Kategoria: globalizacja


18 czerwca 2011 (sobota), 13:04:04

Chinczycy nie budują autostrady A1

Cytat z Rzepy:

Strona polska przeszkadzała firmie Covec?

jsat 18-06-2011, ostatnia aktualizacja 18-06-2011 10:40
http://www.rp.pl/artykul/675784_Strona_polska_przeszkadzala_firmie_Covec_.html

Chińska prasa twierdzi, że firma Covec, która miała wybudować w Polsce dwa odcinki autostrady A2, spotkała się z niemiłym przyjęciem w naszym kraju. Artykuł na ten temat opublikował anglojęzyczny dziennik "China Daily".

Gazeta przedrukowała fragmenty poświęconego temu tematowi piątkowego artykułu chińskiego dziennika "Renmin Ribao", który jest uważany za tubę rządu chińskiego.

- Mimo wszelkich starań strony chińskiej, polska strona jakby celowo przeszkadzała w pracach, a nawet starała się uciekać do środków dyplomatycznych, by problem upolitycznić - twierdzi autor artykułu zatytułowanego "Chińska firma spotkała się z niemiłym przyjęciem w Polsce". (...)

Jaki dziwny jest ten zglobalizowany świat. Naprawdę musi w nim być jakiś błąd systemowy - teologia mówi coś o grzechu, etyka o chciwości i rządy władzy - bo dla mnie nie jest normalne aby rządowa agencja od budowy autostrad szukała wykonawcy na końcu świata. Bo niby co Chińczycy mają w Polsce robić? Piasek, żwir i tłuczeń na pewno będzie lokalny, beton i stal też, maszyny w najlepszym wypadku przyjadą z bliskiego zachodu, projektowanie wykona się w polskich biurach projektów, operatorzy maszyn też pewnie będą Polakami, bo przecież wszystko to robią lokalni podwykonawcy. To co robią Chińczycy? A co robili Portugalczycy na A4 w Gliwicach, co robią Austriacy na A1 pod Rybnikiem? Co robią politycy i ważni urzędnicy w ministerstwie? Ano hodują swoją i polityków chciwość, zaspokajają rządzę władzy, napawają się wielkością patrząc na własną umiejętność załatwiania lokalnych spraw w globalny sposób. Globalizacja, którą w tym wypadku rozumiem jako łatwość przemieszczania się, przesuwania kapitału, rozgrywania jurysdykcji ułatwia takie gierki bo rozmywa odpowiedzialność. Kto winien? Chińczycy! A kto odpowiedzialny za kryzys finansowy? finansiści gdzieś tam, no właśnie - ale nie ci u nas, nie nasi i nie my!

Nie podoba mi się globalizacja. Jakoś lepiej bym się czuł, gdyby polskie autostrady budowały polskie firmy i jak się pojawią problemy i przekręty to będzie to załatwiane w Polsce, przez polskie organy i instytucje.

Uwaga - na Węgrzech się coś dzieje! Zamiast budować wspaniały, wielki, zglobalizowany świat rząd Orbana buduje silne Węgry. Może to dobrze?


Kategorie: obserwator, globalizacja, _blog


Słowa kluczowe: globalizacja, a1, autostracy, chiny, węgry, orban


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę

Greenspan mówi

Greenspan zwątpił w rynek

gazeta.pl, wybór i redakcja Marcin Gadziński 2008-10-27

Odkryłem dziurę w mojej ideologii. Nie wiem jeszcze, jak jest ona duża i trwała, ale czuję się z tym fatalnie... - te słowa Alana Greenspana zdumiały jego zwolenników i przeciwników w Kongresie.

Przesłuchanie 82-letniego Greenspana, szefa Banku Rezerw Federalnych Fed w latach 1987-2006, przed komisją Izby Reprezentantów było wydarzeniem ubiegłego tygodnia w Waszyngtonie. Człowiek, który przez wiele lat był największym autorytetem światowej gospodarki, wyraźnie rozbity psychicznie sytuacją na Wall Street, przyznał się do błędów.

Greenspan jest dziś obwiniany za to, że nie powstrzymał pompowania "bańki" na rynku nieruchomości w Ameryce. Utrzymywał przez wiele lat na minimalnym poziomie stopy procentowe oraz własnym autorytetem chronił przed nadzorem rządowym rynek finansowy i pojawiające się jak grzyby po deszczu nowe, coraz dziwniejsze instrumenty finansowe. Oparte one były m.in. na handlu ubezpieczeniami pożyczek hipotecznych dla ryzykownych klientów o niskich dochodach. To upadek tego rynku, efekt gwałtownego spadku cen nieruchomości, pociągnął za sobą bankructwo banków inwestycyjnych na Wall Street i światowy kryzys finansowy.

Oto fragmenty ubiegłotygodniowego przesłuchania Greenspana w Kongresie:

HENRY WAXMAN (demokrata, szef komisji): Przez długi czas w Waszyngtonie dominowało podejście, że rynek zawsze wie najlepiej. Fed miał uprawnienia, by powstrzymać nieodpowiedzialne praktyki kredytowe, które sztucznie pompowały rynek pożyczek hipotecznych. Ale wieloletni szef Fed Alan Greenspan odrzucał apele o interwencję.

Komisja Nadzoru Giełdowego (SEC) miała uprawnienia, by domagać się zaostrzenia standardów przez agencje ratingowe. Ale nie zrobiła nic mimo nacisków Kongresu.

Departament Skarbu mógł być inicjatorem odpowiedzialnego nadzoru nad nowymi instrumentami finansowymi. Tyle tylko że przyłączył się do opozycji wobec tych regulacji.

Lista tych błędów i złych decyzji jest długa. SEC osłabiała kolejne regulacje na Wall Street. Inne instytucje rządowe uniemożliwiły władzom poszczególnych stanów chronienie ludzi kupujących domy przed bandyckimi pożyczkami. A Departament Sprawiedliwości przerwał dochodzenia wymierzone w oszustów w białych kołnierzykach.

Raz za razem ideologia brała górę nad właściwymi decyzjami. Instytucje nadzoru wspierały złe praktyki, zamiast je eliminować. Ich wiara w nieomylność rynku była niewyczerpana. Zasada "regulacje rządowe są złe, rynek jest nieomylny" stała się mantrą.

GREENSPAN: Jesteśmy świadkami zdarzającego się raz na 100 lat kredytowego tsunami. Banki centralne i rządy zostały zmuszone do bezprecedensowych kroków. Ten kryzys okazał się większy, niż mogłem to sobie wyobrazić.

Jak pisałem w marcu, ci z nas, którzy oczekiwali od banków dbania o interesy własne i swoich akcjonariuszy, w tym zwłaszcza ja, są w stanie niedowierzania i szoku.

Biorąc pod uwagę ostatnie straty finansowe, nie wiem, jak możemy uniknąć znaczącego wzrostu liczby zwolnień i bezrobocia. Niezbędnym warunkiem tego, by kryzys się skończył, jest stabilizacja cen nieruchomości w USA. Ta stabilizacja jest jednak jeszcze wiele miesięcy przed nami. Gdy wreszcie przyjdzie, zamrożony rynek kredytowy zacznie się stopniowo odmrażać, przerażeni inwestorzy krok po kroku zaczną znów podejmować niezbędne ryzyko inwestycyjne. Zerwane rynkowe kontakty między bankami, funduszami emerytalnymi, inwestycyjnymi, sektorem niezwiązanym z finansami, zostaną odtworzone. Nasza złożona gospodarka globalna znów ruszy do przodu.

WAXMAN: Podczas swoich rządów w Fed był pan głównym adwokatem deregulacji rynków finansowych. W 1997 r, powiedział pan: „Nie widać żadnej potrzeby rządowych regulacji nowych instrumentów finansowych”. W 2002 r., gdy upadek Enronu sprawił, że Kongres zajął się tymi nowymi typami transakcji na Wall Street, napisał pan do Senatu: „Nie widzę uzasadnienia dla tego typu rządowej interwencji”. Także wtedy napisał pan w „Financial Times”: „Z mojego doświadczenia wynika, że urzędnicy bankowi opiniujący kredyty wiedzą o ryzyku transakcji o wiele więcej niż rządowi nadzorcy”.

Moje pytanie jest proste: Czy pan się mylił?

GREENSPAN: Częściowo. Wśród tych nowych instrumentów finansowych jest wiele takich, które okazały się pożyteczne dla gospodarki. Ich zawsze broniłem.

Jeśli chodzi o bankierów... Pracowałem w banku centralnym i bankach prywatnych dziesiątki lat. I zawsze ludzie udzielający kredytów wiedzieli wiele więcej o ryzyku oraz o tych, którym kredytu udzielają, niż nawet najlepsi urzędnicy Fed.

W tym właśnie tkwi mój problem: coś, co wydawało się fundamentem systemu rynkowego, nawaliło. I to naprawdę był dla mnie szok. Wciąż nie do końca rozumiem, dlaczego tak się stało. I nie wykluczam, że gdy poznam, jak do tego wszystkiego doszło, zmienię swoje poglądy.

WAXMAN: Pan miał swoją ideologię. Wiarę, że nieskrępowany rynek jest najlepszym rozwiązaniem. Mógł pan zapobiec nieodpowiedzialnym praktykom na rynku kredytów hipotecznych. Wiele osób to panu doradzało. Teraz nasza cała gospodarka płaci cenę. Czy to pana ideologia sprawiła, że podjął pan decyzje, których dzisiaj pan żałuje?

GREENSPAN: Ideologia to przecież tylko konceptualna baza, która pomaga ludziom mieć jakiś punkt odniesienia do rzeczywistości. Każdy ma jakąś ideologię. Musi mieć. Pytanie tylko, czy ta ideologia przystaje do rzeczywistości. Przyznaję dzisiaj: tak, odkryłem dziurę w mojej ideologii. Nie wiem jeszcze, jak jest ona duża i trwała, ale czuję się z tym fatalnie.

WAXMAN: Odkrył pan dziurę???

GREENSPAN: Odkryłem błąd w modelu, który uważałem za kluczowy w opisie tego, jak funkcjonuje świat.

WAXMAN: Czyli odkrył pan, że pana poglądy, ideologia okazały się błędne? Że nie sprawdzają się?

GREENSPAN: Dokładnie tak. I to jest właśnie powód tego, że byłem tak zdruzgotany. Bo przez 40 lat albo dłużej byłem przekonany, że działają wyjątkowo dobrze.

MARK SOUDER (republikanin): Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego nikt nie wiedział lub nie mówił głośno prawdy o sytuacji w firmach uzależnionych od tych instrumentów finansowych. W lipcu AIG wypłaca swoim prezesom milionowe bonusy. W sierpniu nie ma pieniędzy. We wrześniu rząd ratuje ich 61 miliardami dolarów. Widać z tego, że sektor prywatny nie ma mechanizmów, dzięki którym winni ponoszą odpowiedzialność za swoje czyny. Za wszystko muszą płacić podatnicy.

GREENSPAN: Ale rynki przecież ukarały już tych ludzi. Większość tych złych instrumentów finansowych znika i prawdopodobnie nigdy już nie powróci. Wielkie pensje i premie, które były wypłacane podczas rynkowej euforii, powodowane często wielką chciwością, też już znikają. Cały rynek zmienił się, myślę, że trwale.

DENNIS KUCINICH (demokrata): Pan Greenspan powiedział, że rynek ukarał już winnych. Ale to nasi wyborcy są karani! Tracą swoje domy. Pan Greenspan ustawił się w tym wszystkim w roli widza, podczas gdy był uczestnikiem całej tej gry. Obwinia pan banki, sekurytyzację pożyczek hipotecznych, agencje ratingowe, modele badania ryzyka kredytowego, ale gdzie pan był jako szef banku centralnego? Fed ma najlepszy zespół analityczny na świecie. 450 wybitnych specjalistów, połowa z doktoratami. Ale za pana czasów dług publiczny i prywatny eksplodował - z 10,5 biliona do 43 bilionów dolarów.

W czerwcu 2005 r. powiedział pan: "Nie da się wykluczyć spadku cen nieruchomości, ale jeśli nawet do niego dojdzie, nie będzie niosło to implikacji makroekonomicznych".

W połowie 2006 r. były już oznaki kryzysu na rynku mieszkań. Ale pan stwierdził: "Najgorsze już chyba za nami. Podejrzewam, że zbliżamy się do końca tego spowolnienia". Kiedy pan wiedział, że na rynku powstała wielka "bańka"?

GREENSPAN: Z perspektywy czasu widzę, że istnienie „bańki” było jasne w pierwszej połowie 2006 r. Nie przewidywałem znaczącego spadku cen domów, bo nigdy nie mieliśmy takiego spadku cen na tym rynku. Dopiero potem stało się jasne, że jesteśmy świadkami globalnego spadku cen nieruchomości.

Przy tej okazji warto powiedzieć coś o prognozach. Jednym z powodów tego, że rządowe regulacje zawodzą, jest to, że te regulacje w gospodarce są oparte o prognozy tego, co się może wydarzyć. Jeśli prognoza jest błędna, regulacja też się nie działa. Muszę powiedzieć, że jeśli 60 proc. naszych prognoz co do gospodarki się sprawdza, to jest to świetny wynik. Tyle tylko że to oznacza, iż w 40 proc. przypadków się mylimy. Jeśli spojrzymy na sektor prywatny - tam też bardzo dużo zależy od prognozowania przyszłości. A Fed z tymi 60 proc. trafnych prognoz jest i tak znacznie lepszy od sektora prywatnego. Z tego powodu nie widzę, jak w przyszłości uniknąć wielu tego typu problemów. Możemy się starać lepiej prognozować, ale nigdy przecież nie można mieć racji w 100 proc.

WAXMAN: Nasz dzisiejszy świadek mówi, że oni po prostu nie wiedzieli... Nie umieli odgadnąć przyszłości albo że ich prognozy są często błędne. Prawda jest taka, że było mnóstwo znaków ostrzegawczych. A dla rządowych agencji pracują tłumy ekspertów. Przecież powołaliśmy te agencje, dajemy im pieniądze na nowe etaty, by zauważały problemy, zanim zmienią się one finansową katastrofę.


Kategorie: obserwator, globalizacja, ekonomia, _blog


Słowa kluczowe: greenspan, kryzysk finansowy

6 marca 2007 (wtorek), 01:11:11

Globalne korporacje

Patrick Buchanan o globalnych korporacjach:

Jak globalizm jest antytezą patriotyzmu, tak międzynarodowa korporacja, jest naturalnym nieprzyjacielem tradycji. Ze swą umiejętnością przystosowania się, amoralnością i brakiem korzeni, może działać w każdym systemie. Ponieważ wydajność jest jej główną zasadą, nie jest ona lojalna w stosunku do pracowników i nie uznaje lojalności w stosunku do żadnego kraju. Skoro ceny akcji i opcje giełdowe stanowią jej rację bytu, poświęci ona wszystko i wszystkich na ołtarzu zysku. Globalny kapitalizm i prawdziwy konserwatyzm są jak Kain i Abel.

Lecz nie można lekceważyć rosnącej potęgi globalnego kapitalizmu. Mierząc na podstawie PKB, pięćdziesiąt dwie ze stu największych potęg gospodarczych to korporacje a czterdzieści osiem to kraje.

(Śmierć Zachodu, str. 298)

Kategorie: obserwator, globalizacja, _blog


Słowa kluczowe: globalizacja, kultura, biznes, korporacja, Patrick Buchanan


Komentarze: (1)

anonim, November 17, 2011 21:38 Skomentuj komentarz


De Soto i Stiglitz. Obecny porządek świata się wyczerpuje. Grozi nam wojna
17.11.2011
Tagi:

stiglitz
de soto
ekonomia
nobel
herman
praga
kryzys

Dwaj wybitni ekonomiści nie pozostawiają złudzeń – kryzys będzie miał ogromne rozmiary. Przedstawiamy omówienie fascynującej debaty na Forum 2000 w Pradze.


- Mamy bardzo niebezpieczne czasy głębokiej recesji – mówił w październiku w Pradze peruwiański ekonomista Hernando de Soto, a noblista Joseph Stiglitz tylko mu w tym przytakiwał. – Konsensus waszyngtoński (na którym opiera się międzynarodowy porządek ekonomiczny – red.) oparty jest na fundamentach, które dawno zostały podmyte. Niewidzialna ręka rynku okazała się naprawdę niewidzialna, bo jej po prostu nie ma – dodawał od siebie Stiglitz

Kim są obaj panowie? Hernando de Soto to najwybitniejszy ekonomista latynoamerykański. Był doradcą prezydenta Peru Alberto Fujimoriego i szefem banku centralnego Peru. Joseph Stiglitz to noblista z ekonomii, był doradcą prezydenta USA Billa Clintona. Są autorami wielu książek z dziedziny ekonomii, dostępnych także na polskim rynku.

Perwuwiańczyka można nazwać gospodarczym liberałem. Amerykanina lewicowcem. Ale żaden z nich nie jest dogmatykiem, mają raczej temperament naukowy, a nie polityczny, i słyną z uczciwości intelektualnej i charyzmy. Najpewniej dlatego ich diagnozy sytuacji w światowej gospodarce okazały się w paru istotnych punktach zbieżne.

Gdzie jest 700 bilionów dolarów?

Pasjonująca debata między nimi odbyła się w październiku w Pradze, podczas Forum 2000, organizowanej od lat prestiżowej konferencji intelektualistów, polityków i ekspertów z różnych dziedzin. Spotkanie de Soto i Stiglitza prowadził były minister transportu Czech Vladimir Dlouhy. Z polskich mediów zauważył je tylko specjalistyczny "Obserwator Finansowy", biuletyn wydawany przez NBP. A szkoda, bo paneliści powiedzieli ważne rzeczy, niektóre z nich z każdym dniem coraz bardziej aktualne.

Rozmowa zaczęła się jak akademicki panel, którego temat był dość ogólnie sformułowany – rządy prawa a gospodarka. Joseph Stiglitz zaczął od tego, że rządy prawa mogą być albo dobre dla ludzi, albo stać się "mechanizmem opresji", na przykład służyć interesom wielkich graczy rynkowych kosztem zwykłych ludzi. Nawet złe, niejasne prawo może służyć rozwojowi gospodarczemu, jak np. w Chinach, ale nie zmienia to faktu, że takie prawo jest złe i niesprawiedliwe, a w dłuższej perspektywie antyrozwojowe. Powołując się na różne przykłady krajów Trzeciego Świata i tzw. krajów wschodzących przekonywał, że prawo powinno w nich służyć redukowaniu biedy i nierówności, rozwoju kapitału społecznego, a nie tylko dobrym wskaźnikom ekonomicznym. Inaczej rozwój będzie nierównomierny i kosztem różnych grup społecznych. Stiglitz zachwalał mikrokredyty jako świetny przykład działalności gospodarczej, która jest mało dochodowa, ale w dłuższej perspektywie służy krajom i społeczeństwom, bo upowszechnia własność. Dlatego, jak podkreślił Stiglitz, prawdziwe rządy prawa powinny mieć trzy cechy: przejrzystość, dostępność prawa dla wszystkich, demokratyczną legitymację.

- Mówisz głównie o prawach własności w rozwijających się krajach. Ja chciałbym powiedzieć coś o prawach własności w Twoim kraju, w Stanach Zjednoczonych – zaczął w odpowiedzi de Soto – Bardzo się o nie martwię.

Powrócił do wydarzeń z września 2008 roku, gdy w USA nastąpił krach na rynku finansowym. Rząd dostał od Kongresu 780 miliardów dolarów za obietnicę wykupienia tzw. tokstycznych aktywów. To miało zakończyć problem. – Po dwóch tygodniach okazało się, że rząd zmienił zdanie. Przeznaczy 780 mld dolarów na ratowanie konkretnych instytucji finansowych – mówił de Soto. - W tamtym okresie byłem gościem w Białym Domu. Spytałem jednego z wysoko postawionych ludzi – dlaczego nie zrealizowaliście planu A? Bo nie mogliśmy znaleźć i wycenić tych kłopotliwych aktywów – usłyszałem w odpowiedzi.

Powołując się na wyliczenia gazety "Wall Street Jorunal", de Soto przypomniał, że łączna suma toksycznych aktywów w systemie finansowym świata to około 700 bilionów dolarów! – Dla porównania, roczny produkt narodowy USA to 15 bilionów dolarów – powiedział de Soto.

- Teoretycznie według prawa każda własność w Europie i USA jest zarejestrowana. Z jednym wyjątkiem – 700 bilionów dolarów w tych aktywach – ironizował de Soto nawiązując do przykładu Grecji. Tak naprawdę nie wiadomo, jego zdaniem, ile wynosi dług Grecji. – Na przykład, biorą pożyczki w euro, zamieniają na dolary, a różnica kursowa liczona jest w bilansie płatniczym jako wpływy. A przecież tak naprawdę to są te same pieniądze – mówił – A Grecja to małe piwo w porównaniu do Włoch. I nie wiadomo, ile banki francuskie zainwestowały w Grecji i Włoszech. Jeśli Grecja i Włochy pójdą na dno, pójdzie Francja. Jeśli pójdzie Francja, to i Niemcy. A jeśli Niemcy, to… - machnął ręką de Soto.

Zachód zapomniał, co to jest prawda

- Jesteśmy na progu długotrwałego kryzysu. Dlatego, że kraje rozwinięte zapomniały, co to jest prawda – unosił się de Soto. Jego zdaniem, prawo własności mówi właśnie prawdę o stosunkach międzyludzkich. Jeżeli jednak nie wiadomo, co do kogo należy, to nie ma informacji. A bez informacji rynek nie może funkcjonować. – Dokumenty księgowe z krajów rozwiniętych są coraz bardziej bezsensowne – dodał.

- Zgadzam się z Tobą, Joe – zwrócił się znowu bezpośrednio do Stiglitza – że w ogromnym stopniu odpowiada za to prawica. Tylko, że ja uważam też, że winni są i na lewicy.

De Soto nawiązał do serii rewolucji w krajach arabskich, które nazwane zostały arabską wiosną. Jego zdaniem, u początków był to bunt drobnych, biednych przedsiębiorców. – Zaczęło się od samopodpaleń. 35 osób podpaliło się w różnych krajach. Wszyscy byli sprzedawcami ulicznymi, bez praw własności, kredytów, mieszkań.

De Soto powiedział, że bunt tych "biednych kapitalistów" brał się z tego, że nie mogli się rozwijać, szykanowani przez policję i państwo, nie mogli działać legalnie, nie mieli dostępu do żadnego większego kapitału. To stoi w kontraście do różnych przywilejów i, jak się wyraził de Soto "super duper" praw, które na całym świecie załatwiają sobie u polityków wielcy gracze.

Nowa kolonizacja?

- Teraz jest taka sytuacja, że na Zachodzie wszystko jest ryzykowne, nawet złoto. Zainteresowanie wielkich inwestorów i państw przesuwa się więc w kierunku rynków wschodzących. A to przybiera postać ekonomicznych podbojów. Np. korporacje chińskie kupują ziemię, gdzie się da – mówił de Soto przedstawiając się wielokrotnie w dyskusji jako przedstawiciel krajów wschodzących – Za każdym razem, gdy w Peru staramy się obronić górników przed żarłocznością korporacji, dać im własność, pierwsza i najgłośniej protestuje lewica. A korporacje górnicze z kraju i zagranicy się z lewicą w tym zgadzają.

- Jak kreuje się wielkie pieniądze? Kreując bariery dla konkurencji – dodał od siebie Stiglitz podając przykład banków. – Banki są zainteresowane dużymi pieniędzmi, a te można zarobić, tworząc prawo kreujące sytuację bezkonkurencyjną. I wykonały tu "dobrą robotę".

- Wszystkie plany, regulacje, reformy, deklaracje wprowadzone po 2008 roku nic nie zmieniły. Dlaczego? Bo banki wiedzą, jak walczyć z przejrzystością finansów – ciągnął dalej amerykański noblista. Jego zdaniem, nikt nie wie, jaka jest naprawdę sytuacja światowej gospodarki.

- Rynki generalnie nie są efektywne. Jest na nich asymetria informacji – przypomniał Stiglitz swoje tezy, które przyniosły mu Nobla. – Ludziom wydaje się, że podejmują racjonalne decyzje, a tymczasem system jest totalnie dysfunkcyjny.

Przekręt stulecia

- Ja jestem z Trzeciego Świata – odpowiadał na to de Soto – Wy na Zachodzie straciliście poczucie sensu historii. Rządy prawa to coś nieformalnego, to wartości, na których dopiero opierają się przepisy prawa.

Zdaniem Peruwiańczyka, problemem jest właśnie to, że pogwałcone zostały wartości, na jakich opierał się kapitalizm. – Pracowali nad tym od lat (finansiści i prawnicy – red.) i w końcu was przekręcili – mówił obrazowo de Soto. Wymienił gwałty na prawie własności, do których doszło po II wojnie światowej, najpierw w USA, a potem reszcie rozwiniętego świata. Jego zdaniem najbardziej brzemienne w skutkach to pomieszanie praw własności z kontraktami i pogwałcenie zasady, że transakcje nie mogą szkodzić interesom żadnej ze stron, w tym strony trzeciej. – I rządy prawa zostały pogwałcone zarówno przez lewicę, jak i przez prawicę! – grzmiał de Soto.

Jego zdaniem, te patologie nie zdążyły w pełni zakorzenić się na prowincji światowej gospodarki, w Ameryce Łacińskiej, czy w Europie Środkowej. Dlatego uważa, iż na razie kraje z tych regionów nieco łagodniej przechodzą kryzys. Ale w przyszłości, jak zwykle, najbiedniejsi zapłacą najwięcej.

To już koniec światowego porządku

Obaj rozmówcy zgodzili się, że problemem Europy jest euro. – Nie było i nie ma w rzeczywistości instytucji koniecznych do funkcjonowania euro, była tylko i jest nadzieja, że te instytucje powstaną. I wciąż jest ta nadzieja, tyle że jest coraz gorzej i gorzej – tłumaczył Stiglitz.

- Nie mamy danych, tylko odczucia – dodał de Soto – rynek nie może funkcjonować bez wiedzy.

Zdaniem Peruwiańczyka, to była sytuacja dobra dla "ludzi, którzy umieją zarabiać pieniądze za każdą cenę". To się kończy. – Ale my teraz płacimy za nich – podkreślił.

- Ten system musi się wyczerpać, mam tylko nadzieję, że nie będzie wojny, że zamiast tego zaczniemy normalnie rozmawiać – podsumował de Soto przy aprobacie Stiglitza.

Marcin Herman
Skomentuj notkę
3 stycznia 2005 (poniedziałek), 18:26:26

Dualizm kapitalizmu i bezrobocia

1. Dualizm

Albert Einstein na początku ubiegłego wieku sformułował zasadę, zapisywaną w postaci równania

E = m c 2

a zasada ta obrazuje dualizm masy i energii jako czynników potrafiących się nawzajem przemieniać. Pewnym dualizmem jest też spojrzenie Schroedingera widzącego w pędzącej cząstce nie cząstkę a probabilistyczną falę. E. Klingman w swym dziele dającym podstawy sztuce tworzenia mikrokomputerów sformułował dualizm, jakoby "dowolny proces programowy można przekształcić na równoważny mu proces sprzętowy i na odwrót" a ja teraz będę próbował zastanowić się, czy kapitał jest w jakiś sposób wymienny na miejsca pracy. Dualizm świata ekonomi w czasach modelu 20:80? Chyba tak.

2. Inspiracja

Przyszła dziś do nas pewna pani z wodociągów aby odpisać stan licznika wody. Odpisała i teraz pewnie będzie można się spodziewać rachunku za wodę. No i dobrze, ale pani powiedziała, że niedługo na ulicy zrobią remont kanalizacji, wymienią wszystkie rury i doprowadzą kabelki, które będą odczytywać stan liczników i ona już nie będzie musiała chodzić odpisywać bo odpisze się samo. Ciekawe czy była świadoma tego co mówi? Przecież to, że nie będzie musiała chodzić odczytywać oznacza dokładnie tyle, że ją zwolnią z roboty!

3. Proste kapitalistyczne myślenie

Jeżeli zainwestuje określony kapitał w nową technologię, redukującą koszty (a to jest jednym z dwóch celów inwestowania) a zwłaszcza znaczne, trudne do kształtowania koszty osobowe to poprawię rentowność i w efekcie uzyskam lepszy zwrot na kapitale.

4. Proste socjologiczne myślenie

Ludzie pozostający w dłuższym czasie bez pracy czują się niepotrzebni, zbędni, poza nawiasem. To wyoutowanie wraz z postępującą pauperyzacją stanowi poważny problem dla całego społeczeństwa.

5. Stacja paliw

W pewnym europejskim kraju (ale nie pamiętam czy chodzi o Holandie czy o coś innego) próba zainstalowania robotów na stacji benzynowej a co za tym idzie znormalizowania korków wlewu paliwa skończyła się burzliwą debatą parlamentarną w wyniku której nie tylko zakazano instalowania takich robotów jak i tez zakazano prowadzenia stacji samoobsługowych. Stwierdzono, że w każdym społeczeństwie jest grupa ludzi potrafiąca w pracy realizować tylko proste zadania i nalewanie benzyny na stacji świetnie się do tego nadaje. W trosce o nich wprowadzono zakaz robotów i zakaz samoobsługi co ma zwiększyć zatrudnienie w sektorze paliwowym. Ciekawy głos w dyskusji.

6. Autostrada

W innym europejskim kraju, gdzie autostrad jest naprawdę sporo prowadzi się w tej chwili badania nad automatycznym kierowanie pojazdów samochodowych. Prace są mocno zaawansowane roboty, autopiloty, komputerokierowcy czy jak tamo to będą zwać radzą sobie świetnie z prowadzeniem wielkiej ciężarówki po autostradzie, niestety głupieją gdy muszą z niej zjechać. Efekty są jednak na tyle zadawalające, że wielkie koncerny logistyczne sponsorują badania, bo przecież jakby tak w miejsce kierowcy posadzić maszyny to koszty transportu radykalnie by spadły, samochody nie miały przestojów, nie było by strajków oraz związków zawodowych, do końca rozprawiono by się z zaszłością jaką jest transport kolejowy.

7. Idealizm

Pamiętam propagandowy film z czasów niemego kina: do pewnej fabryki wprowadzono maszyny i robotnicy mogli sobie całymi dniami tańczyć. Film był produkcji USA co świadczy, że takie utopijne myślenie nie było cechą wyłącznie komunistów. To ja się pytam: gdzie teraz są ci pracodawcy? W fabrykach General Motors wyłącza się światło na hali, bo roboty mogą pracować w ciemności za to przed halami nie widziałem tych sal bankietowych dla robotników, bo ich (znaczy się robotników) tam po prostu  nie było.

8. Inwestycje

Władze moje miasta załatwiły z Unii dofinansowanie na inwestycje w wodociągi i kanalizacje. Teraz lokalny zakład ciesząc się z tych milionów zastanawia się jak to zainwestować. Już na pewno jakiś inżynier cieszy się studiując prospekty firm, które obok rurek proponuję instalację magistrali teleinformatycznej gotowej nie tylko zczytywać liczniki ale też dać nam dostęp do banku, rozrywki, internetu. Cieszy się i swym entuzjazmem zaraża panią odczytywaczkę, która wierzy, że nie będzie musiała już latać po osiedlu odczytywać. Taki system komputerowy to pewnie dużo kosztuje ale praca człowieka też... na pewno się to zwróci, może nie po pięciu ale po dziesięciu latach ale zwróci się na pewno. I tak kapitał przemieni się w bezrobocie tworząc nowy dualizm - dualizm świata 20:80.


Kategorie: globalizacja, ekonomia, _blog


Słowa kluczowe: kapitalizm, bezrobocie, Einstein, dualizm, model 80/20, ekonomia, globalizacja, bezrobocie


Komentarze: (4)

margaux, January 8, 2005 22:48 Skomentuj komentarz


Może pani "odczytywaczka" liczy na bardziej nobilitująca posadę? Zamiast chodzić po osiedlu i odczytywać liczniki zasiądzie na wygodnym fotelu przed nowiutkim komputerem obsługującym nowy system wodno-kanalizacyjny Górnego-Śląska?

khan-goor, January 5, 2005 17:06 Skomentuj komentarz


tak właśnie. postęp oznacza niestety bezrobocie. oczywiście przy założeniu, że "pracownik" się nie nadaje po przekwalifikowania.

p_tutka, January 4, 2005 19:35 Skomentuj komentarz


Ciekawe ile osob zostanie zatrudnionych do obslugi tego systemu.... oraz o ile wiecej zaplaca ludzie za nowe liczniki i wode.

wings, January 4, 2005 10:03 Skomentuj komentarz


wiem, wiem, słyszałam wczoraj w radio o pozyskanych funduszach przez Twoje miasto... tym samym wiem w jakim mieście mieszkasz :)
Skomentuj notkę
28 listopada 2004 (niedziela), 12:49:49

Przemiana modelu 2/3 w model 20:80 (z cyklu: obserwator)

Biorąc pod uwagę fakty, Niemcom wciąż nie powodzi się tak źle, jak to wygląda z zewnątrz i jak sami Niemcy to odczuwają. W porównaniu z innymi krajami nasze bezpieczeństwo socjalne wciąż jest wysokie. Także liczba bezrobotnych nie jest wcale ogromna. (...)

Ale rzeczywiście, od pięciu lat obserwujemy u nas proces, który nazwałbym przechodzeniem od społeczeństwa, w którym wszystkiego jest coraz więcej, do społeczeństwa, w którym wszystkiego jest coraz mniej. Po II wojnie światowej żyliśmy w przekonaniu, że wszystko będzie się tylko poprawiać - dochody będą rosnąć, będziemy mieć coraz więcej wolnego czasu, będzie więcej bezpieczeństwa socjalnego itd. Dziś stwierdzamy, że ta winda jedzie w dół: dochody spadają, jest mniej pracy, mniej bezpieczeństwa socjalnego, mniej dzieci...

Tak dzieje się nie tylko u nas, ale w Niemczech to zjawisko jest szczególnie dotkliwe, zwłaszcza psychologicznie. Powracają więc konflikty o podział dóbr. Dopóki tort rósł, łatwo było je łagodzić. Gdy gospodarka nie rośnie, gdy spada liczba miejsc pracy, a fabryki przenoszą się za granicę, wybuchają konflikty, od których zdążyliśmy się już odzwyczaić.

Wszędzie na świecie rodzice pragną, by ich dzieciom powodziło się lepiej niż im samym. Ale w Niemczech w przewidywalnej przyszłości jest to pragnienie nierealne. Rodzice i dzieci muszą się pogodzić z tym, że wykształcenie nie gwarantuje już kariery zawodowej, że bezrobocie i związana z nim niepewność będą coraz bardziej dotykać klasy średniej. Wiele osiągnięć zdobytych w poprzedniej epoce nie będzie już udziałem przyszłych pokoleń.

(Gazeta Wyborcza, Państwo socjalne nie wróci, 26-11-2004 r., rozmowa z prof. Ulrich Beck - socjologiem, szefem Instytutu Socjologii na uniwersytecie w Monachium, wykładowcą w London School of Economics and Political Science.)


Kategorie: obserwator, globalizacja, _blog


Słowa kluczowe: polityka, ekonomia, biznes, kryzys, model 20:80, model 2/3


Komentarze: (2)

lilienn, November 30, 2004 16:21 Skomentuj komentarz


Biedni Niemcy... niedługo to u nich Etiopia będzie... brak wody, żywności i sami bezrobotni...

falista, November 29, 2004 10:17 Skomentuj komentarz


to jest przykre ... i smutne niestety. Wykształcenie nawet w Polsce nie gwarantuje zatrudnienia, a jeśli zatrudnienie się ma - to nie gwarantuje odpowiednich zarobków. I mając tą świadomość ciągłego ubożenia ekonomicznego, socjalnego, kulturowego czy obyczajowego społeczeństwa - jak tu się decudować na dzieci? Przecież robie im krzywdę powołując je do życia.

... tak sobie wydumałam mimochodem ...
Skomentuj notkę
13 października 2004 (środa), 08:50:50

Globalizacja (z cyklu: obserwator)

1. Pasta do zębów, którą używam (bo lubię) jest wyprodukowana w Brazylii. Ciekawe, czy rumianek, mięta i melisa użyte przy jej produkcji są importowane z Polski, czy też Brazylijczycy otrzymują je w wyniku ciężkiej syntezy organicznej.

2. Gdzieś wyczytałem że na w dwóch fabrykach na Mazurach (Elk?, Suwałki?, Ostróda? nie, Ostróda to już Warmia) produkowanych jest 90% światowej produkcji głowic w.cz. do telewizorów.

3. Nie wiem czy to co zaobserwowałem jest dobre czy złe, zresztą jakie to ma znaczenie, że ja coś wiem.

Kategorie: obserwator, globalizacja, _blog


Słowa kluczowe: globalizacja, ekonomia, pasta do zębów


Komentarze: (5)

lilienn, October 14, 2004 21:30 Skomentuj komentarz


:) To będę kupowała japońskie mielonki, przerobione na czeskie sanrynki, pankowane przez chińskiech pracowników, do tajwańskich puszek:)

w34 -> szewo, October 14, 2004 14:10 Skomentuj komentarz


Te czeskie sardynki na pewno i tak są wyprodukowane w Chinach, bo tam wszystko produkuje się najtaniej.

lilienn, October 14, 2004 10:26 Skomentuj komentarz


Tak jest teraz wszedzie naświecie. Dla mnie osobiście nie ma to żadnego znaczenia. Chociaż z drugiej strony nie chciałabym pojechać do Egipty i znaleźć tam marną imitację bigosu, albo oscypków :)Chodzi mi o to, iż pewne produkty powinny być zarezerwowane dla danego kraju.

______________________________

A u mnie TESCO otwierają niedługo, więc sprawdzę sobie te rybki Czeszki :)

szewo, October 14, 2004 09:09 Skomentuj komentarz


W TESCO można kupić czeskie sardynki.

pamka, July 2, 2009 12:46 Skomentuj komentarz


W końcu ktoś poruszył temat globalizacji bo od kiedy przeczytałam o tym artykuł na http://gospodarka.netbird.pl/a/9350,1 chciałam dowiedzieć się czegoś więcej a znalezienie rzetelnych informacji wcale nie jest takie proste jakby się wydawało. Może ktoś podrzuci i więcej informacji, z góry dziękuję.
Skomentuj notkę
30 września 2003 (wtorek), 20:59:59

Cały naród buduje swoją stolice

Takim hasłem usprawiedliwiano zaraz po wojnie rozwalanie kamienić we Wrocławiu aby wozić z nich cegłe na odbudowe Warszawy. Ale wtedy był komunizm i robiono różne głupoty.

A jak jest dziś?

Dziś hasło dalej jest aktualne, tyle tylko, że nikt tego nie wdraża na siłe. Niewidzialna ręka rynku (patrz: chciwość) robi to w miejsce komunistycznych oszołomów.

A pisze to dlatego, bo wpadł mi do głowy dobrzy przykład ilustrujący to zjawisko. Na początku lat 90-tych wydzielono z NBP (chyba) 9 banków regionalnych: Bank Śląski, Bank Zachodni, Wielkopolski Bank Kredytowy, Bank Przemysłowo-Handlowy w Krakowie i coś tam jeszcze, nie pamiętam. Banki te działały terytorialnie co dziś, w czasach nieco lepszej telekomunikacji jest już bezsensem. To, że wszystkie starają się być wszędzie (choć im to nie wychodzi) mnie nie dziwi - dziwi mnie natomiast to, że zarządy wszystkich tych banków urzędują w Warszawie.

I tak Warszawa ssa, ssa i ssa ...

Kategorie: obserwator, globalizacja, _blog


Słowa kluczowe: Warszawa, globalizacja


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę

Disclaimers :-) bo w stopce coś wyglądającego mądrze można napisać. Wszystkie powyższe notatki są moim © wymysłem i jako takie związane są ze mną. Ale są też materiały obce, które tu przechowuję lub cytuje ze względu na ich dobrą jakość, na inspiracje, bądź ilustracje prezentowanego lub omawianego tematu. Jeżeli coś narusza czyjeś prawa - proszę o sygnał abym mógł czym prędzej naprawić błąd i naruszeń zaniechać.