie starają się żyć na ziemi w sposób miły i wygodny (dokumenty Uni Europejskiej nazywają to "podnoszeniem komfortu życia") to nie mogą widzieć problemu a jeżeli nawet go widzą to zaraz poprzez pracę, demokrację i ewolucję próbują go rozwiązać. W Uni Europejskiej o poszukiwaniu zbawienia raczej się nie myśli, o krzyczeniu "pomocy, wybaw mnie" nie powinno być mowy.

Czy w tym kontekście ktoś kto nie widzi życiowego problemu w swoim życiu może być zbawiony?

#3. Chyba w moim powyższym rozważaniu o zbawieniu zabrakło podkreślenia roli zbawcy. Normalną rzeczą jest, ze ludzie sobie poprawiają swój byt - ale zbawienie dotyczy sytuacji, gdy samemu nic już zrobić się nie da i potrzebny jest ktoś, kto może nam pomóc.


Kategorie: ewangelia, _blog


Słowa kluczowe: zbawienie, kościół, ewangelia, Kołakowski


Komentarze: (1)

R, June 14, 2006 18:42 Skomentuj komentarz


Nie wiem kim jesteś i nie wiem jak tu trafiłem, ale:
przeczytałem i stwierdzam, że BARDZO mądrze to napisałeś! Gratuluję! Pozdrawiam, przypadkowy gość i czytelnik
Skomentuj notkę
9 maja 2006 (wtorek), 22:44:44

List o ekumeniźmie

From: wojtek@pp.org.pl
To: kp...@...pl
Sent: 9 maja 2006 22:35
Subject: Re: ekumenizm

> Cześć....
>
> Twierdzisz, ze ekumenizm to dzieło szatana.
> To dlaczego w J 17,6-26 Jezus modli się
> do Boga Ojca o jedność chrześcijan
> ówczesnych i przyszłych?
>

Prośba do Ojca o to aby uczniowie Jezusa "stanowili jedno" to bardzo ważny element arcykapłańskiej modlitwy Jezusa i myślę, że Bóg odniósł się do niej przychylnie wypełniając prośbę swojego Syna. Zwróć uwagę, że z wyjątkiem syna zatracenia uczniowie Jezusa są jedno. Jako ludzie nowonarodzeni mają tą samą naturę w przeciwieństwie do ludzi zmysłowych, czyli ludzi w stanie naturalnym (por. 1Kor 2.14), jako napełnieni duchem mają tego samego Ducha Świętego, jako uświęcani i przemieniani w myśleniu (metanoja) myślą inaczej niż świat i są już nie z tego świata mimo iż dalej są na tym świecie.

Za sprawą śmierci i zmartwychwstania Jezusa mamy teraz jedność wierzących - napisane jest bowiem, że "nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus. (Kol 3:11)"

Uczniowie Jezusa są jedno i mnie osobiście do tej prawdy przekonuje nie tylko nauczanie biblijne ale też moje codzienne doświadczanie jedności wśród uczniów Pana.

W Piśmie nie znajduję zachęty do tworzenia tej jedności - za to sporo jest o tym aby tą jedność, uczynioną poprzez fakt nowego narodzenia zachowywać. Np. u Pawła czytamy: "usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój." (Ef 4:3) a ciekawy jest dalszy kontekst mówiący o różność funkcji i powołań w Kościele. Paweł pisze, że Jezus "ustanowił jednych [i tu wyliczanka: apostołami, prorokami...] (....) celem budowania Kościoła (Ciała Chrystusowego), aż dojdziemy do jedności wiary i pełnego poznania..." (Ef 4:11-13). Zwróć uwagę, że celem nie jest jedność Kościoła ale jedność ludzkości - aby cały świat, wszyscy ludzie do tego Kościoła dołączyli i byli w nim jedno.

Jeszcze raz bo to jest ważne - budowanie jedności wiary, którego środkiem jest powołanie niektórych czy to na apostołów, czy to na pasterzy, czy też ewangelistów służy pojednaniu (doprowadzeniu do jedności) ludzi ze świata z Jezusem bo celem Boga jest aby (!) wszyscy ludzie byli zbawieni (1Tm 2.4). Czy tak będzie? nie wiem - ale wiem jaki jest zamiar Boga w tej dziedzinie, bo jest to wyraźnie objawione.

Tak więc celem Boga jest jedność ludzi i środkiem do tego Kościół i jedność uczniów Jezusa. Tą jedność uczniowie mają i wynika ona po prostu w faktu, że są oni uczniami Jezusa :-)

* * * * *

Ale jest też tak, że jedność nie zawsze oznacza jednomyślność. Co jakiś czas uczniowie Jezusa kłócą się ze sobą o sprawy ważne, o mniej ważne, czy też o takie lub inne działania. Przekonany jestem, że to kłócenie się wynika z naszej grzeszności, słabości, z koncentrowaniu się na sobie, na swoich ambicjach. Np. pokłócił się kiedyś Święty Paweł z Barnabą o Marka. Pokłócili się tak, że każdy pojechał w swoją drogę a przecież byli posłani razem (Dz 15.35). No cóż - dzieje się tak, bo jesteśmy jacy jesteśmy - ale ten praktyczny spór o to czy mają lecieć samolotem czy płynąć statkiem nie zmienił natury Barnaby, Pawła i Jana zwanego Markiem - dalej każdy z nich był nowonarodzonym dzieckiem bożym, napełnionym Duchem i przemienianym w swym myśleniu na tyle, na ile oddawał swoje ciało na żywią i miłą Bogu ofiarę (Rz 12.1n).

Ale nie o naturze nowego narodzenia jest temat więc kończę ten wątek.

* * * * *

A jak się to ma do ekumenizmu? Chyba nijak, bo ekumenizm to polityka (patrz: wikipedia), to działania przywódców pewnych organizacji, którzy uprawiając ludzką politykę (czasem dobra szkoła Makiawellego tu wychodzi) walczą o swoje pozycję w jakieś lepszej, większej organizacji.

Politycy ci zatrudniają setki teologów udowadniających biblijnie, że Pan Jezus coś tam tak albo nieco inaczej uczynił. Udowadniają, udowadniają - przy czym ci sami teologowie nie widzą problemu, że ich organizacja ma problem ze sprawą tak grubą jak np. z II biblijnym przykazaniem. Teolodzy dyskutują a ludek nie zna Słowa Bożego bo przecież ludek lepiej jak jest głupi, siedzi w ławkach i daje na tace.

Trywializuje? Pewnie troszkę ale czy obraz dialogu katolicko-prawosławnego tak nie wygląda? O co innego chodzi rosyjskim patryjarchom jak nie o władzę nad Rosjanami dla których rzymski-katolicyzm jest czymś naprawdę atrakcyjnym i wartościowym.

* * * * *

A jeszcze o tym, co niektórzy nazywają "rozłamami w kościele". Czy kiedyś zastanawiałeś się gdzie był Kościół Chrystusowy gdy papież potępiał Husa i husytów?

Ja myślę, że tym właśnie aktem papież odciął się od Kościoła, którego prawdziwy przedstawiciel chwilę później spłonął jako męczennik naszego Pana i Zbawiciela. Wiesz - z ekskomuniką lepiej być ostrożnym bo ekskomunika rzeczywiście wyłącza ze wspólnoty - niestety często wyłącza tego który ją ogłasza.

* * * * *

Jeszcze o podziałach i rozłamach: właśnie teraz, w ostatnich czasach dzieje się w tych sprawach wiele - szczególnie w historycznych kościołach protestanckich. Jedne się łącza inne dzielą i proszę, nie daj się zwieść pozorami. Np. ostatnio rozpadł się Kościół Reformowany w Holandii a przypuszczam, że niedługo pójdzie też w poprzek anglikańskiego. I bardzo dobrze - będzie w końcu widać gdzie w tych religijnych organizacjach jest Kościół Chrystusowy a gdzie Stowarzyszenie Wędkarzy. Bardzo często idzie o fundamentalne kwestie etyczne i dla mnie sam fakt, że takie tematy mogą być podnoszone wystarczy aby z tymi organizacjami nie mieć nic wspólnego. Nie jest rozłamem w Kościele zastosowanie wersetu "przeto wyjdźcie spośród nich i odłączcie się od nich" (2 Kor 6:17) a że wychodząc zostawi się piękne i stare budynki, kupę nagromadzonej przez lata kasy, działające instytucje, paru biskupów i królową (to w Holandii) to trudno - nie ma takiej rzeczy, której nie mógł by nam dać Bóg.

* * * * *

Czy wyjaśniłem? Jeżeli mało - mogę napisać więcej, mogę jakiś wątek rozwinąć.

Bądź zdrów

Szalom

Wojtek


Kategorie: listy, kościół, _blog


Słowa kluczowe: kościół, ekumenizm, chrześcijaństwo


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
16 kwietnia 2004 (piątek), 16:08:08

Po co? (rozważania nad celem życia)

#1 Werset inspirujący:

I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa.
List do Efezjan 4:11-13

 

#2 Rozbiór zdania na kawałki, w celu przeprowadzenia analizy

I On [Jezus] ustanowił  kto i co zrobił
  • jednych apostołami, 
  • innych prorokami, 
  • innych ewangelistami, 
  • innych pasterzami
  • i nauczycielami 
lista urzędów albo może funkcji ustanowionych w Kościele
dla przysposobienia świętych  po co ustanowil
do wykonywania posługi, co mają robić ustanowieni
celem budowania Ciała Chrystusowego, co jest celem służby świętych
  • aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary
  • i pełnego poznania Syna Bożego,
  • do człowieka doskonałego,
  • do miary wielkości według Pełni Chrystusa.
a jaki będzie efekt tego wszystkiego

 

#3 Próba syntezy:

  • Kościół składa się ze świętych. Innych w Kościele nie ma, bo kameleony i wilki w owczej skórze są poza Kościołem mimo iż wpisani są na parafialne lub zborowe listy.
  • Funkcje w Kościele mają służebny charakter. Celem funkcji (i urzędu) jest przysposobienie świętych. I koniec - władza dla władzy jest pomyłką, władza nad wpuszczaniem bądź nie wpuszczaniem do nieba jest uzurpowaniem sobie władzy należącej jedynie do Boga.
  • Święci (wszyscy? tak, bo tu nie ma wyjątku) budują Kościół. Cegiełka po cegiełce albo lepiej, człowiek po człowieku. Człowiek po usłyszeniu, upamiętaniu, nawróceniu wchodzi w Kościół gdyż staje się świętym. I tak buduje się Ciało Chrystusowe.
  • Celem tych działań jest pełna społeczność 100% żyjących ludzi z Bogiem. Społeczność taka jaką miał Bóg z ludźmi zaraz po stworzeniu. Zaproszony do tej społeczności jest każdy. Czy wszyscy wejdą? Hmm...
  • Problemem jest też to czy Kościół nie zawiedzie. Jaka jest jego odpowiedzialność za to budowanie? Tragiczne jest to, że niektórzy sprawujący funkcję lub urząd nie posługują w celu przysposobienia świętych ale cieszą się z siedzenia na swoich stołkach. Zypełnie jak menadżerowie wysokiego szczebla w wielkich korporacjach.

    Święci zaś zasypiają bez właściwej motywacji, bądź wpuszczeni w jakieś ludzkie rozgrywki niszczą siebie i innych. A Szatan się cieszy, gdyż mniej ludzi usłyszy, mniej się opamięta, mniej nawróci i mniej będzie uratowanych. To smutne.

  • Mimo prostoty tekstu trochę przemyśleń się stworzyło, choć niektóre pochodzą z innych miejsc w Piśmie.
  • Tłumik w Hondzie został wymieniony więc więcej już nie wydumam. Fajnie, że w serwisie jest komputer z netem dla klientów.

Kategorie: kościół, biblia, _blog


Słowa kluczowe: cel życia, kościół, apostoł, ewangelista, nauczyciel, prorok, pasterz, pastor, biskup, Biblia, List do Efezjan


Komentarze: (1)

chris, April 16, 2004 16:58 Skomentuj komentarz


Samo nazwanie tych rzeczy (lub funkcji) urzędami powoduje pewne skutki. Otóż są ludzie na tych urzędach, którzy sprawują pewne funkcje (czasami dziwnie odległe od urzędów). Ci ludzie zostali wybrani przez innych ludzi, a skoro to Jezus ustanawia ludzi na tych urzędach to znaczy, że pewne grono ludzi realizuje Jego wolę w zakresie ustanawiania na urzędy i dochodzi tutaj albo do utożsamienia woli tych ludzi z boską albo do specjalnego wyznaczenia zwykle wąskiego grona do realizowania Jego woli. Co zaś z osobą na owym urzędzie? To, że na nim jest jest widocznym znakiem boskiego namaszczenia i żeby przestała być musiałoby się coś strasznego stać. Z regułu się nie dzieje no i urzędnicy nie mają wyjścia - muszą urzędować do końca życia niezależnie jak im idzie urzędowanie bo to w końcu nie oni się sami wybrali lecz sam Bóg ich wybrał... Nie ma tu znaczenia fakt, że jakoś tak grono wybierających jest jednocześnie gronem wybieranych... Z drugiej strony czy Jezus ustanowił urzędy? Np. urząd apostolstwa, który pozostaje wakatem dopóki ktoś go nie obsadzi, czy może bardziej pewnym ludziom daje pewne zadania?
Skomentuj notkę
7 lutego 2004 (sobota), 13:36:36

Człowiek, Kościół, Bóg

1. Zawsze ważniejsza jest relacja człowieka z Bogiem niż z Kościołem.

2. Dlaczego? Bo to chodzący z Bogiem ludzie tworzą Kościół a nie Kościół sprawia, że przez przynależność do niego ludzie są wierzący (czy też chodzą z Bogiem).

3. Dygresja ta dotyczy Kościoła Chrystusowego a nie różnych widzialnych ludzkich organizacji na literę "K".


Kategorie: katolicyzm, _blog


Słowa kluczowe: Bóg, Kościół, człowiek, relacje, tożsamość


Komentarze: (6)

w34 -> Michal, February 9, 2004 00:44 Skomentuj komentarz


Drogi Michale

Kwestię myślenia twórczego czy też odtwórczego przeanalizuj proszę na swojej własnej wypowiedzi. Proszę, zastanów się na ile jest ona oparta na Twojej twórczości wynikającej z Bożego Objawienia zawartego w Piśmie Świętym a na ile jest odtwórczym powtarzaniem wytworzonej przez innych ludzi teologii.

Moja twórczość przekonała mnie, że Bóg dał mi wszystko co jest potrzebne do zbawienia i z wszystkiego tego mogę korzystać. Wszystko to dał każdemu człowiekowi i to dał tak, że nie jest to uzależnione od jakichkolwiek działań innego człowieka, choć dobra rzeczą jest miłość braterska realizowana właśnie w Kościele, również w postaci rzeczy o których pisałeś.

Nie chcąc tu jednak toczyć teologicznej dysputy, jeżeli jest to Twoim życzeniem gotów jestem przedyskutować z Tobą listownie te tematy. Jestem dla Ciebie dostępnym pod adresem w34@blog.pl

Wojtek (w34)

michał, February 9, 2004 00:09 Skomentuj komentarz


co za ludzie :-) miałem kiedyś tego człowieka za myślącego twórczo - a nie odtwórczo - za myślącego konstruktywnie, heheh wyszło że chrystus ustanowił instytucję kościoła - i dodał że nie jest ona ważna :-) co tam z sakramentami :-)))) Tak się nie da niestety, of cors, nie chodzisz do kościoła dla księdza - ale ten ksiądz ma łaskę dać ci ciało boga, odpuszczenie grzechów itp rzeczy w chrześcijaństwie niezbędne :-)

krisper, February 8, 2004 22:54 Skomentuj komentarz


To takie gadanie , że czerwień jest czerwieńsza od zieleni. Tematy ci się kończą, czy rozpaczasz?

wings, February 8, 2004 10:08 Skomentuj komentarz


dokładnie tak... Bóg to jedno a Kościół to drugie... może to dziwne ale wierzę w Boga i a coraz mniejszym zaufaniem darzę instytucję "kościoła" i często sobie muszę powtarzać : "To Bóg jest ważny i do niego tu przychodzę
a nie do księdza, któremu wydaje się, że jest pępkiem świata" czasem policzę do 10... zatopię się w myślach i modlitwie bo inaczej się nie da...

dwajot, February 7, 2004 18:45 Skomentuj komentarz


nawet kazik w piesni "moja wiara" porusza ten temat...

i taka racja
koscioly tylko sa instytucja zrzeszajaca ludzi nic ponad...

strach "wiernych" przed nieznanym, pcha ich slepo do posrednika jakim jest kosciol...

a kazda religia ma swoj prawa itd itd...
poprostu to jest nie zła zabawa

khan-goor, February 7, 2004 14:12 Skomentuj komentarz


tyś jest skałą...
Skomentuj notkę

Disclaimers :-) bo w stopce coś wyglądającego mądrze można napisać. Wszystkie powyższe notatki są moim © wymysłem i jako takie związane są ze mną. Ale są też materiały obce, które tu przechowuję lub cytuje ze względu na ich dobrą jakość, na inspiracje, bądź ilustracje prezentowanego lub omawianego tematu. Jeżeli coś narusza czyjeś prawa - proszę o sygnał abym mógł czym prędzej naprawić błąd i naruszeń zaniechać.