Kategoria: media


13 sierpnia 2021 (piątek), 13:08:08

Czy stacja TVN24 jest zagrożona?

TVN24 jest nadawany drogą satelitarną i reemitowany w sieciach kablowych i w internecie więc jako taki nie jest koncesjonowany, nie ma przydziału pasm ani częstotliwości i jako takiemu nie da się tej stacji przestać nadawać.

To, że macie ten kanał w swoich kablówkach wynika z faktu, że chcecie to od operatora kupić, a on kupuje to dla Was od nadawcy.

To, że możecie to oglądać wynika z tego, że ktoś ustawił antenę (Waszą albo operatora) na określonego satelitę i dopełnione zostały formlaności związane z płaceniem.

Nie ma więc żadnego zagrożenia dla istnienia tej stacji, podobnie jak dostępna jest i będzie stacja RT czy też Al-Dżazira.

Może więc zamiast walczyć ze słomianym chochołem, którego Wam ktoś podkłada (albo wiatrakiem, jak ten od Don Kichota) upomnijcie się o cenzurę na Fejsie, o wolność na YouTubie i swobodę routingu w sieciach IP bo ta też jest zagrożona.  No i o program Pospieszalskiego w TVP.


Kategorie: _blog, polityka / obserwator, obserwator, media


Słowa kluczowe: tvn24, cenzura, wolność słowa


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
W:1
12 kwietnia 2020 (niedziela), 05:35:35

Polityka w czasie epidemii - fajny felieton Katarzyny TS

Zachowuję tekst Katarzyny TS bo dobrze oddaje to co się dzieje, a może niedługo zniknąć:

Ministerialne opowieści dla ogłupionego ludu

Minister zdrowia Łukasz Szumowski został bohaterem ludu. Lud wierzy mu bez zastrzeżeń, a każdy buntujący się przeciw pomysłom ministra Szumowskiego jest natychmiast stygmatyzowany jako nieodpowiedzialny idiota, który chce doprowadzić do masowych zgonów z powodu koronawirusa. „Zostań w domu i siedź na dupie” – krzyczy lud, bo tak nakazał minister Szumowski, a usankcjonował to premier Morawiecki. Co o tych pomysłach sądzi Jarosław Kaczyński mogliśmy przekonać się 10 kwietnia. Wbrew wydanym przez premiera zakazom i nakazom Kaczyński wraz z liczną grupą polityków PiS olał hasło „zostań w domu i siedź na dupie” i wziął udział w obchodach 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej. Zrobił to dzień po konferencji prasowej, podczas której minister Szumowski zapowiedział wprowadzenie kolejnej restrykcji, czyli obowiązku zakrywania nosa i ust w przestrzeni publicznej. Nakaz ma obowiązywać od czwartku 16 kwietnia. Do kiedy? Do odwołania. Czyli nie wiadomo jak długo. Może miesiąc, może dwa. A może rok. Któż to wie?

Nie twierdzę, że koronawirus to bajka. Owszem, wirus istnieje i przenosi się z człowieka na człowieka. Niektórych zabija. Ale większość nawet nie wie, że została zakażona. To oznacza, że większość zakażonych w ogóle nie choruje! A z tych, którzy chorują, większość nie umiera. Jeżeli ktoś nazywa koronawirusa „dżumą naszych czasów”, to po prostu łże jak bura suka. Śmiertelność dżumy, w zależności od jej postaci, sięga nawet ponad 95%! To oznacza, że umiera prawie każdy zarażony. Porównywanie koronawirusa do dżumy jest więc skandaliczną manipulacją służącą tylko i wyłącznie nakręcaniu histerii.

Minister Szumowski nie mówi o koroanwirusie jak o dżumie. Ale nie mówi też, że koronawirus to coś w rodzaju grypy. Chociaż jeszcze miesiąc temu tak właśnie mówił i wyśmiewał pomysł noszenia maseczek przez osoby zdrowe. Teraz narracja zmieniła się o 100% i WSZYSCY mamy zakrywać usta i nos. Co ciekawe, minister Szumowski nie upiera się, żeby to była specjalistyczna maseczka. Twierdzi, że równie dobrze może być to maseczka uszyta w domu, albo zwykła chustka lub szalik.

Po oświadczeniu ministra Szumowskiego w Internecie zaroiło się od porad, jak zrobić maseczkę metodą chałupniczą. Pojawiły się nawet pomysły na maseczki z papieru mocowane gumką recepturką. Dlaczego? Dlatego, że profesjonalnych maseczek albo nie ma na rynku, albo są bardzo drogie. Wobec czego minister Szumowski nakazuje nam owinąć się szalikiem lub chustką. Taka ochrona ma rzekomo zapobiegać rozsiewaniu wirusa przez osoby zarażone, które nie mają objawów.

Jak jest w rzeczywistości? W tej chwili trwa spór pomiędzy specjalistami, z których jedni twierdzą, że maseczki powinni nosić wszyscy, bo w jakimś stopniu zatrzymują one transmisję od osób chorych i tymi, którzy twierdzą, że przynosi to więcej szkody niż pożytku, bo daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa i może wręcz przyczyniać się do zwiększenia liczby zakażeń. Minister Szumowski staje po stronie zwolenników tezy pierwszej. Czy lud w ogóle słyszał o tezie drugiej? Nie sądzę.

Przez ostatnie półtora miesiąca lud został tak ogłupiony, że już nie wie, co ma myśleć. Najpierw mieliśmy myć ręce i nie panikować. Potem zostaliśmy nastraszeni do takiego stopnia, że jedna część ludu uznała, iż wyjście z domu to gwarancja śmierci w męczarniach. Ponieważ druga część ludu nie kupiła tej narracji i jednak wychodziła z domu, minister Szumowski i premier Morawiecki zakazali wstępu do parków, lasów i na plaże. Na ulice wyszły patrole policji i wojska ścigające rodziców z dziećmi, rowerzystów i osoby czekające na wydanie posiłku na wynos. Ci, którzy mają dom i ogród, jakoś to znoszą, bo mogą chociaż trochę czasu spędzić na dworze. Ci, którzy zostali zamknięci w mieszkaniach, mogą wyjść tylko na krótki spacer z psem lub „zrelaksować się” w kolejce pod sklepem. I za każdym razem, gdy już mają nadzieję, że będzie lepiej, wychodzi minister Szumowski z premierem Morawieckim i dokręcają śrubę. A liczba zakażeń i tak rośnie. I oczywiście będzie rosła, bo zatrzymanie transmisji wirusa, który nie daje objawów u 80% zainfekowanych, jest niemożliwe.

– Szczyt zachorowań nastąpi w ciągu najbliższych tygodni. Jeżeli będziemy trzymać się reżimu sanitarnego, to ten szczyt opóźnimy. Bierzemy pod uwagę wszystkie scenariusze – oświadczył minister Szumowski 8 kwietnia. – Znaczące obostrzenia, które wprowadziliśmy, pozwoliły na redukcję nowych zakażeń. Bez nich mielibyśmy pewnie 20-30 tys. nowych przypadków zakażenia. Gdybyśmy teraz restrykcji nie przedłużyli, to za kilka tygodni mielibyśmy 40-50 tys. nowych chorych – usłyszeliśmy na konferencji prasowej 9 kwietnia.

Wiecie, co to znaczy? To znaczy, że mamy być trzymani na kwarantannie w oczekiwaniu na szczyt epidemii, który będzie opóźniał się, ponieważ jesteśmy trzymani na kwarantannie. Tak można bawić się w nieskończoność, a minister Szumowski może nam do końca świata opowiadać o tym, że gdyby nie restrykcje, to byłoby już setki tysięcy, a nawet miliony zakażonych. Kwarantanna do końca świata, tak?

Oczywiście jest to niemożliwe, ponieważ zanim minister Szumowski zrealizuje plan redukcji zakażeń do zera, gospodarka padnie i będzie po zawodach. Dlatego trzeba znieść restrykcje uniemożliwiające funkcjonowanie gospodarki. Ale jeśli pozwoliłoby się ludziom normalnie żyć tak od razu, to wzbudziłoby to ich podejrzliwość. No bo jak to? Najpierw mówiono nam, że wyjście na ulice to pewna śmierć, więc „zostań w domu i siedź na dupie”, a teraz mówi się, że „oj tam, oj tam, wracajcie do roboty”. Dlatego trzeba stworzyć ludziom chociaż minimalne poczucie bezpieczeństwa, a do tego idealnie nadaje się opowieść o tym, że jak owiną twarz chustką lub szalikiem, albo założą własnoręcznie uszytą maskę, to koronawirus już im nie straszny. Jednak taka opowieść to za mało, bo nie każdy w nią uwierzy i nie będzie wygłupiał się paradując w szaliku na twarzy. Dlatego trzeba wprowadzić nakaz i wysłać policję, żeby go egzekwowała przy pomocy gigantycznych kar. Tym sposobem uzyskuje się efekt zastraszenia połączony z fałszywym poczuciem bezpieczeństwa i można już wysłać lud do roboty. Minister Szumowski i premier Morawiecki nadal robią za bohaterów ludu, a koronawirus jak zakażał tak zakaża nadal. I co? Następna narodowa kwarantanna po miesiącu luzowania?

Obowiązkowe zakrywanie nosa i ust przy pomocy czegokolwiek jako ochrona przed koronawirusem to najbardziej absurdalna ministerialna opowieść, jaką odpowiedziano nam od początku epidemii. Efekt będzie taki, że koronawirus i tak będzie hulał, a zdrowi ludzie zaczną chorować na różnego rodzaju infekcje, które wyhodują sobie dzięki wielokrotnemu zakrywaniu nosa i ust przy pomocy tej samej maski, chustki lub szalika, w których będą kłębić się różnego rodzaju mikroby. To nie jest wymyślona przez mnie teoria, tylko opinia wirusologa prof. Włodzimierza Guta, który niedawno wyjaśniał, że nieumiejętne posługiwanie się maseczką może być przyczyną gorszej choroby niż koronawirus. A trzeba mieć świadomość, że większość ludzi będzie nieumiejętnie i wielokrotnie posługiwać się tymi samymi maseczkami, chustkami i szalikami, nie piorąc ich i nie dezynfekując.

Chciałabym wierzyć, że minister Szumowski wie, co robi i że to, co robi ma sens. Ale po ponad miesiącu obserwowania rezultatów wdrożonych rozwiązań, obawiam się, że jest to działanie zmierzające donikąd. Kwarantanna ma sens przez krótki czas, który nie załamie gospodarki, a jednocześnie pozwoli przygotować szpitale do przyjęcia zwiększonej liczby chorych. Przecież oczywistym jest, że w pewnym momencie ludzie muszą wrócić do normalnego życia, więc liczba zakażeń gwałtownie wzrośnie. Czy polskie szpitale są przygotowane do skoku zachorowań po zluzowaniu kwarantanny? Śmiem wątpić. Tym bardziej, że już zaczynają się zgony spowodowane brakiem opieki medycznej dla osób bez koronawirusa. Jeśli zatem szpitale nie zostały właściwie przygotowane, to cała dotychczasowa kwarantanna jest psu na budę.

Z drugiej strony zaserwowano nam obowiązkowe dla wszystkich zakrycie twarzy, co rzekomo ma zapobiec wzrostowi zakażeń. Jeśli to taki świetny pomysł, to dlaczego nie zaczęliśmy od tej opcji? I jak długo mamy biegać owinięci szalikami i chustkami? Nadchodzi lato. Jak minister Szumowski wyobraża sobie funkcjonowanie z zakrytą twarzą w trzydziestostopniowych upałach?

Obawiam się, że jedynym efektem długotrwałego nakazu zakrywania nosa i ust będzie rosnąca frustracja ludzi ściganych przez policję za brak szmaty na twarzy. I w końcu może okazać się, że Polacy mniej obawiają się koronawirusa niż kolejnych pomysłów ministra Szumowskiego i premiera Morawieckiego. A jeśli władza postrzegana jest jako zagrożenie przez większość wyborców, to kończy się to zmianą władzy. Radzę, żeby PiS zastanowił się, czy przeciąganie struny to dobry pomysł.


Jeśli podobają się Państwu moje felietony i chcielibyście wesprzeć moją działalność publicystyczną, możecie to zrobić dokonując przelewu na poniższe konto PayPal. Będzie to dla mnie nie tylko wsparcie w wymiarze finansowym, ale również sygnał, że to, co robię, jest dla Państwa ważne i godne uwagi. Z góry dziękuję. Katarzyna Treter-Sierpińska https://www.paypal.me/katarzynats

 

 


Kategorie: _blog, epidemia, obserwartor, polityka / obserwator, media, manipulacja


Słowa kluczowe: epidemia, wirus, manipulacja, media


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
11 kwietnia 2020 (sobota), 15:11:11

Walka z innymi informacjami

Fazy pracy ze źródłami informacji niespójnych z głównym nurtem: 

  1. Przemilczanie
  2. Ośmieszanie
  3. Blokowanie
  4. Unicestwianie

A teraz znane mi przykłady:

  1. Przemilczanie
    1. nikt nie bada statystyk dotyczących epidemii
    2. nikt nie bada tego, co w sejmie (parlamentach) jest uchwalane, może za dużo tego, ale też dziennikarzy to nie interesuje
  2. Ośmieszanie
    1. prawicowe oszołomy
    2. teorie spiskowe
    3. ten oszołom
  3. Blokowanie
    1. przed 11 listopada usunięto kanały na YT organizatorów po stronie patriotycznej
    2. niektóre strony z fejsa są usuwane, niektórych nie da się linkować
  4. Unicestwianie
    1. gościa z WikiLeaks ścigało się aż tak, że się go dopadło.
    2. w Rosji to standard, w Chinach tez.

Więcej przykładów nie chce mi się teraz wymyślać, ale jest ich sporo.


Kategorie: _blog, media


Słowa kluczowe: media, dezinfomacja, cenzura


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
19 czerwca 2018 (wtorek), 13:33:33

Patriotyczne wypowiedzi niektórych Polaków

Zachowuję siebie kopiując z Żelaznej Logiki:

  • Manuela Gretkowska: "Polska to zapijaczony facet w depresji".
  • Anna Komorowska: "Znajomi powiedzieli, że jeżdżą rok rocznie na narty i że przedtem z dumą rozmawiali po polsku, a teraz się wstydzą."
  • Jerzy i Maciej Stuhr: "Męczarnia zwana Polską".
  • Agnieszka Holland: "Uderza mnie w Polsce fala niedobrego powietrza, coś takiego jakby w zamkniętym pomieszczeniu ktoś bez przerwy puszczał bąki"
  • Krystyna Janda: "Ja mówię o polskich kibicach, którzy przy byle sukcesie dostają irracjonalnego obłędu i manię wielkości, ja tego nie mogę słuchać. Zwycięstwo jest dla mądrych, gdybyśmy zwyciężyli, to nie dałoby się wytrzymać już dalej w tej euforii zwycięstwa".
  • Gazeta Wyborcza: "Patriotyzm jest jak rasizm".


Kategorie: _blog, patriotyzm, media


Słowa kluczowe: polactwo, patriotyzm, janda, holland, wyborcza


Komentarze: (1)

emilos, July 11, 2018 18:50 Skomentuj komentarz


Według nich patriotycznie byłoby sławić skorumpowane nasze sądy i sędziów bezczelnie skręcających sprawy - wyroki, szczególnie jak któryś z nich kranie albo "nieumyślnie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej poświadcza nieprawdę": http://pamietnikwindykatora.pl/2016/12/29/sedzia-poswiadcza-nieprawde/ Im chyba pasują tacy sędziowie, bo mają z nimi układy? 

Skomentuj notkę
17 maja 2018 (czwartek), 10:16:16

Gazeta Wyborcza a polskość

Gazeta Wyborcza zbadała relacja swoich czytelników z polskością.

z-czego-sa-dumni-czytelnicy-GW

Szkoda, że nie mam podobnych badać wykonanych wśród czytelników Gazety Polskiej, i tych z Torunia też. Choć nie - pewnym badaniem może być frekwencja na Marszach Niepodległości - w końcu to 100 tys. ludzi tam przyjeżdza, więc nie jest źle mając na uwadze, że czytelników papierowej Wyborczej niej jest już dużo więcej.

A co ja tu widzę? Widzę jak wiele lat pedagogiki wstydu zrobiło spustoszenie w umysłach. Robota Michnika.


Kategorie: _blog, polityka, obserwator, media


Słowa kluczowe: gazeta wyborcza, polska, patriotyzm, pedagogika wstydu, michnik


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
P:-1
2 kwietnia 2018 (poniedziałek), 10:35:35

Manipulacja lewaków na przykładzie GMO i WiFi

Dwa teksty, dość dobrze obrazują dzisiejszą manipulacje:

GMO-entuzjasta

Kinga Dunin, Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka

28 marca 2018

Czy rzeczywiście po jednej stronie mamy dobrze potwierdzone naukowe dowody, mówiące o przydatności i zaletach GMO, a po drugiej pseudonaukę, rozmaite grupy interesu, otumanioną opinię publiczną i zależne od niej rządy?

Niektórzy wierzą w leczniczą moc homeopatii, inni w szkodliwość szczepień. Chociaż po wielokroć wykazywano im brak naukowych podstaw takich twierdzeń, i tak mają swoje własne dowody, badania i autorytety.

Jak na tym tle wygląda spór o rolnicze zastosowanie GMO, żywność? Czy jest to analogiczna sytuacja i – jak twierdzi Marcin Rotkiewicz w książce W królestwie Monszatana – po jednej stronie mamy dobrze potwierdzone naukowe dowody, mówiące o przydatności i zaletach GMO, a po drugiej pseudonaukę, rozmaite grupy interesu, otumanioną opinię publiczną i zależne od niej rządy? Po stronie zła stoi Greenpeace, a po stronie dobra koncerny takie jak Monsanto? Czy może jednak mamy tu do czynienia ze sporem, w którym racje są podzielone? Tego autor raczej nie bierze pod uwagę, skupiając się na demaskowaniu „ekologistów”.

W tym porównaniu przekonań anty-GMO do innych antynaukowych, chociaż powołujących się na naukę twierdzeń, jedno nie pasuje. Przeciwnicy GMO nie zajmują miejsca analogicznego do antyszczepionkowców i innych pseudonaukowych szarlatanów – ich znaczenie nie jest marginalne. Na całym świecie stawia się słabsze lub silniejsze zapory przed niekontrolowanym rozprzestrzenianiem się upraw GMO i wprowadzaniem nowych odmian roślin. Czy naprawdę wszystko da się sprowadzić do zderzenia rozumu z pseudorozumem, z którego niestety i zupełnie nie wiadomo dlaczego zwycięsko wychodzi ten drugi?

Z pewnego punktu widzenia Rotkiewicz ma rację. Kiedy trzymamy się ściśle nauki – przy obecnym stanie wiedzy – wiele argumentów przeciwników GMO nie wytrzymuje naukowych sprawdzianów. Wiem, że dla przeciwników GMO nie jest to oczywiste, ale załóżmy, że tak jest. To, że GMO nie ma wyraźnych szkodliwych skutków dla zdrowia (nie więcej niż inne produkty) oraz że transgeniczne rośliny mają różne pożyteczne właściwości, wydaje się tezami lepiej udowodnionymi niż przeciwne. Skąd więc te protesty?

Zdaniem Rotkiewicza stoją za tym interesy. Rolnictwa organicznego, obawiającego się konkurencji. Instytucjonalne interesy takich organizacji jak Greenpeace, dla której walka z GMO okazała się korzystna wizerunkowo i finansowo, więc nie opłaca się zmieniać zdania. Konkretnych osób, które robią karierę, podsycając społeczne lęki, co zawsze lepiej się sprzedaje niż przyzwoita popularyzacja wiedzy. Lęki te także są istotną barierą dla szerszego wprowadzenia GMO, a wynikają one z głęboko ugruntowanej wiary, że istnieje jakiś naturalny (lub boski) porządek, w który człowiek nie powinien ingerować. No i z ignorancji. Ludzie, chociaż są przeciwni GMO, nie potrafią przeważnie rozszyfrować tego skrótu albo uważają, że jest to żywność, do której wprowadzono jakieś geny, czyli obce ciała, normalnie w roślinach nie występujące.

Podejrzenia może budzić jednak fakt, iż Rotkiewicz na przeciwników wybrał rzeczywiście hochsztaplerów, którym udowodniono błędy albo naukowe nadużycia, ludzi bez biologicznego wykształcenia, ideologów i mitotwórców posługujących się nietrafnymi metaforami. Z pewnością GMO to nie przerażające i budzące odruchową odrazę hybrydy roślinno-zwierzęce. Trudno jednak uwierzyć, że naprawdę w środowiskach cenionych naukowców nie ma nikogo, czyj sceptycyzm wobec GMO nie byłby tak łatwy do wydrwienia. Podobnie jak w to, że ekologiści powszechnie przekupują naukowców, a Monsanto jedynie czasem wpłaca parę groszy na fundusz jakiegoś uniwersytetu, gdzie pracuje popierający ich badacz.

Rotkiewicz słusznie przypomina nam, że prawie nic z tego, co jemy (poza runem leśnym), nie jest naturalne – zboża i inne uprawne rośliny nie powstały w wyniku doboru naturalnego tylko jako efekty żmudnych działań ludzkich, czyli krzyżowania roślin, a ostatnio także indukowanej mutagenezy (modyfikacji DNA wywoływanej np. promieniowaniem elektromagnetycznym). GMO to tylko następny krok związany z postępami wiedzy na tej samej drodze. I, jak nas przekonuje, efekty hodowlanych działań człowieka na przestrzeni wieków były dużo bardziej nieprzewidywalne niż kontrolowane i naukowo wyjaśnione mechanizmy wynalazków biotechnologii.

Trudno uwierzyć, że ekologiści powszechnie przekupują naukowców, a Monsanto jedynie czasem wpłaca parę groszy na fundusz jakiegoś uniwersytetu, gdzie pracuje popierający ich badacz.

Wydaje mi się to dość demagogicznym rozumowaniem. Istnieje bowiem ogromna różnica w skali i czasie. Błędy pierwszych rolników – biorąc pod uwagę wielkość populacji, wielkość zasiewów, czas oczekiwania na nowe odmiany – mogły być łatwo skorygowane przez naturę. Oczywiście dziś i to – tworzenie nowych krzyżówek – przebiega szybciej i na dużo większą skalę, jednak biotechnologia oferuje zmiany jeszcze szybsze i mogące mieć wymiar globalny. Jeśli więc istnieje jakieś związane z tym ryzyko jest ono dużo większe.

Jestem gotowa uwierzyć naukowcom, że złoty ryż ma więcej witaminy A niż normalny i byłby nieocenioną pomocą dla dzieci dotkniętych niedoborami, nie mam jednak już takiej pewności – mimo zapewnień Rotkiewicza – że potrafimy przewidzieć i oszacować wszelkie długoterminowe skutki wprowadzania nowych technologii. Jeśli chodzi o zachowanie bioróżnorodności autor podaje wiele argumentów na rzecz tezy, że nie zostałby ona zagrożona, czy można jednak naukowo udowodnić, że dziś jesteśmy w stanie przewidzieć wszelkie przyszłe zagrożenia? Trudno też przewidzieć wszystkie skutki społeczne. Czy można np. zaufać wielkim koncernom, że korzyści społeczne postawią ponad zyskiem?

Warto więc wziąć pod uwagę potencjalne skutki uboczne, nie tylko te związane z GMO jako takim, ale też z całym systemem społeczno-gospodarczym. Nie można całkowicie pomijać kontekstu, w którym rolnictwo funkcjonuje. Z tego, że można mieć wątpliwości co do istnienia silnego związku przyczynowego między samobójstwami rolników w Indiach a wprowadzeniem GMO (takie zależności nigdy nie są jednoczynnikowe), wcale nie wynika, że wiemy, jaki wpływ na życie społeczeństw miałoby całkowite uwolnienie GMO spod kontroli i zdanie się na rynek zdominowany przez kilku producentów.

Warto wziąć pod uwagę potencjalne skutki uboczne, nie tylko te związane z GMO jako takim, ale też z całym systemem społeczno-gospodarczym.

Biotechnologia daje ogromne możliwości, ale jeśli za to, jak możliwości te będą wykorzystane, mają odpowiadać wielkie korporacje, a nawet rządy, którym obywatele dość powszechnie nie ufają, to opór społeczny przestaje się wydawać aż tak irracjonalny, nawet jeśli używane argumenty są nie dość naukowe. Natomiast strategia mocnego sprzeciwu, bez wchodzenia w niuanse, po prostu okazuje się skuteczna. Trudno też uznać za całkiem nieracjonalny lęk, że ludzka ekspansja zaczyna zagrażać naszej planecie.

Myślę, że rolnictwo wykorzystujące GMO nie zniknie, co więcej będzie się rozwijało, ale rozumiem też działania, które mają na celu powstrzymanie tego rozwoju, a w konsekwencji pewno tylko go spowolnią. Może jedno i drugie jest nam potrzebne: naukowy rozum instrumentalny i optymistyczny oraz społeczny konserwatywny opór, studzący entuzjazm. Może rzeczywiście, jak dowodzi autor, ryzyko jest niewielkie, a możliwości kontroli wystarczające – tego jednak do końca naukowo udowodnić się nie da. Można powiedzieć, że kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa, ale mamy też prawo do unikania ryzyka.

Jeśli miałabym opowiedzieć się po którejś ze stron, to byłaby to strona zwolenników GMO i nie jest to nagłe oświecenie po przeczytaniu książki Rotkiewicza, co nie znaczy, że nie dostrzegam jej zalet. Bardzo przystępnie jest w niej wyjaśnione, czym są i jakie mają właściwości genetycznie zmodyfikowane rośliny oraz jak się je robi. Są też odpowiedzi na wiele argumentów przeciwników GMO, czy przekonujące, to już muszą ocenić czytelnicy. Jak to w takich sporach bywa – nieprzekonanych nie przekonają. Jest też w tej książce, jak dla mnie, zbyt duża dawka GMO-entuzjazmu przy jednoczesnym braku otwartości na jakiekolwiek argumenty drugiej strony czy chociażby wiary w dobre intencje. Zbyt widoczne zamiary perswazyjne nie zawsze dobrze robią przekazowi, który chce uchodzić za obiektywny, i kiedy ktoś przekonuje nas zbyt intensywnie, skutek często bywa odwrotny.

GMO to oczywiście temat, który może być wykorzystywany politycznie, chociaż nigdy nie stał się ważnym elementem w kampaniach. Z analizy poglądów kandydatów do Sejmu w 2015 roku wynika, że najwięcej zwolenników dopuszczenia w Polsce upraw GMO było w Razem i Nowoczesnej, natomiast Zjednoczona Lewica była przeciw. Skrajnie przeciwny GMO był PiS. PO-PSL także chciało Polski wolnej od GMO.

Marcin Rotkiewicz, W królestwie Monszatana. GMO, gluten i szczepionki, Czarne 2017

WiFi-entuzjasta

pasta z Kingi Dunin

 

31 marca 2018

Czy rzeczywiście po jednej stronie mamy dobrze potwierdzone naukowe dowody, mówiące o przydatności i zaletach WiFi, a po drugiej pseudonaukę, rozmaite grupy interesu, otumanioną opinię publiczną i zależne od niej rządy?

Niektórzy wierzą w leczniczą moc homeopatii, inni w szkodliwość szczepień. Chociaż po wielokroć wykazywano im brak naukowych podstaw takich twierdzeń, i tak mają swoje własne dowody, badania i autorytety.

Jak na tym tle wygląda spór o domowe zastosowanie WiFi, Internetu? Czy jest to analogiczna sytuacja i – jak twierdzi Marcin Rotkiewicz w książce W królestwie bezprzewodu – po jednej stronie mamy dobrze potwierdzone naukowe dowody, mówiące o przydatności i zaletach WiFi, a po drugiej pseudonaukę, rozmaite grupy interesu, otumanioną opinię publiczną i zależne od niej rządy? Po stronie zła stoi Stowarzyszenie STOP ZET a po stronie dobra koncerny takie jak CISCO czy T-Mobile? Czy może jednak mamy tu do czynienia ze sporem, w którym racje są podzielone? Tego autor raczej nie bierze pod uwagę, skupiając się na demaskowaniu „torturowanych elektronicznie”.

W tym porównaniu przekonań anty-WiFi do innych antynaukowych, chociaż powołujących się na naukę twierdzeń, jedno nie pasuje. Przeciwnicy WiFi nie zajmują miejsca analogicznego do antyszczepionkowców i innych pseudonaukowych szarlatanów – ich znaczenie nie jest marginalne. Na całym świecie stawia się słabsze lub silniejsze zapory przed niekontrolowanym rozprzestrzenianiem się WiFi w szkołach i wprowadzaniem nowych częstotliwości. Czy naprawdę wszystko da się sprowadzić do zderzenia rozumu z pseudorozumem, z którego niestety i zupełnie nie wiadomo dlaczego zwycięsko wychodzi ten drugi?

Z pewnego punktu widzenia Rotkiewicz ma rację. Kiedy trzymamy się ściśle nauki – przy obecnym stanie wiedzy – wiele argumentów przeciwników WiFi nie wytrzymuje naukowych sprawdzianów. Wiem, że dla przeciwników WiFi nie jest to oczywiste, ale załóżmy, że tak jest. To, że WiFi nie ma wyraźnych szkodliwych skutków dla zdrowia (nie więcej niż inne produkty) oraz że bezprzewodowe routery mają różne pożyteczne właściwości, wydaje się tezami lepiej udowodnionymi niż przeciwne. Skąd więc te protesty?

Zdaniem Rotkiewicza stoją za tym interesy. Producentów kabli, obawiających się konkurencji. Instytucjonalne interesy takich organizacji jak STOP ZET, dla której walka z WiFi okazała się korzystna wizerunkowo i finansowo, więc nie opłaca się zmieniać zdania. Konkretnych osób, które robią karierę, podsycając społeczne lęki, co zawsze lepiej się sprzedaje niż przyzwoita popularyzacja wiedzy. Lęki te także są istotną barierą dla szerszego wprowadzenia WiFi, a wynikają one z głęboko ugruntowanej wiary, że istnieje jakiś naturalny (lub boski) porządek pół elektromagnetycznych, w który człowiek nie powinien ingerować. No i z ignorancji. Ludzie, chociaż są przeciwni WiFi, nie potrafią przeważnie rozszyfrować tego skrótu albo uważają, że jest to promieniowanie jak z broni jądrowej, jakieś obce fale, normalnie w życiu nie występujące.

Podejrzenia może budzić jednak fakt, iż Rotkiewicz na przeciwników wybrał rzeczywiście hochsztaplerów, którym udowodniono błędy albo naukowe nadużycia, ludzi bez technologicznego wykształcenia, ideologów i mitotwórców posługujących się nietrafnymi metaforami. Z pewnością WiFi to nie przerażające i budzące odruchową odrazę hybrydy Ethernetu i krótkofalówek. Trudno jednak uwierzyć, że naprawdę w środowiskach cenionych naukowców nie ma nikogo, czyj sceptycyzm wobec WiFi nie byłby tak łatwy do wydrwienia. Podobnie jak w to, że torturowani elektronicznie powszechnie przekupują naukowców, a CISCO jedynie czasem wpłaca parę groszy na fundusz jakiegoś uniwersytetu, gdzie pracuje popierający ich badacz. Rotkiewicz słusznie przypomina nam, że prawie nic z tego, co robimy z komputerem nie jest naturalne – przesył informacji nie powstaje w wyniku doboru naturalnego tylko jako efekty żmudnych działań ludzkich, czyli krzyżowania kodów źródłowych, a ostatnio także broadcastu TCP/IP (modyfikacji sygnału w przewodzie wywoływanej np. promieniowaniem elektromagnetycznym). WiFi to tylko następny krok związany z postępami wiedzy na tej samej drodze. I, jak nas przekonuje, efekty programistycznych działań człowieka na przestrzeni wieków były dużo bardziej nieprzewidywalne niż kontrolowane i naukowo wyjaśnione mechanizmy wynalazków informatyki.

Wydaje mi się to dość demagogicznym rozumowaniem. Istnieje bowiem ogromna różnica w skali i czasie. Błędy pierwszych telegrafistów – biorąc pod uwagę ilość informacji, wielkość anten, czas oczekiwania na odpowiedź – mogły być łatwo skorygowane przez społeczną kontrolę. Oczywiście dziś i to – tworzenie nowych pakietów TCP/IP – przebiega szybciej i na dużo większą skalę, jednak informatyka oferuje zmiany jeszcze szybsze i mogące mieć wymiar globalny. Jeśli więc istnieje jakieś związane z tym ryzyko jest ono dużo większe.

Jestem gotowa uwierzyć naukowcom, że WiFi b/c/g/n ma więcej przepustowości niż normalny sygnał w kodowaniu Morsem i byłby nieocenioną pomocą dla dzieci dotkniętych cyfrowym wykluczeniem, nie mam jednak już takiej pewności – mimo zapewnień Rotkiewicza – że potrafimy przewidzieć i oszacować wszelkie długoterminowe skutki wprowadzania nowych technologii. Jeśli chodzi o zachowanie elektromagnetycznej czystości środowiska autor podaje wiele argumentów na rzecz tezy, że nie zostałby ona zagrożona, czy można jednak naukowo udowodnić, że dziś jesteśmy w stanie przewidzieć wszelkie przyszłe zagrożenia? Trudno też przewidzieć wszystkie skutki społeczne. Czy można np. zaufać wielkim koncernom, że korzyści społeczne postawią ponad zyskiem?

Warto więc wziąć pod uwagę potencjalne skutki uboczne, nie tylko te związane z WiFi jako takim, ale też z całym systemem społeczno-gospodarczym. Nie można całkowicie pomijać kontekstu, w którym komunikacja funkcjonuje. Z tego, że można mieć wątpliwości co do istnienia silnego związku przyczynowego między samobójstwami informatyków w Indiach a wprowadzeniem WiFi (takie zależności nigdy nie są jednoczynnikowe), wcale nie wynika, że wiemy, jaki wpływ na życie społeczeństw miałoby całkowite uwolnienie WiFi spod kontroli i zdanie się na rynek zdominowany przez kilku producentów routerów.

Informatyka daje ogromne możliwości, ale jeśli za to, jak możliwości te będą wykorzystane, mają odpowiadać wielkie korporacje, a nawet rządy, którym obywatele dość powszechnie nie ufają, to opór społeczny przestaje się wydawać aż tak irracjonalny, nawet jeśli używane argumenty są nie dość naukowe. Natomiast strategia mocnego sprzeciwu, bez wchodzenia w niuanse, po prostu okazuje się skuteczna. Trudno też uznać za całkiem nieracjonalny lęk, że ludzka ekspansja zaczyna zagrażać naszej planecie.

Myślę, że komputery wykorzystujące WiFi nie znikną, co więcej będą się rozwijać, ale rozumiem też działania, które mają na celu powstrzymanie tego rozwoju, a w konsekwencji pewno tylko go spowolnią. Może jedno i drugie jest nam potrzebne: naukowy rozum instrumentalny i optymistyczny oraz społeczny konserwatywny opór, studzący entuzjazm. Może rzeczywiście, jak dowodzi autor, ryzyko jest niewielkie, a możliwości kontroli wystarczające – tego jednak do końca naukowo udowodnić się nie da. Można powiedzieć, że kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa, ale mamy też prawo do unikania ryzyka.

Jeśli miałabym opowiedzieć się po którejś ze stron, to byłaby to strona zwolenników WiFi i nie jest to nagłe oświecenie po przeczytaniu książki Rotkiewicza, co nie znaczy, że nie dostrzegam jej zalet. Bardzo przystępnie jest w niej wyjaśnione, czym są i jakie mają właściwości bezprzewodowo podłączane komputery oraz jak się je robi. Są też odpowiedzi na wiele argumentów przeciwników WiFi, czy przekonujące, to już muszą ocenić czytelnicy. Jak to w takich sporach bywa – nieprzekonanych nie przekonają. Jest też w tej książce, jak dla mnie, zbyt duża dawka WiFi-entuzjazmu przy jednoczesnym braku otwartości na jakiekolwiek argumenty drugiej strony czy chociażby wiary w dobre intencje. Zbyt widoczne zamiary perswazyjne nie zawsze dobrze robią przekazowi, który chce uchodzić za obiektywny, i kiedy ktoś przekonuje nas zbyt intensywnie, skutek często bywa odwrotny.

WiFi to oczywiście temat, który może być wykorzystywany politycznie, chociaż nigdy nie stał się ważnym elementem w kampaniach. Z analizy poglądów kandydatów do Sejmu w 2015 roku wynika, że najwięcej zwolenników dopuszczenia w Polsce powszechnego WiFi było w Razem i Nowoczesnej, natomiast Zjednoczona Lewica była przeciw. Skrajnie przeciwny WiFi był PiS. PO-PSL także chciało Polski wolnej od WiFi.

Kategorie: media


Słowa kluczowe: manipulacja, media, dunin, wifi, gmo


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
24 czerwca 2017 (sobota), 16:57:57

Główne cele rosyjskiej propagandy

Zachowuję do przemyśleń:

PROGNOZA: Główne cele rosyjskiej propagandy w Polsce na 2017 rok

Aktywność ośrodków kremlowskiej propagandy oraz powiązanych z nią innych struktur państwowych jasno wskazuje, iż kolejne miesiące przyniosą eskalację wrogich Polsce działań w przestrzeni informacyjnej RP, ale i jej sąsiadów oraz sojuszników z Sojuszu Północnoatlantyckiego. Kontekst bieżących uwarunkowań geopolitycznych sugeruje, iż poza działaniami stricte dezinformacyjnymi, wzmacniane będą skoordynowane z nimi: a) komponenty je urealniające (organizacja rzeczywistych wydarzeń / akcji) oraz b) działalność operacyjna rosyjskich służb (wspieranie polityczne, organizacyjne oraz finansowe określonych struktur, podmiotów i jednostek oraz wzmocniona rekrutacja współpracowników i rozbudowa prorosyjskich sieci w Polsce, które docelowo mają wzmacniać wpływ na polską klasę polityczną i polskie społeczeństwo).

Odcinek polsko-ukraiński

Eskalacja napięcia na linii Warszawa-Kijów weszła na nowy etap. Poza niszczeniem cmentarzy i pomników, najpierw na terytorium Polski, następnie Ukrainy, poza zakrojonymi na szeroką skalę działaniami w przestrzeni informacyjnej, skierowanymi głównie do odbiorcy rosyjskojęzycznego, ale i audytorium ukraińskiego (nasilenie ma miejsce od grudnia 2016 r.), doszły jeszcze wydarzenia z wykorzystaniem opłacanych protestujących z Ukrainy oraz rzekomej polskiej mniejszości (podszywających się za Polaków obywateli ukraińskich lub rosyjskich) – debaty i próby organizacji prowokacyjnych konferencji, blokada międzynarodowej drogi pod Lwowem, ale i zamach terrorystyczny na Konsulat RP w Łucku. To ostatnie wydarzenie pokazuje, iż Kreml rozpoczyna nowy etap swojej polityki, sięgając do arsenału z obszaru działań militarnych i paramilitarnych, testując nowe sposoby kreacji chaosu, ale i weryfikując operatywność swoich ludzi na zachodzie Ukrainy. Sygnalizuje to też, iż rosyjska propaganda zwiększa swoje zainteresowanie odbiorcą polskim.

Działania Moskwy na odcinku polsko-ukraińskim od dłuższego czasu są swoimi lustrzanymi odbiciami pod względem operacyjnym po obu stronach granicy. Zakładać więc można, że do standardowych metod dezinformacji, skierowanej na podnoszenie temperatury dialogu polsko-ukraińskiego i aktywizacji radykalnych środowisk w obu krajach, dojdą też i w Polsce działania związane z przemocą fizyczną oraz atakami na obiekty administracji państwowej ze strony rzekomej ukraińskiej mniejszości w Polsce. Jednym z największych niebezpieczeństw pozostaje też możliwość zastosowania przemocy wobec turystów/studentów przez „nieznanych sprawców”, zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie.

Do budowy propagandowego przekazu informacyjnego wykorzystane zostaną m.in.:

- zwiększenie szumu informacyjnego oraz ilości fałszywych informacji, w tym m.in. na tematy a) pobicia polskich obywateli przez Ukraińców, b) oskarżenia o gwałty na polskich kobietach, c) antypolskie / antysemickie / antyunijne / antyrządowe wypowiedzi ze strony obywateli Ukrainy przebywających w Polsce (szczególnie ze strony rzekomych studentów lub pracowników polskich firm z ukraińskimi paszportami) lub też liderów opinii na Ukrainie, d) z obszaru funkcjonowania polskich i ukraińskich służb państwowych (np. brutalność funkcjonariuszy policji czy służb granicznych wobec obywateli drugiego państwa);
- organizowanie wydarzeń o charakterze prowokacyjnym – manifestacji, protestów, blokad, akcji plakatowych / „informacyjnych” (antybanderowskich, antyfaszystowskich, antyimigranckich) przez struktury radykalne, wspierane przez autorytety religijne, polityczne lub ze świata mediów czy kultury;
- organizowanie wydarzeń o charakterze naukowym lub kulturalnym: debaty, konferencje, prelekcje, dyskusje, pokazy filmów, fotografii, wystaw historycznych, podczas których głównymi gośćmi będą osoby znane ze swoich prorosyjskich lub antyukraińskich sympatii, a ukierunkowane na pozyskanie zainteresowania tzw. patriotycznych kręgów politycznych, zwłaszcza z partii rządzącej w Polsce, co wielokrotnie już się udawało nie tylko w Przemyślu, ale i w innych polskich miastach, a nawet instytucjach państwowych;
- dalsza praca operacyjna w środowiskach polonijnych na Ukrainie i patriotycznych w Polsce, a następnie wykorzystywanie zachowań czy publicznych wypowiedzi jednostek do dyskredytacji danych środowisk, organizacji, instytucji czy ogólnie dialogu polsko-ukraińskiego jako takiego, poprzez wykorzystywanie agresywnych komentarzy czy publicystyki w mediach po obu stronach granicy oraz skoordynowanych operacji informacyjnych w mediach społecznościowych;
- wzmożenie różnych form ataków na polityków, dyplomatów, dziennikarzy, publicystów i środowiska analityczne, wspierające dialog polsko-ukraiński, zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, przez tzw. liderów opinii w środowiskach prawicowych i lewicowych, rosyjskich agentów wpływu, prorosyjskich / antyukraińskich blogerów oraz ze strony zorganizowanych grup trolli / fikcyjnych kont;
- podważanie i kontestowanie wszelkich wysiłków na rzecz współpracy polsko-ukraińskiej w dziedzinie gospodarczej, handlowej, naukowej, kulturalnej, technicznej, a zwłaszcza w obszarze przemysłu zbrojeniowego i współpracy energetycznej, przy czym dalej dwoma głównymi sferami szczególnego oddziaływania narracyjnego dla Kremla pozostaną kwestie historyczne i migracyjne;
- zwiększenie liczby skoordynowanych działań w przestrzeni informacyjnej, wymierzonych w jakąkolwiek formę współpracy wojskowej pomiędzy Warszawą a Kijowem.

Odcinek Sojuszu Północnoatlantyckiego/amerykański

W odniesieniu do Sojuszu Północnoatlantyckiego wszelkie działania zmierzające do rozszerzenia NATO na wschód od obecnej granicy Sojuszu oraz zwiększanie obecności wojskowej w pobliżu granic Rosji, ale także na terytorium państw, które Rosja określa jako własną strefę wpływów, powodują wzmożone reakcje ze strony Federacji Rosyjskiej. Na tym odcinku nie jest wystarczające mówienie o operacjach propagandowych, czy nawet informacyjnych ograniczających się do narracji antynatowskiej. Jest to również jeden z ważniejszych odcinków, na którym działają rosyjskie służby specjalne. Prowadzone są zatem działania propagandowe, wojskowe i polityczne zmierzające do osłabienia pozycji i zdolności bojowych Polski, co pośrednio uderza w cały Sojusz Północnoatlantycki. W związku z decyzjami dotyczącymi przyszłości NATO podjętymi podczas ubiegłorocznego szczytu NATO w Warszawie oraz rozlokowaniem wojsk Sojuszu na terytorium Polski, wzrośnie aktywność Rosjan na tym odcinku.

Oznaczać to będzie:

- działania propagandowe i dezinformacyjne w postaci antynatowskiej narracji w polskiej przestrzeni informacyjnej, inspirowanie i promowanie informacji o charakterze antynatowskim, wykorzystanie w tym celu tzw. publicity agents, czyli dziennikarzy, naukowców, dyplomatów, wojskowych, których zadaniem będzie świadome lub nieświadome dyskredytowanie struktur natowskich, w szczególności obecności żołnierzy sojuszniczych na terytorium Polski, inspirowanie konfliktów lub rozprzestrzenianie nieprawdziwych informacji na ich temat (np. pijaństwo, bójki i pobicia przez żołnierzy NATO obywateli polskich, gwałty);
- prowokacje na granicy z Polską, będącej jednocześnie wschodnią granicą NATO (z obwodem kaliningradzkim, Ukrainą i Białorusią), szczególnie w kontekście zbliżających się jesienią połączonych ćwiczeń wojskowych Rosji i Białorusi Zapad-2017. Wzrost incydentów związanych z próbami nieumiejętnego wwiezienia broni na terytorium Polski przez pojedyncze osoby należy rozpatrywać bardziej jako element wojny psychologicznej, czyli wzbudzania strachu w polskim społeczeństwie, napięcia dzięki prowokowaniu polskich służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i jako czynnik nacisku na polskie władze, a także testowanie granicy, niż realizacja realnego celu jej przewiezienia;
- operacje specjalne połączone z efektem propagandy i dezinformacji w sferze bezpieczeństwa i obronności kraju, które należy rozpatrywać jako działanie na osłabienie państwa polskiego, a docelowo sojusznika Paktu Północnoatlantyckiego, stanowiącego jednocześnie strategiczną część wschodniej flanki Sojuszu – wśród działań rosyjskich służb specjalnych na tym odcinku należy spodziewać się wzmożonych aktywności zmierzających do umocnienia centralizacji procesów decyzyjnych związanych z pracą Ministerstwa Obrony Narodowej oraz polskich służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo (łatwiej wtedy jest je zakłócać i destabilizować); osłabianie komunikacji z podległą centrali strukturą; wpływanie na podejmowanie niekorzystnych decyzji kadrowych (szczególnie niebezpieczne w przypadku jednostek centralnych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i obronność kraju); inspirowanie konfliktów wewnętrznych w tych strukturach; inspirowanie błędnych decyzji dotyczących np. polskich służb specjalnych; demoralizacja oraz obniżanie prestiżu i znaczenia Ministerstwa Obrony Narodowej oraz polskich struktur wojskowych, a także publiczne podważanie zdolności obronnych kraju. Operacjom specjalnym towarzyszyć będzie szum informacyjny w polskiej przestrzeni informacyjnej dotyczący m.in. zaostrzających się konfliktów pomiędzy prezydentem RP a ministrem obrony narodowej czy w instytucjach państwowych odpowiadających za bezpieczeństwo, a zwłaszcza wokół działań samego MON;
- jednocześnie do działań ukierunkowanych na osłabienie NATO prowadzone będą działania na odcinku amerykańskim, który jest trzonem Sojuszu – oczekiwać można przede wszystkim działań propagandowych mających na celu utrwalanie negatywnego wizerunku nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych w mediach, a tym samym w świadomości polskiego społeczeństwa; wykorzystanie humoru, tworzenie prześmiewczych karykatur, grafik / memów z prezydentem Donaldem Trumpem – tworzenie wizerunku nieobliczalnego polityka, stanowiącego zagrożenie dla bezpieczeństwa w skali globalnej i regionalnej; deprecjonowanie osiągnięć, wartości i znaczenia USA oraz kreowanie wizerunku Polski jako państwa niesamodzielnego i zależnego od decyzji Stanów Zjednoczonych;
- ważnym tematem dla rosyjskich propagandystów pozostawać będą też tematy energetyczne i bezpieczeństwa związane z Waszyngtonem – krytyka technologii pozyskiwania gazu łupkowego, promowanie treści związanych z uwiarygodnianiem pseudonaukowych i pseudoanalitycznych materiałów demaskujących wrogie ludzkości działania podejmowane przez amerykańskie elity oraz globalne spiski Stanów Zjednoczonych i Izraela. Praca z tymi zagadnieniami jest najbardziej niebezpieczna z punktu widzenia młodych użytkowników Internetu i jest to wysiłek obliczony na lata.

Odcinek europejski/Unii Europejskiej

Problemy wewnętrzne Unii Europejskiej spowodowane m.in. kryzysem migracyjnym oraz rosnącymi w siłę środowiskami nacjonalistycznymi w poszczególnych państwach członkowskich Unii dają Rosji możliwość budowania kolejnego odcinka swojej propagandy skierowanej przeciwko nie tylko samej Unii, ale również Polsce. Głównym jej celem jest osłabienia, a w długofalowej perspektywie także całkowite zniszczenie struktury obecnie znanej jako Unia Europejska. W związku z tym Rosja może podejmować następujące działania zmierzające do realizacji swoich celów na danym odcinku:

- wspieranie antyunijnej komunikacji w polskich mediach; szczególnie ważnym wątkiem jest temat imigracji i uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu, wzmocniony przekazem o imigrantach zarobkowych z Ukrainy oraz uchodźcami z Czeczenii; o ile w pierwszym przypadku chodzi o dążenie do destabilizacji unijnej wspólnoty poprzez tworzenie odmiennych poglądów oraz generacji sporów i wzmacnianie sił populistycznych i radykalnych, a w rezultacie podejmowanie decyzji sprzecznych z wolą większości państw UE, w drugim o spowodowanie konfliktu lokalnego i antagonizowanie społeczeństw państw sąsiadujących, to w przypadku uchodźców czeczeńskich, którzy mają problem na granicy z wjechaniem do Polski albo w rezultacie postępowania administracyjnego otrzymują odmowę nadania im statutu uchodźcy, Rosja może budować wizerunek Czeczenów oparty na emocjach i tym samym inspirować działania pewnych grup społecznych do wstawiennictwa za Czeczenami – jest to działanie określone na cele długofalowe, które pozwolą w przyszłości na zorganizowane przeniknięcie do Polski osób mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju lub jako możliwość tranzytu dla tych osób do innych krajów UE;
- inspirowanie i organizacja akcji i wydarzeń o charakterze antyunijnym i antymigracyjnym w Polsce, szczególnie we wschodniej części kraju. Opłacanie skrajnych środowisk nacjonalistycznych i prawicowych lub pośrednie wpływanie na nie, w tym zwłaszcza na proces ich ideologicznej identyfikacji bez potrzeby uruchamiania środków finansowych (liderzy opinii, agenci wpływu, radykalizujące postawy aktywności w przestrzeni informacyjnej). Przewidywać można kolejne incydenty, których ofiary będą utożsamiane z islamem wyłącznie na podstawie wyglądu zewnętrznego;
- intensyfikacja działań propagandowych i dezinformacyjnych, których celem jest popularyzacja w społeczeństwie polskim narracji antyniemieckiej, rozpowszechnianie informacji o niemieckiej propagandzie w Polsce, budowanie wizerunku Niemiec jako państwa, które nie licząc się z interesami Polski dąży na jej terytorium albo za pośrednictwem innych podmiotów do realizacji własnych celów politycznych czy też gospodarczych; dalsze budowanie wątpliwości co do lojalności Niemiec jako partnera strategicznego Polski; w tym celu zostaną wykorzystane przede wszystkim media ogólnokrajowe o szerokim dostępie oraz mogą zostać wykorzystane media lokalne, również we wschodniej części Polski do wzmocnienia efektu strachu części społeczeństwa potencjalnie najbardziej zagrożonego ewentualnym konfliktem ze strony Rosji. Szczególnie niebezpieczne w tej sytuacji są antyniemieckie wypowiedzi i gesty polskich polityków, które momentalnie są wyłapywane i wykorzystywane propagandowo przez stronę rosyjską po pierwsze do budowania antyniemieckiej narracji w Polsce, po drugie do budowania negatywnego wizerunku Polski na arenie międzynarodowej;
- wspieranie polskich inicjatyw, które na arenie międzynarodowej mogą stanowić element antyunijnej propagandy i dezinformacji – przykładem są koncepcje Międzymorza (Intermarium), Trójmorza (Trimarium), współpracy bałtycko-czarnomorskiej oraz inne przejawy współpracy regionalnej z udziałem Polski, szczególnie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej; paradoks tych działań polega na ich wspieraniu, promowaniu itd. w Polsce, aby poza jej granicami tworzyć narrację o alternatywnych rozwiązaniach dla struktur unijnych. Zakłada się intensyfikację tych działań w najbliższych miesiącach w związku z planowanym na lipiec Forum Trójmorza we Wrocławiu z udziałem partnerów europejskich. Szczególnie niebezpieczne na tym odcinku są aktywności niszowych, nowych mediów, pozycjonujących się jako „specjalistyczne”, które najczęściej w swoich publikacjach, poza oficjalnymi danymi i statystykami wplatają różnego rodzaju przekazy zgodne z rosyjską propagandą, a które po odpowiednim czasie budowania pozycji mogą zostać wykorzystane do operacji informacyjnych i dezinformacji dużych mediów i środowisk naukowych czy eksperckich.

Odcinek polsko-rosyjski

Nasilenie operacji informacyjnych i dezinformacyjnych wymaga nieustannego wsparcia finansowego dla różnych inicjatyw udających media oraz środowisk, które je tworzą, z kolei dla strony rosyjskiej priorytetem pozostawać będzie pozyskiwanie współpracowników: od tłumaczy po tzw. autorytety moralne czy liderów opinii. Zakładać można więc nową fazę werbunku, która poprzedzona będzie pełzającą aktywizacją się w Polsce rosyjskiego kapitału, który najczęściej ukryty będzie w formach prawnych z innych państw europejskich.

Wśród działań rosyjskich obserwowanych w najbliższych miesiącach będzie można zaobserwować m.in.:

- dalsze próby narzucania rosyjskiej narracji historycznej i dyskredytacja polskiej historii – dotyczy to w szczególności okresu II RP (łącznie z działaniami na tym kierunku na odcinku polsko-ukraińskim). Oznacza to m.in. organizację wydarzeń o charakterze naukowym, inicjowanie polsko-rosyjskiej współpracy akademickiej – szczególnie narażone na manipulacje ze strony Rosji jest polskie środowisko historyczne. W tym celu, poza tradycyjnymi rosyjskimi ośrodkami uniwersyteckimi i badawczymi, mogą zostać wykorzystane rosyjskie GONGO (ang. Government-Organized Non-Governmental Organization), jak chociażby Fundacja „Historia Ojczyzny” (ros. Фонд „История Отечества”), która w 2016 roku dekretem prezydenta W. Putina została powołana dla popularyzacji rosyjskiej historii w Federacji Rosyjskiej i za granicą, ochrony dziedzictwa historycznego i tradycji narodów Rosji, a także wspierania programów edukacji historycznej. Celem podobnych inicjatyw jest rozpowszechnianie i utrwalanie rosyjskiego punktu widzenia na sprawy historyczne. W roku bieżącym, który w Polsce został ustanowiony m.in. rokiem marszałka Józefa Piłsudskiego i generała Józefa Hallera, manipulacji mogą ulec zarówno informacje dotyczące tych postaci, jak i wojny polsko-bolszewickiej z lat 1919-1921 – jej przyczyny, przebieg i skutki;
- już teraz widać, iż Kreml nie waha się wykorzystywać tematu Zbrodni Katyńskiej do generowania kolejnych prowokacji. Równolegle dalej będą trwały działania dezinformacyjne i propagandowe związane z katastrofą smoleńską, ukierunkowane na generowanie chaosu informacyjnego i podgrzewanie temperatury wewnętrznych sporów politycznych w Polsce;
- dalsza aktywizacja rosyjskich struktur agenturalnych, współpracujących i inspiracyjnych w Polsce. Infiltracja środowisk politycznych, finansowych i wojskowych przez Rosjan jest szczególnie realna w sytuacji niestabilności politycznej i gospodarczej kraju. Poza opisanymi już niebezpieczeństwami wynikającymi z działaniami wobec struktur odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i obronność kraju, należy zwrócić uwagę na zagrożenia związane z infiltracją systemów informatycznych i finansowych Polski – przewidywany jest wzrost cyberataków na infrastrukturę zarówno państwową, jak i komercyjną ze strony Rosji. Dodatkowym prawdopodobnym zagrożeniem jest infiltracja ww. struktur lub aktywizacja jednostek wcześniej tam uplasowanych;
- inicjowanie, organizacja i promocja wydarzeń o charakterze kulturalnym i społecznym, w tym zwłaszcza adresowana do młodego audytorium – festiwale filmowe, koncerty, konkursy literackie, konkursy wiedzy o Rosji, promowanie języka rosyjskiego, stypendia na kursy i szkolenia m.in. językowe, możliwość podjęcia bezpłatnej edukacji na poziomie studiów wyższych w Rosji, wymiana młodzieży, wycieczki itp. Uwagę zwracają inicjatywy bezpośrednio finansowane przez organizacje związane z rosyjskimi władzami państwowymi, jak chociażby Fundację „Russkij Mir” (ros. Фонд „Русский мир”) czy też Fundację Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogi i Porozumienia (ros. Фонд „Российско-польский центр диалога и согласия”);
- propaganda skierowana do osób rosyjskojęzycznych w Polsce korzystających z rosyjskojęzycznych źródeł informacji oraz uczestników forów i grup rosyjskojęzycznych, spotkań mniejszości rosyjskojęzycznej. Budowanie wizerunku Polski jako kraju rusofobicznego, niebezpiecznego dla Rosjan, inspirowanie napięć pomiędzy Rosjanami i Polakami, a także innymi osobami rosyjskojęzycznymi, w szczególności Ukraińcami;
- oddzielnym blokiem związanym z rosyjską propagandą jest wykorzystanie popularnych szczególnie w środowisku rosyjskojęzycznym, ale również w polskim środowisku młodzieżowym grafik / memów, które w wielu przypadkach mogą być jedyną formą przekazu o wydarzeniach politycznych w kraju; jest to narzędzie o tyle niebezpieczne, że powszechnie dostępne i o dużym efekcie manipulacyjnym, szczególnie w odniesieniu do młodego odbiorcy, nie korzystającego z alternatywnych źródeł informacji;
- kontynuacja wykorzystywania wojny pomnikowej oraz oskarżanie Polski o zmianę historii i brak szacunku dla Rosji Radzieckiej, która w mniemaniu Kremla wyzwoliła Polskę od faszyzmu. Manipulacje na ten temat mogą pojawić się szczególnie w okresie przygotowań do obchodów 9 maja w Rosji;
- budowanie rosyjskiej miękkiej siły (ang. soft power) w postaci działalności społecznej środowisk demokratycznych i liberalnych z Rosji, których celem jest formowanie rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego oraz dialog polsko-rosyjski; jest to działanie o tyle kontrowersyjne, gdyż nie można posądzać tych inicjatyw o działania zagrażające bezpieczeństwu Polski, a tym bardziej podejrzewać ich działaczy o złe intencje czy działania propagandowe; natomiast nie można wykluczać infiltracji tych środowisk przez rosyjskie służby specjalne i wykorzystanie ich do manipulacji opinią publiczną w Polsce, dotyczy to również rosyjskojęzycznych ekspertów z nimi związanych, szczególnie w obliczu zauważalnego wzrostu wydarzeń i inicjatyw związanych z tymi środowiskami. Jednocześnie można spodziewać się wzrostu działań zmierzających do dyskredytacji rosyjskiej opozycji liberalno-demokratycznej wśród odbiorców polskich, co jest bezpośrednio związane z zaplanowanymi na przyszły rok wyborami prezydenckimi w Federacji Rosyjskiej;
- zamawianie artykułów, książek i innych publikacji za pieniądze, kupowanie lub zastraszanie dziennikarzy i ekspertów, których opinie / oceny / pozycja są w jakiś sposób istotne dla strony rosyjskiej; odwoływanie się do standardów dziennikarskich/pluralizmu, co wykorzystywane jest przez wiele podejrzanych projektów medialnych, tj. argumentowanie publikacji kontrowersyjnych materiałów lub wypowiedzi prorosyjskich ekspertów/polityków/naukowców z kraju i z zagranicy jako „potrzeba wysłuchania wszystkich stron”. Związane z tym są m.in. zaproszenia polskich dziennikarzy i ekspertów do Rosji, ale również do Donbasu i na Krym w celu przygotowania obiektywnych materiałów np. o udziale, a właściwie udowodnieniu polskiemu czytelnikowi, że strona rosyjska nie bierze udziału w wojnie, która ma miejsce na wschodzie Ukrainy; zapraszanie polskich komentatorów, dziennikarzy, fotografów czy przedstawicieli innych grup zawodowych do rosyjskich mediów i finansowanie kosztów związanych z ich w nich udziałem;
- wzmacnianie i rozbudowywanie „sieci”, na które składają się: mniejszość etniczna, imigranci, struktury przestępcze, prorosyjscy aktywiści, dziennikarze, blogerzy, politycy, naukowcy, przedstawiciele świata kultury i sztuki, byli pracownicy i współpracownicy służb specjalnych okresu PRL, działacze komunistyczni oraz inni. Największym zagrożeniem jest jednak kupowanie osób z otoczenia doradców/współpracowników polityków lub instalowanie wokół nich lub zarządzanych przez nich instytucji swoich ludzi lub też takich, których członkowie rodzin powiązani są w jakiś sposób z rosyjskim kapitałem. Dzięki takim powiązaniom rosyjska propaganda i procesy dezinformacyjne realizowane są najskuteczniej, z pominięciem publicznych kanałów komunikacji i praktycznie poza dostępem do tego procesu ludzi z zewnątrz.

Odcinek polityki wewnętrznej RP

Głównym celem rosyjskiej propagandy w obszarze sytuacji wewnętrznej Polski, jest destabilizacja polskiej sceny politycznej, utrzymanie polaryzacji społecznej oraz uniemożliwienie realizacji polskich założeń w polityce zagranicznej, a przez to i osłabienie jej pozycji w regionie, ale i szczerzej na arenie międzynarodowej, w tym i w strukturach politycznych i militarnych, do których Warszawa należy lub torpedowanie nowych, potencjalnych projektów politycznych, ekonomicznych czy wojskowych. Dla realizacji polityki Kremla konieczne jest wzmocnienie nastrojów prorosyjskich / zgodnych z rosyjskimi interesami wśród: a) polskich elit politycznych, b) polskich elit intelektualnych, c) polskim społeczeństwie.

Poza klasycznymi metodami dezinformacji i powszechnie wykorzystywanymi przez Moskwę operacjami informacyjnymi, konieczne jest wspieranie i praca ze środowiskami przeciwnymi wektorowi transatlantyckiemu, antyukraińskimi, ale i naukowymi czy biznesowymi, których przekonania czy interesy pokrywają się z rosyjskimi celami strategicznymi na dowolnym odcinku polityki zagranicznej Władimira Putina. Warto podkreślić, iż analizując raporty służb krajów sąsiadujących z Polską, działania innych sojuszników Warszawy z NATO, rosyjskie działania na terytorium Ukrainy, ale i działania polskich środowisk prorosyjskich w kraju i za granicą, Kreml wciąż wykorzystuje jedynie niewielki procent swojego potencjału do destabilizacji polskiej sytuacji wewnętrznej. Wynikać to może z obecnych priorytetów rosyjskich (wybory w Niemczech i Francji, wzmożenie działalności operacyjnej w Szwecji, Finlandii i państwach bałtyckich, polityka nowego prezydenta USA i konflikt w Syrii), ale i stosunkowo łatwego generowania napięć politycznych nad Wisłą poprzez tematykę historyczną (zarówno w relacjach z Ukrainą, jak i Rosją), ale i kwestią katastrofy smoleńskiej.

Do spodziewanych działań rosyjskiej propagandy w Polsce zaliczyć można:

- dalsza intensyfikacja oddziaływania na sferę kognitywną, a zwłaszcza sfery: aksjologiczną i epistemologiczną polskich elit i polskiego społeczeństwa z wykorzystaniem zwłaszcza mediów społecznościowych, quasi-mediów w Internecie, skoordynowanych w skali mikro i makro (w tym i międzynarodowo) działań rosyjskich struktur sieciowych i operacji informacyjnych, połączonych z kreacją chaosu i szumu informacyjnego, zakłócającego weryfikację i podważającego wiarygodność informacji, a także innymi działaniami z arsenału wojny informacyjnej i psychologicznej z wykorzystaniem jednostek, organizacji i tzw. autorytetów moralnych;
- obszary zainteresowania rosyjskiej propagandy to od dawna m.in.: aborcja, sfera moralności i religijności, sprzeciw wobec wszelkich form zachodniego liberalizmu, faszyzmu, wspierania haseł feministycznych, mniejszości seksualnych, ideologii gender, nierówności społeczne, wyzysk ekonomiczny, prawa człowieka, teorie spiskowe (Nowy Porządek Światowy, plany depopulacji świata przez bankierów, zatruwanie żywności, wody i powietrza, dominujący wpływ Izraela na resztę świata itp.), różne formy panslawizmu (łącznie ze wspieraniem nurtów i organizacji odwołujących się do tradycji pogańskich), krytyka polityki USA, NATO, UE i ogólnie podważanie całego obecnego ładu międzynarodowego, tworzenie wspólnej przestrzeni polityczno-gospodarczej od Lizbony do Władywostoku, kwestie migracji z krajów muzułmańskich, Państwo Islamskie i wspólna walka Europy i Rosji przeciwko zagrożeniu ze strony terroryzmu islamskiego, walka o „prawdę historyczną”, „nieuchronny” upadek Zachodu i jego wartości, potęga militarna, gospodarcza i polityczna Kremla, mit geniuszu i patriotyzmu Władimira Putina oraz wyjątkowości rosyjskiego państwa itp.; na każdym z tych odcinków pracują w Polsce od lat tysiące botów, trolli, blogerów, anonimowych komentatorów, ale i znanych nazwisk, które podobnie jak większość szeregowych użytkowników Internetu na jakimś etapie nieświadomie stała się ofiarami rosyjskiej propagandy, choćby tylko w jednym obszarze – wciąż jednak oddziaływanie rosyjskiej propagandy w Polsce jest zbyt ograniczone strukturalnie i organizacyjnie, więc zakładać należy dalszą pracę rekrutacyjną, próby eskalacji emocji (zwłaszcza poprzez skoordynowane działania w komentarzach i akcje w mediach społecznościowych) i kreacji szumu informacyjnego;
- dalsze wspieranie polskich środowisk, struktur i organizacji o charakterze prorosyjskim, antyukraińskim, patriotycznym, antyamerykańskim, antyunijnym oraz innych, w kraju i za granicą, łącznie ze wsparciem wizerunku, legitymizacji oraz karier ich czołowych przedstawicieli i liderów, których awanse w strukturach władzy czy administracji lokalnej lub centralnej wzmacniają prorosyjskie lobby w polskim środowisku politycznym (szczególnie jest to widoczne w środowiskach naukowych, ale i na zapleczu głównych partii politycznych w Polsce);
- poprzednia sfera, w połączeniu z aktywizacją jednostek prorosyjskich w środowiskach religijnych oraz zorganizowanych grup w mediach społecznościowych prowadzi do wywierania coraz większej presji na polskich polityków w na razie kilku obszarach, m.in. polityki historycznej czy „modnej” w kręgach partii władzy „eurosceptyczności”, jednak równolegle pojawiają się rzekomo alternatywne narracje w tematach polityki zagranicznej i geopolityki, jak chociażby nowa forma eurazjatyzmu w postaci zacieśniania współpracy z Chinami, jako alternatywa dla wektora transatlantyckiego (jak pokazują ostatnie miesiące, dalej kontynuowane są prace w tym obszarze na zapleczu polskiej polityki);
- zwiększenie aktywności organizacji działających w ramach wspólnot religijnych, zwłaszcza przy Cerkwi Prawosławnej, w tym i organizacji młodzieżowych, przy dalszej koordynacji działań organizacji prawicowych i patriotycznych stanowić będzie szczególne zagrożenie, biorąc pod uwagę, że część przedstawicieli tych środowisk bierze udział w strukturach o charakterze paramilitarnym, ale również weszła w skład nowo formowanych pododdziałów Wojsk Obrony Terytorialnej RP; działania takich struktur od dawna wykorzystywane są propagandowo w Rosji przeciwko Polsce, jej sojusznikom z NATO i budowania różnego rodzaju napięć czy operacji psychologicznych na potrzeby polskiego odbiorcy;
- na chwilę obecną istnieją dwa najbardziej niebezpieczne punkty zapalne w Polsce: Przemyśl i Białystok; ten ostatni jeszcze nie został w pełni aktywowany i nie pojawił się w szerszej świadomości polskiego odbiorcy informacji, jednak wszystko wskazuje na to, iż jest to jedynie kwestia czasu; na chwilę obecną działania propagandowe, zgodne z rosyjskimi interesami w polityce zagranicznej, prowadzone są przez różne struktury prawicowe najaktywniej w Przemyślu, Warszawie, ale i na Śląsku;
- kapitalne znaczenie dla Kremla będą mieć polskie decyzje odnośnie przetargów na uzbrojenie czy strategiczne decyzje w sektorze energetycznym (zwłaszcza Nord Stream 2, elektrownia atomowa w Kaliningradzie, dywersyfikacja energetyczna, budowa polskiej elektrowni atomowej, polityka energetyczna UE) – zakładać można, iż prowokacje i kampanie dezinformacyjne zostaną znacząco wzmocnione, co w połączeniu z atakami cybernetycznymi, synchronizacją z operacjami informacyjnymi w przestrzeni informacyjnej RP i jej sojuszników oraz sabotażem rosyjskich służb specjalnych (w tym i z wykorzystaniem pozyskanych w Polsce współpracowników), mogą realnie zdestabilizować proces decyzyjny lub wręcz uniemożliwić skuteczną realizację zakładanych przez Warszawę strategicznych celów w tych obszarach;
- dalsze wzmacnianie narracji o potrzebie bliskiej współpracy z Rosją, wspólnocie interesów, odwoływaniu się koncepcji pansłowiańskich, potrzeby dialogu, budowie Europy od Lizbony do Władywostoku, konieczności pracy nad alternatywnymi dla „upadającej UE” strukturami polityczno-gospodarczymi, zdradzie Polski przez sojuszników itp., będzie stawało się coraz bardziej agresywne, ale i będą podejmowane coraz to nowe próby podnoszenia rangi tego przekazu. To ostatnie jest realizowane przez wspieranie prorosyjskich liderów opinii ze środowisk patriotycznych, których nominacje i awanse stają się coraz niebezpieczniejszym zjawiskiem z racji skali i negatywnych konsekwencji funkcjonalnych i wizerunkowych (poza oczywistymi implikacjami zdobywania większego wpływu na procesy decyzyjne w świecie polityki, to nie można ignorować też kontaktu takich jednostek ze studentami na państwowych uczelniach czy częstej obecności w mediach publicznych).

Podsumowanie

Na arsenał rosyjskiej machiny propagandowej składa się szerokie spektrum elementów jawnych i niejawnych. Od wielu miesięcy wiele wydarzeń o charakterze prowokacyjnym czy destabilizacyjnym ma charakter bardziej testowy, przygotowawczy, niż odzwierciedlają pełny potencjał możliwości Kremla. Wiele czynników wskazuje, iż w zależności od potrzeb bieżącej polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej, taka sytuacja może ulec dynamicznej transformacji. Zbliżające się wybory we Francji i Niemczech oraz sytuacja w Azji Południowo-Wschodniej wraz z konfliktem syryjskim skutecznie ogniskują rosyjskie aktywa, jednak eskalacja działań zbrojnych na Donbasie oraz wzrost prowokacji na całym terytorium Ukrainy każe jednak z jeszcze większą uwagą pochylić się nad niebezpiecznym tendencjami w sytuacji wewnętrznej Polski, ale i wzrostowi aktywizacji środowisk prorosyjskich nad Wisłą.

Celem wszystkich powyższych działań łącznie jest budowanie w świadomości społeczeństwa polskiego, ale również osób odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji politycznych, gospodarczych i wojskowych, narzucanego w zależności od potrzeb przez stronę rosyjską obrazu rzeczywistości oraz spowodowanie określonych korzystnych, co nie zawsze oznacza jawnie prorosyjskich, decyzji i działań. Największym zagrożeniem z punktu widzenia działań rosyjskiej propagandy w Polsce jest pogłębiająca się destabilizacja polskiej sceny politycznej, rozkład instytucji państwowych (w kontekście bezpieczeństwa państwowego szczególnie tych związanych z podejmowanie i realizacją decyzji dotyczących bezpieczeństwa i obronności kraju) oraz tworzenie i powiększanie podziałów społecznych. Działania z pozoru nie mające nic wspólnego z Rosją mogą być elementami przemyślanej rosyjskiej operacji specjalnej wymierzonej w bezpieczeństwo Polski.

Szczególnie niebezpieczny jest zwrot wielu sił politycznych w stronę haseł radykalnej prawicy, co je nie tylko legitymizuje, ale i mobilizuje środowiska prorosyjskie oraz wzmacnia ich wpływy pośrednio i bezpośrednio, ułatwiając działania dezinformacyjne i propagandowe w Polsce. W świetle rażących wręcz dysproporcji w nakładach finansowych na działania i instrumentarium związane z obszarem wykorzystania i przeciwdziałania operacjom z zakresu wojny informacyjnej i psychologicznej, konieczna jest weryfikacja wielu założeń polityki wewnętrznej i zagranicznej, ale i adaptacja do wzrastającego zagrożenia dla kraju. Można bowiem zakładać, iż brak odpowiednich działań politycznych w Warszawie jeżeli chodzi o stworzenie systemu obrony przestrzeni informacyjnej, a w szczególności obrony rozproszonej, zdolnej do identyfikacji, przeciwdziałania, ale i nawiązania walki, może mieć daleko idące konsekwencje. Nie chodzi tu jedynie o potencjalny głęboki kryzys polityczny w Polsce, ale i trwałe osłabienie pozycji politycznej kraju w regionie oraz politycznych strukturach międzynarodowych, co nie pozostanie bez wpływu na sytuację ekonomiczną i bezpieczeństwo państwa.

Marta Kowalska, dr Adam Lelonek

.


Kategorie: polityka / obserwator, polityka/propaganda, media, _blog


Słowa kluczowe: propaganda, wojna informacyjna, Rosja


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
11 września 2016 (niedziela), 21:22:22

Film "Smoleńsk"

Smoleńsk zaliczyłem. Jeżeli ktoś spokojnie oglądał "Śmierć prezydenta" w ramach serialu "Katastrofę w przestworzach" (dobrze pamiętam, że leciało to w TVP?) powinien ten film też zaliczyć, aby wytworzyć u siebie wewnętrzny konflikt, zmuszający do refleksji i do myślenia.

Co ważne - ten film jest głównie o mediach, a nie o katastrofie a gdyby wyciąć pierwsze 5 minut i ostatnie 10 to nie było by w tym filmie sugestii co do tego czy była katastrofa, bo większość filmy jest o propagandzie i sposobie prowadzenia śledztwa.

Jako film kiepski, ale cóż - pomimo tego należy to zaliczyć. Aby wiedzieć, aby poczuć, aby pomyśleć.


Kategorie: film, media, _blog


Słowa kluczowe: smoleńsk, katastrofa smoleńska, katyń, propaganda, media


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
12 czerwca 2014 (czwartek), 09:57:57

Manipulowania społeczeństwem wg Chomsky'ego - polska wersja

Takie coś znalazłem i cytuję aby sobie zachować

Dziesięć sposobów manipulowania społeczeństwem wg Chomsky’ego. Praktyczne zastosowanie w Polsce

Autor: Migorr, 25 maja 2013

Noam Chomsky jest amerykańskim analitykiem życia politycznego. W pewnym momencie doszedł do wniosków, w których opisał słynne dziesięć sposobów na to, jak poprzez media manipulować całymi społeczeństwami. Według badacza media są jedynie marionetkami w rękach rządów i wielkiego kapitału. A ich funkcjonowanie w obecnym świecie nie opiera się na prawdzie, tylko na psychicznym wpływaniu na szerszą publikę, która ma kupić jakiś produkt i finansować mecenasa tych mediów. Nieważne czy tym produktem będzie pasta do zębów, muzyka czy jakaś partia polityczna. Działanie jest analogiczne.

Sądzę, że znakomita większość z państwa gdzieś z tymi prawidłami Chomsky’ego się zetknęła. Jeśli nie to zapraszam do lektury, jeśli tak, to tym bardziej, gdyż postaram się udowodnić, że w niektórych sztabach politycznych i establishmentowych mediach III RP sumiennie te reguły studiowano. Co więcej, wprowadzono je z sukcesem w życie. Oto tych dziesięć punktów wraz z moim subiektywnym komentarzem.

1: Odwróć uwagę

W jednym z artykułów pisałem kiedyś, że polskie media elektroniczne zajmują się kompletnymi bzdetami. Musiałem to napisać po tym, gdy podczas jednego zimowego wieczoru w głównych wydaniach dzienników telewizyjnych usłyszałem informację o tym, że spadł śnieg. Ale to nie tylko śnieg kręci naszych redaktorów. Wielkimi newsami są takie poboczne wydarzenia, jak „Matka Madzi”, jakieś dzieci w lodówkach, wypadki drogowe, świnka uciekająca przed policjantami, celebryci, sport i inne sprawy, które nie mają wpływu na porządek życia społecznego w kraju. Polskie media głównego nurtu czasem mówią o polityce. Ale nie tak jak się powinno, czyli co zrobiono, co przyjęto, co się planuje itp. Tylko na zasadzie „co kto powiedział”. Bach, mamy newsa, bo „Kaczor” coś powiedział. A to „obraził” Ślązaków, a to „obraził” Angelę Merkel. A to Wałęsą kazał siadać gejom za murem. A to jakiś poseł powiedział, że jakaś pani poseł być może przejdzie do jakiejś partii. Nawet sprawę niejasnych kontaktów ministra Nowaka z pewnymi biznesmenami sprowadzono do absurdu zegarkowego, w którym przestało się liczyć meritum sprawy. Nie wyjaśniano sprawy do końca, tylko śmiano się z faux pas, jakim miało być owe pożyczanie zegarków. W tym gąszczu informacyjnych śmieci giną naprawdę ważne informacje z sektora polityki, ekonomii, prawa, które mają wpływ na codzienne życie zwykłego Polaka. A co najgorsze, jesteśmy kompletnie odcięci informacyjnie od ważnych informacji z bulgoczącego świata międzynarodowego. No chyba, że chodzi o operacje Angeliny Jolie albo inne „frapujące” komunikaty ze świata Show-bizzu.

2: Stwórz problemy, po czym zaproponuj rozwiązanie

Stefan Kisielewski mawiał, że socjalizm jest takim systemem, który bohatersko walczy z przeciwnościami losu, które sam sobie stworzył. Podobnie jest w przypadku socjalizmu w wydaniu III RP, a już szczególnie gdy widzi się poczynania premiera Tuska i rządzącej partii na przestrzeni ostatnich sześciu lat. Kibole są za spokojni? Zróbmy prowokację policyjną, doprowadźmy do burd na nieprzystosowanym stadionie w Bydgoszczy, trąbmy o tym nieustannie w mediach i bohatersko zamknijmy stadiony dla tych strasznych kiboli. Uczcić ofiary katastrofy smoleńskiej pomnikiem na Krakowski Przedmieściu? Nie, stworzyć problem nie robiąc nic, po czym bohatersko go rozwiązać usunięciem krzyża i zatrudnieniem pijanej hołoty do jego profanacji. W Polsce dochodzi do aktów pedofilskich? Kastrować pedofilów! Są dopalacze, wzniecać nieadekwatny do faktycznych zagrożeń „alert dopalaczowy” w całym kraju i bohatersko z problemem walczyć plombując drzwi w każdym ze sklepów tego typu. Po czym nic sobie nie robić w związku ze sprzedażą internetową tych specyfików. Dziś podobno dopalaczy kupuje się więcej. Dlaczego nie słyszymy w mediach dramatycznych relacji z oddziałów toksykologicznych? To wtedy dramatyzm podkręcano, czy dzisiaj się go ostudza? Wymyślamy urlopy wychowawcze dla matek, pomijając te z pierwszego kwartału. Po czym bohatersko włączamy je do programu, przy świetle kamer, wśród zieleni, widoku matek z dziećmi i premiera Tuska, który pomaga jednej z mam znieść wózek po schodach. Nieważne zatem czy problem jest, czy go nie ma. Ważne, żeby go bohatersko rozwiązać na oczach kamer.

3: Stopniuj zmiany

Czyli inaczej zasada salami. Polega na tym, że krok po kroku odcinane są wąskie plasterki obywatelskich wolności, praw, czy obyczajów. Więc jeśli jakaś grupa interesu ma plan, aby zaprogramować dane społeczeństwo, to nigdy nie na zasadzie rewolucji, gdyż może to się spotkać z gwałtowną reakcją społeczną. Najlepszy przykład na stopniowanie zmian znajdziemy we wprowadzaniu w życie groźnej dla człowieka i kultury ideologii LGBT. Docelowo wszędzie dąży się do utworzenia instytucji „małżeństwa homoseksualnego” oraz adopcji dzieci przez takie pary. Ale nie od razu. Na każdym etapie zmian, tak jak dzisiaj w Polsce, kłamie się w żywe oczy mówiąc, że wcale nie chodzi o adopcję dzieci. Najpierw chodzi tylko o współczucie dla homoseksualistów. Potem chodzi o akceptację dla nich. Następnie dochodzi do gloryfikacji homoseksualizmu, jako czegoś cool i trendy. Potem chodzi o legalizację związków partnerskich, ale nie ze względu na pary homo, tylko na 95% par heteroseksualnych, które rzekomo nie mogą się odwiedzać w szpitalach. Potem pojawia się postulat „równości wobec prawa” i ustanowienia małżeństw homoseksualnych, oczywiście krzycząc przy tym, że nie ma mowy o adopcji dzieci. Następnie w ramach „mądrości etapu” i nieuchronności dziejów trzeba zezwolić na tę adopcję. Gdzieś na końcu tej drogi, choć być może jestem naiwny twierdząc, że to koniec genderowej rewolucji, pojawia się postulat obniżenia wieku inicjacji seksualnej, tak aby rodziny homoseksualne mogły „uczyć” swoje dzieci seksualności. Podobnie jest w sferze ekonomicznej w przypadku ciągłego zwiększania podatków. Gdy ludzie przyzwyczają się do wysokich już stawek, nic się nie stanie, jeśli się te stawki podwyższy tylko o ułamek. Gdyby natomiast w jednej chwili zabrać wszystkie przywileje, obniżyć realną płacę, spowodować wysokie bezrobocie czy podwyższyć podatki, groziło by to w danym kraju rewolucją.

4: Odwlekaj zmiany

W poprzednim punkcie opisano taktykę przy wprowadzaniu zmian na gorsze. Polska, jako kraj potrzebuje natychmiastowych zmian na lepsze, gdyż bez ich wprowadzenia grozi nam biologiczna katastrofa. Trzeba się uporać z potwornym zadłużeniem kraju, fatalnym przyrostem naturalnym, który przyrostem już od dawna nie jest, bankructwem systemu emerytalnego, uciekającymi za granicę młodymi ludźmi, zapaścią na rynku pracy, katastrofalnym poziomem edukacji na każdym szczeblu, bizantyjską kastą urzędniczą, pozycją geopolityczną Polski, która jest coraz bardziej zagrożona przez Moskiewski reżim. Rząd Donalda Tuska przez ostatnie sześć lat nie zrobił nic w tym kierunku. Choć sam premier na okrągło powtarzał: wybudujemy, zrobimy, napiszemy, usprawnimy, utworzymy, pomożemy, zreformujemy. I kończyło się tylko na słowach. Ileż to razy mieliśmy zapowiedź o wiosennej, jesiennej, czy zimowej ofensywie. Ileż to razy premier kazał wziąć się ministrom „do roboty”. Ileż to razy zapowiadał, że będzie mobilizował swój klub w sejmie, by szybciej reformowali, tak jak wtedy gdy miał przeprowadzić swój gabinet do budynku parlamentu. I nie pojawił się w nim bodaj ani razu. Lepiej kierować się zasadą, żeby nic nie robić, a potem, jakoś to będzie.

5: Mów do społeczeństwa jak do małego dziecka

Ponoć jest taka zasada, że gdy do dorosłego człowieka będzie się mówić, jak do małego dziecka, albo jak do umysłowo chorego, to ten dorosły człowiek zachowa się tak samo naiwnie, jak dziecko, bądź umysłowo chory. Popularność Donalda Tuska polegała na tym, że mówił językiem zrozumiałym dla półanalfabety. Proste słówka, bez zdań podrzędnie złożonych, uśmiech na twarzy, swoboda wypowiedzi. Po prostu świetny, wyluzowany gość. Pamiętamy kampanię wyborczą z 2011 roku, gdy pocieszał płaczące kobiety, mówiąc im jak to on o nie zadba. Znamy też grafiki, które są eksponowane na wielkich ekranach podczas rządowych konferencji prasowych. Przecież mapa z Polską, jako zieloną wyspą na tle czerwonej Europy, to jak jakiś wykład dla dzieci w przedszkolu. Innym razem pojawia się roześmiana rodzina, tabele z procentami, jakieś pismo obrazkowe, tak jakby dorosły człowiek miał nie rozumieć tego co premier, bądź minister mówi. Podobne wrażenie mam oglądając dzienniki telewizyjne. Tu się pokaże kogoś w kółku, żeby zobaczyć jego minę, tu się narysuje jakiś wykres, tu się zrobi grafikę „1,2%” jadącą po prawdziwej taśmie produkcyjnej, bo głupi widz nie usłyszy, że właśnie na tyle prognozuje się wzrost PKB.

6: Skup się na emocjach, nie na refleksji

Gdy wszystkie racjonalne przesłanki każą odsunąć władzę Tuska od rządzenia, gdy ten nawet nie próbuje udawać, że na czymś mu zależy, trzeba utrzymać władzę opierając się na czymś innym, niż zwykła logika. W związku z tym wykorzystuje się najniższe ludzkie emocje, mające zniechęcić wyborców do głosowania na opozycję, w tym przypadku PiS. Zresztą, polityka szczucia na tę partię trwa nieprzerwanie od 2005 roku, gdy ta posunęła się o krok za daleko i dokonała próby demontażu mafijnego systemu III RP. Merytorycznie nie można jej było zbyt wiele zarzucić, więc postanowiono zaatakować ad personam braci Kaczyńskich, nie za złe rządzenie. Za to, że są niscy, że Jarosław ma kota i opiekuje się matką, że nie ma żony, że Lech Kaczyński nie potrafi się wysłowić, że nie poklepują go na europejskich salonach, że obaj sieją nienawiść i dzielą Polaków. Gdy pod rządem Platformy po raz pierwszy zatrzęsła się ziemia, gdy skompromitowała się w śledztwie smoleńskim, uruchomiono najcięższe działa. Zarzucono opozycji oszołomstwo, bo jej sympatycy modlą się pod krzyżem i za nic nie chcą się wynosić. Nie potrafiono uszanować śmierci i szacunku do osób starszych, piejąc w mediach z zachwytu, nad tym, jak Młodzi Wykształceni z Wielkich Miast konstruują krzyż z puszek po „Zimnym Lechu”, plują, atakują słownie i fizycznie starsze osoby pod krzyżem. Wymyślono idiotyczne hasło klucz, powtarzane, jak mantrę, że „PiS w bezczelny sposób wykorzystuje tragedię smoleńską i śmierć tylu wybitnych osób do partykularnych celów politycznych”. Porównuje się ich do faszystów, bo maszerują z pochodniami. Zaś z Antoniego Macierewicza robi się wariata. Oczywiście PiS odpowiada również za Brunona K., kiboli i „faszystów”, którzy demolują Warszawę każdego 11 listopada. Najsmutniejszą manipulacją było chyba jednak to, gdy za zabicie pracownika biura PiS, przez Ryszarda Cybę media obarczyły winą… Jarosława Kaczyńskiego. Cybę określono nie jako nienawidzącego PiSu, ale jako zmęczonego polskim piekłem politycznym, za które winny jest Kaczyński.

7: Utrzymaj społeczeństwo w ignorancji i przeciętności

Społeczeństwem głupim jest łatwiej manipulować. Społeczeństwo ogłupione nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie są techniki manipulacji i w ogóle z tego, że są manipulowani. Największym sukcesem manipulatorów jest wmówić manipulowanym, że absolutnie myślą samodzielnie i nie są manipulowani. W Polsce sprawa zaszła jeszcze dalej. Manipulowani twierdzą, że nie tylko myślą samodzielnie, ale że to niezmanipulowani są tak naprawdę manipulowani przez „czarnych” i „Rydzyka”. Manipulowanym w Polsce można wmówić absolutnie wszystko. Choćby poprzez fikcyjne „wykształcenie”, jakie niesie ze sobą matura na poziomie podstawówki lub dyplom wyższej uczelni. Wszak taki delikwent po studiach zjadł już wszystkie rozumy i jest najmądrzejszy na świecie. Więc jak można go zmanipulować, wykluczone. Więc łyka, że sam jest mądry bo ma papierek, że Unia Europejska rozwiąże nasze problemy, że przyjęcie waluty euro jest koniecznością, że PiS jest partią faszystowską i wywoła wojnę z Rosją, że trzeba być tolerancyjnym i pozwalać gejom na wszystko.

8: Utwierdź społeczeństwo w przekonaniu, że dobrze jest być przeciętnym

Coś co ściśle się wiąże z poprzednim punktem. Głupota, bezrefleksyjność i przeciętność jaką MWzWM reprezentują, zostaje publicznie wyniesiona na piedestał. Teraz bowiem niektóre cechy, dawniej będące powodem do wstydu, stały się czymś wartym do pochwalenia się w towarzystwie. Okazuje się, że czymś fajnym jest nie przeczytać w życiu żadnej książki, czymś fajnym jest nie wiedzieć co się dzieje w Polsce i na świecie, czymś fajnym jest „mieć w d***e politykę”, czymś fajnym jest pracować w korporacji na umowie śmieciowej, czymś fajnym jest częsta zmiana życiowych partnerów, bo tak przecież jest w serialach. Czyli ogólnie, nie tylko utrzymać społeczeństwo w przeciętności, ale wywołać z tej przeciętności dumę. Także dlatego są promowane idiotyczne programy typu reality-show, w których uczestnicy są hojnie wynagradzani właśnie za przeciętność, wulgarność i durnotę. I takie zachowania mają społeczeństwu imponować, do takiego modelu społeczeństwo musi chcieć równać, widząc jak bardzo to popłaca. Trzeba też obniżać ludzkie aspiracje. Trzeba wywołać radość u tych, co pracują po kilkanaście godzin dziennie i wmówić im, że właśnie dlatego są super.

9: Zamień bunt na poczucie winy

Polacy, aby wiązać jakoś koniec z końcem muszą dziś pracować nierzadko po godzinach, bądź na kilku etatach. Polacy pracują niemal najdłużej na świecie. Co jednak można usłyszeć od mądrych głów w mediach? Że pracujemy jeszcze za mało! Są na przykład badania dotyczące wydajności pracy, w których Polska wypada bardzo blado na tle rozwiniętych krajów europejskich. Ale nie podkreśla się tego, że winna jest organizacja pracy, infrastruktura, zacofanie technologiczne. Bo przecież zaangażowanie pracowników jest podobne, jak w całej Europie, może nawet większe, gdyż Polaków chwali się za granicą za pracowitość. Przekaz jest następujący: Polacy, za bardzo obijacie się w pracy! Więc siedźcie cicho i cieszcie się, że ktoś wam daje ochłapy. To nie zły system jest winny, to wy jesteście winni, bo nie jesteście bardziej przedsiębiorczy! A jak nie chce Wam się pracować, to po co było walczyć z komuną. Nie róbcie powtórki z „Solidaruchów”, bo po rewolucji będzie Wam się żyło jeszcze gorzej. Nie warto walczyć z systemem.

10: Poznaj ludzi lepiej, niż oni samych siebie

Wiedza dotycząca neurobiologii, procesów społecznych, ekonomii, mediów jest dostępna tylko garstce ludzkości. Ludzie, którzy rządzą Polską bardzo dobrze Polaków poznali. Wiedzą, co lubią, czego nie lubią. Wiedzą, jak ich złapać na haczyk. Wiedzą w końcu jak sterować ich umysłami, tak aby sterowani byli przeświadczeni o swojej nieomylności o „fajności”. Sterowanym bardzo trudno się przed tymi mackami obronić. Bo każdy, kto chce ich z tego umysłowego zaślepienia wydobyć ma już przypiętą łatkę oszołoma, wariata, nienawistnika, niewykształconego kołtuna ogłupionego przez Kościół.


Kategorie: polityka, media, obserwator, _blog


Słowa kluczowe: chomsky, media, kłamstwa gazety


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
30 grudnia 2013 (poniedziałek), 09:01:01

Poranne wiadomości

#1. Dość wcześnie rano chciałem dziś posłuchać radia. Dokonałem wyboru - Polskie Radio program pierwszy, czyli Jedynka. W kuchni słuchałem z iPhona, w samochodzie mam radio. Jedynka to jakaś namiastka tego co znam pod pojęciem "radio" - po prostu tam mówią do słuchacza i nie od razu można się zorientować, że traktują go jak debila.

#2. Aby dodać klimatu w samochodzie przełączyłem się na słuchanie Jedynki na AM. Czętotliwość 225 kHz. Fajnie mieć jeszcze taką możliwość - jak macie, posłuchajcie bo to ciekawe klimaty są. Troszkę zakłóceń, dźwięk przycięty do pasma 9 albo tylko 6kHz (nie pamiętam), trzaski, zakłócenia od sieci energetycznej pod mostami. Polecam!

#3. W wiadomościach o 7.oo wysłuchałem o drugim zamachu w Wołgogradzie. Jedno ze zdań o tym wydarzeniu mówiło, że "Prezydent Władimir Putin polecił schwytanie i ukaranie organizatorów zamachu oraz udzielenie niezbędnej pomocy rannym". Świetnie. Mają tam jednak cudownego prezydenta, na pewno będą go bardziej lubić.

#4. Ta wiadomość doskonale obrazuje wschodni model państwa - prezydent wydaje polecenia w takiej sprawie. Bizancjum! Ale czy rozwiązaniem jest Rzym, a właściwie Bruksela z regulacjami, które wyeliminują wszelkie konsekwencje? Rano skaleczyłem się nożem (ostry bo szklany) i krwawiąc zastanawiałem się, kiedy Unia zabroni sprzedawania noży kuchennych, a na pewno zabroni.


Kategorie: obserwator, polityka, media, _blog


Słowa kluczowe: putin, bizancjum, nóż, bruksela, ue, radio am, 225kHz


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
29 maja 2013 (środa), 15:03:03

Widziane z góry

To nie jest tekst o TVN, ani o Unii Europejskiej, ani o Gazecie Wyborczej. To się dzieje za Gomułki, a więc lata 60-te ubiegłego wieku, i jest kawałkiem powieści "Widziane z góry" Kisielewskiego.

Kisielewski tak dobrze oddał panujące w KC relacje, że zarówno rządzący jak i SB przekonani byli, że to ktoś ze środka książkę tą napisał i w paryskiej Kulturze pod pseudonimem wydał. Kiesiel się tego przestraszył i przyznał się do autorstwa dopiero w czasach, w których było wolno.

To nie jest o TVN, ani o Wyborczej ale niestety to jest aktualne.

(...) Nie pamiętał zupełnie, jak się dostał do Komitetu, czy szedł, czy też czymś jechał — w każdym razie po auto nie dzwonił. Świadomość jego zarejestrowała dopiero fakt znalezienia się w biurze: siedzi oto w zalanym słońcem gabinecie nad plikiem świeżych biuletynów, które wziął z kancelarii Rusina. Czytanie owych tajnych w zasadzie biuletynów było jednym z konkretnych obowiązków członka Komitetu, a już w każdym razie kierownika Wydziału. Biuletynów tych, odbijanych na powielaczu, starannie broszurowanych i numerowanych, mnożyło się teraz co niemiara: ostatnie wiadomości z krajów socjalistycznych, streszczenie artykułów prasy kapitalistycznej, streszczenie artykułów krajów socjalistycznych, nasłuch radia zagranicznego, nasłuch radia Zjednoczonej Europy, wiadomości z Chin i tak dalej — mnóstwo tego produkowano, całe stosy, ale trzeba było czytać, chcąc kierować polską prasą i nadawać jej właściwy kierunek polityczny. Wszystkie te wiadomości nie zostały rzecz prosta przeznaczone dla masowego czytelnika krajowego, zamąciłyby mu tylko w głowie: jest to wszakże czytelnik korzystający z awansu socjalnego, przyniesionego mu przez ich rewolucję, czytelnik, który w swych pierwszych krokach na nowej drodze musi być pilnie chroniony i karmiony odpowiednim materiałem ideowo-politycznym. Prasa socjalizmu nie może się stać workiem, do którego bez wyboru wpycha się wszystko, co się na świecie zdarza lub mówi — aby jednak we właściwy sposób dokonać selekcji i nadać rzeczom odpowiednie oświetlenie, trzeba samemu znać wszystko. Toteż Borowicz zawsze karmił swój mózg biuletynami aż do niestrawności, przed którą zresztą bronił się, robiąc zwięzłe notatki, sporządzając sobie syntetyczne „bryki", w czym był mistrzem. W ciągu ostatnich tygodni zaniedbał tej czynności i oto teraz, w blasku jałowego, bo przez szybę okienną przepuszczonego słońca piętrzył się przed nim stos półmetrowej chyba wysokości. Jeszcze mu tylko tego brakowało do przepełnienia owej czary goryczy, goryczy wywołanej świadomością uderzająco bogatej kolekcji błędów, zaniedbań i głupstw, jakie porobił w ostatnich miesiącach. A oto właśnie przyszło do płacenia (...)

Kategorie: polityka, _blog, media


Słowa kluczowe: kisiel, kisielewski, widziane z góry, tvn, polityka, gazeta, gomułka, kc pzpr, pzpr


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
23 września 2012 (niedziela), 19:24:24

o. Rydzyk na Media Summit

O. Rydzyk miał się pojawić, ale przyszła w jego zastępstwie pani dyrektor Lidia Kochanowicz

Media katolickie w procesie cyfryzacji

Wystąpienia w ramach konferencji Media Summit '2012

stanowisko o. Tadeusza Rydzyka odczytane przez panią dyrektor Lidię Kochanowicz

Czynniki polityczne i medialne rządzące aktualnie Polską zdają się traktować proces cyfryzacji mediów elektronicznych w sposób nadzwyczaj zachowawczy, jako konieczność wymuszoną przez zmiany technologiczne w rozpowszechnianiu tych mediów oraz jako wynikającą z tej konieczności potrzebę “prostego” przejścia od analogowego rynku mediów elektronicznych do cyfrowego rynku tych mediów.

Czynniki te omijają przy tym świadomie szanse techniczne, prawne, ekonomiczne, cywilizacyjne, kulturowe, społeczne, religijne etc. wiążące się z digitalizacją mediów elektronicznych. Ich celem głównym wydaje się utrzymanie oligopolicznego charakteru analogowego rynku mediów elektronicznych w przestrzeni cyfrowej.

Czynniki te zdają się nie postrzegać procesu cyfryzacji w kategoriach narodowej, cywilizacyjnej szansy rozwojowej, patrząc nań raczej w kategoriach możliwych zagrożeń. Głównymi kryteriami oceny procesu cyfryzacji wydają się polityka i ekonomia. Zupełnie pomijane jest przy tym znaczenie kryterium społecznego. Dlatego w moim wystąpieniu omówię znaczenie społecznego aspektu cyfryzacji mediów elektronicznych oraz antyspołeczne konsekwencje decyzji koncesyjnych Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wobec Telewizji Trwam.

We współczesnym świecie, także w Polsce, dostęp do wiedzy i informacji stanowi podstawowy warunek rozwoju indywidualnego i zbiorowego, czyli człowieka i społeczeństwa.

To sprawia, że powinniśmy z uwagą i powagą oraz głęboką refleksją podejmować problem miejsca i roli mediów w życiu każdego człowieka, społeczeństwa i państwa oraz innych ponadpaństwowych struktur i podmiotów.

Już nawet pobieżna analiza literatury przedmiotu z zakresu kształtującej się wciąż dyscypliny wiedzy zwanej przez niektórych medioznawstwem rodzi duży niedosyt, przede wszystkim natury ilościowej, jak i jakościowej. Ilość tzw. medioznawców i katedr zajmujących się badaniem mediów wydaje się odwrotnie proporcjonalna do ilości poważnych prac naukowych poświęconych np. cyfryzacji mediów elektronicznych czy problematyce mediów w ogóle. Sytuacja w tej mierze stanowi wypadkową nie tylko złej sytuacji polskiej nauki, ale także uzależnienia większości mediów w Polsce m.in. od świata polityki i biznesu (ekonomii). Świadomość wagi, siły i znaczenia mediów we współczesnym świecie mają bowiem przede wszystkim politycy i ekonomiści oraz ludzie mediów.

Dość powiedzieć, że w literaturze polskiej brak jest jak dotychczas choćby jednej monografii omawiającej całościowo proces cyfryzacji mediów elektronicznych. Większość publikacji poświęconych temu problemowi ma charakter ledwie przyczynkarski. Ich jakość najczęściej nie grzeszy najwyższym poziomem naukowym. Tak zwani medioznawcy wolą zamiast naukowych debat na temat różnorodnych aspektów digitalizacji obśmiewać i atakować media katolickie i ich słuchaczy. Łatwiej im być bowiem propagandystą w naukowej todze aniżeli zorientowanym na odkrywanie prawdy badaczem i jej propagatorem.

To oni najczęściej, obok urzędników – reprezentujących regulatorów rynku mediów oraz ludzi związanych z mediami i biznesem medialnym (telekomunikacyjnym, radiodyfuzyjnym) podejmują i przedstawiają społeczeństwu problemy takie jak np. cyfryzacja telewizji naziemnej. I czynią to w sposób determinowany przez fakt ich szczególnego typu powiązań z mediami. Tymczasem chcąc dziś kompetentnie i ze zrozumieniem pojmować media, ich miejsce i rolę w życiu człowieka i społeczeństwa, należy je rozpatrywać i ujmować z wielu punktów widzenia. Przede wszystkim z politycznego, ekonomicznego, kulturowego, technicznego, społecznego, pedagogicznego, religijnego, cywilizacyjnego etc.

Historia mediów w Polsce, głównie mediów elektronicznych, pozwala każdemu uważnemu i uczciwemu badaczowi i świadkowi odkryć, dostrzec i stwierdzić jednocześnie zastanawiającą, zasmucającą i zdumiewającą prawidłowość: media katolickie od zawsze były w państwie polskim dyskryminowane. Nie miały one sprzyjających ze strony państwa warunków rozwoju. Dyskryminacja i walka państwa z Radiem Maryja i Telewizją Trwam jest tylko szczególną, ale bynajmniej nie jedyną egzemplifikacją powyższej tezy.

Próba odpowiedzi na pytanie: Dlaczego tak było w okresie PRL i dlaczego tak jest w okresie III Rzeczypospolitej? – wymagałaby zupełnie osobnego studium. Na użytek dzisiejszych rozważań odpowiedź tę spróbuję zawrzeć w bardzo ogólnym stwierdzeniu mówiącym, że była ona i jest nadal efektem szeroko rozumianej walki o człowieka i o Polskę we współczesnym świecie.

Cyfryzacja telewizji naziemnej nie jest celem samym w sobie, ma bowiem w ostatecznym rachunku służyć człowiekowi i społeczeństwu.

Spośród wszystkich wymienionych wcześniej najważniejszych aspektów cyfryzacji (przypomnę je raz jeszcze: aspekt techniczny, prawny, ekonomiczny, kulturowy, cywilizacyjny, społeczny etc.) właśnie ten ostatni wydaje się zasadniczy i najważniejszy.

Aspekty te powinny stanowić także wiodące kryteria dla regulatorów polskiej przestrzeni medialnej (KRRiT i UKE) podczas wdrażania naziemnej telewizji cyfrowej. Dlatego zdumiewa dotychczasowa pasywność wymienionych regulatorów i reprezentantów wszystkich rodzajów władz państwowych: wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej, w urzeczywistnianiu społecznego celu cyfryzacji. Należy spytać: Czego po cyfryzacji telewizji oczekuje przeciętny widz? Czego oczekuje społeczeństwo polskie? I kolejne pytanie: Czy dotychczasowe decyzje koncesyjne KRRiT wychodzą naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa i społecznym celom cyfryzacji?

Pytania te w tym miejscu pozostawiam bez odpowiedzi. Odpowiedzi na nie widnieją bowiem na milionowych listach adresowanych do KRRiT i reprezentantów wszystkich władz państwowych oraz na różnorodnych transparentach uczestników marszów poparcia dla słusznych dążeń Telewizji Trwam.

Media katolickie są bardzo ważnym elementem polskiego rynku mediów. Są to bowiem media, których sens i cel istnienia sprowadza się do krzewienia litery i ducha Ewangelii za pomocą instrumentów elektronicznych lub słowa drukowanego.

Media te nigdy nie zajmowały znaczącej, w sensie ilościowym, pozycji na krajowym rynku mediów. Po odzyskaniu niepodległości w 1989 roku, poza mediami papierowymi, media katolickie uzyskały stosowne koncesje na rozpowszechnianie swojego przekazu drogą radiową i telewizyjną. Z punktu widzenia dzisiejszych rozważań istotny wydaje się obraz statystycznego odbiorcy mediów katolickich. Wedle mediów tzw. wiodącego nurtu i dominujących w nich celebrytów, odbiorcą mediów katolickich jest człowiek, którego przywódca partii rządzącej naszym katolickim krajem nazwał krótko “moherowym beretem”.

Dominująca na rynku prasowym gazeta statystycznego odbiorcę mediów katolickich określiła jako człowieka w podeszłym wieku, niewykształconego, najczęściej pochodzącego ze wsi i małych miasteczek, niepełnosprawnego, samotnego, nieudacznika życiowego, nieobeznanego z nowoczesną techniką, nieradzącego sobie w życiu, patriotę – ksenofoba, nacjonalistę, antysemitę, człowieka chorego, człowieka głęboko religijnego i kierującego się w życiu chrześcijańskim systemem wartości.

Przypuszczalnie określenia te powstały w wyniku błędnej obserwacji rzeczywistości i są krzywdzące, należy jednak stwierdzić, że w sensie ilościowym liczba aktywnych odbiorców mediów katolickich oscyluje wokół milionów osób, czego potwierdzeniem są zebrane podpisy na listach adresowanych do przewodniczącego KRRiT. Te kilka milionów osób jasno i wprost wyraża swoją wolę: żądamy umieszczenia Telewizji Trwam na multipleksie pierwszym!

Chcąc uchwycić najważniejsze konsekwencje społeczne dotychczasowych decyzji koncesyjnych KRRiT w zakresie naziemnej telewizji cyfrowej, nie można tego uczynić bez odwołania się do dotychczasowych beneficjentów cyfryzacji. Innymi słowy, należy odpowiedzieć sobie na pytanie: Kto skorzystał na procesie cyfryzacji naziemnej telewizji?

Na analogowym rynku mediów elektronicznych z woli państwa uprzywilejowaną pozycję zajmowały media publiczne: TVP i Polskie Radio. Przez ostatnie lata liczni politycy, reprezentanci władz państwowych i władz tych mediów starali się usilnie o to, aby wydatnie pomniejszyć ich udział w rynku medialnym, a co za tym idzie – i w podziale tzw. tortu reklamowego.

W przypadku radia zabiegi te udały się stosunkowo szybko. Jeśli chodzi o telewizję publiczną, proces ten trwa do dziś. Jednak podjęte przez KRRiT decyzje koncesyjne w zakresie przydziału miejsc na uruchamianych trzech pierwszych (z ośmiu możliwych) multipleksach wyraźnie faworyzują nadawców komercyjnych kosztem nadawcy publicznego. Dziwnym trafem KRRiT, przy biernej postawie władz telewizji publicznej, “niejako za darmo” multiplikuje możliwości nadawcze płatnych telewizji komercyjnych, w tym nawet tych, które dotychczas nie posiadały statusu naziemnego nadawcy ogólnopolskiego. Jednocześnie, z przyczyn politycznych, blokuje jedynego nadawcę społecznego i katolickiego – Telewizję Trwam.

W efekcie publiczna, bezpłatna telewizja po zakończeniu wdrażania naziemnej telewizji cyfrowej znajdzie się w dużo trudniejszej sytuacji rynkowej aniżeli na rynku analogowym. To w połączeniu ze świadomym ograniczaniem przez polityków i reprezentantów władz dopływu abonamentowych środków na telewizję publiczną doprowadzi do znaczącej degradacji tego medium na rynku mediów elektronicznych. Powtórzy się więc scenariusz sprzed lat, zrealizowany na rynku radiowym – scenariusz politycznej i administracyjnej detronizacji pierwszorzędnej roli mediów publicznych. Wszystko to prowadzić ma do zahamowania rozwoju telewizji bezpłatnej w ramach oferty naziemnej telewizji cyfrowej.

W tym miejscu przypomnieć należy, że Polska jako jedno z ostatnich państw w Europie wespół z Rumunią i Bułgarią zrealizuje cyfryzację telewizji.

Analizując dotychczasowy proces wdrażania naziemnej telewizji cyfrowej w Polsce, ze zdumieniem odkrywamy, że przyczyną tego tak wstydliwego faktu są przynajmniej trzy czynniki: – po pierwsze, świadoma impotencja i abdykacja państwa; – po drugie, zamierzona i celowa pasywność nadawców publicznych; – po trzecie, rzeczywista kontrola procesu cyfryzacji przez nadawców i operatorów komercyjnych.

Państwo polskie i w tej mierze nie wywiązało się ze swojej – zdawałoby się – naturalnej roli. Nie podjęło w praktyce wsparcia i realizacji żadnej ze społecznych determinant wdrażania naziemnej telewizji cyfrowej. Oddając pole cyfryzacji mediów elektronicznych nadawcom i operatorom komercyjnym w zakresie radiodyfuzji i telekomunikacji, faktycznie stawiało się w roli ich niejawnego, cichego sprzymierzeńca i sojusznika. Czyniło i nadal czyni to kosztem społeczeństwa polskiego – kosztem widza telewizyjnego (odbierającego “płatny” sygnał telewizyjny poprzez satelitę bądź drogą kablową).

Tymczasem w interesie społecznym było i jest wykorzystanie możliwości stwarzanych przez cyfryzację mediów elektronicznych do m.in.:

1. bardzo szybkiej poprawy jakości sygnału telewizyjnego;

2. poprawy efektywności gospodarowania naturalnym dobrem narodowym, jakim jest widmo fal elektromagnetycznych;

3. rzeczywistej pluralizacji nadawców i programów telewizyjnych, a przez to dalszej demokratyzacji państwa;

4. zniwelowania groźby tzw. wykluczenia cyfrowego;

5. zdynamizowania budowy społeczeństwa informacyjnego opartego o wiedzę;

6. upodmiotowienia i uwspólnotowienia społeczności regionalnych;

7. przyśpieszenia rozwoju cywilizacyjnego Polski. Nasuwają się też kolejne wątpliwości i pytania:Skoro m.in. Porozumienie Genewa 2006 umożliwia docelowo uruchomienie w Polsce od 6 do 8 multipleksów, to dlaczego KRRiT postanowiła wespół z UKE uruchomić tylko trzy multipleksy? Dlaczego KRRiT wciąż proponuje Polakom, jak w dobie gospodarki socjalistycznej, “eter i wizję na kartki”? Czyż nie lepiej było zaplanować i zaproponować całościowe zagospodarowanie wszystkich 6-8 multipleksów, ogłosić na nie konkursy i w ten sposób uniknąć sytuacji, z którą mamy obecnie do czynienia?

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji oraz Urząd Komunikacji Elektronicznej, nadzorując i regulując wdrażanie naziemnej telewizji cyfrowej w Polsce, nie unikają powtarzania oczywistych błędów, które popełniali w minionych latach w tzw. pierwszym procesie koncesyjnym w radiofonii i telewizji oraz w tzw. procesie rekoncesyjnym. Raport NIK z 2000 roku w zakresie realizacji koncesji Radia Maryja – jak się okazuje – dla KRRiT i UKE nadal pozostaje nieodrobioną lekcją.

Media coraz częściej donoszą o ujawniających się coraz wyraźniej zagrożeniach we wdrażaniu naziemnej telewizji cyfrowej. Wiążą się one z niedostateczną gotowością dużych grup społeczeństwa polskiego do przejścia z odbioru telewizji analogowej na odbiór telewizji cyfrowej.

Najczęstszą tego przyczyną jest brak dostatecznej wiedzy w społeczeństwie na temat cyfryzacji, ubóstwo materialne wielu ludzi niepozwalające na wymianę (kupno) nowego telewizora, dekodera czy nowej anteny. Państwo polskie nie stworzyło i nie uruchomiło także jak dotychczas skutecznych – a właściwie jakichkolwiek – mechanizmów przeciwdziałających tzw. wykluczeniu cyfrowemu.

Tymczasem doświadczenie rynku mediów elektronicznych w Polsce, doświadczenie związane z tzw. przejściem z nadawania w dolnym zakresie UKF na zakres górny UKF na przełomie lat 1999/2000, doświadczenie, które powodowało m.in. konieczność wymiany przez słuchaczy odbiorników radiowych, uczy, że ów proces zakończył się powodzeniem dzięki jego wsparciu przez media katolickie, przede wszystkim zaś przez Radio Maryja i “Nasz Dziennik”.

Również obecnie aktywna i zaangażowana postawa mediów katolickich byłaby gwarantem szybkiej i pełnej cyfryzacji Polski oraz bardzo ważnym instrumentem przeciwdziałania tzw. wykluczeniu cyfrowemu.

Przechodząc do wniosków wynikających z poruszonych przeze mnie zagadnień, stwierdzić należy, że utrzymanie w mocy decyzji KRRiT w sprawie przydziału miejsc na MUX-1 (i rozdziału miejsc w innych multipleksach) spowoduje m.in. nie tylko zablokowanie dostępu Telewizji Trwam do cyfrowego rynku naziemnej telewizji w Polsce, ale także:

- pogłębi i utrwali brak pluralizmu medialnego w naszym kraju, – spowoduje odtworzenie oligopolicznego, analogowego rynku mediów elektronicznych w przestrzeni cyfrowej, – doprowadzi do zupełnej marginalizacji telewizji publicznej, – ograniczy ofertę bezpłatnej naziemnej telewizji w Polsce, – doprowadzi do wykluczenia cyfrowego dużej części społeczeństwa polskiego, – spowoduje znaczne opóźnienie procesu cyfryzacji w Polsce, – ograniczy demokratyczny ład w naszym kraju,

- wpłynie na zahamowanie rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Utrzymanie dotychczasowego stanowiska KRRiT w sprawie koncesji cyfrowej dla Telewizji Trwam pociąga za sobą przede wszystkim groźbę tzw. wykluczenia cyfrowego milionowych rzesz społeczeństwa polskiego.

To wykluczenie cyfrowe będzie jednocześnie wykluczeniem społecznym znacznej grupy obecnych słuchaczy Radia Maryja i Telewizji Trwam.

Kiedy do tego dodamy wykluczenie cyfrowe milionów Polaków powstałe z przyczyn ekonomicznych – osób, których nie stać na nowy odbiornik telewizyjny lub dekoder albo nową antenę telewizyjną, oraz osób niepełnosprawnych, a także niebędących w stanie samodzielnie uruchomić odbioru telewizji cyfrowej – to wtedy dopiero dostrzeżemy pełnię negatywnych skutków decyzji KRRiT w sprawie nieprzyznania miejsca Telewizji Trwam na multipleksie pierwszym.

Skutkiem wykluczenia cyfrowego Telewizji Trwam będzie opóźnienie i osłabienie tempa rozwoju społeczeństwa informacyjnego w naszym kraju, a co za tym idzie – skazanie Polski na zacofanie cywilizacyjne i pogłębienie dystansu cywilizacyjnego w stosunku do innych krajów świata, Europy i regionu. Dziękuję Państwu za uwagę.


Kategorie: obserwator, media, _blog


Słowa kluczowe: tv trwam, media summit, o. rydzyk


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
21 kwietnia 2012 (sobota), 16:34:34

Koszt TV Trwam na multupleksie

Kolega przed chwilą napisał mi, że koncesja na nadawanie naziemne miała kosztować TV Trwam 1mln rocznie, do tego coś koło 7mln rocznie dla Emitela za udział w kosztach multipleksa - razem 8mln.

Czy rzeczywiście TV Trwam nie stać na taki biznes? 8mln rocznie zamienione na wpłaty po 10zL to tylko 80 tys. przekazów miesięcznie. Czy wśród widzów tej telewizji nie znajdzie się 80 tys. wiernych płacących? Spokojnie!

I jeszcze ciekawostki - skoro koncesja jest za 1mln rocznie, to chyba nie jest ona "społeczna" i w TV Trwam będą mogły zaistnieć jakieś (tfu) reklamy.

I druga ciekawostka - średnio na gospodarstwo domowe w Polsce opłata za "bezpłatne" telewizje wynosi 120zl miesięcznie. Właśnie tyle płaci się poprzez takie a nie inne decyzje zakupowe wymuszone pod wpływem reklam w bezpłatnych TV. Pranie mózgu? Tak - tu widać o jaką kasę chodzi. (dla dociekliwych: to 120zł bierze się z szacowania wielkości rynku reklam TV w Polsce, czyli gdzieś 1,2mld miesięcznie a to dzielę przez 10mln gospodarstw z telewizorami).


Kategorie: polityka, media, _blog


Słowa kluczowe: tv trwam, Lux Veritas, o. Rydzyk, KRRiT


Komentarze: (2)

adam@kormoran, May 6, 2012 22:05 Skomentuj komentarz


> i w TV Trwam będą mogły zaistnieć jakieś (tfu) reklamy

Nie popadajmy w defetyzm. Zareklamuje sie jeden z drugim to pośle im się kontrolę ze skarbówki i obsztorcuje w gazecie.

anonim, May 6, 2012 23:43 Skomentuj komentarz


Sprawdziłem - koncesja dla FLV na Trwam nie jest społeczna, więc nie ma żadnych ograniczeń, mogą robić co chcą z punktu widzenia KRRiT. Ale skarbówka to zupełnie inny temat. Przypuszczam jednak, że jako fundacja prowadzą telewizje jako działalność na stracie a nie jako działalność statutowa. A więc mogą pewnie mieć przychód z działalności..... choć kto ich tam wie...... Imperium ojca R. jest dziwne, choć ITI jest jeszcze bardziej dziwny (patrz: ich obecność na giełdzie, oraz zamieszanie z wyprzedażą po kawałku).


W.
Skomentuj notkę
15 kwietnia 2011 (piątek), 13:22:22

Pożyteczni idioci czy agenci? Nie wiem.

Wchodzę na portal gazety przez kilka godzin, jako pierwszą i najważniejszą wiadomość widzę:

"Rok byliśmy szantażowani żałobą. Nadszedł czas przypominania prawdy o L. Kaczyńskim"

gazeta.pl, 2011-04-14 12:39

Zdaniem politologa prof. Radosława Markowskiego po rocznicy katastrofy smoleńskiej czas zacząć przypominanie faktów dotyczących prezydentury Lecha Kaczyńskiego. - Przez rok byliśmy szantażowani żałobą. Nie było taktowne wypowiadać się o zmarłym w sposób negatywny czy choćby obiektywnie pokazujący jego wszystkie zalety i wady - mówił w TOK FM. Według prof. Markowskiego lista wad tej prezydentury jest długa, a ważne miejsce zajmuje na niej zaangażowanie w Gruzji.

(...)

A lista wad nie jest krótka. Wysokie miejsce zajmuje na niej zaangażowanie Lecha Kaczyńskiego w sprawy Gruzji. - Cały program można poświęcić temu, kim jest Micheil Saakaszwlii i jak wojna z Rosją się zaczęła. Dziś Gruzja oceniana jest jako państwo półdemokratyczne i takie bezkrytyczne mówienie, że prezydent Kaczyński jechał do Gruzji, żeby ratować coś wyjątkowego, jest po prostu nieprawdziwe - stwierdził prof. Markowski.

Czytam i zastanawiam się kim jest profesor Radosław Markowskie? Co mam myśleć o TOK-FM i Gazecie, a może o całym koncernie Agora, który robi coś takiego w swoim radio a potem wrzuca to jako news na pierwszą stronę portalu, gdzie wisi to pół dnia?

Moim zdaniem merytorycznie nie ma znaczenia kim jest Saakaszwilii, czy w Gruzji jest 100% demokracji czy tylko 47% ale Gruzja była atakowana przez (zapewni w 100% demokratyczną) Rosję, która w swej polityce nie ukrywa, że jej strefy wpływów obejmują państwa powstałe w wyniku rozpadu ZSRR a może i nawet całego bloku wschodniego. Co więcej - wojskowi rosyjscy nie ukrywali, że celem ich działań wojskowych jest zmiana rządu w Gruzji i odsunięcie od władzy Saakaszwilego.

Ale co miały zrobić władze Polski gdy Rosja, po podporządkowaniu sobie Ukrainy (w pełnych, demokratycznych wyborach został wybrany prorosyjski Janukowicz) bierze się za Gruzje? Pewnie nic nie robić, a potem tak samo patrzeć ja Rosja weźmie się na za Pribaltikę aby potem rozwiązać problem Polski. Uważam więc, że Kaczyński ratował w Gruzji coś wyjątkowego - jej niepodległość. Zrobił to dobrze, a skoro potrafił na pokład swojego Tu-154 wpakować prezydenta Ukrainy, Litwy i Estonii praz premiera Łotwy to jeszcze okazało się, że efektownie i pięknie. A ponieważ chodziło o wojnę, to nawet w innym kontekście należy patrzeć na kwestię lądowania na lotnisku, będącym w strefie działań wojennych - wszak na wojnie bezpieczeństwo osobiste nie jest kwestią najważniejszą, ale to już zupełnie inny temat.

Nie wiem czy profesor Markowski to tylko pożyteczni idiota czy też płatny agent Rosji ale na pewno działania koncernu medialnego Agora mogę śmiało określić jako antypolskie skoro ten koncern takie akcje organizuje.

Wiem, wiem, wiem ... przyłączam się do chóru rydzyków, którzy od dawna to głoszą na antenie swojego radia. Ale czy można te fakty widzieć inaczej? Ja nie potrafię.


Kategorie: media, polityka, _blog


Słowa kluczowe: gazeta wyborcza, gruzja, lech kaczyński, rosja


Komentarze: (4)

Jarek, April 29, 2011 23:53 Skomentuj komentarz


Wojtek!
Nareszcie sobie wpisałem stronę w google i zacząłem czytać. Na początek to tak mi się wydaje, że każdy może sobie dzisiaj mówić co chce i wieszać na stronach co chce byle to nie było niezgodne z prawem. Profesor Markowski to dosyć ciekawy facet z dosyć bogatym dorobkiem - wklejam Ci to co uzyskałem po de facto jednym kliknięciu, czyli jak widać u dołu nieźle. Raczej z głową u niego wszystko w porządku a co do poglądów to z Gruzją zgodzić się nie można. Mam taką opinię że na dzisiaj nie powinno się oceniać prezydenta Lecha Kaczyńskiego, bo zbyt wiele jest jeszcze emocji a i brak dziś możliwości oceny wielu Jego posunięć i nie prędko będzie można to zrobić. Natomiast cząstkowe oceny mogą być albo zbyt krytyczne albo obarczone chęcią gloryfikacji postaci. Może tak za 5 - 10 lat. Na stronę dalej będę zaglądał.
Jarek

Dr hab. Radosław Markowski, prof. SWPS

Tytuł/stopień naukowy, imię i nazwisko:
dr hab. Radosław Markowski, prof. SWPS

Funkcje pełnione w SWPS: członek Senatu, pracownik etatowy
Funkcja poza SWPS: członek International Political Science Association; członek European Consortium for Political Research; Członek redakcji czasopism: European Journal of Political Research, Perspectives on European Politics and Society, Central European Political Science Review.
Specjalność naukowa: porównawcze nauki polityczne, socjologia polityki
Kariera: doktorat: 1990 r. Uniwersytet Warszawski
Najważniejsze publikacje:
Książki:

System partyjny i zachowania wyborcze: dekada polskich doświadczeń.
Transformative Paths in Central and Eastern Europe.
Post-Communist Party Systems: Competition, Representation and Inter-party Cooperation.
Wybory Parlamentarne 1997: system partyjny - postawy polityczne - zachowania wyborcze
Wybrane artykuły i rozdziały opublikowane w 2002 roku

Political Institutions and Electoral Behavior in Central and Eastern Europe, in: D. Fuchs, E. Roller, B. Wessels (eds), Citizen and Democracy in the East and the West: Studies in Political Culture and Political Process. Wiesbaden: Westdeutscher Verlag 2002
"The Polish SLD in the 1990s: From Opposition to Incumbents and Back", in: A.Bozoki & J. Ishiyama, Communist Successor Parties in Central and Eastern Europe: Reform or Transmutation? Armonk, N.Y.: M.E. Sharpe, 2002
Political Science - Poland, in: M. Kaase, V. Sparschuh, A. Wenninger (eds), Three Social Science Disciplines in Central and Eastern Europe. Handbook on Economics, Political Science and Sociology (1989-2001). Berlin - Budapest: Social Science Information Center and Collegium Budapest, 2002 (współautor)
"Party System Institutionalization in New Democracies: Poland -- A Trend-Setter with no Followers", in: P.G. Lewis (ed.) Party Development and Democratic Change in Post-Communist Europe: The First Decade, London: Frank Cass, 2001
Political Science in Poland, in: H.D. Klingemann, E. Kulesza and A. Legutke (eds.) Political Science in Central and Eastern Europe: The State of the Discipline in the Enlargement Countries of the European Union Ten Years After the Revolution. Berlin: Sigma, 2002 (współautor)
Współzawodnictwo w polskim systemie partyjnym w wyborach 2001 roku, Studia Polityczne nr 13, 2002
System partyjny po wyborach 2001 roku: ciagłość czy zmiana, Studia Polityczne nr 13, 2002 (współautor).(redaktor) Warszawa: Wydawnictwo ISP PAN & Ebert Stiftung, 1999 Cambridge: Cambridge University Press, 1999 (współautor) Warszawa: ISP PAN and Ebert Stiftung, 2001 (współredaktor z E. Wnuk-Lipińskim) Warszawa: Wydawnictwa ISP PAN & Ebert Stiftung, 2002 (redaktor)

anonim, January 18, 2012 11:38 Skomentuj komentarz


Euronews: Moskwa mówi, że obecność Kaczyńskiego była czynnikiem wpływającym na fatalny wypadek. 12.01.2011

"Pilot bał się złości prezydenta Kaczyńskiego w razie lądowania" - Reuters

"Polska obwiniona o katastrofę w Smoleńsku" - BBC

"Podpity szef sił powietrznych spowodował katastrofę" - die Welt

„Piloci świadomie lądowali przy fatalnej pogodzie" - Michał Majewski i Paweł Reszka 01.06.2010

anonim, January 18, 2012 17:49 Skomentuj komentarz


Tzw. Kłamstwa Smoleńskie - czyli lista nieprawdziwych medialnych wrzutek z wielkiej kampanii dezinformacyjnej której celem jest zmęczenie społeczeństwa... oczywiście z wiadomą puentą...

„On mnie zabije”, słowa jakie miał wypowiedzieć kapitan odnosząc się do „presji” prezydenta. Kłamstwo. W tym fragmencie stenogramu są zupełnie inne słowa.

„Patrzcie jak debeściaki lądują”. Kłamstwo. Plotka kolportowana przez zasłużone media, sprawa umarła jak wiele innych.

Piloci Tu154 cztery razy próbowali lądować, mimo ostrzeżeń z wieży i odsyłania na zapasowe lotnisko. Kłamstwo. Samolot nie lądował!!! wykonał jedno podejście do 100 metrów ZA ZGODĄ WIEŻY. Po czym padła komenda odchodzimy, potwierdzona przez drugiego pilota.

Samolot rozbił się z powodu błędu pilota, który próbował odchodzić ze 100 metrów w autopilocie mimo, że lotnisko nie miało ILS. Kłamstwo, powtarzane odkąd oczywiste się stało, że Tu154 odchodził, a nie próbował lądować. Jednak komisja Millera ustaliła iż można odejść w autopilocie po naciśnięciu przycisku "uchod" znad lotniska niewyposażonego w system precyzyjnego lądowania ILS. Manewr taki z powodzeniem wykonali na wojskowym lotnisku w Powidzu piloci bliźniaczej maszyny o numerze burtowym 102.

Generał Błasik był w kokpicie - jego ciało widział naoczny świadek Nikołaj Łosiew, emerytowany pułkownik, rosyjski pilot wojskowy, który zajrzał do kokpitu zaraz po katastrofie i od razu zauważył 5 dodatkowe ciało, które według jego eksperckiej wiedzy nie powinno się znaleźć w kokpicie TU154. Proszę bardzo - jest naoczny, wiarygodny świadek, miał obok działkę, jest wysokim radzieckim, potem rosyjskim oficerem wojskowym i pilotem... - co mówią komisje, media o jego relacji? Nic. http://i.imgur.com/9y8PV.jpg

http://www.fakt.pl/General-zginal-w-kokpicie-razem-z-pilotami-,artykuly,72869,1.html artykuły na onecie i w fakcie okraszone zdjęciem ogona samolotu, który w oczach laika wygląda jak kokpit... Po co to robią? Kokpit był w kawałkach, pilotów identyfikowano po DNA, taka była miazga... a naoczny świadek mówi... wszystkie media relacjonują jego wersje... WTF? Po co poważne gazety o nim piszą skoro to muszą być fantazje? 1 relacja VS setki dowodów świadczących przeciwko niej...

Generał Błasik pilotował samolot na fotelu drugiego pilota. Kłamstwo. Kłamstwo zakładające pełen obłęd odbiorców kłamstwa.

"Pijany" generał Błasik naciskał pilotów. Kłamstwo. Nie ma żadnych dowodów na jakikolwiek wpływ dowódcy Sił Powietrznych na pilotów, rzekome stenogramy nie zawierają żadnych dialogów wskazujących na naciski (nie zawierają żadnych wypowiedzi Błasika).

Kopacz oświadczyła iż wrak został zabezpieczony o teren przekopano do głębokości pół metra. Właściwie to nie ma czego komentować. Po tych słowach na tym terenie znajdowano dziesiątki szczątków ludzkich, części samolotu, a także urządzeń z wyświetlaczami z kokpitu! Po lawinie komentarzy teren zamknięto przed "szukającymi pamiątek" następnie zalano wszystko żelbetonem, aby nie dało się już nic znaleźć.

Pijany generał Błasik zmusił pilotów do lądowania swoją obecnością w kokpicie Słowa przypisywane Błasikowi okazały się słowami drugiego pilota. Nie ma żadnych dowodów na to, że generał Błasik był w kokpicie, równie dobrze mógł być ktokolwiek - Szmajdziński czy Karpiniuk. Ciało generała Błasika znaleziono w strefie 1 (oznaczająca początek samolotu czyli m.in. przedział prezydencki i kokpit), ale jego rzeczy osobiste były w innych strefach. Według Rosjan sekcja zwłok generała Błasika nie wykazała, aby był przypięty pasami, z tego wnioskowali, że stał w kokpicie, nie odzywał się i naciskał robiąc miny do pilotów?

Według Rosjan był też pijany, jednak sekcji dokonano po takim czasie gdy ciało zaczyna się rozkładać, akurat podawana wartość promili odpowiada ilości alkoholu endogennego, który naturalnie wytwarzany jest przez ludzkie ciało. Polskie ustalenia również nie potwierdziły alkoholu we krwi generała Błasika. Nikt nie przeprosił żony generała Błasika za niemal 2 lata obwiniania jego męża, na całym świecie - lawinę bezlitosnych komentarzy żartów wywołane przez tytuły gazet dla przykładu: "Podpity szef sił powietrznych spowodował katastrofę" - die Welt.

Wrak samolotu Tu154 został dobrze zabezpieczony Kłamstwo. Przez długie miesiące części leżało pod gołym niebem. http://www.youtube.com/watch?v=fXPV7UxrCME&feature=player_embedded Polscy dziennikarze dostali się na teren przechowywania szczątków samolotu. Pokazano zdjęcia szczątków, był skandal. Po wielu zabiegach dyplomatycznych przykryto poszczególne części wraku materiałem. Tak wygląda sukces:

E0LAq



Nie ma nagrań z wieży kontrolnej Siewiernego gdyż nie było tam sprzętu nagrywającego. Po kilku miesiącach rosyjska wersja zaczęła ewoluować: okazało się, że sprzęt nagrywający był ale była awaria kabli dlatego nic się nie nagrało, następnie: nagranie jednak jest ale zbyt słabej jakości aby mogło być jakikolwiek dowodem, następnie okazuje się, że jest nagranie, które było analizowanie ale niestety nie mogą go wydać gdyż go nie mają... zgubiło się... Obecnie okazało się, że od Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego przejęła je rosyjska prokuratura i nagranie się znalazło, a Polacy je dostaną... wystarczyło być cierpliwym, 2 lata dla tak skomplikowanych śledztw to nie jest przecież dużo czasu...

http://wiadomosci.wp.pl/title,Tych-nagran-mialo-w-ogole-nie-byc,wid,14175714,wiadomosc.html?ticaid=1dc2b&_ticrsn=3

Chorąży BOR usłyszał i kamera zarejestrowała ,,awanturę" gen. Błasika i kpt. Protasiuka na krótko przed wylotem z Okęcia. Kłamstwo powtarzane odkąd teoria nacisków w trakcie lotu upadła. Nie znalazł się tajemniczy chorąży ani zapis z kamery przemysłowej rejestrujący ten moment. Kilkudziesięciu świadków zaprzeczyło tym rewelacjom.

"Brednie. Nie mogło dojść do żadnego wyścigu" to oświadczenie rzecznika rządu Pawła Graś "to absurdalne zarzuty aby samochody Jarosława Kaczyńskiego spowalniano w trakcie dojazdu do Smoleńska" (po katastrofie) Niedawno Donald Tusk podzielił się swoją relacją: "Byliśmy świadomi, że Rosjanie robią wszystko, żeby ta oficjalna delegacja z moim udziałem była pierwsza. Nawet jadący ze mną minister Graś zwracał uwagę obsłudze, kierowcy, rosyjskiemu oficerowi ochrony, który siedział w naszym samochodzie, żeby zwolnili, żebyśmy razem dojechali z tą grupą Jarosława Kaczyńskiego. Ale Rosjanie nie reagowali"

Podstawa prawna przy badaniu przyczyn katastrofy została podjęta wspólnie, przez stronę rosyjską i polską. Kłamstwo. Donald Tusk przyznał, że nie ma żadnego polskiego podpisu pod takim porozumieniem.

Ujawnione stenogramy MAK z czarnych skrzynek, były wynikiem prac najwyższej klasy ekspertów, więcej zrobić nie można. Kłamstwo. Luki w stenogramach i ewidentne przekłamania w słowach i CAŁYCH ZDANIACH (nie było "odchodzimy" przy 100 metrach i np. "Kurzy się, jeszcze jedna mila od" zamiast "wkurzy się, jeśli nie wylądujemy" itd), zostały zweryfikowane przez polskich ekspertów, część zaprezentowano na konferencji Millera.

Na pilotów Tu154M "naciskał" Główny Pasażer, a na kontrolerów lotniska Smoleńsk Północny - nikt. Kłamstwo. Już o godz.7.40 Kierownik Lotów ,,uzgadnia z Moskwą" prognozę pogody. Od godz. 6.00 do godz.8.50 na wieży przebywał płk Krasnokutski, którego zadaniem była koordynacja i kontrola, chociaż jego status jest nieznany. Meldunki składane do Moskwy, generałowi W. Iwanowiczowi o ,,zadaniu postawionym Kierownikowi Lotów".

Tzw. Incydent gruziński sugestywnie opisywany w mediach jako wtargnięcie w trakcie lotu Lecha Kaczyńskiego do kabiny pilotów i zmuszanie ich do lądowania... Kłamstwo. Kaczyński w trakcie lotu nawet przez moment nie rozmawiał z pilotami, a tym bardziej nie wchodził do kokpitu. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości wielu świadków potwierdziło tą wersje m.in. prezydent Litwy Valdas Adamkus. Ewentualne rozmowy na temat zmian planu lotu mogły odbywać się tylko przed lotem.

Nawet małpa na wieży kontroli lotów nie miałaby wpływu na podejście i katastrofę Tu154M 101. Kłamstwo. Kontroler radarowy, kierownik strefy lądowania mjr Wiktor Ryżenko odczytywał ze wskaźników radaru systemu lądowania RSP-6M2 azymut i odległość samolotu podał te słynne ,,na ścieżce, na kursie" nie wymagając, WBREW PROCEDURZE, kwitowania wysokości przez załogę tupolewa. Zrzuty z ekranów tego radaru to najpilniej strzeżona tajemnica.

Prezydent Kaczyński opóźnił wylot z Warszawy, planowany na 7.00. Kłamstwo. Jak zeznał w prokuraturze wojskowy kontroler lot odbył się w reżimie 30 minut ważności planu lotów.

Gdyby prezydent przyleciał wcześniej nie byłoby katastrofy. Kłamstwo. Prognoza pogody dla lotniska Smoleńsk Północny z godz.7.43 : ostrzeżenie sztormowe nr 3 spodziewane silne zamglenie, widzialność we mgle 600-1000m,zachmurzenie warstwowe na 50-100m.

Lotnisko było w pełni przygotowane i zabezpieczone na przylot Prezydenta. Kłamstwo. Była pełna prowizorka i same utrudnienia, Rosjanie nie godzili się, aby borowcy na „lotnisku” mieli broń. IŁ-86 ze sprzętem obsługującym wizytę nie wylądował.

Kaczyński wsadził tych wszystkich ludzi do samolotu prezydenckiego. Kłamstwo. To nie był samolot prezydencki. Został tak nazwany przez media jednak niewątpliwie był w dyspozycji rządu. Feralny lot organizowała kancelaria premiera. Nie tylko Kaczyński miał udział w kompletowaniu listy pasażerów gdyż m.in. ówczesny marszałek sejmu Bronisław Komorowski zabiegał o miejsca dla posłów w tym samolocie, skutecznie:

komomomomo821



Przed wylotem załoga otrzymała dokładne prognozy pogody dla lotniska Smoleńsk Północny. Kłamstwo. Załoga nie dostała prognozy dla lotniska Smoleńsk Północny mimo, że Rosjanie zobligowani byli umową z 1993 roku między resortami obrony.

Dowódca załogi kpt. Protasiuk nie znał rosyjskiego, podobnie reszta załogi. Kłamstwo. Protasiuk znał doskonale język rosyjski. Protasiuk wykonał 30 lotów do Rosji i na Ukrainę, mjr Grzywna 13 takich lotów.

Dowódca statku kpt. Protasiuk i drugi pilot mjr Grzywna mieli małe doświadczenie. Kłamstwo. Nalot ogólny kpt Protasiuka - 3531 godzin, mjr Grzywny - 1901godzin.

Rosjanie zarzucają załodze ,,brak zgrania" i ,,złą technologię pracy". Kłamstwo.

Protasiuk - Grzywna - Michalak odbyli 21 lotów, Protasiuk z Grzywną - 27 lotów, Protasiuk i Michalak - 8. W TYM SAMYM SKŁADZIE polecieli na Haiti, wracali z uszkodzonym autopilotem 14 - godzinnym lotem z trzema międzylądowaniami. Ten lot został uznany przez dowództwo i pilotów za majstersztyk i najwyższą klasę pilotażu.

JAK przyleciał wcześniej i spokojnie wylądował. Kłamstwo. Piloci lądowali poniżej dopuszczanych norm pogodowych. Polska, nie rosyjska prokuratura „zajęła” się pilotami Jaka.

Na smoleńskim lotnisku nie próbował lądować żaden Ił-86, Pospieszalski z moherami mieli zwidy. Kłamstwo. Po dwóch nieudanych podejściach (3 m nad ziemią) odleciał do Moskwy. Właśnie po tej, niemal tragicznej, próbie lądowania, lotnisko powinno zostać zamknięte.

Wieża STANOWCZO odradzała lądowanie i odsyłała na zapasowe lotniska. Kłamstwo. Wieża najpierw chciała zamknąć lotnisko, a po konsultacji z rosyjską centralą pozwoliła na próbne podejście.

MAK (Międzynarodowy Komitet Lotniczy) jako ,,państwowa komisja" Federacji Rosyjskiej, a jej ,,raport" jest wiążący. Kłamstwo. Prezydent Federacji Rosyjskiej powołał 10.04.2010r. Komisję Państwową z premierem Władimirem Putinem na czele i to jej raport będzie oficjalnym dokumentem w sprawie katastrofy Tu154M 101.

Krajowi eksperci telewizyjni twierdzą, niemal zgodnie, że nie było podstaw do zamknięcia lotniska Smoleńsk Północny. Kłamstwo. Brak warunków do lądowania samolotu kategorii D (Tu154) i warunki atmosferyczne poniżej minimum lotniska, według Faderalnyje Awiacjonnyje Prawiła Polietow w Wozdusznom Prostranstwie Ruskoj Federacji oraz zgodnie z rozporządzeniem Ministra Transportu nr 108 z 2008r powinny skutkować zamknięciem lotniska.

Sonda na stronie Gazety Wyborczej - 12.01.2011

498336735

http://img208.imageshack.us/img208/152/498336735.png

Kilka przykładów gorących leadów, tytułów głośnych artykułów prasowych

"0,6 promila we krwi dowódcy" - tytuł tekstu GW z dnia 13.01.2011

"Polska obwiniona o katastrofę w Smoleńsku" - BBC

Euronews: Moskwa mówi, że obecność Kaczyńskiego była czynnikiem wpływającym na fatalny wypadek.

"Pilot bał się złości prezydenta Kaczyńskiego w razie lądowania" - Reuters

"Podpity szef sił powietrznych spowodował katastrofę" - die Welt

„Piloci świadomie lądowali przy fatalnej pogodzie" - Michał Majewski i Paweł Reszka 01.06.2010

http://www.rp.pl/artykul/488344.html

Kłamstwa ws. 10.04 część 5 youtube.com/watch?v=7NBdGZ… #BoleslawWalesa #PiotrMarciniak

"Nie wylądujemy to zabije" TVN24-ego, wrzutkę PTT o "debeściakach"? Obie całkowicie kłamliwe.

"Jak nie wyląduję, to mnie zabiją". "Mocne słowa na pokładzie prezydenckiego tupolewa" wpolityce.pl/artykuly/21647… via @wpolityce_pl



Czy pilot powiedział: "Patrzcie, jak lądują debeściaki"?

Łukasz Słapek

http://www.polskatimes.pl/artykul/282768,czy-pilot-powiedzial-patrzcie-jak-laduja-debesciaki,id,t.html

Co ujawniły pierwsze stenogramy z Tu-154

8.11:01 Drugi pilot major Robert Grzywna:

Nie no, ziemię widać... Coś tam widać... Może nie będzie tragedii.

8.25:05 Artur Wosztyl, Pilot jaka-40:

No, nam się udało tak w ostatniej chwili wylądować. No, natomiast powiem szczerze, że możecie spróbować, jak najbardziej. Dwa APM-y są, bramkę zrobili, także możecie spróbować, ale... Jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy albo gdzieś.

8.26:19 Kapitan Arkadiusz Protasiuk:

W tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść.

8.26:43 dyrektor Mariusz Kazana: No to mamy problem...

8.30:32,7 dyrektor Mariusz Kazana: Na razie nie mam decyzji prezydenta, co dalej robić.

8.32:55,8 kapitan: Podchodzimy do lądowania. W przypadku nieudanego podejścia odchodzimy w automacie.

8.39:02,2 nawigator, kabina: Sterowanie przednim podwoziem mamy włączone. Mechanizacja skrzydeł...

8.39:07,5 gen. Błasik: Mechanizacja skrzydła przeznaczona jest do... (niezr.).

8.40:42,6 nawigator: 100 metrów.

8.40:42,6 ostrzeżenie systemu: PULL UP, PULL UP.

8.40:50,5 drugi pilot: Odchodzimy.

8.41:05,4 KONIEC ZAPISU

Źródła:

http://pokazywarka.pl/wrzutki/

https://twitter.com/#!/Samueljrp

http://niepoprawni.pl/blog/287/triumf-dezinformacji

http://kontrowersje.net/tresc/lista_klamstw_smolenskich (blog krytyka IV RP)

http://sem.jogger.pl/2010/05/31/oficjalna-wersja-katastrofy-w-smolensku-trudne-pytania-meaco/

http://religiapokoju.blox.pl/2011/04/Smolensk-rok-pozniej.html

http://sem.jogger.pl/2010/04/26/kaczynski-kazal-pilotom-ladowac-tibilisi-incydent-w-gruzji/

http://www.wprost.pl/ar/202102/Gras-Kaczynski-klamie-Brudzinski-bredzi/

http://www.rp.pl/artykul/204822.html Tusk: ten samolot jest mój

http://zygmuntbialas.salon24.pl/263607,dez-informacje-o-katastrofie-w-smolensku

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110415&typ=po&id=po02.txt

Czegoś zabrakło? To dodaj komentarz.

anonim, January 18, 2012 17:52 Skomentuj komentarz


Kłamstwa Smoleńskie - lista nieprawdziwych medialnych informacji, wrzutek na temat katastrofy Smoleńskiej.

Zebranie w jednym miejscu robią wrażenie przemyślanej celowej kampanii dezinformacyjnej.

Efekt? Zmęczenie społeczeństwa Smoleńskiem i wyrobienie wiadomej opinii... http://www.youtube.com/watch?v=qoMP8FZNFrU

Źródła poniższych informacji na dole strony.


Piloci Tu154 cztery razy próbowali lądować, mimo ostrzeżeń z wieży i odsyłania na zapasowe lotnisko. Kłamstwo. Dzisiaj wiemy na pewno, że samolot nie próbował lądować. Wykonał tylko jedno podejście do 100 metrów ZA ZGODĄ WIEŻY. Po czym padła komenda odchodzimy, potwierdzona przez drugiego pilota.

Samolot rozbił się z powodu błędu pilota, który próbował odchodzić ze 100 metrów w autopilocie mimo, że lotnisko nie miało ILS. Kłamstwo, powtarzane odkąd oczywiste się stało, że Tu154 odchodził, a nie próbował lądować. Jednak komisja Millera ustaliła iż można odejść w autopilocie po naciśnięciu przycisku "uchod" znad lotniska niewyposażonego w system precyzyjnego lądowania ILS. Manewr taki z powodzeniem wykonali na wojskowym lotnisku w Powidzu piloci bliźniaczej maszyny o numerze burtowym 102. Informacje 16 kwietnia 2011 oficjalnie ogłosiły różne media np. RP.pl

Chorąży BOR usłyszał i kamera zarejestrowała ,,awanturę" gen. Błasika i kpt. Protasiuka na krótko przed wylotem z Okęcia. Kłamstwo powtarzane odkąd teoria nacisków w trakcie lotu upadła. Nie znalazł się tajemniczy chorąży ani zapis z kamery przemysłowej rejestrujący ten moment. Kilkudziesięciu świadków zaprzeczyło tym rewelacjom. Dlatego sprawa w mediach całkowicie ucichła.

„On mnie zabije”, słowa jakie miał wypowiedzieć kapitan odnosząc się do „presji” prezydenta. Kłamstwo. W tym fragmencie stenogramu są zupełnie inne słowa.

„Patrzcie jak debeściaki lądują”. Kłamstwo. Plotka kolportowana przez zasłużone media, sprawa umarła jak wiele innych.

„Jeśli tu nie wylądujemy, to on się będzie mnie czepiał” Kłamstwo. W tym fragmencie stenogramu są zupełnie inne słowa.

Na pilotów Tu154M "naciskał" Główny Pasażer, a na kontrolerów lotniska Smoleńsk Północny - nikt. Kłamstwo. Już o godz.7.40 Kierownik Lotów ,,uzgadnia z Moskwą" prognozę pogody. Od godz. 6.00 do godz.8.50 na wieży przebywał płk Krasnokutski, którego zadaniem była koordynacja i kontrola, chociaż jego status jest nieznany. Meldunki składane do Moskwy, generałowi W. Iwanowiczowi o ,,zadaniu postawionym Kierownikowi Lotów".

Ujawnione stenogramy MAK z czarnych skrzynek, były wynikiem prac najwyższej klasy ekspertów, więcej zrobić nie można. Kłamstwo. Luki w stenogramach i ewidentne przekłamania w słowach i CAŁYCH ZDANIACH (nie było "odchodzimy" przy 100 metrach i np. "Kurzy się, jeszcze jedna mila od" zamiast "wkurzy się, jeśli nie wylądujemy" itd), zostały zweryfikowane przez polskich ekspertów, część zaprezentowano na konferencji Millera.

"Pijany" generał Błasik naciskał pilotów. Kłamstwo. Nie ma żadnych dowodów na jakikolwiek wpływ dowódcy Sił Powietrznych na pilotów.

Generał Błasik pilotował samolot na fotelu drugiego pilota. Kłamstwo. Nie ma żadnych dowodów, jest to kłamstwo zakładające chyba pełen obłęd odbiorców kłamstwa.


" Nie mogło dojść do żadnego wyścigu. Brednie." to oświadczenie rzecznika rządu Pawła Graś "to absurdalne zarzuty aby samochody Jarosława Kaczyńskiego spowalniano w trakcie dojazdu do Smoleńska" (po katastrofie) Niedawno Donald Tusk podzielił się swoją relacją: "Byliśmy świadomi, że Rosjanie robią wszystko, żeby ta oficjalna delegacja z moim udziałem była pierwsza. Nawet jadący ze mną minister Graś zwracał uwagę obsłudze, kierowcy, rosyjskiemu oficerowi ochrony, który siedział w naszym samochodzie, żeby zwolnili, żebyśmy razem dojechali z tą grupą Jarosława Kaczyńskiego. Ale Rosjanie nie reagowali"

Prezydent Kaczyński opóźnił wylot z Warszawy, planowany na 7.00. Kłamstwo. Jak zeznał w prokuraturze wojskowy kontroler lot odbył się w reżimie 30 minut ważności planu lotów. Samolot odleciał zgodnie z planem bez opóźnień, godzina odlotu była elastyczna w zadanym marginesie.

Gdyby prezydent przyleciał wcześniej nie byłoby katastrofy. Kłamstwo. Prognoza pogody dla lotniska Smoleńsk Północny z godz.7.43 : ostrzeżenie sztormowe nr 3 spodziewane silne zamglenie, widzialność we mgle 600-1000m,zachmurzenie warstwowe na 50-100m.

Podstawa prawna przy badaniu przyczyn katastrofy została podjęta wspólnie, przez stronę rosyjską i polską. Kłamstwo. Donald Tusk przyznał, że nie ma żadnego polskiego podpisu pod takim porozumieniem.

Kopacz oświadczyła iż wrak został zabezpieczony o teren przekopano do głębokości półtora metra. Właściwie to nie ma czego komentować.

Nawet małpa na wieży kontroli lotów nie miałaby wpływu na podejście i katastrofę Tu154M 101. Kłamstwo. Kontroler radarowy, kierownik strefy lądowania mjr Wiktor Ryżenko odczytywał ze wskaźników radaru systemu lądowania RSP-6M2 azymut i odległość samolotu podał te słynne ,,na ścieżce, na kursie" nie wymagając, WBREW PROCEDURZE, kwitowania wysokości przez załogę tupolewa. Zrzuty z ekranów tego radaru to najpilniej strzeżona tajemnica.

Kaczyński wsadził tych wszystkich ludzi do samolotu prezydenckiego. Kłamstwo. To nie był samolot prezydencki. Został tak nazwany przez media jednak niewątpliwie był w dyspozycji rządu. Feralny lot organizowała kancelaria premiera. Nie tylko Kaczyński miał udział w kompletowaniu listy pasażerów gdyż m.in. ówczesny marszałek sejmu Bronisław Komorowski zabiegał o miejsca dla posłów w tym samolocie, skutecznie:

komomomomo821



Lotnisko było w pełni przygotowane i zabezpieczone na przylot Prezydenta. Kłamstwo. Była pełna prowizorka i same utrudnienia, Rosjanie nie godzili się, aby borowcy na „lotnisku” mieli broń. IŁ-86 ze sprzętem obsługującym wizytę nie wylądował.

Tzw. Incydent gruziński sugestywnie opisywany w mediach jako wtargnięcie w trakcie lotu Lecha Kaczyńskiego do kabiny pilotów i zmuszanie ich do lądowania... Kłamstwo. Kaczyński w trakcie lotu nawet przez moment nie rozmawiał z pilotami, a tym bardziej nie wchodził do kokpitu. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości wielu świadków potwierdziło tą wersje m.in. prezydent Litwy Valdas Adamkus. Ewentualne rozmowy na temat zmian planu lotu mogły odbywać się tylko przed lotem. Takie są fakty.

Potwierdziła to także gazeta wyborcza, ale mało kto czyta artykuły do końca i ze zrozumieniem, większość ludzi zadowala się samymi nagłówkami dlatego zakorzeniła się błędna wersja w świadomości ludzi i o to chodziło... (jak niemal w każdym opisywanym tu przypadku)

Owszem później Kaczyński skomentował decyzję pilota gdyż pokrzyżowała trochę jego plany, Gosiewski próbował nawet na własną rękę dochodzić się interpelując odnośnie tego kto jest zwierzchnikiem pilotów, nie zmienia to jednak faktu, że w trakcie lotu żadne wtargnięcia do kabiny pilotów i nacisków nie było! Takie są fakty.


Przed wylotem załoga otrzymała dokładne prognozy pogody dla lotniska Smoleńsk Północny. Kłamstwo. Załoga nie dostała prognozy dla lotniska Smoleńsk Północny mimo, że Rosjanie zobligowani byli umową z 1993 roku między resortami obrony.

Dowódca załogi kpt. Protasiuk nie znał rosyjskiego, podobnie reszta załogi. Kłamstwo. Protasiuk znał doskonale język rosyjski. Protasiuk wykonał 30 lotów do Rosji i na Ukrainę, mjr Grzywna 13 takich lotów.

Dowódca statku kpt. Protasiuk i drugi pilot mjr Grzywna mieli małe doświadczenie. Kłamstwo. Nalot ogólny kpt Protasiuka - 3531 godzin, mjr Grzywny - 1901godzin.

Rosjanie zarzucają załodze ,,brak zgrania" i ,,złą technologię pracy". Kłamstwo.

Protasiuk - Grzywna - Michalak odbyli 21 lotów, Protasiuk z Grzywną - 27 lotów, Protasiuk i Michalak - 8. W TYM SAMYM SKŁADZIE polecieli na Haiti, wracali z uszkodzonym autopilotem 14 - godzinnym lotem z trzema międzylądowaniami. Ten lot został uznany przez dowództwo i pilotów za majstersztyk i najwyższą klasę pilotażu.

JAK przyleciał wcześniej i spokojnie wylądował. Kłamstwo. Piloci lądowali poniżej dopuszczanych norm pogodowych. Polska, nie rosyjska prokuratura „zajęła” się pilotami Jaka.

Na smoleńskim lotnisku nie próbował lądować żaden Ił-86, Pospieszalski z moherami mieli zwidy. Kłamstwo. Po dwóch nieudanych podejściach (3 m nad ziemią) odleciał do Moskwy. Właśnie po tej, niemal tragicznej, próbie lądowania, lotnisko powinno zostać zamknięte.

Wieża STANOWCZO odradzała lądowanie i odsyłała na zapasowe lotniska. Kłamstwo. Wieża najpierw chciała zamknąć lotnisko, a po konsultacji z rosyjską centralą pozwoliła na próbne podejście.

MAK (Międzynarodowy Komitet Lotniczy) jako ,,państwowa komisja" Federacji Rosyjskiej, a jej ,,raport" jest wiążący. Kłamstwo. Prezydent Federacji Rosyjskiej powołał 10.04.2010r. Komisję Państwową z premierem Władimirem Putinem na czele i to jej raport będzie oficjalnym dokumentem w sprawie katastrofy Tu154M 101.

Krajowi eksperci telewizyjni twierdzą, niemal zgodnie, że nie było podstaw do zamknięcia lotniska Smoleńsk Północny. Kłamstwo. Brak warunków do lądowania samolotu kategorii D (Tu154) i warunki atmosferyczne poniżej minimum lotniska, według Faderalnyje Awiacjonnyje Prawiła Polietow w Wozdusznom Prostranstwie Ruskoj Federacji oraz zgodnie z rozporządzeniem Ministra Transportu nr 108 z 2008r powinny skutkować zamknięciem lotniska.

Obrońcy krzyża wierzą w książkę "Zamach w Smoleńsku. Niepublikowane dowody zbrodni" autorstwa Leszka Szymowskiego. Kłamstwo. Zarówno prawa strona jak i lewa kojarzą znanego mitomana - autora książki, to jego dzieło to stek konfabulacji przeplatanych z faktami i najśmieszniejszymi teoriami spiskowymi znanymi w połowie 2010 roku... Nie ma co do tego wątpliwości i zarzucanie środowisku związanemu z prawicą, PiSem, Solidarnymi2010 utożsamianie się z nią to kłamstwo. Szerszy opis książki tu http://pokazywarka.pl/szymowski/



Źródła:

http://niepoprawni.pl/blog/287/triumf-dezinformacji

http://kontrowersje.net/tresc/lista_klamstw_smolenskich (blog krytyka IV RP)

http://sem.jogger.pl/2010/05/31/oficjalna-wersja-katastrofy-w-smolensku-trudne-pytania-meaco/

http://pokazywarka.pl/53ccj9/

http://religiapokoju.blox.pl/2011/04/Smolensk-rok-pozniej.html

http://sem.jogger.pl/2010/04/26/kaczynski-kazal-pilotom-ladowac-tibilisi-incydent-w-gruzji/

http://www.wprost.pl/ar/202102/Gras-Kaczynski-klamie-Brudzinski-bredzi/

http://www.rp.pl/artykul/204822.html Tusk: ten samolot jest mój

http://zygmuntbialas.salon24.pl/263607,dez-informacje-o-katastrofie-w-smolensku

http://www.rp.pl/artykul/643765_To-nie-byl-blad-pilotow---.html

http://mdabrowski.salon24.pl/300460,pytania-do-niezaleznego-eksperta-lotniczego-tomasza-hypkiego

Czegoś zabrakło? To dodaj komentarz.

Skomentuj notkę
31 października 2010 (niedziela), 10:22:22

O genezie TVN

Na FaceBooku znalazłem tekst (zaczerpnięty z serwisu Bankier.pl) i po lekkim przeredagowaniu, zamieszczam tu, bo jest wielce interesujący. O autorze wiadomo, że logował się jako ~jacek [81.207.42.*] i myślę, że to wystarczy.

Jak powstało TVN

Grupa ITI złożyła do warszawskiego sądu rejonowego prywatny akt oskarżenia przeciw szefowi Służby Kontrwywiadu Antoniemu Macierewiczowi, zarzucając mu m.in. pomówienie.
"Podjecie czynności prawnych jest skutkiem zapowiedzianych działań przeciw osobom lub instytucjom, które rozpowszechniają fałszywe oskarżenia lub informacje o grupie ITI, jej założycielach, jej spółkach, prowadzonej działalności biznesowej lub o jej pracownikach" - napisano w poniedziałkowym komunikacie ITI dla portalu Wirtualnemedia.pl.

"Media to sektor zaufania publicznego, gdzie niezależność, wiarygodność i wolność wypowiedzi są podstawą naszej działalności, a rozpowszechniane bez skrupułów oskarżenia i pomówienia właśnie w te zasady godzą. Dlatego oddajemy sprawę w ręce Sądu aby jego wyrok bezdyskusyjnie zakończył wszelkie spekulacje" - powiedział Wojciech Kostrzewa, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Grupy ITI.

Złożony w piątek akt oskarżenia jest następnym krokiem poczynionym przez Grupę ITI zmierzającym do obrony dobrego imienia Firmy. W najbliższym czasie spodziewane są następne pozwy i akty oskarżenia.

Jak wiemy ITI przegrało w sądzie. Macierewicz miał rację mówiąc iż ITI stworzone zostało na polecenie Czesława Kiszczaka oraz następnych komunistów oraz zostało przez rząd sfinansowane. Każdy już się domyśli w jakim celu.

http://www.wirtualnemedia.pl/article/2303555_Antoni_Macierewicz_nie_musi_przepraszac_ITI.htm

Przypatrzmy się jednak dokumentom. Najpierw dokument bardzo stary, z innej epoki:

Sekretarz Stanu przy Radzie Ministrów. Warszawa 22 lutego 1983r.

Rzecznik Prasowy Rządu
Tow.Generał Czesław Kiszczak
Minister Spraw Wewnętrznych

Proponuję utworzenie w MSW oddzielnego pionu ( służby) propagandowej, działającej także w obrębie MO. Znaczna część politycznie ważnych w skali kraju przedsięwzięć polityczni-propagandowych ma związek domeną działalności MSW. Dopóki w kraju toczyć się będzie walka polityczna, MSW będzie planować i realizować przedsięwzięcia o największym znaczeniu z punktu widzenia jej przebiegu. Niezbędny jest, więc poważny, instytucjonalny instrument umożliwiający lepsze wykorzystanie propagandowe tych operacji, bezpośrednie oddziaływanie na społeczeństwo w pożądanym kierunku. (...)

Służba propagandowa MSW powinna mieć możliwość dawania do TV, radia i prasy gotowych programów do druku, albo też dostarczania TV, radiu i prasie półproduktów, którym ostateczny kształt nadadzą redakcje TV, radia i prasy.(..) W przypadku tego rodzaju rozbudowy służby propagandowej, decydujące znaczenie będzie mieć obsada kadrowa. Trudno jednak znaleźć dobrych dziennikarzy, którzy zdecydują się przejść do MSW. Nie mniej mam pewne propozycje, które jak uważam, warto przynajmniej rozważyć:

1. Mariusz Walter nadaje się na głównego konsultanta, jakiegoś szefa propagowania, szefa realizacji programów radiowo-tv - jednym słowem na kierownika pionu propagandy, lecz główną siłę koncepcyjno - fachową. (...) Pozytywnie zweryfikowany w 1982r. Sam się usunął z TV, mając dość nękania go. (...) Walter zwleka z decyzją powrotu, żądając satysfakcji i pognębienia jego wrogów.(...) Walter jest więc w tej chwili do wzięcia i wkrótce będzie za późno, bo ma otrzymać wysokie stanowisko w TV, jak mu się tam oczyści przedpole. (...)

Gdyby udało się pociągnąć Waltera, on zaproponuje dużo młodych, zdolnych ludzi. Ja dalej będę myśleć, rozglądać się, szukać.

Jerzy Urban


Źródło: Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN IPN BU MSW, II 1013, k 36-41, oryginał, mps. Biuletyn IPN 11.12.2006r. str.104-109. - link do biuletynu i treści całego listu:
http://www.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=8534

Uodpornionym na retorykę Urbana, polecam lekturę całości tego listu.

Pomysł Urbana - stworzenia służby propagandowej, kierowanej przez MSW, nie doczekał się realizacji w czasach PRL- u. Władza uznała, że bazując na osiągniętych doświadczeniach, rozwijając bardziej inicjatywy można osiągnąć cele zakładane w koncepcji tow.Urbana, bez sięgania do form konwencjonalnych, bez powoływania instytucji specjalnej z całym warsztatowym zapleczem, nadzwyczaj kosztownym w fazie organizacji i eksploatacji"

Dokument - "Uwagi dotyczące koncepcji utworzenia w MSW odrębnego pionu propagandowego ( propozycja tow.Urbana)" - Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN
IPN BU MSW, II 1013 k.33

Minęło kilka lat i władza zrozumiała, że zmiany w koncepcji funkcjonowania państwa komunistycznego, zainicjowane przez towarzyszy radzieckich i wspierane przez służby sowieckiego imperium, wymagają jednak utworzenia "biznesowego" zaplecza i "nowej polityki informacyjnej", służącej interesom transformacji ustrojowej. Z tego okresu pochodzi opis, zawarty w drugim dokumencie.

Sąd Okręgowy w Warszawie sygn. akt VIIIK37/98 t. IV, akta tajne

Przesłuchanie Grzegorza Żemka

Odpowiedzialnym z ramienia II Zarządu Sztabu Generalnego WP za lokowanie agentów w sferze mediów był Ryszard Pospieszyński, najpierw pracownik Komitetu Centralnego ZPR, a później dyrektor generalny Filmu Polskiego. Ja dostałem od służb specjalnych wojskowych zadanie po konsultacjach z Pospieszyńskim aby znaleźć za granicą firmę, która mogłaby pełnić rolę "konia trojańskiego", to znaczy która mogłaby służyć do wprowadzenia agentów na obszar na Zachodzie, w dziedzinie mediów. Był to rok 1987.

Jedyną firmą zagraniczną w dziedzinie mediów, którą znałem była firma należąca do Jana Wejherta, ulokowana w Irlandii, na obszarze doków portowych, które stanowiły wydzielony w Irlandii obszar tzw. "raju podatkowego". Mechanizmy działań tego raju podatkowego były analogiczne do tych, które funkcjonowały na Guernsey.

Firma ta nazywała się Cantal , a później zmieniono jej nazwę na I.T.I. Ta firma finansowała się z kredytów banku handlowego International w Luksemburgu.

Zapytałem służb wojskowych czy mogę podjąć kontakt z Wejhertem. Otrzymałem wówczas informację, że on już współpracuje ze służbami wojskowymi, więc będzie to proste. W tym czasie byłem dyrektorem Departamentu Kredytów w BHI. Poznałem w czasie tych rozmów z Wejhertem jego współpracowników m.in. Marcina* Waltera. Zasugerowali mi, że jeżeli jest potrzeba zorganizowania - znalezienia przykrycia dla agentów działających w dziedzinie mediów i ich finansowanie, to najlepiej stworzyć międzynarodowy koncern z udziałem Filmu Polskiego. (...) Przekazałem te sugestie do wojska, ale postawiłem warunek że jeżeli mam się tym zająć to muszę dostać ludzi którzy znają się na mediach i byliby w stanie taki koncern zorganizować. (...) Ten biznesplan przekazałem do WSI oraz Wejchertowi, do oceny.(...)

Przyznaję jednak, że przez cały czas miałem naciski ze służb specjalnych czy to ze strony Pospieszyńskiego żeby jak najszybciej zorganizować ten koncern medialny na zachodzie. W związku z tym rozpoczęła się pierwsza faza tworzenia tego koncernu; muszę przyznać że trochę "na wariackich papierach". (...)

Chcę przypomnieć, że w końcu 1988 r. z konta W.K. Nebeling, tj. zaszyfrowanego konta wojskowego w banku International w Luksemburgu (BIL) dokonywano wypłat na konto pana Weinfelda, oznaczone Group Weinfeld, nie pamiętam w tej chwili w jakim banku. Mnie zlecono żebym takie wpłaty przekazywał jako dysponent konta. Wiem, że kwoty przekazywane we frankach belgijskich Weinfeld zamieniał na dolary i przekazywał do Attachatu Wojskowego w Brukseli. Będąc już dyrektorem FOZZ-u też dokonywałem takich operacji , a nawet osobiście zamieniałem pieniądze i zanosiłem do Attachatu Wojskowego przy Ambasadzie Polskiej w Brukseli. Attache był Wojciech Myszak. Chcę sprecyzować wyglądało to tak, że ja przekazywałem do Weinfelda pieniądze z konta wojskowego w BIL a on przywoził mi czek na franki belgijskie. Ja je zamieniałem na dolary i zanosiłem do Attachatu. Wynikało to stąd, że wojsko rozliczało się tylko w dolarach. Informacje o których mówię zawierają również dokumenty w aktach tajnych na k. 113,116. W późniejszym okresie czasu Weinfeld szantażował służby wojskowe , że ujawni operacje gotówkowe prowadzone przez wojsko na terenie Belgii. (...)


* - oczywista pomyłka w imieniu

Dokument znajduje się w Raporcie Komisji Weryfikacyjnej o działalności żołnierzy i pracowników WSI. Str. 302-303 i stanowi aneks nr.9
Dokument w załączniku.

Tak, w świetle powyższych dokumentów, wyglądają "historyczne" podstawy, na jakich powstał koncern medialny ITI i rzeczywiste inspiracje jego twórców. Nie ma żadnych powodów, by sądzić, że współpracujący z wojskowymi służbami specjalnymi Wejchert i Walter zakończyli tę współpracę w wolnej Polsce. Takich ludzi i takiego majątku służby nie wypuszczały z rąk. Jeżeli przyjąć, że układ PRL-owskich służb wojskowych przetrwał w niezmienionej formie do obecnych czasów, w takim samym stopniu przetrwała również szeroko rozumiana agentura.

Jak wyraźnie wynika z zeznań Grzegorza Żemka - kadrowego oficera WSI, finansowanie koncernu medialnego odbywało się poprzez Bank International w Luksemburgu, służący wywiadowi PRL do dokonywania nielegalnych operacji finansowych. Jasno też określono zadania operacyjne medialnego "konia trojańskiego". Dalekowzroczna strategia służb sowieckich, zakładała proces transformacji ustrojowej, w której przeprowadzeniu szczególną rolę przypisano "wolnym mediom". W tworzeniu pozorów państwa demokratycznego, konieczne były struktury propagandy, kamuflowane pod przykryciem prywatnych mediów, dające solidne zaplecze finansowe i służące manipulacji opinią publiczną. Innym sposobem, była zgoda komunistycznych służb na powołanie mediów, zarządzanych przez koncesjonowaną opozycję - czego przykładem może być Gazeta Wyborcza, powstała na skutek ustaleń, zawartych przy Okrągłym Stole.

Jeżeli z tej perspektywy spojrzeć na informacyjną działalność TVN -u, nietrudno dostrzec, że jej priorytetem jest obrona status quo, zwanego umownie III Rzeczpospolitą. To wokół mediów takich jak TVN czy Gazeta Wyborcza, powstały środowiska opiniotwórcze i tam należy szukać pierwszej linii obrony frontu - ustaleń Okrągłego Stołu. Łatwość, z jaką tego typu media, posługują się materiałami uzyskanymi od służb specjalnych, znajduje swoje uzasadnienie w słowach Jerzego Urbana - "Służba propagandowa MSW powinna mieć możliwość dawania do TV, radia i prasy gotowych programów do druku, albo też dostarczania TV, radiu i prasie półproduktów, którym ostateczny kształt nadadzą redakcje TV, radia i prasy."

Dokument wyjaśnia powód tak ostrej nagonki TVN na Kaczyńskich, Macierewiczów i wszystkich tych, co mają nieco inne spojrzenie na zmiany w Polsce po Okrągłym Stole.


Kategorie: telewizja, polityka, media, _blog


Słowa kluczowe: tvn, wejhert, walter, urban, tvn, iti, gazeta wyborcza, wsi


Pliki


Komentarze: (3)

Bongeru, November 4, 2010 13:02 Skomentuj komentarz


Ciekawe to. To z innej beczki, ale też jak najbardziej warto przeczytać: http://www.box.net/shared/34ckgdkpbc

marecki, November 6, 2010 22:27 Skomentuj komentarz


Ciekawe,w sumie szukalem o radiu przez satelite a trafilem na inne ciekawostki.Bardzo dziekuje za poglebienie mojej dotychczasowej wiedzy.Pozdrawiam i zycze mniej "ortografow".Marecki z Poznania ( i nie tylko)

adam@kormoran, November 9, 2010 23:14 Skomentuj komentarz


Kiedy napisałem, że podejrzewam, iż stacja telewizyjna TVN została utworzona przy udziale pieniędzy z tajnego funduszu razwiedki, niektórzy Czytelnicy zarzucili mi gołosłowność. Jest to zarzut słuszny, więc spieszę przedstawić poszlaki, na których opieram swoje podejrzenia.

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1378

Ciekawostka, ze artykul pochodzi z pazdziernika 2006.

Skomentuj notkę
28 października 2010 (czwartek), 11:32:32

Anioły, demony i TVN

Na HBO puszczają właśnie film pt. "Anioły i Demony" (Angels & Demons) z 2009 roku. W zasadzie nie lubię takich produkcji, bo to antymateria, Watykan, spiski, gonitwy samochodami, lochy i piwnice, trup ściele się gęsto, ale ...

Ale scena w której wóz transmisyjny TVN wylatuje w powietrze warta jest zapamiętania. Muszę ją sobie nagrać.


Kategorie: film, media, _blog


Słowa kluczowe: tvn, anioly i demony, tom hanks, watykan


Komentarze: (2)

g, October 28, 2010 22:40 Skomentuj komentarz


Nooo kolego, tu zaczyna się robić zgoda po niedawnym zamachu, a na moim ulubionym blogu jakaś inspiracja do aktów terrorystycznych ? :-))

w34, October 29, 2010 16:51 Skomentuj komentarz


Tak. To nie pierwsza w dniu dzisiejszym mowa "mowa nienawiści". Na FaceBook napisałem: precz z Halloween!

Politycy będą teraz monitorować internet i pewnie szybko to wychwycą aby mnie przymknąć dla zwiększenia bezpieczeństwa publicznego.

W.
Skomentuj notkę
1 września 2010 (środa), 17:36:36

Gazeta i rzetelność

Politycy z PO powiedzieli, że muszą odpolitycznić TVP poprzez konkurs, w którym wybiorą prezesa z kandydatów wskazanych przez środowiska. Tak mówili jeszcze kilka tygodni temu. Dziś, mając możliwość zrobienia konkursu nie robią go tylko mianują p.o. prezesa TVP a rozwiązanie z konkursem odkładają do czasu odpowiednich uregulowań prawnych (pewnie chodzi o nową ustawę albo co?).

No i na Woronicza jest nowy, wskazany przez PO urzędas a Gazeta komentuje to na pierwszej stronie tytułem "P.o. prezesa TVP: Koniec z wpływami polityków. Legitymację partyjną zostawiać na portierni".

Pięknie. Czyli jak prezes jest wskazany przez PiS to jest to telewizja polityczna, TVPiS, a jak przez PO to jest to "koniec wpływami polityków".

Ruchy polityków mnie nie dziwią - są politykami, robią swoje. Ale stronniczość dziennikarzy jest porażająca. Dlaczego oni to robią? Dlaczego tak kłamią?!

Rzetelność Gazety Wyborczej? Szmata - tak kiedyś to o tej gazecie napisałem i chyba to podtrzymuję.


Kategorie: media, _blog


Słowa kluczowe: gazeta wyborcza, media, TVP, PO, PiS


Komentarze: (1)

format, October 14, 2010 19:44 Skomentuj komentarz


Rzetelność mediów mnie nie interesuje do momentu kiedy nie są to media publiczne za które płacę. GW nie finansuję, kupować i czytać nie muszę, podobnie jak na przykład rzepy.
A odnośnie upolityczniania organów publicznych, cóż, ja wolę patrzeć, oceniać, następnie wyrokować. Odwrotnie też jest fajnie, tylko niezbyt często wynika z tego realny obraz, raczej ilustracja zacietrzewienia. Ale to jak się chce - można zwalczyć. Czego życzę :-)
Skomentuj notkę
14 czerwca 2009 (niedziela), 15:24:24

Kapłani wobec manipulacji

Z dużą nieśmiałością i wielkimi wątpliwościami umieszczam tu ten materiał.

Kapłan wobec ofensywy ideologii neomarksizmu i postmodernizmu we współczesnym świecie.

Konferencja biskupa Stanisława Wielgusa, wygłoszona do księży profesorów Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie, w lutym 2004r.

ściągaj (22MB)

graj (32kb/s)

Zgadzam się z diagnozą ale zupełnie nie wierzę w ten religijny i jednocześnie bezbożny sposób na terapie. Do tego nie pasuje mi archaiczny język, który utrudnia odbiór zmuszając do dużego wysiłku w słuchaniu. Ale ponieważ problem mediów jest problemem współczesnego świata publikuję tu ten materiał bo warto się z nim zapoznać.

W załączniku treść w PDFie do poczytania.


Kategorie: obserwator, media, polityka, _blog


Słowa kluczowe: manipulacja, bp Wielgus


Pliki


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
30 maja 2009 (sobota), 10:23:23

Gazeta Wyborcza sie szmaci

Gazeta Wyborcza to papierowa "szmata" skoro dla zamiast informować potrafi tak manipulować. A z drugiej strony jest to ciekawe - idzie dziennikarz na konferencję prasową, ma w ręce cyfrówkę, więc pewnie pstryknie z 500 zdjęci pana premiera - na pewno jedni z nich jest piękne, inne ohydne, jedno przedstawia człowieka miłego, inne demona, zło wcielone. Reporter przychodzi do redakcji i Michnik nie musi mówić mu które ma wybrać - niezależność dziennikarska, swoboda wypowiedzi, wolność słowa sprawia - że na portalu Wyborczej pojawi się właśnie to a nie inne. I pewnie Michnik nawet nie musi mówić który z reporterów w najbliższym czasie będzie awansował. Coś pięknego.

Szmata!

Znowu dałem upust swoim emocjom.


Kategorie: media, polityka, _blog


Słowa kluczowe: gazeta wyborcza, olszewski, premier olszewski


Komentarze: (1)

Agata, May 30, 2009 12:48 Skomentuj komentarz


A to dziwka.

Ja, upust przed sesją daje znacznie częściej niż Ty. Jak widać powyżej.
Skomentuj notkę
17 czerwca 2008 (wtorek), 19:23:23

Finansowanie od końca

Miesięczne wpływy Polsatu z reklam to coś koło 400mln zł. Bez dużego błędu mogę założyć, że TNV ma tyle samo, a pewnie TVP też. Do tego jeszcze są inne stacje - niech będzie, że miesięczne na reklamę w telewizji idzie 1,5mld złotych.

W Polsce jest około 10 mln gospodarstw domowych posiadających telewizor.

Jak podzielić jedno przez drugie to wychodzi, że na jedną rodzinę przypada 150zł miesięcznie finansowania telewizji!

Gdzie się za to płaci? Bynajmniej nie w abonamencie i nie w lokalnej kablówce ale w supermarkecie kupując proszek do praca, jogurt i kosmetyki, płacąc za telefony komórkowe, usługi bankowe i co tam jeszcze reklamują.

Te dane to szok! Ten świat jest pokopany i jak niewiele osób wie, że aż tak bardzo.


Kategorie: obserwator, media, _blog


Słowa kluczowe: reklamy, finansowanie telewizji, polsat, tvn


Komentarze: (1)

kalarepa, June 28, 2008 16:25 Skomentuj komentarz


no coz... w takich momentach ciesze sie ze nie place abonamentu...
Zastanawia mnie tylko czy jezeli bede miala komorke z mozliwoscia ogladania tv, to czy bede musiala tez placic abonament rtv? Skoro placimy za odbiornik tv ktory moze nie miec wcale podlaczonej anteny, ale haracz trzeba placic za samo posiadanie, to tym bardziej powinno sie placic od komorek z DVB-H...
Skomentuj notkę
8 stycznia 2007 (poniedziałek), 23:41:41

Lustracja w kościele

  1. Od pewnego czasu tajemnicze siły, za pomocą mediów próbują przekonać Polaków, że najważniejszą sprawą dotyczącą przeszłości są ubrani w sutanny kapusie dawnego systemu. Patrząc na zużycie cennego czasu antenowego wydaje się, że lustracja w kościele jest największym problemem w tym kraju. Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy fakt moralnego problemu w przeszłosci bp. Wielgusa oraz fakt, że kłamie próbując ten problem bagatelizować ma tak istotne znaczenie dla życia obywateli?

    Biskupi, niezależnie od tego czy kapusie czy też nie, posłuchu w tym kraju nie mają już od dawna. Do kościoła ludzi chodzi niewielu, jeszcze mnie słucha co tam jest kazane a takich, na których te kazania, nauczania, zalecenia robią jakiekolwiek wrażenie pewnie jest jeszcze mniej.

    Jeżeli kogoś się w tym kraju słucha to musi on mieć czerwone włosy, być Kubą Wojewódzkim albo być zaproszonym do programu telewizyjnego przez Szymona Majewskiego. O tak, taki ludzi to się słucha, tam przemiawiają teraz autorytety a ambona, katedra to już przeżytek!

    Z kolorowych tygodników oraz programów talk-show można dowiedzieć się jakie znaczenie mają te i tamte święta (ponoć kościelne), jak stworzyć "tradycyjny związek" (bo "małżeństwo" jest przestarzałym słowem). Teraz Doda Elektrona a nie jakiś pryma da wyraźnie do zrozumienia, że lepiej być sławnym niż porządnym, bogatym niż uczciwym, seksi niż wiernym.

    A taki biskup - co on w programie Szymona Majewskiego mógłby powiedzieć? Zresztą i tak mu już nie uwierzą, bo przecież biskup to kapuś.

  2. Te tajemnicze siły, próbują nas przekonać do tego iż problem lustracji w kościele jest najwazniejszym problemem w chwli, gdy PiSowcy biorą się za lustracje np. dziennikarzy. Biskupi nie mają wpływu na ludzi ale jak dla przykładu wpływowy jest Daniel Passent czy Krzysztof Teodor Toeplitz (obydwoje zaprzeczają, podobnie jak biskup - ale ja Passenta pamiętam jeszcze z tamtych czasów i swoje wiem)? Jaki wpływ na wiadomości przekazywane przez TVN miał zwolniony niedawno agent Milan Subotić. Na ile istotnym w procesie kreowania medialnej rzeczywistości jest fakt, że Zygmunt Solorz współpracował - a potem, ktoś w tworzeniu Polsatu bardzo mu pomagał (np. zastanawiające jest porównanie liczby i mocy nadajników naziemnych Polsat i TVN, niedawno sprawdziłem wykaz na serwerach KRRiT i byłem pod wrażeniem, a przecież to wojsko zwalniało na początu lat 90-tych częstotliwości dla telewizji).

    Nie widziałem jednak w portalu gazeta.pl badania opini na temat: "czy należy odebrać koncesje Polsatowi", albo "czy Irena Dziedzić jako kapuś powinna przestać być taka piękna". To nie są na tyle ważne pytania aby przebić się przez sondarz: "czy bp. Wielgus powinien czy też nie powinien". Sprawy mniej ważne mogą poczekać.

  3. Czy ja potrafiłbym tak publicznie przyznać się do grzechu i powiedzieć "przepraszam"? Czy nawet wiedząc kim jestem (a ponoć uważam, że jestem grzesznikiem) potrafiłbym przy innych wskazać na swój grzech i za niego pokutować? (pokuta - kolejne niemodne słowo) A może też czekam na tych diabelskich dziennikarzy lub od Boga posłanego proroka w stylu Natana i może wtedy, pod wpływem faktów pozwolę sobie na cyniczne stwierdzenie, że wszyscy mają swoje słabości. Jestem grzesznikiem!
  4. Król Dawid - to chyba jedyny znany mi polityk, który publicznie wyznawał i publicznie pokutował. No cóż - miał swojego Natana. Miał też swoją bliską, bardzo intymną relacje z Bogiem i to w tym jest najważniejsze. A ja? A my?

Kategorie: obserwator, media, _blog


Słowa kluczowe: lustracja w kościele, lustracja, król Dawid, pokuta, grzech, media


Komentarze: (2)

AsiaŻ., January 12, 2007 14:50 Skomentuj komentarz


zwróciłam ostatnio uwagę na opinię niestety nie wiem kogo w radiowej "3". Pan powiedział, że przeraża go w Polsce ostatnio upadek wszelkich autorytetów i ich wpływu na moralność szeroko rozumianą na rzecz stanowienia moralności przez prawo. Było to kilka dni temu i jakoś chodzi ze mną.
Myślę sobie, że jeden temat to sama lustracja a drugi to rosnące wsród naszych rodaków przekonanie, że nikt czysty nie jest (=> autorytety które dotąd mieliśmy wiarygodne nie są)i rodzące się (z pomocą licznych akuszerek)przekonanie, że jeśli będziemy mieli właściwe prawo to wreszcie wszystko będzie porządnie, na miejscu i sprawiedliwie.
A ja śmiem wątpić...
Przy okazji pozdrawiam serdecznie
Asia

w34, January 12, 2007 15:49 Skomentuj komentarz


1. Ciekawą cechą postmodernistycznej kultury jest właśnie myślenie, że dobre jest nie to co dobre ale to co zgodne z prawem. Sumienie zastąpiono paragrafami, etykę wykładną ustaw.

2. Rzeczywiście, wśród Polaków dominuje przekonanie, że wszyscy są beee. Oczywiście wszyscy, oprócz osoby mające takie przekonanie, gdyż ta właśnie osoba jest w swoich oczach wporządku.

Skomentuj notkę
4 lipca 2006 (wtorek), 21:07:07

Manipulacja Naszego Dziennika

Szmata!

Nie tak dawno napisałem to o Gazecie Wyborczej aby dać upust swoim emocjom. Dziś muszę napisać aby dać wyraz swojemu smutkowi bo manipulacja, jakiej dopuszcza się gazeta o. Rydzyka służy tylko i wyłącznie popsuciu relacji między Polakami a Narodem Wybranym. Smutne jest to, że ta ponoć jedyna polska (nie mylić z polskojęzycznymi) gazeta w myśl Księgi Rodzaju rozdział 11 wersety od 1 do 3 dziś okazała się tak bardzo antypolska.

A chodzi mi o to, że dziś, w 60 rocznicę Pogromu Kieleckiego gazeta publikuje Raport księdza biskupa Czesława Kaczmarka przesłany ambasadorowi USA a spisany niedługo po tych smutnych wydarzeniach. Dobrze, że ten dokument staje się szeroko dostępny - problem jedna w tym, że na pierwszej stronie gazety i na pierwszej stronie portalu zacytowano trzy wyrwane z kontekstu zdania, które u czytelnika nie gotowego zmierzyć się z całością wyrobi całkowicie inny obraz wydarzeń niż ten zbadany i opisany przez ks. biskupa.

Cytuję

Raport księdza biskupa Czesława Kaczmarka
Zajścia kieleckie z dnia 4 lipca 1946 r.

Nasz Dzienni, wtorek, 4 lipca 2006, portal www.naszdziennik.pl, ramka na pierwsze stronie.

Żydzi zaczęli pierwsi strzelać do milicji i tłumu. Stwierdzają to wszyscy bez wyjątku świadkowie. Pierwszymi ofiarami podczas zajść kieleckich byli zatem Polacy. Te strzały żydowskie sprowokowały dalszy bieg wypadków.

Cytaty z portalu zachowuję ku pamięci:

Jak realizuje się manipulacje trudnym tematem stosunków Polsko-Żydowskich w latach powojennych opisałem kiedyś w notce "Manipulacja słowem" z dnia 29 listopada 2003. Wtedy też się zasmuciłem.

Cały raport księdza biskupa zachowuję sobie w notce "Raport bp. Kaczmarka"


Kategorie: media, katolicyzm, holocaust, polska-izrael, antysemityzm, _blog


Słowa kluczowe: media, Nasz Dziennik, Rydzyk, raport biskupa Kaczmarka, pogrom kielecki


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
30 marca 2006 (czwartek), 23:57:57

Ferieton Michalkiewicza

Ku pamięci zachowuje sobie jako mp3 ferienton Stanisława Michałkiewicza - ponoć antysemicki a ponoć nie. Niech każdy sobie posłucha i sam oceni.

Fakty opisane przez Michałkiewicza są wg. mnie są prawdziwe ale język, styl i miejsce wygłoszenia było ewidentną prowokacją więc przypuszczam, że tworzenie tu napięcia nie pomoże Polakom w relacjach Narodem Wybranym a więc i z Bogiem (patrz Gen 12).

Wśród Żydów wielu jest takich (a menadżerowie Przedsiębiorstwa Holocaust na pewno tacy są), którzy zapominając iż jako Żydzi zostali wybrani po to by być błogosławieństwem dla świata. Zapominają i prowokują ten świat do agresji przeciwko sobie uważając siebie, za jakiś nadludzi.

No cóż. Mimo emocjonalnej wypowiedzi Michalkiewicza zapraszam do wysłuchania tego bez emocji.

Wszystko się może zdarzyć

Felieton Radio Maryja

Szanowni Państwo!

O czym może, a nawet powinien być felieton wygłaszany w Sylwestra? Oczywiście powinien być podsumowaniem minionego roku. Dlaczego jednak mielibyśmy postępować według utartego schematu? Według utartego schematu niech postępują niezależne media głównego nurtu, w których rozmaite resortowe "Stokrotki" i inni poprzebierani za dziennikarzy funkcjonariusze drobniejszego płazu, pod dyktando oficerów prowadzących podsumowują i podsumowują pasmo sukcesów, w jakich pogrąża się nasz nieszczęśliwy kraj, maszerujący ku świetlanej przyszłości. Z tych podsumowań wynika, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej - podobnie zresztą, jak w latach poprzednich. Chodzi bowiem o to, że niezależne media głównego nurtu nie są wcale po to, by o czymkolwiek informować opinię publiczną. Przeciwnie - one pracują w służbie ciszy, żeby opinię publiczną usypiać drobiazgowymi roztrząsaniami różnic między przodkiem, a tyłkiem i w ten sposób doprowadzać mniej wartościowy naród tubylczy do stanu całkowitej bezbronności. Dlatego też, zamiast zwyczajowego podsumowania, zajmiemy się dzisiaj przewidywaniem, cóż takiego może czekać nasz nieszczęśliwy kraj w nadchodzącym roku.

Od razu zastrzegam, że nie chodzi tu o żadne proroctwa, tylko o wyciągnięcie wniosków z wydarzeń mijającego właśnie roku. Otóż - jak zauważył szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, pan generał Stanisław Koziej, mianowany na to stanowisko przez pana marszałka Komorowskiego bezpośrednio po katastrofie w Smoleńsku - najważniejszym wydarzeniem mijającego właśnie roku był przewrót polityczny na Ukrainie. Warto zwrócić uwagę, że celem tego przewrotu było wyłuskanie Ukrainy z rosyjskiej strefy wpływów, czego zresztą nikt specjalnie nawet nie ukrywał, a ponadto - że przewrót ten spotkał się z entuzjastyczną aprobatą Stanów Zjednoczonych, co wzbudziło nawet podejrzenia, że był on przez Stany Zjednoczone inspirowany, a nawet częściowo sfinansowany. Częściowo - bo jak się okazało - głównym sponsorem Majdanu był ukraiński król czekolady Piotr Poroszenko, obecnie prezydent Ukrainy. Znowu potwierdziło się spostrzeżenie starożytnych Rzymian, że nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem, a przy okazji wyjaśniła się przyczyna, dla której w naszym nieszczęśliwym kraju, w którym przecież powodów do masowego niezadowolenia też nie brakuje, żadne Majdany nie chcą powstać. Najwyraźniej naszemu nieszczęśliwemu krajowi nie jest pisany żaden przewrót, tylko coś zupełnie innego.

Polityczny przewrót na Ukrainie oznacza, że Stany Zjednoczone wysadziły w powietrze porządek polityczny, jaki został ustanowiony dla Europy w listopadzie 2010 roku w Lizbonie, a którego fundamentem było strategiczne partnerstwo NATO-Rosja, ostentacyjnie potwierdzające strategiczne partnerstwo rosyjsko - niemieckie w charakterze najtwardszego jądra tego porządku. Z tego powodu między Polską i Rosją pojawiła się "dyplomacja ikonowa", uwieńczona podpisaniem w sierpniu 2012 roku na Zamku Królewskim w Warszawie deklaracja o pojednaniu między narodami polskim i rosyjskim. Ze strony rosyjskiej podpisał tę deklarację patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl, a ze strony polskiej - Jego Ekscelencja abp Józef Michalik, ówczesny przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Wysadzenie przez Stany Zjednoczone w powietrze politycznego porządku lizbońskiego sprawiło, że nie tylko wszyscy o tamtej deklaracji zapomnieli, ale również i co ważniejsze - że sytuacja polityczna w Europie Środkowej znowu stała się płynna. W takiej płynności wszystko się może zdarzyć tym bardziej, że Stany Zjednoczone najwyraźniej próbują zmontować rodzaj antyrosyjskiej krucjaty, do której usiłują wciągnąć Niemcy. W Niemczech trwają spory, co przystoi im w tej sytuacji czynić - czy trwać w strategicznym partnerstwie z Rosją w oczekiwaniu na kolejną woltę w amerykańskiej polityce, czy też machnąć ręką na to partnerstwo i ruszyć z Amerykanami na Rosję. Warto zastanowić się, co mogłoby przekonać Niemcy do machnięcia ręką na strategiczne partnerstwo z Rosją. Wydaje mi się, że tylko jedno - uzyskanie amerykańskiej zgody na odejście od postanowień konferencji czterech mocarstw w Poczdamie, odnośnie obszarów nazywanych w Niemczech "Ziemiami Utraconymi". Za cenę odzyskania "Ziem Utraconych" Niemcy mogłyby zrezygnować ze strategicznego partnerstwa z Rosją.

A żeby dodatkowo zabezpieczyć się przed jakimiś komplikacjami ze strony Polski, w interesie Niemiec leży ustanowienie na reszcie terytorium polskiego Judeopolonii. Warto dodać, że w tym kierunku idą naciski Stanów Zjednoczonych na Polskę w sprawie realizacji tzw. żydowskich roszczeń majątkowych. Właśnie na Wikileaks pojawiła się informacja, że pan marszałek Komorowski jeszcze w roku 2009 poinformował amerykańskiego ambasadora w Warszawie, iż roszczenia żydowskie mogą zostać zaspokojone ze sprzedaży Lasów Państwowych. I oto 18 grudnia podjęta została w Sejmie próba wpisania do konstytucji możliwości sprzedaży Lasów Państwowych. Na razie zabrakło do jej przeforsowania zaledwie pięciu głosów, ale nie ulega wątpliwości, że to nie jest ostatnie słowo. Najwyraźniej przygotowania do realizacji żydowskich roszczeń majątkowych są bardziej zaawansowane, niż nam się wydaje, a cisza, jaka w niezależnych mediach głównego nurtu zapanowała wokół tej sprawy dowodzi, że pilotowana jest ona przez potężne Moce, którym nasz nieszczęśliwy kraj nie będzie w stanie się przeciwstawić, nawet gdyby chciał.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

Stanisław Michalkiewicz

 

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu "Myśląc Ojczyzna" jest emitowany w Radiu Maryja w każdy czwartek o godz. 7.00 i 17.50. Komentarze nie są emitowane podczas przerwy wakacyjnej w lipcu i sierpniu.

Kategorie: media, katolicyzm, holocaust, _blog, polska-izrael


Słowa kluczowe: media, Radio Maryja, Rydzyk, Stanisław Michałkiewicz, Michałkiewicz, polska-izrael


Pliki


Komentarze: (13)

tale, September 30, 2006 14:39 Skomentuj komentarz


Wspaniały felieton Michałkiewicza o pazernych żydkach, wygłoszony w bardzo eleganckim zrozumiałym stylu.

Musimy bronić się przed naszymi największymi wrogami, czyli pazernymi i podstępnymi żydkami.

Wychowani wśród żydków wiemy jacy oni są; - podli, chciwi, kłamliwi podstępni i pazerni.

Tak żydzi byli odbierani w Polsce przez stulecia i następne pokolenia będą tą tradycję kultywować.

tale

w34, October 2, 2006 15:37 Skomentuj komentarz


No coż. Pewnie to wychowanie wśród Żydów powoduje, że piszesz "żydki" a nie "Żydzi" i nie potrafisz oddzielić argumentów od emocji. Choć nie - wychowanie wśród Żydów dało by Ci jakąś kindersztube, której ewidentnie Ci brakuje.

Ale jeżeli chcesz to zadam Ci problem: jak widzisz problem pozostawienia majątku Polaków na wschodzie? Polacy powinni się o to upominać czy też nie? Czy rekompensata za mienie na wschodzie to coś co być powinno czy też nie?

A piszę dlatego, że w pierwszym miesiącu okupacji Niemcy przejeli majątek Żydowski w GG na własność GG. Potem, w 1945 dekretem PKWN majątek GG przejeło państwo polskie i teraz stawiam problem: oddawać Żydom czy też nie?

Zmam Twoją odpowiedź: jak nam to oddawać, jak Żydom to nie.

Moralność Kalego!

tale, October 3, 2006 15:56 Skomentuj komentarz


Masz rację, wychowanie wśród podłych, chciwych i pazernych żydków powoduje to, że piszę żydki.
Osobiście znam nikogo, kto mógłby powiedzieć coś pochlebnego o żydkach; - odwrotnie - na temat żydków mówi się wyłącznie żle.

No cóż, nie żydki będą mnie uczyć kindersztuby.
Jak mawiał Leszek, "Trudnozachować kulturę, gdy się ma taką sztukę przed sobą."
Trudno mi zachować kulturę wobec żydków, którzy mi i wielu innym Niemcom Polakom "zaleźli za skórę"

Brak szacunku dla żydków bierze się nie z emocji, lecz całkiem logicznychargumentów zachowania się żydków wśród których wyrastałem i żydków prowadzących jawną działalność antypolską i anty niemiecką, jak np. niejaki
żyd Michnik, wydający w Polsce żydowską, jawnie antypolską, polskojęzyczną gazetę wyborczą, czy niejaki żyd Kuroń, który walkę z Polakami wygrał i zabierając Polakom
wszystko, co mieli, spowodował to, że wygłodzeni Polacy, aby nie umrzeć z głodu musieli ustawiać się w kolejkach po darmową żydowską zupkę zwaną kuroniówką.

Tego upodlenia, które przeżyłem, a które zafundował żydek Kuroń nie zapomnę do końca życia.

Nie ma nic bardziej podłego, jak widok przymierających głodem Polaków ustawiających się w kolejkach, błagających żydków o talerz zupy z "kuroniowego, żydowskiego przydziału".

Skoro mamy oddać majątek żydkom - a z reguły jest to majątek, który przed wojną żydki sprzedały - to powinniśmy oddać majątek wszystkim - Niemcom też.

Coś mi się wydaje, że gdybyśmy oddali majątek zagarnięty Niemcom, to
niewiele z Polski pozostanie.

Słynna sprawa odszkodowań dla żydków za synagogę Gdańsku, którą to żydki w 1939 roku sprzedały senatowi Wolnego Miasta Danzig świadczy o niezasadności oddawania żydkom czegokolwiek.

Była zawierucha wojenna i nie ma w tej chwili wiarygodnych dowodów na posiadanie własności.

Moja rodzina też straciła majątek w wyniku dokonania przez Polskę grabieży mienia niemieckiego.

Jednak mimo to jestem przeciwny oddawaniu majątku komukolwiek; Polakom (tym ze wschodu też) , Niemcom, żydkom i innym.
Od 1944 r.rozpoczęły się nowe dzieje i do tego czasu nie należy rozpatrywać jakichkolwiek roszczeń majątkowych.

Dla mnie ważniejsze jest to, aby nie utracić tego, czego moja rodzina, a potem ja sam dorobiła się miedzy 1944 a 1989 r. i tego będę bronił.

Bardzo często majątek przedwojenny, a w szczególności żydków był zdobyty nieuczciwie i nie da się w tej chwili ustalić komu żydki przed wojną go ukradli.

Skoro Polska oddała już żydkom znaczny majątek, to w takim razie popieram roszczenia "Wypędzonych Niemców"!

Powiedz, dlaczego żyd może otrzymać swoją przedwojenną kamienicę, a moja
ciotka MNiemka nie może?
Odpowiem tobie - bo to taka żydowska logika, prawo stosuje się tylko wobec
żydków. Zgodnie z żydowskim prawem goje nie mają praw.

tale, October 3, 2006 16:00 Skomentuj komentarz


Fragment autora strony:
" ... przypuszczam, że nie pomoże Polakom w relacjach Narodem Wybranym a więc i z Bogiem (patrz Gen 12)."

A po co nam dobre relacje z "narodem wybranym"?
Wysterczy, że są tutaj nieproszonymi gośćmi, którzy niszczą wszystko, co zastali, więc skoro tak bardzo chcą zostać w tym antysemickim kraju, to niech trzymają się ode mnie z bardzo, bardzo daleka.

Nie chcę mieć dobrych kontaktów z żydkami i mam do tego prawo.

w34, October 3, 2006 21:15 Skomentuj komentarz


Po co dobre relacje z Narodem Wybranym? Popatrz do Genesis 12.4-7.

s, August 27, 2007 17:57 Skomentuj komentarz


nie lubie zydów. tych zlodzieji polski.

www.polonica.net

w34, August 28, 2007 12:27 Skomentuj komentarz


a ja nie lubię jak mi wpisują tu antysemickie hasła.

feblik, November 16, 2007 23:02 Skomentuj komentarz


Każdy ma prawo nie lubić niektórych ludzi, ja nie lubię głupich i cwaniaczków żydków, czy nie mam do takich uczuć prawa.

w34, November 17, 2007 12:33 Skomentuj komentarz


Jestem tolerancyjny i twierdzę, że masz prawo do swoich odczuć; ale ja też mam prawo nie lubić takich jak Twoja postaw, więc wiedz, że ich nie lubię.

Ale Ciebie mogę nawet polubić :-) o ile lubić się dasz.

anonim, July 12, 2009 15:03 Skomentuj komentarz


Słowa kluczowe:
- judajczykowie
- zapłata haraczu
- rząd zapłacił łapówkę
- koncert Holocaustowe Industry
- 60 mln dolarów
- Polska będzie upokarzana
- awantury na terenie oświęcimskiego obozu
- rozdmuchiwanie incydentu w Jedwabnem
- przedsiębiorstwo holocaust
- nie pisać o Niemcach tylko o nazistach
- rozmiękczyć
- tresura w tolerancji i tresura w dialogu
- przyjęcie żydowskiego punktu widzenia
- V kolumna na terenie Polski
- żądanie spacyfikowania Radia Maryja
- pożyteczni idioci
- wolność słowa i wolność mediów
- kneblowanie mediów
- wyłudzenie
- obrona narodowego interesu

anonim, August 26, 2009 15:11 Skomentuj komentarz


słówa kluczowe
60miliardów dolarów
nie chodzi o jakieś 60 milionów

anonim, January 3, 2015 17:52 Skomentuj komentarz


Wszystko się może zdarzyć

Felieton Radio Maryja, 1 stycznia 2015

Szanowni Państwo!

O czym może, a nawet powinien być felieton wygłaszany w Sylwestra? Oczywiście powinien być podsumowaniem minionego roku. Dlaczego jednak mielibyśmy postępować według utartego schematu? Według utartego schematu niech postępują niezależne media głównego nurtu, w których rozmaite resortowe „Stokrotki” i inni poprzebierani za dziennikarzy funkcjonariusze drobniejszego płazu, pod dyktando oficerów prowadzących podsumowują i podsumowują pasmo sukcesów, w jakich pogrąża się nasz nieszczęśliwy kraj, maszerujący ku świetlanej przyszłości. Z tych podsumowań wynika, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej – podobnie zresztą, jak w latach poprzednich. Chodzi bowiem o to, że niezależne media głównego nurtu nie są wcale po to, by o czymkolwiek informować opinię publiczną. Przeciwnie – one pracują w służbie ciszy, żeby opinię publiczną usypiać drobiazgowymi roztrząsaniami różnic między przodkiem, a tyłkiem i w ten sposób doprowadzać mniej wartościowy naród tubylczy do stanu całkowitej bezbronności. Dlatego też, zamiast zwyczajowego podsumowania, zajmiemy się dzisiaj przewidywaniem, cóż takiego może czekać nasz nieszczęśliwy kraj w nadchodzącym roku.

Od razu zastrzegam, że nie chodzi tu o żadne proroctwa, tylko o wyciągnięcie wniosków z wydarzeń mijającego właśnie roku. Otóż – jak zauważył szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, pan generał Stanisław Koziej, mianowany na to stanowisko przez pana marszałka Komorowskiego bezpośrednio po katastrofie w Smoleńsku – najważniejszym wydarzeniem mijającego właśnie roku był przewrót polityczny na Ukrainie. Warto zwrócić uwagę, że celem tego przewrotu było wyłuskanie Ukrainy z rosyjskiej strefy wpływów, czego zresztą nikt specjalnie nawet nie ukrywał, a ponadto – że przewrót ten spotkał się z entuzjastyczną aprobatą Stanów Zjednoczonych, co wzbudziło nawet podejrzenia, że był on przez Stany Zjednoczone inspirowany, a nawet częściowo sfinansowany. Częściowo – bo jak się okazało – głównym sponsorem Majdanu był ukraiński król czekolady Piotr Poroszenko, obecnie prezydent Ukrainy. Znowu potwierdziło się spostrzeżenie starożytnych Rzymian, że nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem, a przy okazji wyjaśniła się przyczyna, dla której w naszym nieszczęśliwym kraju, w którym przecież powodów do masowego niezadowolenia też nie brakuje, żadne Majdany nie chcą powstać. Najwyraźniej naszemu nieszczęśliwemu krajowi nie jest pisany żaden przewrót, tylko coś zupełnie innego.

Polityczny przewrót na Ukrainie oznacza, że Stany Zjednoczone wysadziły w powietrze porządek polityczny, jaki został ustanowiony dla Europy w listopadzie 2010 roku w Lizbonie, a którego fundamentem było strategiczne partnerstwo NATO-Rosja, ostentacyjnie potwierdzające strategiczne partnerstwo rosyjsko – niemieckie w charakterze najtwardszego jądra tego porządku. Z tego powodu między Polską i Rosją pojawiła się „dyplomacja ikonowa”, uwieńczona podpisaniem w sierpniu 2012 roku na Zamku Królewskim w Warszawie deklaracja o pojednaniu między narodami polskim i rosyjskim. Ze strony rosyjskiej podpisał tę deklarację patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl, a ze strony polskiej – Jego Ekscelencja abp Józef Michalik, ówczesny przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Wysadzenie przez Stany Zjednoczone w powietrze politycznego porządku lizbońskiego sprawiło, że nie tylko wszyscy o tamtej deklaracji zapomnieli, ale również i co ważniejsze – że sytuacja polityczna w Europie Środkowej znowu stała się płynna. W takiej płynności wszystko się może zdarzyć tym bardziej, że Stany Zjednoczone najwyraźniej próbują zmontować rodzaj antyrosyjskiej krucjaty, do której usiłują wciągnąć Niemcy. W Niemczech trwają spory, co przystoi im w tej sytuacji czynić – czy trwać w strategicznym partnerstwie z Rosją w oczekiwaniu na kolejną woltę w amerykańskiej polityce, czy też machnąć ręką na to partnerstwo i ruszyć z Amerykanami na Rosję. Warto zastanowić się, co mogłoby przekonać Niemcy do machnięcia ręką na strategiczne partnerstwo z Rosją. Wydaje mi się, że tylko jedno – uzyskanie amerykańskiej zgody na odejście od postanowień konferencji czterech mocarstw w Poczdamie, odnośnie obszarów nazywanych w Niemczech „Ziemiami Utraconymi”. Za cenę odzyskania „Ziem Utraconych” Niemcy mogłyby zrezygnować ze strategicznego partnerstwa z Rosją.

A żeby dodatkowo zabezpieczyć się przed jakimiś komplikacjami ze strony Polski, w interesie Niemiec leży ustanowienie na reszcie terytorium polskiego Judeopolonii. Warto dodać, że w tym kierunku idą naciski Stanów Zjednoczonych na Polskę w sprawie realizacji tzw. żydowskich roszczeń majątkowych. Właśnie na Wikileaks pojawiła się informacja, że pan marszałek Komorowski jeszcze w roku 2009 poinformował amerykańskiego ambasadora w Warszawie, iż roszczenia żydowskie mogą zostać zaspokojone ze sprzedaży Lasów Państwowych. I oto 18 grudnia podjęta została w Sejmie próba wpisania do konstytucji możliwości sprzedaży Lasów Państwowych. Na razie zabrakło do jej przeforsowania zaledwie pięciu głosów, ale nie ulega wątpliwości, że to nie jest ostatnie słowo. Najwyraźniej przygotowania do realizacji żydowskich roszczeń majątkowych są bardziej zaawansowane, niż nam się wydaje, a cisza, jaka w niezależnych mediach głównego nurtu zapanowała wokół tej sprawy dowodzi, że pilotowana jest ona przez potężne Moce, którym nasz nieszczęśliwy kraj nie będzie w stanie się przeciwstawić, nawet gdyby chciał.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Myśląc Ojczyzna” jest emitowany w Radiu Maryja w każdy czwartek o godz. 7.00 i 17.50. Komentarze nie są emitowane podczas przerwy wakacyjnej w lipcu i sierpniu.

anonim, January 22, 2015 12:46 Skomentuj komentarz



Dziś rano, w Dwójcie usłyszałem mniej więcej takie zdanie: "Film 'Ida' jest zakłamany bo wprowadzając wątek żydokomuny rozmywa współodpowiedzialność Polaków za holokaust z takim trudnem ujawniany przez współczesnych historyków".

To może sprzedajmy już te lasy aby oddać Żydom te 68mld $ i przez jakiś czas będzie spokój. I ja tu nie słuchać Stanisława Michałkiewicza?
Skomentuj notkę
28 sierpnia 2005 (niedziela), 14:38:38

"Przestrzeń wolności" po IP

  1. Chyba uwierzę w IPTV czyli cyfrową telewizje przesyłaną pakietowo, przez publiczną sieć transmisji danych zwana powszechnie Intenetem. Uwierzę bo na www.itvp.pl wybrałem stary wideoclip Oxygen i leciało mi 3,5Mb/s dając jakość prawie telewizyjną.

     

  2. Koncert leciał z taką samą szybkością, ale najważniejsze było, że leciał stabilnie, przez całe godziny.

    Oglądany na telewizji satelitarnej ten sam koncert dostawałem za pośrednictwem platformy Polsat Cyfrowy ze średnim strumieniem około 2,5Mb/s a więc niewiele lepszym, zważywszy że kodowane jest to do MPEG-2 podczas gdy w Internecie kodują to już znacznie lepiej.

  3. Ale to, że mogłem oglądać oznacza tylko, że mam dużo szczęścia. Gdy na drugim komputerze odpaliłem playera nie pojawiło się nic, choć gdzieś tam głębiej można było znaleźć opis błędu:

    Przyczyna jest prosta: jeżeli w przed koncertem, który ma być oglądany przez miliony pada zapowiedź, że można to zobaczyć też w internecie, to wystarczy aby co 10 użytkownik Neostrady zechciał sprawdzić co tak naprawdę od tej Tepsy kupuje. 80 tys * średnio 100kb/s = 8 Gb/s a ponieważ Tepsa nie jest uczestnikiem "badań" prowadzonych przez ITVP to nie wierzę aby tam było łacze lepsze niż STM-4 (a pewnie jest STM-1).
  4. Wniosek: do chwili aż technika multicastów nie zejdzie na sam dół sieci o transmisjach oraz programach nadawanych masowo można zapomnieć.
  5. MPEG w TS pakuje się w IP zgodnie z ISO/IEC 13838-1 ale to już zupełnie inna przestrzeń, niż przestrzeń wolności w Stoczni Gdańskiej im. tow. Lenina.

Kategorie: media, informatyka, _blog


Słowa kluczowe: informatyka, iTVP, VOD, telewizja, media, transmisja, koncert, Jarre


Komentarze: (3)

szewo.blox.pl, August 29, 2005 21:48 Skomentuj komentarz


Że niby, gdyby styk był 8Gbps to sieć tepsy by to przeniosła?

Co do samej przyczyny, to bardziej prozaiczna była... coś mi się wydaje.

lilienn, August 29, 2005 15:54 Skomentuj komentarz


a szkoda

evvjan, November 25, 2008 03:58 Skomentuj komentarz


ananana
Skomentuj notkę
18 sierpnia 2005 (czwartek), 08:30:30

Bo wszystko jest polityczne!

Szmata!

Ufff - dałem upust swoim emocjom.


Kategorie: media, _blog


Słowa kluczowe: gazeta wyborcza, media


Komentarze: (5)

nestor, August 25, 2005 11:16 Skomentuj komentarz


od kiedy Wojtku nie cierpisz Wyborczej i Michtrixu?

anonim, June 30, 2006 18:56 Skomentuj komentarz


Gdzieś tak od połowy 2004 coś mnie złościło a od początku 2005 przejrzałem - lepiej póżno niż wcale, lepiej na podstawie własnych przemyśleń niż cudzych, ale już się to stało.

Szmata!

w34 -> khan-goor, August 19, 2005 21:35 Skomentuj komentarz


Tow. Szmadziński powiedział, że sprawę Cimoszewicza dobre relacjonuje tylko Trybuna i Gazeta. Po jego wypowiedzi kupiłem Rzepe, Wprost, News..., Wyrost, zobaczyłem TVN, Polsat, TV Trwam... nawet zacząłem słuchać Radia Maryja (to samo co Trwam) i już wiem, że tow. Szmandziński miał racje, z dokładnością do słówka "nie".

Gazeta to szmata, która zamiast dziennikarstwa zaczyna robić propagande zupełnie jak kiedyś Trybuna Ludów, Żołnierz Wolności albo Czerwony Sztandar.

Ja mogę nie lubieć Giertycha i jego sposobu robienia polityki, ale fakty są faktami, poszlaki poszlakami a uparte twierdzenie, że Giertych jest głupi tych faktów ani poszlak nie zmieni, choć opini publicznej może poprawić obraz kolegów z SLD.

khan-goor, August 19, 2005 17:22 Skomentuj komentarz


a cóż cię tak zesłościło, drogi imienniku? bo ja tego tytułu nie czytuję...

lilienn, August 18, 2005 17:20 Skomentuj komentarz


nie e
Skomentuj notkę
20 marca 2005 (niedziela), 13:50:50

Kanał Discovery Science, godzina 13.36

Film o życiu na dnie morza. Bardzo, bardzo głeboko żyją bakterie żywiące się metanem. Żyją tam też robale, mieszkające na zlodowaciałym metanie i jedzące te bakterie. Wszystko to potem, po śmierci (hipoteza) pewnie zamieniają się spowrotem w metan.

Komentarz autorów filmu do podwodnych obrazów: życie potrafi dostosować się do tak nieprzyjaznych warunków jak życie w trujących gazach.

Mój komentarz: jak ciekawie Jahweh stworzył ten świat.


Kategorie: ewolucja, apologetyka, media, _blog


Słowa kluczowe: discovery, ewolucja, światopogląd, apologetyka


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
22 października 2004 (piątek), 00:25:25

NieWiedza i Życie

Jadąc do biura zauważyłem wielkiego bilboarda reklamującego gazetę "Wiedza i Życie".

Hasło brzmiało (może niedokładnie cytuje),


Czy wiesz, że różnisz się od małpy o mniej niż 0,6%?
 

Nie wiedziałem! Prawdę mówiąc, nie wiedziałem, że ktoś kto mieni się być naukowcem, pisać naukowe artykuły do gazety takiej jak "Wiedza i Życie" i może być aż tak głupcem, żeby widzieć pomiędzy człowiekiem (do ludzi jest adresowane bowiem to hasło) a małpą (na bilboardzie była namalowana małpa) różnicę tylko 0,6%!

Oczywiście jakiś biolog, albo genetyk powie, że różnica w budowie DNA, albo jakiegoś białka, albo jakaś zasada funkcjonowania wątroby (czy nawet całego organizmu) jest u małpy bardzo, ale to bardzo, może nawet z dokładnością do 0,6% podobna ale przecież to nie wszystko.

Między małpą a człowiekiem istnieje zasadnicza różnica - człowiek jest osobą, małpa nią nie jest.

Nie wiem co biologicznego sprawia, że człowiek jest osobą (ma osobowość) ale nie jestem biologiem, zresztą wydaje mi się, że różnica nie jest do wykrycia przez biologów, którzy patrzą na człowieka jak inżynier na porządny zegarek. Wiem za to, że patrząc na człowieka bardziej, na pewno można w min odnaleźć pewne organy, których biolog swoim narzędziem nie znajdzie: człowiek ma sumienie, ma świadomość własnego istnienia, ma też świadomość istnienia Boga, swojego Stwórcy i choćby nie wiem jak niszczył te własne organy, dopóki żyje jakoś będą one w nim funkcjonować podobnie jak funkcjonuje wątroba, mózg czy nerki.

Darwinizm dawno legł w gruzach, inne wyjaśnienia ewolucjonistów sypią się w sposób taki, że nic naukowego a tylko wiara w nich zostaje - mimo to "Wiedza i Życie" praktycznie w każdym artykule zakłada, że ewolucja to fakt. Nikt jej nie zaobserwował, nikt nie widział przemiany gatunkowej, nikt nie odkrył przyczyn dla których takie przemiany miały by następować, niektórzy "naukowcy" uciekają się do przypadku (słynna i zarazem śmieszna teoria potworków rokujących nadzieje) wykazując się wiarą w cuda większą niż u dewotek z Rodziny Radia Maryja widzących Maryje na każdej umytej szybie ale mimo to dalej gazeta mieniąca się być naukową zakłada się, że teoria ewolucji to fakt. Żal patrzeć.

 

Linki:

 

Notka:

Jakość mojej dzisiejszej pisaniny pozostawia wiele do życzenia, ale dziś jest taki dzień, że pracuję już 16 godzinę, bardzo mi się to podoba ale chyba już jestem zmęczony, bo to nie jest pierwszy taki dzień.


Kategorie: media, ewolucja, apologetyka, _blog


Słowa kluczowe: ewolucja, małpa, człowiek, Wiedza i Życie


Komentarze: (2)

petrus, March 19, 2005 05:35 Skomentuj komentarz


kto powiedzial, ze nie robia tego dla "przyjemnosci"? Zwierzeta czesto zabijaja z innych powodow niz glod (np dla treningu w polowaniu). Z pewnoscia zaden czlowiek uzywajacy mozgu nie zadowoli sie wyjasnieniem, ze to
"bog", "stworzyl" gatunki, czy cokolwiek innego. Spieranie sie w tej kwestji nie wydaje mi sie sensowne - jak ktos chce sobie wierzyc, ze ziemia razem z calym wyposazeniem i kopalinami powstala w 6 dni prosze bardzo, ale niech nikt nie probuje urabiac z tego teorii naukowej.

lilienn, October 23, 2004 18:39 Skomentuj komentarz


O niecałe 0.6 proc? Fajnie... małpki są pocieszna i nie są tak agresywne jak ludzie.... i nie zabijają dla przyjemności...
Skomentuj notkę
7 września 2004 (wtorek), 15:09:09

Polacy i Czeczeni

"Dlaczego Polacy zaatakowali czeczeńskich uchodźców?" - taki tytuł zadała wczoraj redakcja Dużego Formatu a więc jak by nie było Gazety Wyborczej.

Zaraz, chwileczkę - dlaczego Polacy? Może spróbujmy inaczej. Od 1 maja ten tytuł może przecież wyglądać tak:

"Dlaczego Europejczycy zaatakowali czeczeńskich uchodźców?"

No nie, tak nie można. Przecież (prawdziwi) Europejczycy nie postępują w ten sposób. To musieli być rasiści, faszyści, fundamentaliści (jacy?), ale na pewno nie Europejczycy. Spróbujmy więc inaczej. Skoro wydarzenie miało miejsce gdzieś pod Warszawą to niewykluczone, że atakujący byłi mniej lub bardziej praktykuącymi katolikami a Czeczeni pewnie byli wyznawcami proroka. Co my więc mamy:

"Dlaczego katolicy zaatakowali islamskich uchodźców?"

Brzmi okropnie wszystko co piszę służy zastanowieniu, że przecież muszą istnieć jakieś zasady uogólnienia, w myśl których Gazeta może napisać to co napisała i jest OK, a moje płodzone tu wymysły są całkowiecie nie do przyjęcia.

Jeżeli o mnie chodzi to wolałbym aby takiej zasady nie było i aby zawsze po takim ataku podawane były imiona i nazwiska, aby wskazywać na konkretnych ludzi, którzy odpowiadają za siebie. Nie lubię być traktowany zbiorowo niezależnie od tego, czy chodzi o atakowanie uchodźców, czy też o wygrywanie mistrzostw gdyż ani w jednym ani w drugim nie mam swojego udziału.

Tak więc pod Warszawą zaatakowali znani we wśi z nazwiska ludzie, a na olimpiadzie złote medale zdobyli też znani z nazwiska olimpijczycy a nie tak ogólnie "Polacy". (To ostatnie stwierdzenie może być wsparte np. tym, że w reprezentacji Polski zaczyna też już być kolorowo)

Kategorie: media, polityka, _blog


Słowa kluczowe: polityka, Czeczenia, manipulacja


Komentarze: (4)

Wojtek, September 23, 2004 02:36 Skomentuj komentarz


Polacy są ogólnie negatywnie postrzegani przez GW, więc tytuł mnie nie dziwi.
Co innego Europejczycy pozbawieni tych paskudnych tendencji narodowych ;)

lilienn, September 15, 2004 12:16 Skomentuj komentarz


Hmmm... zastanawiające i takie... prawdziwe. Być moze gdyby nie te uogólnienia swiat uniknął by wielu wojen, sprzeczek. Bo zawsze kogoś trzeba winić, a jeśli znana gazeta napisze ze to ci, a ci, to wiemy już na kim się zemścić. Teraz Osetyjczycy[to tak a propos masakry w szkole] będą się chcieli zemścić. Dzieki gazetom i ich własnej opinii wyrosłej do rangi nagłównka w gazecie, uzyskują złudną pewność co do tego na kogo spada odpowiedzialność. Ale to i tak tylko cześć prawdy... Koncze już, bo odbiegłam troszkę od tematu :) Nom... ale będę częściej wpadać, mogę?

trissa, September 9, 2004 09:56 Skomentuj komentarz


czyż to nie nazywa się generalizacją? uogólnieniem?

Nie identyfikuję się ani z Polakami-łobuzami, ani Polakami-olimpijczykami. Ale jestem mimo to Polką, prawda?

pozdrawiam

marekm, September 8, 2004 23:52 Skomentuj komentarz


Zgadzam sie z Tobą jeśli chodzi o uogólnienia, jednak z ostatnim zdaniem zgodzić się nie można. Kolor skóry nie ma nic wspólnego z narodowością (identyfikacją z daną grupą ludzi) a każdy, który widzi to inaczej jest po prostu rasistą - czy może się myle?
Skomentuj notkę
1 września 2004 (środa), 19:12:12

Radio Maryja

Radio Maryja jest złem!

Dziś posłuchałem, bo na II PR leciało coś ciężkiego, a Trójki już nie trawię. Posłuchałem i mogę śmiało powiedzieć, że Radio Maryja jest złem i czyni zło.

Dlaczego tak uważam? Ano dlatego, że przekazuje słuchaczom fałszywy, bardzo niebiblijny obraz świata. Przekazuje a potem ugruntowuje powodując, że prawda o łasce Boga nie będzie się mogła przebić, bo przecież słuchacze RM już wszystko dobrze wiedzą.

Nie wiem czy prowadzący redaktorzy do końca w taki obraz świata wierzą czy tylko wykorzystują go do manipulacji słuchaczami (czasami wydaje mi się, że też są ofiarą manipulacji) ale wiem, że wyprowadzają ludzi na manowce, oszukują, wykorzystują ich i to wszystko czynią ponoć pod sztandarem Pana Boga.

Podstawy teologiczne tego zjawiska są całkowicie sprzeczne z Objawieniem, ze Słowem Bożym a nawet z Nauką Kościoła Rzymskiego, pod który redaktorzy się podłączają uważając się, że jego ważny element. To co głosi Radio nie jest Ewangelią, nawet nie jest jej wypatrzenie, jest całkowicie sprzeczne z dobrą nowiną o zbawieniu z łaski przez wiarę. I teraz jest alternatywa: albo Radio Maryja jest elementem kOścioła i wtedy ten kOściół można włożyć do pudełka z napisem Wielki Babilon (podobnie jak Świadków Jehowy), albo ten kOściół jest OK i redaktorzy to wilki z owczej skórze o których tyle w Piśmie jest ostrzeżeń. Albo jest jeszcze inna alternatywa i Kościół Jezusowy jest w poprzek tego zjawiska, kOścioła jak jest w poprzek tego świata.

No a ja znowu doszedłem do czegoś, o czym dokładnie od dawna wiadomo. Ale przynajmniej znowu wyszedłem na nietolerancyjnego.


Kategorie: katolicyzm, media, _blog


Słowa kluczowe: Radio Maryja, media, katolicyzm, manipulacja


Komentarze: (8)

inkwizytor, February 23, 2006 10:09 Skomentuj komentarz


jesteś głupcem

igo, January 22, 2005 23:27 Skomentuj komentarz


wieje tu nudą!

gator, October 13, 2004 23:52 Skomentuj komentarz


Gościu!! ale żeś szybko pojąła czym jest radio maryja przecież o tym wróble szczekają od lat.może lepiej dla ciebie ( i wogóle dla każdego człowieke) byłoby lepiej jakbyś nie włączył tego ogópaicza już lepiej cięzka muze na prII.ave

soul-sister, September 6, 2004 15:21 Skomentuj komentarz


ano, a ja 500m od tego przybytku mieszkam. jakieś szatańskie oddziaływanie może mi zniszczyć mózg. odpieram ataki fal radiowych jak tylko mogę. wciąż się trzymam. wciąż wolny od "umoralniania na siłę" przyczółek :D

limo, November 26, 2008 16:10 Skomentuj komentarz


Chyba coś innego zlansowało Ci mózg!!!

limo, November 26, 2008 16:05 Skomentuj komentarz


Osioł dopóki pyska nie otworzy może udawać osła!!!!!

limo, November 26, 2008 16:08 Skomentuj komentarz


Ludzie co to za herezje!!!! Jakim złem jest Kościół??? Ktoś w końcu powiedział Wam prawdę o którą tak krzyczycie a Wy macie jeszcze do nich pretensje. Przecież tak nie robią nawet największe osły!!

Limo 17

caryca 0101, December 10, 2008 22:46 Skomentuj komentarz


ble, ble , ble dużo liter i wyrazów a jedno wodolejstwo w którym ani konkretów na poparcie bredni w stylu GW. Bidul przeszedł przyspieszony kurs wybielania szarych komórek albo urodził się taki felerny. No cóż i tacy muszą chodzić po tym świecie!
Skomentuj notkę
11 maja 2004 (wtorek), 11:20:20

Reportera sposób na człowieka

  1. Nie wiem czy dobrze pamiętam z metrologii ale chyba jest tak, że nie da się skonstruować idealnego przyrządu pomiarowego. Idealnego tzn. takiego, który mierząc nie zakłócałby środowiska w którym coś mierzy.

    Każdy woltomierz bierze troszkę prądu, każdy manometr przykładany do napompowanej opony nieco powietrza upuści. Chcąc określić wartość pieniądza konieczne jest przeprowadzenie przy jego pomocy choćby najmniejszej transakcji. Chcąc dowiedzieć się jak jest gdzieś należy wysłać reportera, który jest człowiekiem a jako taki wchodzi z innymi ludźmi w relacje.

  2. Reporterzy jadą gdzieś aby zobaczyć, przeżyć, opisać, opowiedzieć... aby zdać relacje tym, którzy ich wysłali. Niestety, już sama ich obecność zmienia środowisko, które w swoim zamiarze mają zrelacjonować.

    Jeżeli reporter jedzie do głodnej Etiopii to będzie potrzebował przewodnika, któremu zapłaci za to, że zaprowadzi go do miejsca, gdzie głód jest najbardziej malowniczy. Czym zapłaci? Dolarami, bo ta waluta jak na razie ma wszędzie na świecie swoją wartość. Można by powiedzieć, że to dobrze, że zapłaci, wszak jeden głodny przez chwilę może nie będzie głodny ale czy na pewno to dobrze? Czy zaraz nie pojawi się klasa oczekujących na dziennikarzy bezrobotnych (i głodnych) przewodników? Nie wiem.

    Jeżeli jakiś dziennikarz chce zobaczyć starcie palestyńskich małolatów z izraelskimi żołnierzami to może zaczaić się gdzieś koło Gazy i czekać, czekać... ale po co czekać w upale, jak koledzy dziennikarze w hotelu właśnie zaczynają pić. Lepiej dać małolatom 5 dolców (tu ta waluta też ma swoją wartość) a małolaty rzucą kamieniem w stronę posterunku, mało tego - zrobią to tak, aby nie ustawili się pod światło i operator kamery nie musiał powtarzać (co kosztowało by pewnie jeszcze z 5 dolców). Ten przykład jest o tyle ciekawy, że dotyczy miejsca, które przez obecność kamer jest już bardzo zakłócone - w tym miejscu prowadzi się wojnę właśnie przy pomocy pokazywanej w telewizji krwi . W tym miejscu krew, zwłaszcza krew arabskich dzieci jest bardzo tania, więc różne Arafaty i Huseiny mogą spokojnie nią grać.
    (na podstawie rozmow z reporterem)

  3. Ekolodzy to grupa ludzi, którym z definicji nie wierzę. Nie wierzę bo albo są to cyniczni działacze robiący kasę lub karierę na modnych hasłach albo naiwne małolaty wierzące w te hasła i dające się przez tych działaczy w swej głupocie wykorzystywać. Nie wierzę ekologom, choć cieszę się, gdy woda jest czysta a trawa zielona. 
  4. Rzeźnia to miejsce, gdzie z reguły nie kręci się filmów gdyż rzeźnia to miejsce, gdzie normalnie zabija się zwierzęta. Jeżeli więc pojawia się film z rzeźni, przedstawiający dręczenie zwierząt to przypuszczam, że film powstał na zamówienie. Ktoś chciał aby przedstawiał to co przedstawia, ktoś chciał udowodnić wcześniej postawioną tezę, która z prawdą może miała a może nie mała nic wspólnego. Nie wierzę więc, że w rzeźniach pracownicy znęcają się nad zwierzętami ponieważ ich pracą polega na ich zabijaniu a nie dręczeniu. Wierzę jednak, że co najmniej jeden przypadek dręczenia miał miejsce. Na pewno przytrafiło się to wtedy, gdy w rzeźni pojawił się człowiek z kamerą.
    (inspiracja: proces o znęcanie się na zwierzętami w rzeźni, gdzie dowodem jest film)

    Nie tak dawno przyłapano ostatnio reporterów BBC na kręceniu filmu o tym, jak to w Kanadzie w okrutny sposób zabija się foki. Po emisji filmu myśliwi próbowali wyjaśniać, że robili to tak, gdyż reporter ich o to prosił. Nie wierzę reporterom. Nie wierzę ekologom. Nie wierzę myśliwym, którzy za dolce będą się szmacić. Nie wierzę palestyńskim dzieciom.

  5. Kiedyś jeden z fotografów zdobył bardzo prestiżową nagrodę za zdjęcie umierającego z głodu murzyńskiego (oj, co za niepolityczne słowo) dziecka. Obok stał sęp i czekał, aż będzie mógł się posilić. Widziałem to zdjęcie i nie wiem na ile powstało z rzeczywistej potrzeby serca a na ile po to aby zdobyć światową nagrodę.
  6. Koszt jednego posiłku dla głodnego w Etiopii wynosi mniej więcej tyle samo co dobra kolacja w lepszej paryskiej restauracji. O co tu chodzi?
  7. Tego świata nie zmienię. Nie wiem nawet jak to uczynić bo gdy chciałbym coś naprawić tu, zaraz popsuję to tam. Nie będę więc tego czynił ale coś muszę czynić. Jezus powiedział: "szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane." i chyba to jest to, co czynić należy. Wierzę, że Jezus ma lepszy niż "reportera sposób na człowieka".
  8. Maranatha!

Kategorie: media, _blog


Słowa kluczowe: media, reportaż, reporter, świat, dziennikarze, obserwacja


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę

Disclaimers :-) bo w stopce coś wyglądającego mądrze można napisać. Wszystkie powyższe notatki są moim © wymysłem i jako takie związane są ze mną. Ale są też materiały obce, które tu przechowuję lub cytuje ze względu na ich dobrą jakość, na inspiracje, bądź ilustracje prezentowanego lub omawianego tematu. Jeżeli coś narusza czyjeś prawa - proszę o sygnał abym mógł czym prędzej naprawić błąd i naruszeń zaniechać.