Słowo kluczowe: Polska


28 września 2021 (wtorek), 16:11:11

Sytuacja strategiczna Polski - wg Olka

Tak sobie to publikuje, bo ważne to jest. Olek napisał to w Wordzie, jest to w załączniku. No i ważna jest data - koniec lata 2021.

 

 

SYTUACJA STRATEGICZNA POLSKI

Olek M. (SDP),  późne lato 2021

Według rosyjskich strategów Polska jest w pełni zależna od „układu amerykańskiego” i jest niezdolna do samodzielnego działania. Dalekosiężnie, Polska ma dla nich nie stanowić żadnego ośrodka decyzyjnego lub nawet rozpłynąć się w innych strukturach.

Wielkim sukcesem Polski, w ostatnich trzydziestu latach, było wejście w struktur NATO i EU, co dało Polsce nieznane w przeszłości korzyści modernizacyjne (w większości już skonsumowane) i stan wysokiego bezpieczeństwa narodowego, lecz równocześnie spowodowało uśpienie lub nawet zanik myślenia strategicznego elit politycznych i decyzyjnych w Polsce.

Wydaje się, że symbolicznie:

- połowa elit politycznych i połowa społeczeństwa polskiego wyznaje nieśmiertelność i prymat pełnej niepodległości Państwa Polskiego i opiera utrzymanie tego stanu na bezkrytycznym zakotwiczeniu w Stanach Zjednoczonych, jako gwaranta tej idei (OPCJA ATLANTYCKA)

- druga połowa elit politycznych i druga połowa społeczeństwa akceptuje stopniowe rezygnowanie Polski z suwerenności Państwowej w zamian za dalszą modernizację i zapewnienie bezpieczeństwa narodowego (OPCJA EUROPEJSKA)

Wydaje się też, że obie opcje, w swojej czystej postaci nie zapewnią Polsce ani dalszej modernizacji, ani bezpieczeństwa.

  1. OPCJA ATLANTYCKA – Z powodów oczywistych, opcja ta ma niewielki potencjał modernizacyjny, a w dziedzinie zapewnienia Polsce bezpieczeństwa zaczyna być praktycznie nieaktualna, a jej nieaktualność będzie narastać w czasie, z możliwością jej raptownej zapaści, w przypadku zdarzeń, które skokowo obniżą Amerykańską wiarygodność, w światowym układzie sił.
  2. OPCJA EUROPEJSKA – Obecnie zapewnia ciągle znaczne możliwości modernizacyjne, ale nie posiada praktycznie żadnej siły sprawczej w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego. Ponadto w przypadku opcji europejskiej istnieją dwa scenariusze, przy czym oba są dla Polski niebezpieczne:

2.1. Scenariusz pierwszy – EU przekształca się w federację i buduje realny ośrodek mocarstwowej siły (ze stricte europejską armią, włącznie) - W tym scenariuszu, są znowu dwie opcje:

2.1.1. opcja pierwsza to pozostanie Polski poza tym tworem, co grozi jej marginalizacją lub unicestwieniem.

2.1.2. w opcji drugiej zaś Polska staje się częścią Federalnej Europy, ale zostaje w niej ustawiona znacznie poniżej swojego realnego potencjału i zmuszana jest do akceptowania dyktatu ekonomicznego i obcych wzorców społecznych, co w zestawieniu z unikalnymi aspiracjami narodu Polskiego, doprowadzi do konfliktu z centralą Federacji i destrukcyjny rozwód, co doprowadzi do sytuacji z poprzedniego punktu.

  • Scenariusz drugi – Rozpad obecnej UE – Spowoduje osłabienie impulsu modernizacyjnego dla Polski i całkowitą utratę bezpieczeństwa narodowego w chaosie Europy po-unijnej .

 

WNIOSKI:

Po krótkim, najlepszym w swoich dziejach okresie, Polska znajduje obecnie w zwrotnym punkcie swojej historii. Zabory, okupacja i komunizm nie odebrały narodowi Polskiemu pamięci swojej historycznej potęgi, ani aspiracji narodowych, przerwały za to, na okres całej nowoczesnej historii Europu, budowanie i utrzymywanie kultury strategicznej, a przede wszystkim kilkukrotnie fizycznie wyeliminowały polskie elity. Od roku 1990, Polska zyskała 30 lat modernizacji i straciła 30 lat budowania kultury strategicznej, własnych i niezależnych wpływów i realnych narzędzi do balansowania swojego otoczenia w wielobiegunowym świecie.

Szybka zmiana myślenia elit i w związku z tym szybkie nadrobienie straconego czasu, wydają się niemożliwe. Każdy z powyższych scenariuszy, co prawda w różnym stopniu, daje Polsce dalsze postępy modernizacyjne, ale każdy z nich niesie zagrożenie, z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa i sprawczości Polski, stosownej do jej potencjału i aspiracji Polaków.

Dlatego potrzebna jest natychmiastowa i absolutnie nieprzeciętna mobilizacja polskich elit politycznych w celu wypracowania nowej strategii dla państwa polskiego, która będzie realizowana długofalowo i ponad podziałami wewnętrznymi.

Niezbędne jest wytyczenie nowej, wielokierunkowej strategii dla Polski oraz głębokie zmiany w strukturach państwa, materiale urzędniczym, w służbach wywiadowczych i w dyplomacji, które dopiero wynikowo pozwolą na zbudowanie adekwatnych do nowej strategii, sił odporności państwa, jak i sił projektujących siłę państwa na zewnątrz, czyli zupełnie nowego typu polskich sił zbrojnych, znacznie różnych i znacznie mocniejszych, niż dzisiejsze.

Podsumowując, sytuacja jest przełomowa i groźna, gdyż możemy nie tylko tracić pęd modernizacyjny, który zapchnie nas na margines, możemy nie tylko utracić narodowe bezpieczeństwo, ale możemy – pozornie zachowując w jakimś stopniu dwa poprzednie – na tyle stracić sprawczość Polski i rozminąć się z potencjałem i aspiracjami narodu, że to ten element doprowadzi do samo-destrukcyjnych zachowań Polaków i utraty dotychczasowych osiągnięć lub nawet, w skrajnym przypadku, zagrożenia polskiej państwowości.

 

Do roboty!

 

 


Kategorie: _blog, polityka


Słowa kluczowe: polska, strategia, polityka, ue, unia europejska, nato, Olek, sdp, s.d.p.


Pliki


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
14 stycznia 2019 (poniedziałek), 14:22:22

Podziały wywołane przez WOŚP

Takie zdanie dla zobrazowania problemu:

"WOŚP to inicjatywa, która dzieli Polaków na dobrych i złych. Dzieli też na mądrych i głupich. Ci źli i głupi to ci drudzy, bo przecież ja jestem dobry i mądry".

Myślę, że każdy może powyższy tekst przeczytać spokojnie i spokojnie się z nim zidentyfikować.


A co złego jest w WOŚP? Pewnie to, że oczekując od nas emocjonalnego a nie racjonalnego odniesienia się do siebie. To wyłącza nam myślenie. które jeżeli nawet się włączy, to włączy się po to aby rozumem uzasadnić podjętą wcześniej emocjonalną decyzję.

Mamy dostęp do tych samych informacji ale wyciągamy zupełnie inne wnioski, gdyż nasze emocje przeszkadzają w tworzeniu nieco bardziej zawiłych modeli rzeczywistości a przez to przeszkadzają w rozumowym myśleniu.


Kategorie: _blog, obserwartor


Słowa kluczowe: WOŚP, Owsiak, Polska


Komentarze: (1)

w34, February 17, 2019 13:03 Skomentuj komentarz


Dzieli też na pięknych i brzydkich, radosnych i złośliwych.... same podziały.

Skomentuj notkę
17 maja 2018 (czwartek), 10:16:16

Gazeta Wyborcza a polskość

Gazeta Wyborcza zbadała relacja swoich czytelników z polskością.

z-czego-sa-dumni-czytelnicy-GW

Szkoda, że nie mam podobnych badać wykonanych wśród czytelników Gazety Polskiej, i tych z Torunia też. Choć nie - pewnym badaniem może być frekwencja na Marszach Niepodległości - w końcu to 100 tys. ludzi tam przyjeżdza, więc nie jest źle mając na uwadze, że czytelników papierowej Wyborczej niej jest już dużo więcej.

A co ja tu widzę? Widzę jak wiele lat pedagogiki wstydu zrobiło spustoszenie w umysłach. Robota Michnika.


Kategorie: _blog, polityka, obserwator, media


Słowa kluczowe: gazeta wyborcza, polska, patriotyzm, pedagogika wstydu, michnik


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
7 maja 2018 (poniedziałek), 15:20:20

Antysemityzm w Polsce i innych krajach Unii

We Wrocławiu odbyły się w uroczystości solidarnościowe z Izraelem obchodzącym w maju swoje 70-lecie. Wg prezydenta miasta Dutkiewicza był to także protest przeciw „wciąż żywym w Polsce aktom antysemityzmu”.

A ja jeszcze przypomnę dane dotyczące incydentów antysemickich w Europie:

  • Niemcy - 1468 incydentów;
  • UK - 786 incydentów;
  • Austria - 477 incydentów;
  • Holandia - 428 incydentów;
  • Francja - 335 incydentów;
  • Szwecja - 277 incydentów;
  • Polska - 101 incydentów.

Źródło wg. TVP 

Raport w sprawie antysemityzmu w UE.
Zobacz, jak wypadła Polska

Ortodoksyjny Żyd na ulicy Stamford Hill w północnym Londynie (fot. REUTERS/Hannah McKay)
Europejska Agencja ds. Praw Podstawowych opublikowała we wrześniu 2017 roku raport dotyczący antysemityzmu w krajach członkowskich Unii Europejskiej w latach 2006-2016. Z zestawienia wynika, że w 2016 roku najwięcej incydentów antysemickich zarejestrowano w Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Merkel o nawrocie antysemityzmu w Niemczech: To wstyd, że żadna żydowska instytucja nie może istnieć bez ochrony
Kanclerz Angela Merkel, wypowiadając się w sobotę, w dniu poświęconym pamięci ofiar Holokaustu, wyraziła ból z powodu nawrotu antysemityzmu w jej...

zobacz więcej
W 2016 roku najwięcej incydentów antysemickich w Unii Europejskiej zarejestrowano w Niemczech (1468) i Wielkiej Brytanii (1308). Na kolejnych miejscach znalazły się: Austria (477), Holandia (428), Francja (355) i Szwecja (277).

W tym okresie w Polsce stwierdzono 101 przypadków antysemityzmu, co stanowi spadek w stosunku do roku poprzedniego o ponad 50 proc., kiedy to odnotowano 167 tego rodzaju incydentów.

Portal wPolityce.pl inaczej opracował tą wiadomość: 

 

Polska to kraj antysemitów? Bzdura! Przypominamy raport UE, który jasno pokazuje, jaka jest sytuacja

wPolityce.pl, 20 lutego 2018 roku, wkt / http://fra.europa.eu

Polska to kraj antysemitów? Ubiegłoroczny raport Europejskiej Agencji ds. Praw Podstawowych dotyczący antysemityzmu w krajach członkowskich w latach 2006-2016 pokazuje zupełnie coś innego. Dlatego postanowiliśmy przypomnieć, jak fakty mają się do ochoczo głoszonych przez niektóre środowiska opinii.

Dzięki raportowi możemy zapoznać się zarówno z panoramami incydentów oraz zbrodni na tle antysemickim w całej UE, jak i w poszczególnych krajach członkowskich.

Okazuje się, że jeśli chodzi o incydenty o podłożu nienawiści do Żydów, to w Unii przodują Niemcy, Francja, Holandia i Wielka Brytania. Przy czym zdecydowanie największy jest odsetek tych aktów na terenie Niemiec, w 2016 roku było 1468incydentów, przy czym we Francji było to analogicznie 335 aktów.

Jeśli chodzi o Polskę, to ilość takich zajść zmniejszyła się w 2016 roku niemal dwukrotnie w stosunku do roku 2015, ze 167 do 101.

Podsumujmy więc wspomniane dane:

Niemcy - 1468 incydentów; UK - 786 incydentów; Austria - 477 incydentów; Holandia - 428 incydentów; Francja - 335 incydentów; Szwecja - 277 incydentów; POLSKA - 101 incydentów.

Patrząc na dane zawarte w raporcie oraz mając na uwadze to, co mówione jest w trwającej dyskusji na temat nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, warto jeszcze raz przeanalizować opinie odnośnie antysemityzmu w Polsce oraz wzrostu zachowań rasistowskich za obecnych rządów, bo ma się to nijak do tego, co pokazują liczby.

Źródła:

A tu źródło w PDF zachowane: fra-2017-antisemitism-update-2006-2016_en.pdf 
Źródło: http://fra.europa.eu/en/publication/2017/antisemitism-overview-2006-2016

 

 


Kategorie: antysemityzm, polska-izrael, polityka, _blog, polska


Słowa kluczowe: antysemityzm, antypolonizm, unia, polska, dudkiewicz, wrocław


Pliki


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
8 sierpnia 2017 (wtorek), 14:04:04

Pacyfizm i moje przemyślenia o wojnie na dziś

Nie dawno powiedziałem jednej pannie, żeby wybierając sobie męża wybrała takiego, który w przypadku wojny pójdzie bronić jej i ich dzieci. Moje zdanie wzbudziło emocjonalny sprzeciw - ona wolała aby w przypadku wojny został z nią w domu. W domu i co? Aby razem schowali się w szafie tak jak śpiewała kiedyś Kora?

Dziś przypomniałem sobie tą piosenkę - leciała tak:

Nie wyobrażam sobie, miły,
Abyś na wojnę kiedyś szedł.
Życia nie wolno tracić, miły,
Życie jest po to, by kochać się.

Mam w domu szafę bardzo starą
Z podwójnym dnem, z lustrami dwoma,
Gdy zaczną strzelać za oknami,
Będziemy w szafie żyć.

Starczy nam ubrań na wszystkie pory,
Szalone bale, dzikie kolory
I u znajomych jest tyle szaf,
Będzie co zwiedzać przez parę lat.

Na dziś uważam, że to bardzo głupi i zły tekst. Na usprawiedliwienie Kory jest jednak to, że piosenka powstała w Stanie Wojennym (1983?), w czasach ZSRR i Układu Warszawskiego, w czasach gdy pacyfizm był formą walki z komunistycznym a więc z definicji agresywnym i złym systemem. Ale dziś?

Zanim wjedziecie na mnie, że pokopany jestem zwróćcie uwagę, że w piosence mowa jest o wojnie obronnej. Ten „Miły" podmiotu lirycznego nie ma iść na wojnę zaczepną, gdzieś w okolice Kopenhagi (tam projektował działania polskich wojsk "sługa boży" i "człowiek honoru" Wojciech Jaruzelski). Mowa tu jest o wojnie obronnej. Ktoś strzela pod ich domem, tuż za oknami a - Kora śpiewa o „Miłym” tchórzu i dezerterze, sama do tej dezercji chce się przyczynić obiecując ułudę w postaci jakiegoś zwiedzania cudzych szaf.

Czy moja młoda koleżanka na prawdę wolała za męża tchórza i dezertera? A może tylko miała dziwną, wypatrzoną koncepcje państwa, państwa, którego nie warto bronić, bo lepiej z niego uciekać? W Polsce o to bardzo łatwo.

W trakcie tej rozmowy uświadomiłem sobie, że to ja mam jakieś średniowieczne myślenie o państwie, o rzeczypospolitej (rzeczy wspólnej), o Polsce. To prawda - Polska dziś wygląda okropnie, ale ciągle jeszcze jest rządzona przez Polaków, bo takich widzę w sejmie, w rządzie, w pałacu prezydenta, w sądach, urzędach....

A wyobraźmy sobie, że wszystkie te urzędy są obsadzone przez ludzi obcych, ludzi, których kultura nie bazuje na chrześcijańskim rozumieniu „bliźni" ale różnicuje ludzi. Po pierwsze: swój i swoim, potem długo, długo nic, a potem obcym, którzy są po to aby ich używać do swoich celów. I teraz wyobraźmy sobie, że tacy ludzie władają Polską (w znaczeniu nasze terytorium, nasz kraj), władają nami i mają środki przymusu, którymi egzekwują względem nas, Polaków swoje prawa.

Nie szukajmy daleko! Kultura Talmudu i kultura Koranu to takie właśnie kultury. Obie te kultury nakazują dobrze traktować swoich, jednocześnie pozwalając używać obcych łącznie z ograniczeniem ich wolności, a często też i więc z gwałtem. A może być gorzej - mogą na nas napaść Marsjanie (polecam przypomnieć sobie film Szulkina - Wojna Światów) i co wtedy? Czy polska Polska dalej jawi się nam tak źle?

Ciekawostka. W XX-leciu międzywojennym ludzie pamiętali czym jest niewola, brak niepodległości, mieszkanie w Polsce bez Polski. Pamiętali to i wychowali młodzież tak, że w trakcie II Wojny Światowej zachowała się ona godnie. I nie chcę tu otwierać dyskusji czy miało to sens czy nie, czy Powstanie Warszawskie to była dobra decyzja bo nie o to mi chodzi. Godność młodzieży (pokolenia kolumbów) objawiła się wcześniej, we wrześniu 1939, gdy po ogłoszeniu mobilizacji ludzie stawali do obrony a nie chowali się w szafach.

Ale czy moje myślenie jest głupie? A może głupim jest myślenie Kory wyśpiewane w jej piosence? …..

Ale dziś? Dziś słuchając (a to ładna piosenka jest) należy uważać próbując określić się - jaki jest mój stosunek do dobra wspólnego którym jest rzeczypospolita, nasze państwo.


Kategorie: _blog, polityka, obserwator


Słowa kluczowe: pacyfizm, manam, kora, polska


Komentarze: (1)

Pacyfista, August 19, 2017 22:30 Skomentuj komentarz


A co dobrego jest w wojnie - przepraszam, że spytam. Ilekroć słyszę brednie o stawaniu w obronie swojego kraju, to krew mnie zalewa. W imię czego kolejny raz miałyby być złożone jakiekolwiek ofiary, skoro wcześniejsze ofiary nic nie przyniosły. W ogromnym uproszczeniu, najpierw jakieś "złowrogie siły" (wewnętrzne i/lub zewnętrzne) wywołują waśni, konflikty, a potem na front wysyła się zatraceńców, którzy w imię obrony rzekomej wolności, kraju, ducha narodu, demokracji (wstaw dowolne puste frazesy) mają stać się MIĘSEM ARMATNIM, żertwą. I trzeba sprzedać bajeczki o honorze, walce o wolność (sic!) i innych bzdurach, żeby banda ślepców chciała dobrowolnie iść na rzeź. Rzeź bezsensowną, gdyż po jednym zbrojnym konflikcie przychodzą następne. Wojna NICZEGO nie zmienia, gdyż istotą każdego konfliktu zbrojnego jest apogeum zła. Wojna to kłamstwo (bo trzeba diabelskich intryg, żeby wywołać waśń) i morderstwo (cyniczny i brutalny mord na masową skalę). Tym, którym marzy się "wojenka", po której zdobędą sławę i honor, radzę odciąć sobie bez narkozy dowolną unerwioną, choćby najmniejszą, część ciała (np. mały palec dowolnie wybranej kończyny). Jeśli po takiej zaprawie nadal będą chcieli odnosić rany na polu chwały, to już ich sprawa - niech się zapiszą jako najemnicy w dowolnym konflikcie zbrojnym jakich mnóstwo na tym "łez padole"... Dla europy (celowo używam małej litery) najwyraźniej minął czas opamiętania po zagładzie i horrorze II wojny światowej. Nie pamięta się już ran, rozdartych na strzępy ciał, gwałtów, biedy i zniszczeń. Człowiek człowiekowi zgotował ten los... i nic się w tej kwestii nie zmienia. Wojna, przelew krwi, potem pokój. Następuje wieloletnia mała stabilizacja. Złudne poczucie bezpieczeństwa. Gawiedź na przemian z władzą honoruje nacjonalistycznymi mitami bezsensownie przelaną krew. Stopniowo "społeć-czeństwo" zapomina o batach jakie dostało, poddaje się bezwiednie manipulacjom elit politycznych, pogrąża w hedonistycznym nieróbstwie i chęci "łatwego życia". A gdy kolejna budowana przez lata bańka spekulacyjna zaczyna nabrzmiewać (i grozi pęknięciem), to zaczyna się podżeganie do kolejnych wojen. I znów szuka się frajerów, którzy na tę wojnę pójdą. Jaka to idea miałaby tym razem przyświecać owej walce o wolność - bój w obronie rencistów spod monopolowego, nieuków, zawodowych bezrobotnych, matki z dzieckiem (bez taty, bo fikcyjny rozwód daje szansę na parę groszy więcej), kombinatorów różnej maści, domorosłych odmóżdżonych "kidultów" oraz tych, co się pracą nie skalają, bo za "takie piniędze (zwykle chodzi o kwotę około 2000PLN netto) to nie bedom pracować". A może zamiast nawoływania do wojny należy rzucić inne hasło, np: jazda do roboty je***e nieroby! Pieniądz = praca = stabilizacja, a uczciwość + stabilizacja = pokój. W dużym uproszczeniu, rzecz jasna :P

:P

Skomentuj notkę
24 lipca 2017 (poniedziałek), 12:24:24

Do przemyślenia na dziś: Kaczyński i Soros

Dwa sposoby myślenia:

- Kaczyńskiego
- Sorosa

Dwa sposoby działania:
- Kaczyńskiego
- Sorosa

Dwa cele:
- Kaczyńskiego
- Sorosa

Ciekawa jest ta polaryzacja. Kiedyś było jasne:
- zła komuna, ZSRR, RWPG, Układ Warszawski, Breżniew a przedtem Stalin
- dobra demokracja, wolność, zachód, kościół a nawet kościół katolicki

Dzisiaj inaczej:
- Kaczyński, Orban, Trump, Warszawa, naród i państwo narodowe
- Soros, Angela i Macron, Bruksela (a za nią Berlin), społeczeństwa i ....

Acha - Kaczyński to całe życie angażujący się w Polskę polityk, z wizją i za to bez pragmatyzmu, niewątpliwie patriota.
Soros - finansista, spekulat, z kontaktami w świecie jeszcze większych finansów, też z wizją, ponoć filantrop choć jak przebadałem to owszem, wspiera ale tylko takich, którzy realizują jego wizje.

Moje oceny:
- nie wierzę aby Panu Bogu podobały się typowo ludzkie (nazwę je: grzeszne) metody działania PiS
- sposoby działania Sorosa oraz jego cele są więcej niż bezbożne, są skierowane przeciwko Bogu.


Kategorie: polityka, obserwator, _blog


Słowa kluczowe: kaczyński, soros, unia, polska


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
24 lipca 2017 (poniedziałek), 10:50:50

Rządy PO (platformy)

1) Afera taśmowa
2) Afera hazardowa
3) Afera wyciągowa
4) Afera stadionowa
5) Afera autostradowa
6) Afera stoczniowa
7) Afera AmberGold
8 ) Afera Elewarru
9) Afera z informatyzacją MSW
10) Afera z budową gazoportu w Świnoujściu oraz dostawami gazu z Kataru
11) Afera z budową elektrowni atomowej (od 5 lat trwa "wybieranie" jej lokalizacji, a kasa dla zarządów specjalnych spółek leci)
12) Afera z opóźnieniem publikacji przez Rządowe Centrum Legislacji ustawy o rajach podatkowych
13) Grabież Polakom połowy oszczędności emerytalnych zgromadzonych w OFE (153 mld zł)
14) Wydłużenie obowiązku pracy (wieku emerytalnego) o 7 lat u kobiet i 2 lata u mężczyzn
15) Rozrost biurokracji (sto tysięcy nowych etatów)
16) Drastyczny wzrost zadłużenia kraju (z 530 mld zł do blisko 1 bln zł)
17) Podniesienie VAT-u na wszystko
18) Podwyższenie o 1/3 składki rentowej (ZUS) dla przedsiębiorców
19) Zamrożenie na 8 lat kwoty wolnej od podatku, kwot uzyskania przychodu oraz progów podatkowych
20) Podniesienie akcyzy na paliwo
21) Likwidacja ulg podatkowych (budowlana, internetowa)
22) Zmniejszenie o 1/3 zasiłku pogrzebowego
23) Wprowadzenie nowego podatku paliwowego - tzw. opłaty zapasowej
24) Nałożenie na Lasy Państwowe haraczu w postaci podatku od przychodu (a nie dochodu!)
25) Prace nad wprowadzeniem podatku smartfonowego i tabletowego
26) Prace nad wprowadzeniem podatku audiowizualnego
27) Przyjęcie zabójczego dla polskiej gospodarki pakietu klimatycznego
28) Zgoda na wprowadzenie do Polski GMO
29) Przyjęcie ustawy o ograniczeniu dostępu obywateli do informacji publicznej
30) Przyjęcie ustawy o ograniczeniu wolności zgromadzeń
31) Przyjęcie ustawy o "bratniej pomocy" (tzw. ustawa 1066)
32) Spuszczenie w sejmowym klozecie kilku milionów podpisów złożonych pod obywatelskimi inicjatywami referendalno-ustawodawczymi
33) Utajnienie raportu o nieprawidłowościach w ZUS do jakich doszło w latach 2008 - 2013
34) Próba nocnej zmiany Konstytucji RP, która umożliwiłaby sprzedaż Lasów Państwowych
35) Doprowadzenie do tragicznego stanu publicznej służby zdrowia (czekanie po kilka lat na wizytę u lekarza specjalisty)
36) Podpisanie z Rosją niekorzystnej umowy gazowej (najdroższy gaz w Europie)
37) Blisko 3-letni paraliż legislacyjny w sprawie wydobywania gazu łupkowego
38) Drenaż Funduszu Rezerwy Demograficznej
39) Wyprzedaż majątku narodowego za ponad 65 mld zł (w tym spółek strategicznych takich jak Azoty Tarnów);
40) Ograniczenie potencjału militarnego
41) Brak przemyślanej i suwerennej polityki zagranicznej
42) Wszechobecny nepotyzm i kolesiostwo (tysiące stanowisk opłacanych z publicznej kasy dla platformianych kolesi)...
43) Sprzedaż 73% polskich banków za 2 biliony, a wartość, to minimum 66 bilionów - to za czasów siedmioletnich rządów Tuska.
44) Zakłady chemiczne Ciech sprzedane Kulczykowi za 612 i pół miliona złotych, a zakłady te w ciągu jednego roku przyniosły 513 milionów i 400000 zł zysku


Kategorie: polityka, historia, historia współczesna


Słowa kluczowe: po, pis, polska, afera, tusk


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
19 lutego 2016 (piątek), 04:56:56

Lech Wałęsa c.d.n.

Nasze autorytety tyle razy przekonywały nas, że powinniśmy się wstydzić, więc myślę, że dziś jest dobry moment aby to zrobić. Wstydźmy się więc przez światem, wstydźmy się przez Europą. Co pomyślą o nas dziś na zachodzie, co powiedzą o nas w Paryżu, Londynie. Wstyd. Wstyd na całego.

Wstyd, bo daliśmy się zwodzić tym autorytetom, wierzyliśmy w kłamstwo, bo kłamstwo wyglądało ładnie a prawda śmierdziała. Dawaliśmy wiarę Adamowi Michnikowi, gdy w swojej gazecie wskazywał na generała jako na człowieka honoru. Wierzyliśmy Wajdzie nie tylko nakręcił śliczny film ale również, gdy się o bohaterze stanowczo wypowiadał. Chętnie byśmy się znaleźli wród wybitnych nazwisk sygnujących "List w obronie dobrego imienia Lecha Wałęsy" i co gorsza, zwisało nam to jak jest na prawdę, bo lecieliśmy na uczuciach. Na uczuciach przyłączaliśmy się do tych, którzy niszczyli szukających prawdy; badających przeszłość uważaliśmy ich za świrów, oszołomów, za inkwizycję.

A dziś? Dziś wstyd. Wstyd bo prawda wyszła z szafy i śmierdzi. Widać jak zbudowane jest to państwo, i nie chodzi tu o autostrady i budynki ale o relacje międzyludzkie, od relacji władców między sobą i władców z obywatelami zaczynając a na dyskusjach przez płot i przy obiedzie kończąc.

Wstyd!

Wstydźmy się więc, bo tacy jesteśmy.

* * * * * *

Wiem, że można z tym wstydem przyjść do Boga. Można z nim o sobie i Polsce pogadać, powiedzieć, wyznać. Grzechów nie wyznawało się wcześniej, bo skoro prezydent Lech Wałęsa idzie w zaparte to co się będę wychylał, ale dziś? Dziś można przyjść do Boga i wyznać wiedząc, że "jak jest odległy wschód od zachodu, tak daleko Bóg odsuwa od nas nasze występki" o ile te grzechy, ten wstyd i gańbe Jemu wyznajemy.

Przed Europą będzie wstyd, bo Europa składa się z Europejczyków, ale słabości i upadki wyznane przez Bogiem choćby "były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna". Do Boga należy więc przyjść. Z sobą, z Wałęsą, z Polską. Można ze szwagrem, kumplem, sąsiadem ale przed Boga a nie w kolejne zacietrzewienie.

Te piękne fragmenty o przebaczeniu pochodzą z Ps 103.12, Iz 1:18 ale najważniejszy to J3:16, którego tu nie zacytowałem.

* * * * *

I jeszcze módlmy się do Boga o prezydenta. Tu ciągle trwa walka, a wyjeżdzając kilka dni temu do Chile po raz kolejny mówił straszne rzeczy. Jeszcze jest czas. Pewnie niedługo wróci i będzie się musiał w tej jaśniejszej nieco rzeczywistości jakoś znaleźć. 

* * * * *

Znalazłem, bo to ciekawe jest. 21-05-2008


OŚWIADCZENIE

Wizerunek Polski w świecie współczesnym formowany jest przez twórczy wysiłek jej obywateli, przez przekształcenia gospodarcze i polityczne minionego dwudziestolecia, przez sukcesy kultury i edukacji. Ma w tym swoje miejsce jednak także pamięć o przeszłości. Polskim kapitałem moralnym jest rola Solidarności i jej historycznego przywódcy Lecha Wałęsy w walce o wolną Polskę i przywrócenie jedności europejskiej. Trudno pojąć intencje instytucji i ludzi, którzy podejmująobecnie kampanię oskarżeń i zniesławień wobec Lecha Wałęsy. Instytucja, która miała służyć narodowej pamięci, zamierza teraz podjąć działanie niszczące tę pamięć: archiwa komunistycznych służb bezpieczeństwa mają stać się instrumentem przekreślenia wizerunku i autorytetu robotniczego przywódcy "Solidarności", laureata pokojowej nagrody Nobla oraz pierwszego prezydenta znowu niepodległej Polski. Wobec ofiary ubeckich prześladowań ci policjanci pamięci stosują pełne nienawiści metody tamtych czasów. Gwałcą prawdę i naruszają fundamentalne zasady etyczne. Szkodzą Polsce. Wyrażamy Lechowi Wałęsie nasz najwyższy szacunek, zaufanie i solidarność. Zwracamy się do wszystkich obywateli o przeciwstawienie się wymierzonej przeciwko Lechowi Wałęsie kampanii nienawiści i zniesławień, która niszczy polską pamięć narodową.

Władysław Bartoszewski
Zbigniew Bujak

Jerzy Buzek
Andrzej Celiński
Marek Edelman
Władysław Frasyniuk
Bronisław Geremek
Stefan Jurczak
Krzysztof Kozłowski
Jan Kułakowski
Bogdan Lis

Helena Łuczywo
Tadeusz Mazowiecki
Adam Michnik
Karol Modzelewski
Janusz Onyszkiewicz
Józef Pinior
Jan Rulewski
Henryk Samsonowicz
Grażyna Staniszewska
Wisława Szymborska
Barbara Skarga

Andrzej Wajda

Henryk Wujec
Krystyna Zachwatowicz

Kategorie: polityka, historia, polska, _blog


Słowa kluczowe: polska, ipn, wałęsa, bolek, opamiętanie


Pliki


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
11 listopada 2015 (środa), 23:39:39

Marsz Niepodległości '2015

Fejsbook patriotycznie sugeruje, że powinienem coś napisać w związku ze świętem. Więc napiszę co mi przed chwilą A. wyliczyła uzupełniając o swoje to co pamiętam:

Co było:
1. Święto, jak co rok od kilu lat.
2. Ponoć 150 tys. na głównym Marszu, który przeszedł.
3. Miły list pana prezydenta do maszerujących.
4. Nie taka zła pogoda (mogła padać).
5. Transmisja w TVP i za pomocą Peryskopu.

A czego nie było:
1. Niemieckiej Antify pałującej Polaków na ulicach Warszawy.
2. Nie było kilku konkurencyjnych Marszów, nie wiadomo po co.
3. Zmiany trasy w ostatnim momencie.
4. Wrogości prezydenta i rządzących do większości manifestujących.
5. Policyjnych łapanek na drogach, kontroli busów, terroryzowania młodzieży na dworcach.
6. Lewackich antymarszów, blokujących, przeszkadzających, robiących zadymy (atak na skłota, młodzież w pasiakach, homo… na platformie i antifa blokująca Marszałkowską).
7. Gonienia się z policją, pałowania, rzucania kamieniami, używania gazu, strzelania z broni.
8. Palenia samochodów, samochodów policji i TVN zwłaszcza.
9. Przecinania marszu na pół.
10. mnie na Marszu.

No to chyba jest lepie niż było?

Fajnie, bo jakoś tak się zrobiło przyjemniej w tej Polsce.



Dopisek: I jeszcze nie było:
11. Niszczenia tęczy.
12. Tęczy.

 


Kategorie: obserwator, polityka, Polska, _blog


Słowa kluczowe: Polska, marsz niepodległości, prezydent, pis


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
5 września 2014 (piątek), 17:55:55

Przyczynek do opisu Polski i Polaków

"Głupi ludzie, głupi naród, wybierają sobie głupich przywódców” - ile razy ostatnio słyszałem w lewackim mainstreamie taką myśl wypowiedzianą przez autorytety na temat nas samych. Słucham, słuchają moim znajomi a ja widzę, że w większości się z taką oceną zgadzają. Zgadzają bo przecież widzimy, że „głupi ludzie, głupi naród”. 

To mainstremie bo jeżeli posłuchać tego co na prawo to tam jakby na przekór pojawia się duma. Sienkiewicz, powstania, zaraz jesteśmy dzielnymi Sarmatami, pojawia się Bóg, Honor i Ojczyzna i wyższość cnót moralnych w naszych decyzjach nad złymi Niemcami i Ruskimi i zdradzieckimi demokracjami zachodu. To w gazetach i portalach, a w życiu to te cnoty moralne powiększają się po obaleniu jakiejś flaszki. 

Jakoś nie potrafię odnaleźć się w tej dyskusji. Nie mam w niej zdania, nie pasuje mi sposób jej prowadzenia mimo iż ciągle Gazetę podcztytuję, a i Radia Maryja słucham.

A może by tak, zamiast takiej syntezy stworzonej od młotka zastanowić się nad przyczynami, dla których jest tak jak jest? Co jest przyczyną dla której tu teraz jesteśmy jako naród ukształtowani tak a nie inaczej. Dość opisów typu: głupcy, bohaterowie, złodzieje, romantycy.... Może poszukać przyczyn, najlepiej takich wolnozmiennych bo przecież wiadomo, że Polacy to nie przez 50 lat ale pewnie z 500 byli kształtowani aby dziś być tacy jacy są. 

Co mamy w warunkach wolnozmiennych? Pogoda? Tak. Od zlodowaceń za Noego pewnie niewiele się zmienia. Pogoda wpływa na to, że lubimy kiszone ogórki o których nie mają pojęcia Francuzi, za to z winem u nas słabiej. Położenie geograficzne? Rzeczywiście, miejsce jest takie, że łażą tu tacy różni, ale od czasu uspokojenia się Tatarów przyłażą już tylko sąsiedzi z bliska, a nie hordy z końca Azji. A więc sąsiedzi. A religia? A gdyby tak tu poszukać?

O czasach przed Piastami pewnego wiadomo niewiele. Szukałem, ale tylko jacyś wymyślacze snują to piękne idee, tylko słabo je mogą udokumentować, więc sobie odpuszczam. Polskę ukształtował katolicyzm, ten średniowieczny do XVI wieku a potem ten katolicyzm trydencki. Za Piastów było to w niby-chrześcijaństwo bo poza kilkoma duchownymi (a może politykami) na dworach, całe chrześcijańskie nauczanie służyło tylko uzasadnieniu tworzących się w Europie feudalnych systemów. W Polsce to tworzenie mocno zaprawione było mieczem i trucizną. A czasy Jagiellonów? Pierwsza i ostania żona Jagiełły wywalczyły, aby w bibliotece królewskiej dostępne były Biblie po polsku, dokładnie to pewnie Biblia-Sztuk-Jeden, bo przepisywanie nie było tanie. Po epoce niedouczonych klechów, i wędrujących mnichów opowiadających różne bajki na przemian z ewangelią było to pewne nowum. Potem Odrodzenie, w Polsce o tyle ciekawe, że silnie to nasze unarodowienie wspierające. Ale od początku XVII wieku Polska z lidera Europy wpada w realizowaną przez jezuitów idee jedności Europejskiej pod przywództwem samego papieża. Koniec ustawiania przez Polskę spraw na wschodzie, koniec imigracji do nas z zachodu, za to zaczyna się nacisk ze wschodu i kolonizacja z zachodu. Z Czechami nie pogadamy, bo to zachód, za to problemy z monarchią rozwiązywane są przez ustalenie, że królową jest Żydówka, królująca dziś również w Meksyku. No i jest coraz smutniej, i smutniej, ani ekonomicznie, ani militarnie, ani intelektualnie jako naród niewiele możemy, mimo iż Skłodowska i Żwirko coś tam próbują.

Bez sensu ta moja pisaniana - tak naprawdę to próbuję sobie w niej uzasadnić możliwość rozpoczęcia krytyki rzymskiego-katolicyzmu w postaci jaki dziś mamy, i w idei, która ukształtowała nasz naród, kawałkami głupi, ale na pewno też dumny. Do teraz często to robiłem w warstwie teologicznej punktując dogmaty sprzeczne z objawieniem ale teraz spróbuję się zająć zbadaniem wpływu na naród, na jego kształtowanie, a więc na nasz dzisiejszy stan.

Inspiracja: Tekst Pawła z okropną wizją przyszłości: "W najbliższych wyborach znów zwycięży PO... Wielu utyskuje na głupi naród, ale kto oceni religię, która tak go ukształtowała?” Mam nadzieję, że Paweł nie jest dobrym prorokiem.


Kategorie: obserwator, polityka, historia, _blog


Słowa kluczowe: polska, polacy, katolicyzm


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
10 sierpnia 2014 (niedziela), 12:38:38

Przewidywania przyszłości

Nie jest to Fukojama, ale może właśnie dlatego jest lepsze. Kolega spisał, ja odnotowuję:

Zostałem namówiony aby spisać moją aktualną wiedzę na temat sytuacji międzynarodowej, zapewne powinienem podawać za każdym razem źródło informacji, która jest podstawą takiego widzenia, ale nie pamiętam.

1. Dookoła Izraela (10 mln ludzi) są wyłącznie wrogowie (200 mln ludzi), a jedyny sojusznik powoli nie ma pieniędzy na dalszą pomoc, wygląda to na tonący powoli lotniskowiec, pora na ewakuację, najlepiej w okolice znane z tolerancji, źle rządzone, oczekujące na pomoc gospodarczą (2-3 lata).

2. Ameryka szykuje się do wojny z Chinami, właśnie kładą świeży beton na lotniska na Pacyfiku, do szczęścia potrzebują dwóch rzeczy, pierwsza to osłabiona lub wręcz rozpadająca sie Unia Europejska, druga to sojusznik na północy Azji, ale nie putinowska Rosja tylko coś co powstanie po jej rozpadzie, bo Ameryki nie stać na tak hardego i kosztownego sojusznika jakim jest obecna silna i zwarta Rosja, trzeba ją obalić aby z rozsypanej puzzli poskładać nowego sojusznika (2-3 lata).

3. Unia Europejska to w zasadzie już jeden silny kraj, któremu pozostali członkowie wyłącznie ciążą, ale jeśli do konfliktu w Europie środkowej miałby wnieść ktoś silną pomocną dłoń to ta dłoń nie mogła by być niemiecka, ale błękitne hełmy mogłyby pięknie pasować do Holendrów, sprzedawców brylantów i cichych sojuszników Izraela, powoli zaczyna pasować do punktu 1 (2-3 lata).

4. Jeśli zatem widzimy układ USA-Rosja vs EU-Chiny to po pierwsze za 2-3 lata będzie on sensowny, ale już dziś warto go widzieć, i warto zastanowić się nad udziałem pozostałych krajów w czasie tych 2-3 lat i ich statusie po 2016 roku.

5. Bliski wschód walczący między sobą o tereny po Izraelu (dobrze zagospodarowane, świetnie położone) próbujące przetrwać katastrofę hiv-ebola i rozpoczęcie wydobycia ropy/gazu w innych częściach przebudowanego świata, wydaje się, że zostaną wmanewrowani w bratobójcze wojny wewnętrzne.

6. Skandynawia, Anglia, Wielka Brytania, Kanada i inni wielcy neutralni będą zapewne dalszym gwarantem, że powstały konflikt nie zostanie rozdmuchany do rozmiarów kolejnej wojny światowej, będą wyczuwali swoją katalityczną rolę i po cichu umacniali swoją neutralną rolę, może tylko Falklandy wrócą przy okazji do Argentyny.

7. Hiszpania z Portugalią wrócą pod rządy arabskie czy też zostaną utrzymane jako najważniejsze miejsce wypoczynku świątecznego dla Niemców i ich sojuszników?

8. Białoruś będzie głównym konstruktorem nowej nieputinowskiej wielkiej Rosji razem z Litwą, Łotwą, wschodnią Ukrainą, Krymem i całą piękną kaukaską i azjatycką pozostałością po ZSRR?

9. Polska, Śląsk, Czechy, Słowacja, Zachodnia Ukraina, Moładawia, Węgry i Rumunia staną się nową Unią Środkowo-Europejską pod czasowym zarządem starej UE w postaci komisarzy holenderskich zupełnie przypadkowo posiadający haczykowate nosy i długie modne za 2-3 lata pejsy?

10. Polacy będą górnikami od gazu łupkowego, niewolnikami nowoczesnej Europy, czy... no właśnie, co z nami będzie, czy damy się czy dołączymy do budowy jako nowi Europejczycy?

(Bogusław Turko, 10 sierpnia 2014 godz. 12, zassane z fejsa)

Zachowuje sobie bo fajne. Tak to dziś wygląda jeżeli nie widzi się w tym wszystkim jakiegoś planu Boga. A ja nie mogę zapominać, że moja ojczyzna jest w niebie... bo do takiego myślenia zachęcał mnie św. Paweł w Fil 3:20.


Kategorie: polityka, obserwator, _blog


Słowa kluczowe: polityka, przepowiednia, proroctwo, przewidywania, usa, rosja, polska, chiny, ukraina


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
10 sierpnia 2014 (niedziela), 11:50:50

Mieczysław Albert Krąpiec

Przeczytałem książkę:

Wielka odmowa. Agent, filozof, antykomunista

Dariusz Rosiak

Wydawnictwo: Czarne, 2014
ISBN: 978-83-7536-765-2
Liczba stron: 248
Cena: 39,90zł (ale ponoć ebook jest tańszy)

Książka o Polsce, o Lublinie, o KUL, o kościele R-K, o polityce, komunizmie, SB, agentach, IPN i o filozofii też. A właściwie to ta filozofia jest w tle. Chrześcijaństwa nie ma tam wcale. Ot, taka kolejna, dobra książka o Polsce. Warto było ją przeczytać.

Kluczowe osoby w prezentacji tej historii:

  • Mieczysław Krąpiec
  • Janusz Krupski
  • Edward Kotowski

Wydawnictwo dodało, że książka obowiązkowa dla idealistów i frajerów, że jest okrutna (bo jest), i że jest o tym jak się robiło kariery. I jak się robi też, bo patrząc na wpisy w Wikipedii nie wiele się od czasów Gierka zmieniło.


Ciekawostka - chyba pierwszy raz w polskiej literaturze jak jawnie cytowane są całe listy elektroniczne, w delikatnym podkreśleniem ich elektroniczności. Mowa jest też o fejsie. Ale do pana Kotowskiego się nie podłącze, bo to nie mój znajomy.


Kategorie: obserwator, filozofia, polityka, _blog


Słowa kluczowe: polska, kul, krąpiec, ipn


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
18 października 2013 (piątek), 00:00:00

Magdalenka. Teoria spiskowa, która okazała się prawdą

Artykuł Sławomira Cenckiewicza, który ukazał się w Rzepie.

Magdalenka. Teoria spiskowa, która okazała się prawdą

Fotografia: Spacerowicze rocznik '88. Od lewej: ks. Bronisław Dembowski, Jacek Ambroziak, Bronisław Geremek, Jacek Kuroń, Aleksander Kwaśniewski. Muzeum Niepodległości/EAST NEWS

 

 Lech Wałęsa 15 września 1988 r. spotkał się w rządowym pałacyku na Zawracie z gen. Czesławem Kiszczakiem, Stanisławem Cioskiem i ks. Alojzym Orszulikiem, aby ustalić szczegóły zakulisowych rozmów między komunistyczną władzą a „konstruktywną opozycją". Wałęsa na widok szefa MSW od razu zadeklarował, że wcale nie chce „zakładać natychmiast »Solidarności«".


Dzień później doszło do pierwszych rozmów w Magdalence, których podstawowym celem – jak to deklarowali reprezentanci opozycji – miała być relegalizacja „Solidarności".  W rzeczywistości reżim Jaruzelskiego zgodził się na oficjalne przywrócenie szyldu „Solidarności" dopiero w kwietniu 1989 r. i to już po zamknięciu obrad Okrągłego Stołu.

Trzeba przyznać, że Kiszczak przystępował do tych rozmów w pełni przygotowany. Ten wieloletni oficer kontrwywiadu i wywiadu wojskowego, który w ostatniej dekadzie PRL podporządkował sobie w dodatku służby cywilne, doskonale znał przeszłość i słabości swoich interlokutorów oraz zasady politycznych szachów z tajnymi służbami w tle. Jakby dla podkreślenia roli tajnych służb w operacji okrągłostołowej do roboczych i poufnych kontaktów reprezentantów władz z przedstawicielami „Solidarności" wyznaczył w dodatku dość specyficzne miejsce: „obiekt specjalny" nr 135 w Magdalence należący do Departamentu I MSW (wywiadu cywilnego).

W dodatku spore, jeśli nie kluczowe, znaczenie w przygotowaniu i obsłudze tych rozmów odegrał cieszący się sympatią wielu opozycjonistów Krzysztof Dubiński. Był on od 1974 r. funkcjonariuszem MSW, w lipcu 1988 r. zaś został mianowany zastępcą naczelnika Wydziału Informacji i Sprawozdawczości w gabinecie ministra spraw wewnętrznych, by po zakończeniu rozmów okrągłostołowych trafić do Departamentu I MSW.

Major Dubiński, jak czytamy w jednej z jego charakterystyk, „aktywnie uczestniczył w przygotowaniu materiałów związanych z obradami i funkcjonowaniem Okrągłego Stołu". W ten sposób gospodarzem i kreatorem Magdalenki były tajne służby PRL. To one stały się ważnym transformatorem ustroju.

 

Faza nr 1 Przyczyna zmian

Stan gospodarki posadził władze przy Okrągłym Stole" – powiedział w lutym 1989 r. uczestniczący w zakulisowych rozmowach z komunistami Lech Kaczyński. To prawda. Nikt i nic komunistów w istocie nie obalało tak skutecznie jak katastrofalny stan gospodarki. Główną determinantą ugody pomiędzy władzami PRL i „konstruktywnymi" z „Solidarności" z przełomu 1988 i 1989 r. była kondycja finansowa i niewypłacalność reżimu Jaruzelskiego wobec zachodnich kredytodawców z rozmaitych banków komercyjnych (skupionych głównie w Klubie Paryskim) i ich rządowych żyrantów.

 

Wspierani przez wywiad cywilny eksperci rządowi uczestniczący w kolejnych turach rozmów z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Klubem Paryskim już w latach 1986–1987 sygnalizowali swoim zwierzchnikom, że „przeprogramowanie istniejących zaległości płatniczych, przesunięcie bieżących płatności i nowe kredyty z MFW i Banku Światowego" są możliwe jedynie wówczas, kiedy ekipa Jaruzelskiego zdecyduje się na wprowadzenie zasadniczych zmian w systemie ekonomiczno-politycznym PRL. Stąd też Departament I MSW nieustannie alarmował Wojciecha Jaruzelskiego, że bez poluzowania gospodarki i otwarcia się na „konstruktywną opozycję" system PRL znajdzie się nad przepaścią wynikającą z bankructwa państwa.

W tym sensie podjęcie rozmów z konstruktywną opozycją w sierpniu 1988 r. było niezbędne dla wiarygodności PRL i możliwości prowadzenia rozmów z MFW i Klubem Paryskim w sprawie zadłużenia. Ten kierunek i postulaty miała wesprzeć „Solidarność". Bez niej operacja ratowania reżimu na arenie międzynarodowej nie mogła się udać. Nieprzypadkowo szef wywiadu gen. Zdzisław Sarewicz pisał wówczas, że „zgodna prezentacja powyższych postulatów przez rząd i środowisko opozycyjne – niezależnie od szans ich realizacji wymusiłaby – według ekspertów MFW – zmianę nastawienia wierzycieli do polskich problemów finansowych".

Jednocześnie rozpoczynał się wówczas proces liberalizacji stosunków gospodarczych, ale i wielki skok partyjnej nomenklatury oraz społeczności tajnych służb na „bazę materiałowo-kapitałową sektora państwowego".

 

Faza nr 2 Warunek ugody

Aby solidarnościowa opozycja mogła skutecznie zaświadczyć swoją odpowiedzialność i troskę za stan gospodarki PRL, trzeba było ją wpierw zdezintegrować przez podział i przeformatować w kierunku bardziej konstruktywnym. Nieprzypadkowo we wrześniu 1986 r. Wałęsa, ignorując stanowisko działaczy podziemia nawet głównego nurtu (z Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność") i Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność" wybranej na zjeździe w 1981 r., powołał jawną strukturę władzy nad zdelegalizowanym związkiem – Tymczasową Radę „Solidarności", której skład dobierał, konsultując się ze środowiskiem Kuronia i Michnika oraz najbliższym otoczeniem.

 

Powołanie TRS było zgodnym z interesami władz faktycznym zamachem stanu, sankcjonującym pozbycie się z kierownictwa „Solidarności" ludzi sprzeciwiających się ugodzie z komunistami. W ten sposób zaczęto realizować koncepcję budowy zupełnie nowej „Solidarności" – „od góry w dół", bez „tych głupich" i „ekstremy", jak mówił już kilka lat wcześniej w rozmowach z komunistami Wałęsa.

Komuniści i ich tajne służby nie kryli satysfakcji. To, co się stało, było zbieżne z realizowaną od jakiegoś czasu przez bezpiekę operacją o kryptonimie „Brzoza", która także stawiała na partnerski dialog z „konstruktywnymi" działaczami „Solidarności", przy jednoczesnym zaniechaniu jakichkolwiek dalszych represji. Był to – jak pisali w memoriale dla Wojciecha Jaruzelskiego Jerzy Urban, Stanisław Ciosek i gen. Władysław Pożoga – „doniosły, dodatkowy czynnik powodujący rozkład podziemia". Nawet konferujący potajemnie wówczas z bezpieką Kuroń miał stwierdzić, że powołanie TRS „spowodowało niezamierzoną korzystną sytuację dla władz" i „wytworzyło rozdźwięki w szeregach opozycji".

Temu wszystkiemu towarzyszyła dość zdumiewająca deklaracja  Lecha  Wałęsy, który  do spółki ze Stefanem Bratkowskim, Bronisławem Geremkiem, Tadeuszem Mazowieckim, Stanisławem Stommą, Klemensem Szaniawskim, Jerzym Turowiczem, Janem Józefem Szczepańskim i Andrzejem Wielowieyskim zaapelował do władz amerykańskich o zniesienie sankcji gospodarczych nałożonych na PRL po wprowadzeniu stanu wojennego. Grupa, której przewodził Wałęsa, wystąpiła także z prośbą o nadanie PRL klauzuli najwyższego uprzywilejowania w stosunkach gospodarczych! Jaruzelski użył w ten sposób noblisty i szyldu opozycji do próby wyciągnięcia dogorywającej Polski Ludowej z międzynarodowej izolacji.

 

Faza nr 3 Nowa „Solidarność"

Pod koniec 1987 r. w miejsce TKK i TRS powołano kolejny byt – Krajową Komisję Wykonawczą NSZZ „Solidarność". Z ponad setki członków Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność" z 1981 r. w KKW ostało się jedynie sześciu sojuszników „warszawki" i Wałęsy – Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Stefan Jurczak, Bogdan Lis, Antoni Stawikowski i Antoni Tokarczuk!

 

Jeden z rzeczników i beneficjentów tej zmiany w „Solidarności" Jan Lityński ogłosił wówczas na łamach podziemnego „Tygodnika Mazowsze", że „Solidarność" nie może już więcej odpowiadać na wszystkie propozycje komunistów „totalnym i głośnym »nie«!". Ale żeby tak było, należało wyrzucić z niej prawie wszystkich członków władz krajowych i większość ludzi tworzących struktury związkowe w regionach.

Rzeczywiście ta nowa „Solidarność" była coraz bardziej konstruktywna i przewidywalna. Doceniało to trio (Pożoga-Urban-Ciosek) doradców Jaruzelskiego, które w styczniu 1988 r. tak pisało do towarzysza generała: „Uważamy, że naszym realistycznym celem powinno być ustawiczne oswajanie bardziej ugodowego skrzydła nastawionego na koegzystencję z »reżimem«, asymilowanie i neutralizowanie tego skrzydła, budowanie przepaści między nim a opozycją radykalno-nielegalną (...). Taktyka oswajania to wytrącanie opozycji możliwości uprawiania sprzeciwów natury ogólnej i głoszenia pięknie brzmiących haseł, natomiast wmanewrowanie jej w dyskusje o konkretach, zmuszanie do uwzględniania realnie istniejącej sytuacji oraz rzeczywiście możliwych rozwiązań. Taka platforma uczestnictwa umiarkowanej opozycji w życiu kraju oddzieli ją najsilniej od fundamentalistów".

W ten sposób, kosztem wziętej w dwa ognie antykomunistycznej „ekstremy", holowano wiernego neosolidarnościowego partnera z Matką Boską w klapie, z którym można było w przyszłości zawrzeć prawdziwą transakcję epoki – Okrągły Stół i bezkonfliktowe przejście z PRL do postkomunizmu III RP, dla jednych z solidarnościowego styropianu na salony władzy, dla drugich z SB do UOP, z PZPR do SdRP, z Komitetu Centralnego do zarządu banku...

 

Faza nr 4 Osuszanie przedpola

Nadszedł wreszcie czas ostatecznej rozgrywki, który przypadł na strajk sierpniowy 1988 r. Już po dwóch dniach strajkowania (24 sierpnia) pojawiła się konkretna oferta – zgoda komunistów na rozmowy Okrągłego Stołu, a w konsekwencji również ustalenie ścieżki ku pluralizmowi związkowemu (w domyśle relegalizacji „Solidarności"), ale w zamian za zakończenie strajku.

 

Dla wtajemniczonych w poufny dialog „opozycji" z władzą nie było to zaskoczeniem. Scenariusz ten był bowiem przedyskutowany przez Kuronia w Departamencie III MSW już dwa dni wcześniej (22 sierpnia 1988 r.). W komunikacie z tej rozmowy funkcjonariusze bezpieki napisali m.in., że Kuroń przewiduje, iż „podjęte zostaną bezpośrednie rozmowy z Lechem Wałęsą bez żadnych warunków wstępnych ze strony rządu. W czasie tych rozmów strona rządowa wyraża zgodę na wprowadzenie pluralizmu związkowego z dniem 1 stycznia 1989 roku, natomiast Lech Wałęsa zobowiązuje się do podjęcia natychmiastowych działań w kierunku wygaszania strajków".

Tak się w istocie stało. Zgodnie z planem Kuronia Wałęsa natychmiast pozytywnie zareagował na propozycję Kiszczaka, deklarując w liście, że jest gotów do dialogu, „nie stawiając żadnych warunków wstępnych ani ograniczeń tematycznych". Później, podczas bezpośredniej rozmowy z Kiszczakiem, zadeklarował, że chce „Solidarności" „czysto związkowej" i krytykował „moment rozpoczęcia" strajków. Ale Kiszczak wystąpił wobec niego jak surowy przełożony i oświadczył: „Czekamy przez 20 godzin na działalność pana Lecha Wałęsy w sprawie wygaszenia strajków. Do tego czasu będzie powstrzymane ewentualne użycie środków wymuszających przestrzeganie prawa".

Wałęsa się wystraszył. Przyznał to w pamiętniku: „Wiłem się jak piskorz, atakowałem z prawa i z lewa, ale generał Kiszczak postawił rzeczowe, twarde warunki: legalizacja »Solidarności« będzie możliwa tylko wtedy, gdy rozmowy Okrągłego Stołu zakończą się parafowaniem narodowego porozumienia; obecnie strajki powinny wygasnąć w ciągu osiemnastu godzin; następne ustalenia w sprawie Okrągłego Stołu poczynimy za dwa tygodnie, a w tym czasie przygotujemy wstępne listy negocjatorów i doradców. Oczywiście nie byłem zadowolony, ale też nie mogłem zbytnio podskakiwać. Kilkanaście strajkujących zakładów to nie kilkaset jak w sierpniu 1980, a generał powiedział bez ogródek, że i tak beton partyjny próbuje torpedować każdą ofertę ugody z opozycją". Był to spory sukces komunistów i osobiście zwierzchnika tajnych służb.

 

Faza nr 5 Haki i „pożyteczni idioci"

Dlaczego nie wypominamy przeciwnikom ich grzechów, zbrodni, a byłoby co. (...) O nas mówi się stalinowcy. A dlaczego wszystkim Woroszylskim, Mazowieckim nie przypominamy peanów na cześć Stalina? (...) Czy tak bardzo nam na nich zależy, że dajemy się opluwać, milczymy, nie przypominamy ich nieprawości?" – mówił wówczas Kiszczak.

 

Okazało się jednak, że komunistom tak bardzo zależało na byłych stalinowcach, których po stronie solidarnościowo-opozycyjnej było wielu, że argumentu z ich haniebnej przeszłości nigdy nie użyli. Nie mogli go wykorzystać też jako środka nacisku zgromadzonej przez SB wiedzy o agenturze po stronie „opozycyjnej". Musiało tak być, ponieważ jej wiarygodność w oczach opinii publicznej była warunkiem zduszenia społecznej opozycji wobec „kontraktu".

Znamienna pod tym względem była argumentacja Władysława Frasyniuka, który podczas pierwszych rozmów w Magdalence mówił do komunistów: „Trzeba jasno powiedzieć, że my, siadając razem z panami do stołu, działamy nie we własnym interesie: zabiegamy w ten sposób o wasz interes. Dla dobra kraju, dla dobra społeczeństwa, które wam nie wierzy i które nie chce was słuchać, staramy się zapewnić waszą wiarygodność". Zapewne nie miał wówczas pojęcia, że władze PRL robiły to samo w stosunku do Wałęsy, Mazowieckiego, Geremka i innych reprezentantów „strony solidarnościowo-opozycyjnej", dbając o ich społeczną wiarygodność.

Co ciekawe, także Michnik zwracał się do komunistów o niezmuszanie tzw. strony solidarnościowej do nadmiernych ustępstw, ponieważ osłabi to jej autorytet w społeczeństwie, a bez tego autorytetu nie będą już potrzebni stronie rządowej.

W każdym razie na przełomie 1988 i 1989 r. obie strony politycznego dialogu (a w zasadzie już nie strony, bo przecież okrągły stół ma to do siebie, że raczej symbolicznie łączy, a nie dzieli) zdawały sobie sprawę z wagi całego przedsięwzięcia. W obozie władzy o wszystkim decydowali Jaruzelski z Kiszczakiem, a po stronie neo-„Solidarności" warszawski salon. Kuroń nie krył satysfakcji z pozycji, jaką on i jego środowisko zajęło, podporządkowując sobie Wałęsę i rekonstruowany, choć na innych warunkach i w nowym kształcie, związek.

Od tej pory to Kuroń i jego polityczni przyjaciele mieli decydować o politycznych karierach ludzi „Solidarności". Po kolejnej turze jego rozmów w MSW funkcjonariusze Departamentu III MSW pisali: „w przekonaniu większości osób z opozycji uczestnictwo w rozmowach otwiera szerokie możliwości kariery politycznej. Przed ludźmi mającymi szanse na takie uczestnictwo staje alternatywa: albo ukorzyć się przed środowiskiem postkorowskim i złożyć niejako deklarację lojalności, albo zachować samodzielność. Jacek Kuroń, w prowadzonych rozmowach, stara się wytwarzać wrażenie, że może on co najmniej odsunąć każdego niewygodnego działacza opozycyjnego".

 

Faza nr 6 Ostateczna podmiana

W tej sytuacji stało się zupełnie oczywiste, że Lech Wałęsa musi wyrazić zgodę na zamknięcie się w „złotej klatce", jaką wymyślił dla niego salonik wszechmocnego Kuronia, zgłaszając pod koniec 1988 r. pomysł powołania Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczącym NSZZ „Solidarność".

 

Komitet Obywatelski przy Wałęsie, którego członków nikt przecież demokratycznie nie wybierał, ale dobierał według towarzysko-politycznego klucza, stał się polityczną czapą nad całą „Solidarnością". Przypominał też powołaną dwa lata wcześniej Radę Konsultacyjną przy Przewodniczącym Rady Państwa, z tą tylko różnicą, że Jaruzelski, w przeciwieństwie do Wałęsy, posiadał w tym gremium realną władzę i decydujący głos. Zamiast „ekstremistów", czyli władz „Solidarności" wybranych w demokratycznych wyborach, komuniści ostatecznie wykreowali „konstruktywnego partnera".

W marcu 1989 r. na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR Kiszczak mówił wprost: „Równolegle z szeroką falą rozmów w zespołach i podzespołach »okrągłego stołu« ukształtował się odrębny, poufny nurt dialogu. Miał on formę spotkań roboczych w wąskim gronie z udziałem Wałęsy oraz obserwatorów strony kościelnej". Kiszczak miał zapewne na myśli rozmowy prowadzone w „obiekcie specjalnym" numer 135.

Wiosną 1989 r. stały się one jeszcze bardziej konstruktywne, kiedy zaczął w nich uczestniczyć Michnik. Według władz PRL, w tym szefa bezpieki gen. Henryka Dankowskiego, Michnik – obok Geremka i Mazowieckiego – stał się w tym czasie „głównym architektem polityki opozycji w trakcie Okrągłego Stołu". Był radykalnym rzecznikiem porozumienia z komunistami. Już pod koniec lutego 1989 r. tłumaczył kolegom z „Solidarności" „konieczność rezygnacji z tzw. rozliczania za czas stanu wojennego, aby nie psuć atmosfery i nie dawać do ręki konserwie partyjnej broni. Podczas jednej z biesiad Michnik zwrócił się w stronę Kiszczaka z toastem: „Piję, panie generale, za taki rząd, gdzie Lech będzie premierem, a pan ministrem spraw wewnętrznych".

 

Faza nr 7 Narodziny systemu III RP

W ten sposób rozpoczynał się proces określany później przez Lecha Kaczyńskiego mianem „fraternizacji" i „zblatowania". Kaczyński uważał za niemal pewne, że w Magdalence nie doszło do zawarcia pisemnej zmowy pomiędzy komunistami a częścią elity solidarnościowej, bo nie na tym polegają doskonałe spiski. Konsekwencją tych rozmów jednak była partycypacja „fraternizujących się" w późniejszych przywilejach władzy i nieporównywalnie silniejsza pozycja majątkowa i polityczna aniżeli tych, którzy w procesie magdalenkowego „zblatowania" udziału nie wzięli. I okrągłostołowy spisek na tym przede wszystkim polegał. Późniejsza abolicja dla zbrodniarzy komunistycznych, przyzwolenie na niszczenie archiwów tajnych służb i partii i „gruba linia" („gruba kreska") są jedynie tego potwierdzeniem i konsekwencją.

 

Jeden z ojców i patronów tego systemu – Jacek Kuroń, już w 1977 r. wyznał podczas spotkania z kolegami, że „w wolnej Polsce listy agentów i pracowników SB powinny być dokładnie opracowane przez opozycję, ale nie można ich ujawniać, aby nie stwarzać sytuacji prześladowania przez otoczenie tych ludzi".

W ten oto sposób podjęty po ogłoszeniu w Związku Sowieckim „głasnosti" wspólny wysiłek władz PRL i „zreformowanej" „Solidarności", akceptowany, a nawet wspomagany przez zainteresowany w utrzymaniu w Polsce spokoju Zachód, doprowadził do zaprezentowania Polakom operacji Okrągłego Stołu jako historycznego „obalenia komunizmu".

O tej realistycznej, ale i negatywnej ocenie Okrągłego Stołu oraz jego następstw zapominają często ci wszyscy, którzy próbują wykorzystać autorytet zmarłego tragicznie prezydenta do podtrzymania fałszywego mitu pokojowej zmiany systemu. ?

Autor jest historykiem, opublikował właśnie kolejną swoją książkę pt. „Wałęsa. Człowiek z teczki" (Wyd. Zysk i S-ka)

 


Kategorie: _blog, historia, polska


Słowa kluczowe: magdalenka, 3RP, polska, przemiany '89, kiszczak, wałęsa, gieremek


Pliki


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
3 czerwca 2012 (niedziela), 19:00:00

Daniel Stein, tłumacz - książka Ludmiły Ulickiej

Czytam:

Daniel Stein, tłumacz

Ludmiła Ulicka

z rosyjskiego przełożył Jerzy Redlich
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 978-83-7799-858-8
Liczba stron: 558
Cena: koło 4 dych

Grube, oczka troszkę męczy ale nie żałuję, bo warto. Ta książka to synteza trudnych i dziwnych relacji żydowskich z Bogiem. Sporo o po holokauście, sporo o stosunkach w Europie Środkowej i Wschodniej, bardzo dużo o Izraelu. To synteza, bardzo dobra jako podsumowanie wieku XX niezbędne do analizy tego, co teraz się dzieje i za chwile dziać się będzie.

Pierwowzór: Daniel Rufeisen

Polecam gorąco.

 


Aby ułatwić lekturę zrobiłem sobie listę pojawiających się tam osób:

Plik Worda: osoby w książce p. Ulickiej.doc

Zawarta w nim tabelka poniżej: 

Osoba

Biogram

Relacje

rozdział

Ewa Manukian

Urodziła się w lesie, wśród partyzantów, niedługo po ucieczce z Getta

Córka Rity Kowacz

 

 

Ester Hantman

Mieszka w Ameryce, dentystka (?)

 

Żona Izaaka Hantmana

 

Izaak Hantman

był lekarzem w gettcie, a po ucieczce uratoważ życie Danielowi (?) gdy złapali go partyzanci radzieccy. Jako lekarz był ekspertem w Procesie Norymberskim.

Zmarł gdzieś w okolicy 1980???

Zostawił dużo notatek cytowanych w książce

Mąż Ester Hantman

 

Daniel ((niem. Dieter) Stein

 

 

 

Awigdor Stein

Starszy? Brat Daniela ??? mieszka w kibucu w Galilei

Brat Daniela

Syn Eliasha Stein

 

Efraim Zwiek

Był też partyzantem ….. potem wyjechał chyba do Izraela …..

 

 

Władysław Klocha

Zakonnik, mieszka chyba w Krakowie, przyjaźni się z Danielem

 

 

Eliash Stein

Urodzony w 1886, spolonizowany, a może też zniemczony żyd z Galicji. Służył w armii austriackiej, potem w Wojsku Polskim. Ożenił się w 1914 roku, miał dwóch synów

Ojciec Daniela Stein

Ojcies Awigdora Stein

Mąż ….

 

Alon Stein

 

Syn Awigdora

 

Paweł Koczyński

Komunista, w czasie wojny partyzant radziecki, po wojnie w aparacie władzy komunistycznej w Polsce. Emigrant chyba z 1968 roku, mieszka w Paryżu, gdzie pracuje na uczelni ???? Przed wojną współpracuje z Ritą Kowacz.

 

 

Rita Kowacz

Urodzona w 1908 w Warszawie, w rodzinie żydowskiej. Komunistka, przed wojną dużo siedzi, po 1939 uwolniona przez Rosja z więzienia w Lwowie wstępuje do WKP(b). Ucieka w getta do lasu, po urodzeniu zostawia Ewę w sierocińcu i idzie do partyzantki komunistycznej. Po wyzwoleniu w aparacie władzy komunistycznej w Polsce, potem wyjeżdża do Izraela, gdzie mieszka w domu opieki. Przed śmiercią nawraca się i przyjmuje chrzest w kościele anglikańskim.

Matka Estery Mamukian

 

Hilda Engel

Asystentka brata Daniela Steis. Katoliczka. Prowadzi sprawy parafii hebrajskiej w Hebronie. Niemka, urodzona po wojnie, koresponduje z matką w Niemczech.

 

 

Ludmiła Ulicka

Autorka książki, pisarka.

Żona Andrzeja.

 

Grażyna

Po wojnie wyszła za Mietka (żyda?) i wyjechała z nim do Izraela. Jako polka należy do parafii hebrajskiej. W czasie wojny opiekowała się ukrywającym Mietkiem, potem wyszła za niego. Po śmieci syna a potem męża popełniła samobójstwo.

Przyjaciółka Wiktorii

Żona Mietka

Matka Hanny – żołnierka

Matka Andrzeja – żołnierz izraelski, zginął na wojnie

 

Mietek

Mąż Grażyny, ur. w 1910 r. Żyd, ukrywany w czasie wojny przez Grażynę (Polką, katoliczką), po wojnie wyjechał z nią, już jako żoną do Izraela. Po wojnie, w Kielcach byli obecni przy Prowokacji Kieleckiej i dlatego z Polski mogli wyjechać dopiero w 1951 roku. Dwoje dzieci.

 

 

Wiktoria

 

Przyjaciółka Grażyny

 

Beata Siemionowicz

 

 

Cz II # 14

Marysia Walewicz

 

 

 

Musa

Arab w Galilei, przyłącza się do parafii hebrajskiej. Przez chwilę kochanek Hildy.

 

 

Herszon Szimes

Żyd z Rosji. W pewnym momencie wyjeżdża do Izraela.

syn Zinaidy Henrykowej Szimes

 

Zinaida Henrykowna Szimes

Żydówka z Rosji.

matka Herszona Szimes

 

Teresa Bendy

? Polka z Wilna ???

 

 

Walentyna Ferdinandowna Linze

 

 

 

Beata Siemionowicz

Polka, z Emska. Ożeniona z Białorusinem Iwanem Siemionowicz, który będąc szefem miejscowej białoruskiej policji w ten sposób chciał ją ochronić, bo większość jej rodziny, jako Polaków Niemcy (?) zabili. Po wojnie wyjeżdża z mężem do Anglii.

Żona Iwana Siemionowicza

2 siostry???

Przyjaciółka Marysi Walewicz ????

 

Marysia Walewicz

?

Przujaciółka Beaty Siemionowicz, z domu …

 


Kategorie: to czytam, to lubię, _blog


Słowa kluczowe: izrael, polska, białoruś, rosja, prawosławie, chrześcijanie, kościół hebrajski, holocaust, żydzie mesjańscy, Daniel Rufeisen


Pliki


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
11 lutego 2012 (sobota), 00:50:50

Zmiany w NOSPR

Byłem na koncercie ale w trakcie pierwszego, iście niemieckiego utworu naszła mnie taka refleksja, którą czym prędzej spisałem.

Co z tą Polska? Co z tą Polską skoro już nie tylko Telekomunikacja Polska jest nie polska tylko francuska a właśnie od teraz, Narodową Orkiestrą Polskiego Radia kieruje Niemiec.

Ja rozumiem, że nie mamy piłkarzy bo Orliki to dopiero Tusk wymyślił ale dyrygentów? A dyrygowali tą orkiestrą: Jan Krenz, Bohdan Wodiczko, Kazimierz Kord, Tadeusz Strugała, Jerzy Maksymiuk, Stanisław Wisłocki, Jacek Kaspszyk, Antoni Wit..... a od dziś Niemiec! No tak, ale wtedy to ona się nazywała Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia a od niedawna nazywa się Narodową....

Ale brzmi nieźle, choć na pierwszy koncert pan niemiecki dyrygent wybrał utwory samych wiedeński faszystów. A Szymanowski? A Lutosławski? A choćby i Hanna Kulenty? Fitelberga by czasami coś zagrali.

Nawet ładnie zagrali. Ten dyrygent ma swoją klasę, ale refleksja pozostała.

Co z tą Polską?


Kategorie: obserwator, _blog


Słowa kluczowe: nospr, wospr, polska


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
12 kwietnia 2011 (wtorek), 07:25:25

Nienawiść (do dyskusji)

W dyskusji o nienawiści muszę przemyśleć pewne rzeczy. Oto materiał polityczny do przemyśleń.

Potrzebujemy nienawiści?

Paweł Chojecki

tekst pochodzi z marcowego numeru miesięcznika "idź Pod Prąd" a ściągnięte z Nowy Ekran

Jaruzelski cieszy się sympatią większości społeczeństwa, a Lech Kaczyński był znienawidzony. To samo w sobie jest ewenementem – jak bezwolnym obiektem obróbki mentalnej staliśmy się, że agenta okupacyjnego mocarstwa, sprawcę śmierci setek Polaków obdarzamy sympatią, a nienawidziliśmy pierwszego Prezydenta, który starał się budować wolną Polskę i przywracać właściwą miarę wartościom.

Czy Polakom potrzebna jest wobec tego nienawiść? Czy można na tym świecie przetrwać bez nienawiści? Wreszcie, czy Bóg pozwala nienawidzić? Nie są to tylko filozoficzne pytania. Od właściwej na nie odpowiedzi zależy przyszłość ludzkiej cywilizacji, a Polski w szczególności.

Wrogowie ludzkości wypaczyli przekaz biblijnego przesłania Jezusa stanowiącego fundament cywilizacji i pod przykrywką cytatów z Pisma nasączyli współczesny świat anty-Bożą propagandą. Cóż dzisiaj znaczą nakazy: „Nie zabijaj”, „Zło dobrem zwyciężaj”, „Miłuj bliźniego swego”, „Nie sądźcie”? Gdy rozważymy ich dzisiejsze konotacje i zestawimy je z zamiarem Autora, ze zgrozą odkryjemy przewrotną, diabelską propagandę.

„Nie zabijaj”. Oszukano nas, że Bóg jest przeciwnikiem kary śmierci dla morderców, podczas gdy to On sam ją ustanowił (A od człowieka będę żądał duszy człowieka za życie brata jego. Kto przelewa krew człowieka, tego krew przez człowieka będzie przelana, bo na obraz Boży uczynił człowieka. 1 Mojż. 9:5-6). Kara śmierci dla morderców to Boży straszak stojący na straży moralności społeczeństw (Rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnią dobre uczynki, lecz dla tych, którzy pełnią złe. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę; jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu. Ale jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi, wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co czyni źle. Rzym. 13:3-4). Zlikwidowanie kary śmierci otworzyło drogę do zalewu przestępczości i burzenia porządku moralnego świata zachodniego.

„Zło dobrem zwyciężaj”, „miłuj bliźniego swego”, „nie sądźcie”. Tu z kolei dokonano sprytnego pomieszania porządku indywidualnego z porządkiem państwowym. W życiu osobistym chrześcijanin ma się kierować miłością bliźniego – szukać jego największego dobra, ale jak ma to robić państwo w stosunkach z innym państwem? Jak na przykład rząd polski ma miłować rząd rosyjski? Czy w odpowiedzi na rozmieszczenie w Kaliningradzie rakiet Iskander ma wprowadzić ruch bezwizowy dla Rosjan??? Powyższe nakazy stosują się do indywidualnych relacji uczniów Jezusa ze swymi bliźnimi i mają ograniczony zakres, który sprytni propagandyści nadmiernie rozszerzają. Przykładowo nakaz „Nie sądźcie” oznacza niewydawanie wyroków na innych ludzi w zakresie, który jest przynależny jedynie Bogu (np. wiecznego potępienia). Absolutnie nie oznacza rezygnacji z osądów moralnych cudzych czynów i nie zachęca do ich relatywizacji. Sam Jezus wzywa: Nie sądźcie z pozoru, ale sądźcie sprawiedliwie. Jan. 7:24

Pod pozorem fałszywie pojętej miłości bliźniego i miłosierdzia dokonano w świecie zachodnim masowego prania mózgów nową ideologią relatywizmu i braku odpowiedzialności. Wmówiono nam, że nienawiść jest zła pod każdą postacią. Problem w tym, że człowiek pozbawiony nienawiści nie potrafi też kochać. Staje się zobojętniałym, niepewnym w swych przekonaniach obiektem manipulacji „kapłanów” postępu uzbrojonych we wszechpotężne mass media.

Miłość idzie w nierozerwalnej parze z nienawiścią. Gdy coś prawdziwie kochamy, jednocześnie nienawidzimy zaprzeczenia tego. Jezus tak to zilustrował:

Nikt nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie. Mat. 6:24,

także:

       Nienawidzę i wstręt czuję do kłamstwa, a Prawo Twoje miłuję. Ps. 119:163. Brzydźcie się złem, trzymajcie się dobrego. Rzym.12:9 

Powyższe obserwacje prowadzą nas do zaskakującego wniosku – współczesna walka z wszelką nienawiścią ma tak naprawdę na celu zniszczenie miłości do dobra!

By mieć rozeznanie w tej duchowej walce, potrzebna jest jasność w kwestii nienawiści – tej złej i tej dobrej. Najprościej można powiedzieć, że powinniśmy nienawidzić tego, czego nienawidzi Bóg i analogicznie - kochać to samo. Oto przykładowa lista „nienawiści” Boga (zachęcam do samodzielnego zgłębiania Biblii pod tym kątem): 

  • Bać się Pana - znaczy nienawidzić zła; nienawidzę buty i pychy, złych postępków oraz przewrotnej mowy. Przyp. 8:13

  • Bo Ja, Pan, który miłuję prawo i nienawidzę zbrodniczego łupiestwa… Izaj. 61:8

  • Nie knujcie złego w swoim sercu jeden przeciwko drugiemu i nie lubujcie się w krzywoprzysięstwie, gdyż tego wszystkiego nienawidzę - mówi Pan. Zach. 8:17

  • Na swoją obronę masz to, że nienawidzisz uczynków nikolaitów, których i ja nienawidzę. Obj. 2:6

  • Pan bada sprawiedliwego i bezbożnego, a nienawidzi tego, kto kocha bezprawie. Ps. 11:5

  • Tych sześć rzeczy nienawidzi Pan, a tych siedem jest dla niego obrzydliwością: Butne oczy, kłamliwy język, ręce, które przelewają krew niewinną, serce, które knuje złe myśli, nogi, które śpieszą do złego, składanie fałszywego świadectwa, i sianie niezgody między braćmi. Przyp. 6:16-19

  • Lecz do Syna: Tron twój, o Boże, na wieki wieków, berłem sprawiedliwym berło Królestwa twego. Umiłowałeś sprawiedliwość, a znienawidziłeś nieprawość. Hebr. 1:8-9 

By chrześcijanie byli użyteczni dla Boga i skuteczni w walce o wartości, muszą kochać Boga i Jego wolę oraz nienawidzić zła. W przeciwnym razie staną się letni, zdziecinniali, do niczego nieprzydatni.

Mając więc ogłupione, bezideowe społeczeństwo, infantylnych chrześcijan, wystarczy przygotować zastępy nowych barbarzyńców, którzy zniszczą naszą cywilizację. Ten proces już trwa. Gdy lewacka propaganda kastruje nas z wartościowej nienawiści do zła i jego przejawów, jednocześnie sączy nam subtelnie nienawiść do tego, co dobre. Przykładowo w Polsce udało się jej wzbudzić w nas litość do ubeków i kapusiów, a wpoić nam pogardę wobec zwolenników lustracji czy dekomunizacji. Jaruzelski cieszy się sympatią większości społeczeństwa, a Lech Kaczyński był znienawidzony. To samo w sobie jest ewenementem – jak bezwolnym obiektem obróbki mentalnej staliśmy się, że agenta okupacyjnego mocarstwa, sprawcę śmierci setek Polaków obdarzamy sympatią, a nienawidziliśmy pierwszego Prezydenta, który starał się budować wolną Polskę i przywracać właściwą miarę wartościom? Co więcej, tragiczna śmierć Lecha Kaczyńskiego nie zahamowała tego procesu. Wybory prezydenckie wygrało stronnictwo przynajmniej moralnie odpowiedzialne za jego śmierć, a pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu media urządzały seanse nienawiści do tego, co Polacy przez wieki kochali. 11 listopada „Gazeta Wyborcza” na młodych patriotów napuściła „antyfaszystów” gotowych zastąpić nienawiść słowną „rewolucyjnym czynem”. Co będzie kolejnym krokiem?

Pewną nadzieję daje ostatnia próba zakłócenia patriotycznego wiecu na 10 marca przez bojówki postępu spod baru naprzeciwko pałacu namiestnikowskiego. Pomimo nagłośnienia sprawy na wezwanie partii stawiło się tylko kilkanaście osób. Pokazuje to, że na 10 kwietnia nie wystarczy już spontaniczny zryw przez Internet. Jeśli partia zechce naprawdę się wykazać, musi sięgnąć po wypróbowane rezerwy kadrowe – akurat czas jest odpowiedni, bo u starych towarzyszy z UB narasta gniew za zmniejszenie emerytur…

Paweł Chojecki

I jeszcze drugi, ostrzejszy, bardziej emocjonalny i ze znacznie mniejszą liczbą argumentów.

Potrzebna jest nienawiść

z Kijowa, (blog 100410 z Salon 24)

http://100410.salon24.pl/208547,potrzebna-jest-nienawisc

Podobno nieprzyjaciel zarzuca nam, że kierujemy się nienawiścią wobec niego. Nienawiść jest potrzebna, jest niezbędna, jest naturalna. Czym innym moglibyśmy się kierować w stosunku do nieprzyjaciela? Jakie inne uczucie jest tu właściwe? Jeżeli PO ma być partią miłości, to oczywiście PiS powinien być partią nienawiści - nienawiści do zdrady, zbrodni i przestępstwa.

Czas już, żebyśmy przestali tłumaczyć się przed nieprzyjacielem. Nieprzyjaciel jest po to, by go zlikwidować. Nie daj Boże, by jakiś biedny Polak wstydził się, czuł się źle z tego powodu, że nienawidzi nieprzyjaciela Polski. Nie ma innego sposobu, by Polski bronić. Nieprzyjaciel musi być pokonany.

Oczywiście będzie on stosował swoje stare sztuczki, apele do sumienia chrześcijańskiego i katolickiego. Użyje do tego nawet całej sfory arcybiskupów, biskupów i prałatów. Nie ma dla nich litości. Ktoś, kto służy nieprzyjacielowi, zdradził Polskę i zdradził Kościół. Nie ma litości dla komunistów i ich tajnych współpracowników. Na marginesie: ktoś tu niedawno się zdziwił "Komorowski komunistą?" A czymże innym to jest? Gnojem, oczywiście. "Komunista" to tylko wyzwisko, takie samo dobre, jak każe inne. W tym wypadku szczególnie odpowiednie, bo "komorowski" jest synkiem komunisty, jest tajnym współpracownikiem komunistycznej służby bezpieczeństwa i jest zwolennikiem mafijnego "komunistycznego" kapitalizmu, czyli obecnego ustroju gospodarczego Polski.

Bez nienawiści złego dobro nie zwycięży. Nie będziemy nawet wiedzieli, co to jest dobro. Błogosławiony Popiełuszko to wiedział. Mówił po polsku, że dobro to NSZZ Solidarność, a zło - to komuniści. Komuniści i zdrajcy nie mogą rządzić w niepodległej Polsce. Delikatnie, kulturalnie, bez nienawiści i w sposób dyplomatyczny sformułował to pan Macierewicz:

Odpowiedzą przed sądem.


Kategorie: polityka, zabawa w słowa, _blog


Słowa kluczowe: nienawiść, polityka, polska, po, pis


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
14 czerwca 2009 (niedziela), 15:33:33

Czas wrzeszczących staruszków

A. mi kupiła, przeczytałem i teraz mi smutno, choć jakbym nie przeczytał też smutno mi by było.

Czas wrzeszczących staruszków

Rafał A. Ziemkiewicz

Wydawnictwo: Fabryka Słów, maj 2008
ISBN: 978-83-7574-012-7
Liczba stron: 480
Wymiary: 125 x 195 mm
Cena: 29,-

Są jednak różne smutki. Ten motywuje mnie do tego, aby bardziej prosić o rządzących w myśl zalecenia skierowanego przez Pawła do Tymoteusza, aby modlitwy odprawiać za królów i wszystkich sprawujących władzę. I aby nie było wątpliwości - robię to "abym mógł życie prowadzić w cichości, w spokoju, w sposób godny" (1Tm2).

A książkę polecam kolegom demokratom, humanistom, wierzącym jeszcze że świat jest taki piękny a swoim głosem oddanym w eurowyborach przyczyniamy się do tego by był jeszcze piękniejszy.


Kategorie: to czytam, polityka, _blog


Słowa kluczowe: tusk, kaczyński, ziemkiewicz, polska, polityka


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
4 września 2008 (czwartek), 09:17:17

Liczba PC, LCD itp w Polsce

Dane z raportu dotyczącego sprzedaży komputerów, LCD i aparatów cyfrowych w Polsce

Rok Stacjonarny Notebook Razem   LCD Aparaty
2001 883 714 96 599 980 313   28 715  
2002 975 665 118 624 1 094 289   97 338  
2003 1 284 385 165 264 1 449 649   261 713 278 000
2004 1 394 909 251 543 1 646 452   447 475 532 000
2005 1 592 245 507 934 2 100 179   1 228 365 905 000
2006 1 656 618 886 408 2 543 026   1 486 480 1 040 750

Kategorie: obserwator, _blog


Słowa kluczowe: telewizory, lcd, pc, polska, statystyka


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
27 sierpnia 2007 (poniedziałek), 18:06:06

Michnikowszczyzna

#1. Zalecenie

Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga.

(List do Tymoteusza, rozdział 2, pierwsze wersety)

#2. Polecam

Michnikowszczyzna.Zapis choroby.

Rafał A. Ziemkiewicz

Wydawnictwo: Red Horse
Wydanie polskie: 12/2006
Liczba stron: 400
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-60504-16-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,99 zł

#3. Choroba

Skoro ta książka to "zapis choroby" to znaczy, że jestem chory.

Tak, jestem chory! Podejrzewałem to już od dłuższego czasu bo zauważałem nie tylko symptomy choroby ale nawet pewne objawy poprawy po zaaplikowaniu sobie jakieś 2 lata temu zakazu kupowania Wyborczej.

#4. Jeszcze raz polecam

http://www.merlin.com.pl/frontend/browse/product/1,490725.html#fullinfo


Kategorie: to czytam, polityka, _blog


Słowa kluczowe: Polska, michnikowszczyzna, polactwo, ziemkiewicz


Pliki


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
11 czerwca 2007 (poniedziałek), 20:18:18

Busz po polsku

Będąc w wielkiej hali Macro Cash & Cary kupiłem, bo nie czytałem wcześniej.

Busz po polsku

Ryszard Kapuściński

Wydawnictwo: Czytelnik , Kwiecień 2007
ISBN: 978-83-07-03111-8
Liczba stron: 132
Wymiary: 125 x 195 mm
okładka: twarda
cena: koło 30 zł

Okładka twarda ale książka miękka, socjalistycznie zgodna choć nie proletariacka. Tylko opowieść o dwóch Niemkach ("Wymarsz piątej kolumny"), staruszkach z domu opieki w Szczytnie zrobiła na mnie wrażenie, tak że podziwiałem zarówno zmysł obserwacji jak i kunszt języka. Teraz jednak wydaje mi się, że ten socjalistyczny, a dokładnie gomułkowski tytuł reportażu niszczy to dobre wrażenie.


Kategorie: to czytam, _blog


Słowa kluczowe: Polska, Kapuściński, busz po polsku


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
5 kwietnia 2006 (środa), 23:00:00

Ziemkiewicz o Gazecie Wyborczej

Jeszcze raz wracam do tytułu:

Polactwo

Rafał A. Ziemkiewicz

wydawnictwo: Fabryka Słów, Sierpień 2004
ISBN: 83-89011-41-7
liczba stron: 380
wymiary: 145 x 207 mm
okładka: miękka
cena: pożyczona od Alka więc nie wiem.

... i wynotowuje taki oto kawałek:

… polski inteligent jest wyjątkowym konformistą. Owszem, uwielbia mieć własne zdanie, ale pod warunkiem, że jest to zdanie podzielanie przez wszystkich innych. Z przejęciem powtarza więc obiegowe banały i nawet nie przyjdzie mu do głowy, aby zadać jakieś pytanie. Uwielbia chodzić w nogę, być w masie, po słusznej stronie i śpiewać w chórze. Wielkie sukcesy „Gazety Wyborczej” mają swe źródło, poza oczywiście jej niewątpliwymi profesjonalizmem, w tym, że umiała pełnić rolę codziennego podręcznika dla inteligenta, co mówić, co myśleć i przed wszystkim, co stanowczo odrzucać, aby nikt nie mógł ci zarzucić, że nie jesteś inteligentem. W końcu stał za tą gazetą kwiat polskich intelektualistów, uwiarygodniali ją profesorowie i nobliści, a ludzie o wielkich, sławnych nazwiskach, którzy mieli ochotę podejmować z nią spór, przez długi czas w ogóle nie mieli tego gdzie zrobić.

Naprawdę niezłe. Coraz bardziej podoba mi się ta książka - analiza jest super, recepty niestety już nie ma bo recepty metodami zaproponowanymi przez autora wymyślić nie sposób. Ale recepta jest...


Kategorie: to czytam, _blog


Słowa kluczowe: Polska, Rafał Ziemkiewicz


Komentarze: (1)

anonim, February 6, 2011 09:06 Skomentuj komentarz


Trzecia Rzeczpospolita kłamstwem stoi
Rafał A. Ziemkiewicz 16-10-2010, ostatnia aktualizacja 16-10-2010 00:01

Żyjemy w kraju, w którym manipulowanie masami niezauważalnie stało się akceptowanym przez elity mechanizmem politycznym. Tak samo, jak miało to miejsce za czasów komunistycznych.

autor: Janusz Kapusta
źródło: Rzeczpospolita
+zobacz więcej
Ludzie honoru przez „ch”
Przez dwa dni wpływowe całodobowe media żyły spazmem oburzenia na wypowiedź lidera opozycji: „prawdziwi Polacy wrócą jeszcze do władzy”. Ponieważ w znacznej części środowisk opiniotwórczych określenie „prawdziwy Polak” budzi traumatyczne skojarzenia, powszechne oburzenie udało się jeszcze lepiej niż zwykle, w większym niż wcześniej stopniu, bazując na przyrównywaniu Jarosława Kaczyńskiego do Hitlera, a PiS do NSDAP.

Liczne zorkiestrowane w kampanii wypowiedzi sugerowały na różne sposoby tę samą, od dawna upowszechnianą przez wspomniane media, tezę: prawicowa opozycja jest zagrożeniem dla demokracji i wolności, wobec czego wszelkie słabości obecnej władzy trzeba cierpliwie znieść i rozgrzeszyć, a wszelkie działania mające na celu niedopuszczenie do powrotu PiS, choćby nawet w drodze zwycięstwa w demokratycznych wyborach, należy uznać za z góry usprawiedliwione.
Słowa inne, komentarz został
Potem okazało się, że wypowiedź, która wywołała tak ostre w tonie komentarze, została zmyślona. Pod warszawskim Pałacem Namiestnikowskim ani nigdzie indziej Kaczyński nie mówił nic o „prawdziwych Polakach” i w ogóle nigdy tego obciążonego złymi skojarzeniami określenia nie użył. Widzowie, słuchacze i czytelnicy związani emocjonalnie z przekazem mediów establishmentu mogli się o tym dowiedzieć ze zwięzłych, suchych sprostowań na internetowej stronie TVN i w gazetach. Jednak sprostowania owe padły niejako mimochodem, w tle nadal postępującego ataku.
Jak w czasach PRL artykuły wstępne „Trybuny Ludu”, tak dziś nadają ton komentarze „Gazety Wyborczej”: wprawdzie trzeba ubolewać, że koledzy z TVN nieopatrznie dali swą pomyłką asumpt do pisowskich oskarżeń, ale prawdziwą zgrozą nie jest bynajmniej „wywołany złą jakością nagrania” błąd „Faktów”, prawdziwie oburzające jest zachowanie „pisowskich” Wiadomości TVP, które nie zauważają, że Jarosław Kaczyński wyprowadza zwolenników na ulicę, bagatelizują tworzone tym zagrożenie dla demokracji, i na dodatek wykorzystują sprawę, by atakować konkurencję (bo, co ciekawe, „opluwanie konkurencji” nagle zaczęło napawać „Gazetę Wyborczą” odrazą).
W świecie mediów zdarzają się oczywiście od lat rozmaite pomyłki, a w dobie informacyjnego zagęszczenia, całodobowych programów i wyścigu do „niusa” zdarza się, że oczywista nieprawda, zanim zostanie sprostowana, zaczyna żyć własnym życiem. Jednak sposób, w jaki prorządowe media wywiązują się z ustawowego obowiązku sprostowania, tak aby przyznając, że fakt, na którym zbudowały swe teorie, nie miał miejsca, bynajmniej nie wycofywać się z komentarzy, ale znaleźć dla nich inne uzasadnienia (no dobrze, może Kaczyński nie powiedział „prawdziwi Polacy”, ale wyprowadza swoich zwolenników na ulicę, na dodatek z pochodniami, a więc ostrzeżenia przed faszyzmem pozostają zasadne) każe postawić tezę, iż mieliśmy do czynienia nie z błędem, ale z na zimno, cynicznie użytym propagandowym kłamstwem.
Za taką tezą przemawia fakt, który musi potwierdzić każdy uważny obserwator mediów: że jakkolwiek poniżanie opozycji i jej lidera insynuowanym podobieństwem do hitlerowców oraz demonizowanie jako rzekomego zagrożenia dla demokratycznego porządku i wolności obywatelskich nie jest w związanych z obozem władzy mediach niczym nowym, to propaganda ta niezwykle przybrała na sile po programowej wypowiedzi Donalda Tuska na konwencji Platformy Obywatelskiej, że Polacy wybaczą Platformie wszystko, złe rządy, popełnione błędy, brak reform, pomyłki kadrowe, nie wybaczą tylko jednego: przegranej i oddania władzy opozycji. Trudno odczytywać to inaczej niż jako zapowiedź „władzy raz zdobytej partia nie odda już nigdy” i usprawiedliwienie z góry wszelkich środków, jakie dla osiągnięcia tego celu mogą zostać użyte.
Trzeba powiedzieć głośno i wyraźnie: sposób, w jaki realizują tę wytyczną wspierające Platformę w niszczeniu prawicowej opozycji media, przypomina łudząco propagandowe ofensywy, jakie w krajach za naszą wschodnią granicą poprzedzały i towarzyszyły fałszowaniu przez władzę wyborów i niszczeniu opozycyjnych mediów.
„To koszmar. Wkroczyliśmy w świecie polityki, w świecie mediów, w etap wojny totalnej, w którym wszystkie środki są dozwolone. Jeśli się nie opamiętamy, to zniszczymy wszystkie wartości, wszystkie autorytety, prawdę i całe życie publiczne w Polsce” – skomentował o. Maciej Zięba, sam niedawno strącony przez wspomnianą gazetę z piedestału „autorytetu”, mimo licznych usług, które wcześniej, świadomie lub nie, oddał „polityce historycznej” prowadzonej przez jej środowisko. Również ta egzekucja przypominała czasy „realnego socjalizmu” – nieudany koncert, który był jej formalną przyczyną, przez kilka pierwszych dni nie był krytykowany. Zapadła w sprawie ECS cisza, dokładnie tak, jak to się działo w PRL, gdy w redakcjach czekano, aż wyklaruje się i zostanie ogłoszona „nowa linia”. Dopiero gdy decyzja o usunięciu Zięby zapadła i została upubliczniona – z dnia na dzień okazało się, że on już od wielu lat zupełnie sobie nie radzi z kierowaniem powierzoną mu instytucją, że już od dawna nie panuje nad jej finansami, toleruje marnotrawstwo i nadużycia, a na dodatek wszyscy wiedzą, że jest alkoholikiem.
Kłamstwa założycielskie
Stawiam tezę o cynicznym, świadomym posłużeniu się kłamstwem także dlatego, iż właśnie cyniczne propagandowe kłamstwo jest stałą praktyką mediów, które w III RP przyjęło się nazywać czołowymi, a których główną od zarania wytyczną jest afirmacja III RP jako owocu „mądrego kompromisu” między światłą częścią komunistycznej nomenklatury i odpowiedzialną częścią opozycji oraz bezustanne ostrzeżenie i obrona przed zagrożeniem dla demokracji i modernizacji Polski upatrywanym ze strony różnie nazywanego prawicowego ciemnogrodu, czyli Kościoła i sił odwołujących się do polskiej tradycji i patriotyzmu, w przekazie wspomnianych mediów utożsamianych z „tradycją endecką”. Ta z kolei utożsamiana jest z faszyzmem, antysemityzmem i wszelkiego rodzaju złem.
Przewodząca temu obozowi „Gazeta Wyborcza” sięgnęła po kłamstwo jako metodę walki politycznej bardzo szybko, właściwie już u zarania III RP, choć z początku czyniła to tylko w chwilach szczególnego politycznego napięcia i uczciwi przedstawiciele jej orientacji politycznej mogli takie incydenty bagatelizować jako zwykłe wypadki spowodowane nadmiarem dobrych chęci. Modelowym przykładem pozostaje propagandowe przygotowanie do odwołania rządu Jana Olszewskiego, jakim był artykuł „Wielkie łowy MSW”, alarmujący o rzekomo przygotowywanej przez ministra Macierewicza niezwykle surowej ustawie dekomunizacyjnej, która, zdaniem gazety, miała dać narzędzia prawne do całkowitego stłumienia działalności publicznej nieakceptowanej przez prawicowy rząd.
W istocie rzekomy tajny projekt MSW, jak go przedstawiła gazeta, był autorskim projektem zapomnianego dziś senatora „Solidarności”, rozkolportowanym przez niego samego wśród dziennikarzy. Fakt, iż senator upublicznił swój projekt w środowisku już kilka miesięcy wcześniej, nie pozwala wierzyć, by „Wyborcza” padła ofiarą jakiejś pomyłki i nie wiedziała, że jej przestrogi – mówiąc żargonem procesów o zniesławienie – „nie polegają na prawdzie”. Ale w rzeczywistości medialnej 1992 roku nie było żadnej możliwości dotarcia do Polaków ze sprostowaniem tego, co ogłaszała „Wyborcza”, a nagłośniły kontrolowane przez jej obóz polityczny media publiczne i prywatne.
Gazeta, która uważa się za spadkobiercę etosu „Solidarności” – ruchu, u którego podstawy legła niezgoda na peerelowskie zakłamanie życia publicznego – wielokrotnie sięgała po kłamstwo dla wpływania na decyzje personalne. Tak na przykład było, gdy storpedowała dopinane porozumienie wyborcze Platformy Obywatelskiej z Unią Polityki Realnej, w ramach którego na wspólnej liście kandydatów znaleźć się miał Stanisław Michalkiewicz. „Gazeta” przestrzegła wtedy przed antysemitą na listach PO, posługując się przypisaną Michalkiewiczowi wypowiedzią: „podatki w dół i portki w dół, żeby było wiadomo, kto jest kto”.
Takich słów Michalkiewicz nigdy nie wypowiedział, o czym „Wyborcza” doskonale wiedziała, zostały mu one mylnie przypisane przez „Rzeczpospolitą”, która natychmiast potem publicznie sprostowała omyłkę i przeprosiła zainteresowanego. Mimo to „Wyborcza” wielokrotnie powoływała się potem na cytat z „Rzeczpospolitej”, w postępowaniu sądowym wytoczonym przez zainteresowanego, argumentując cynicznie (ale skutecznie), że prawo narzuca obowiązek sprostowania fałszywej informacji tylko temu medium, które popełniło omyłkę, nic natomiast nie wspomina, by obowiązek taki miała gazeta, która fałszywą informację cytowała. W kontekście sprawy „prawdziwych Polaków” warto sobie ten precedens i tę argumentację prawną przypomnieć.
Niby mamy wolną Polskę, a nie wiedzieć czemurzygać chce się, rzygać chce się,tak jak w Peerelu
Jan Pietrzak
Zostawmy na boku wykorzystywanie dla mechanizmu propagandowych kłamstw przez wspomnianą gazetę prawa i sądów świadczące o całkowitym zaniku przyzwoitości tego środowiska i braku jakichkolwiek zahamowań w obłudnym wykorzystywaniu kruczków proceduralnych i prawnych; to temat wart osobnego artykułu. Z licznych przykładów świadczących o kompletnym odrzuceniu przez salon norm etyki, nie tylko dziennikarskiej, wskażmy jeszcze dwa, stosunkowo nowe, a przy tym bardzo dobitnie pokazujące definitywne rozstanie się środowiska Adama Michnika, i jego samego, z uczciwością.
Palec Orwella
Pierwszy to wyszczucie z radiowej Trójki „pisowskiego” dyrektora Jacka Sobali. Nie wnikając w spory pomiędzy nim a częścią zespołu, nie one były przyczyną odwołania Sobali ze stanowiska, lecz rzekomy udział w „pisowskim wiecu wyborczym”. Udział, o którym poinformowała „Gazeta Wyborcza”, jednocześnie pozyskując pełne oburzenia opinie autorytetów, że udział szefa publicznego medium w partyjnym wiecu stanowi karygodne złamanie obowiązujących norm bezstronności i obiektywizmu. Argumentację tę podzieliła rada nadzorcza, ze skutkiem już wspomnianym.
W istocie Jacek Sobala pojawił się nie na partyjnym wiecu, ale na koncercie ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej zorganizowanym przez „Gazetę Polską”. A jego słowa „uwierzmy, że Polska może być nasza” znaczyć miały – czego jednoznacznie dowodzi cała wypowiedź, z której dla manipulacji zostały zręcznie wyjęte – że Polska może należeć do swoich obywateli, a nie polityków czy partii.
Przykład drugi wybieram, ponieważ pokazuje on determinację w kłamstwie wyjątkowo już bezczelnym i bezwstydnym. Idzie o podtrzymanie przez autorkę „Wyborczej” Katarzynę Wiśniewską „niepolegającego na prawdzie” oskarżenia Andrzeja Wajdy, jakoby „biskup rzeszowski” twierdził publicznie, że skoro już ten samolot musiał spaść, to szkoda, że nie spadł w środę, 7 kwietnia, kiedy leciał nim premier Tusk.
Usłużna dziennikarka „Wyborczej” idzie Wajdzie w sukurs, upierając się, że choć wprawdzie nie biskup, tylko pewien ksiądz, ale powiedział tak w kazaniu naprawdę. I jako „dowód” zamieszcza link do kilkunastominutowego nagrania oraz wybrany z niego cytat: „To mogło się zdarzyć w środę, a zdarzyło się w niedzielę (…) To była ta elita”. Dodajmy, że w owym nawiasie z wielokropkiem mieszczą się cztery zdania nawiązujące do tekstu biblijnego, który ewentualnemu słuchaczowi erudycie jednoznacznie wyjaśnia sens wywodu w duchu „nie znacie dnia ani godziny”.
Jest to zupełne już, mówiąc Korwinem, „rżnięcie głupa”. Nawet tak zmanipulowany cytat nijak się ma do insynuowanych słów „szkoda, że ten samolot nie spadł we środę”. Nie sposób ich też znaleźć w żadnym innym miejscu nagrania, choćby przesłuchiwać je stukrotnie. Mimo to gazeta się upiera, że Wajda powiedział prawdę, w przekonaniu, iż nad pranymi od dwóch dekad umysłami swych wyznawców panuje tak doskonale, że jeśli, jak w „1984” Orwella, pokaże im dwa palce i powie: widzicie JEDEN palec, to rzeczywiście, zobaczą oni jeden.
Faktoid podszyty autorytetem
Wystarczy zajrzeć do Internetu, by się upewnić, że to przekonanie jest uzasadnione. „Narracja” o pisowskim księdzu, który w kazaniu żałował, że to nie Tusk zginął w katastrofie, żyje tam w najlepsze, przywoływana w licznych wypowiedziach; odwołania do niej, zwykle świadomie formułowane aluzyjnie, aby uniknąć ewentualnych sprostowań, powracają w rozmaitych filipikach splecionych w kampanię „choćby to była najgorsza władza, musi rządzić, bo chroni nas przed nawrotem faszyzmu”. Jest to więc klasyczny „faktoid”, podobnie jak – przykład już podręcznikowy – wyssana z palca przez libańską gazetę związaną z Hezbollahem, nazajutrz po zamachu na WTC, sensacja o 4 tysiącach Żydów, którzy tego dnia nie przyszli do pracy, najwyraźniej przez kogoś uprzedzeni.
Właśnie w celowym posługiwaniu się mechanizmem „faktoidu” (Bronisław Geremek usankcjonował to kiedyś, sugerując, że „fakt prasowy” to też pewnego rodzaju fakt i powinien być brany pod uwagę) tkwi istota sprawy. Mniejsza tu o „Gazetę Wyborczą”. Chodzi o uświadomienie sobie faktu, że żyjemy w kraju, w którym manipulowanie masami niezauważalnie stało się akceptowanym przez elity mechanizmem politycznym. Tak samo, jak miało to miejsce za czasów komunistycznych.
Media komunistyczne nie zawsze przecież kłamały, nie czyniły tego dla zasady; jeśli do propagandy pasował jakiś fakt przypadkiem prawdziwy, podawały prawdę. Informacja, że różne służby interesowały się w latach 2005 – 2007 billingami różnych dziennikarzy, pod naciąganymi pretekstami i w mocno podejrzanych intencjach, nie jest fałszywa. Ale wydobycie z zapomnienia tych wątpliwości, badanych i już dawno umorzonych przez prokuraturę, na pierwszą stronę, z wyeksponowaniem roli CBA, w sytuacji, gdy nie zaszły żadne nowe fakty, dla człowieka zaznajomionego z mediami ma sens oczywisty. Owszem, nie zaszły żadne nowe fakty, które by czyniły zapomniane billingi „gorącym niusem” – ale za to zbliża się długo oczekiwane przesłuchanie Zbigniewa Ziobry przez sejmową komisję, od trzech lat bezskutecznie szukającą na niego jakiegokolwiek haka. Mamy tu typową propagandową orkiestrę, w której organizuje się „wydarzenia” – np. zapowiedź złożenia przez inwigilowanych dziennikarzy wniosku do prokuratury – tylko po to, aby o nich trąbić.
A równolegle do działań medialnych następują działania polityczne, takie jak na przykład poddanie sprawy pod ocenę sejmowej komisji… Tu zresztą organizatorzy przegięli, bo nawet owa komisja, złożona z tak „propisowskich” osób, jak pp. Bondaryk, Wojtunik i Jacek Cichocki czy minister Jerzy Miller, uznać musiała, że prawa nie naruszono; ale zawsze można jej orzeczenie ukryć między histerycznymi oskarżeniami i opiniami „autorytetów”. W podobny sposób splotły się działania władz i mediów w sprawie dopalaczy, kiedy to ofensywę rządu przygotowano serią doniesień o przypadkach zatrucia, a nawet śmierci po ich zażyciu, które – jak się okazuje po czasie – jedno po drugim „nie polega na prawdzie”.
Koordynacja mediów z władzą
Jak małe znaczenie mają w szumie informacyjnym fakty, dowodzą przypadki takich filmów, jak „Trzech kumpli” czy „Towarzysz generał”. Widać tu jaskrawo, że fakty ogólnie znane nie wpływają na rzeczywistość, dopóki nie zostaną w sposób emocjonalny, przez telewizję, przekazane milionom. Dlatego zwięzłe zebranie ogólnie dostępnej wiedzy o Jaruzelskim albo oddanie głosu prostym Polakom spod krzyża bez opatrzenia ich neutralizującym komentarzem „autorytetów” wywołało w elitach III RP szał wściekłości, dlatego TVN schował pod sukno film o Wałęsie potwierdzający prawdę znaną z ustaleń Cenckiewicza i Gontarczyka, i dlatego lewica w pośpiechu produkuje na wybory film sugerujący – jeśli wierzyć doniesieniom mediów – że Barbara Blida została zamordowana przez ABW (co, nawiasem mówiąc, kłóci się diametralnie z dotychczasowymi staraniami komisji Kalisza, od trzech lat mozolnie kolekcjonującej przesłanki, że służby specjalne i ich polityczni dysponenci po samobójstwie Blidy wpadli w panikę).
Najnowsze przypadki produkowania „szumu informacyjnego”, w którym brak merytorycznego przekazu idzie w parze z warunkowaniem reakcji emocjonalnych poddanych manipulacji odbiorców, są warte odnotowania jako przekroczenie pewnej granicy. Ani otwarte kłamstwo, ani manipulowanie emocjami dla politycznych celów, ani cynizm i obłuda w niszczeniu ideowego przeciwnika wszystkimi możliwymi metodami nie są dla mediów III RP nowością. Nowością jest natomiast tak nieskrywane skoordynowanie działań formalnie niezależnych prywatnych mediów z posunięciami politycznymi. O ile w sprawie nagonki na Sobalę czy, wcześniej, Wildsteina można zakładać, że były to samodzielne inicjatywy michnikowszczyzny, realizujące jej ambicję personalnego „meblowania” wszystkich mediów w Polsce, o tyle teraz mamy już do czynienia z operacją przeprowadzaną przez władzę, w której propaganda jest tylko istotną częścią. Zresztą zaczątki takiej koordynacji działań rządu i „niezależnych” mediów obserwowaliśmy już podczas tego, co Wildstein określił „operacją Wałęsa”.
Wróciliśmy więc wyraźnie w koleiny peerelowskie. Wpływowe media godzą się z rolą narzędzia sprawowania władzy i z tym, ze kłamstwo jest po prostu częścią ich pracy, nie gorszą od innych, jeśli tylko jest zręczne i skuteczne. Jest to część ogólnego zdeprawowania projektu III RP, który cynicznym kłamstwem posługuje się dziś na wszystkich właściwie piętrach, nie tylko dla polityki bieżącej i tuszowania niewydolności ekonomicznej, ale także dla budowania swego „mitu założycielskiego” – co jest tematem godnym osobnego, obszernego szkicu.
Jakże daleko jesteśmy dziś od nadziei sprzed 20 lat, od ducha „Solidarności”, dla którego, powtórzmy, wartością konstytuującą i jednym z głównych impulsów do walki z komunizmem był właśnie sprzeciw wobec wszechogarniającego zakłamania władzy, mediów i stojącego za nimi partyjnego establishmentu.
Rzeczpospolita
Skomentuj notkę
9 lutego 2006 (czwartek), 17:05:05

Polactwo, Rafał A. Ziemkiewicz

Alek poprosił o recenzje, więc czytam ...

Polactwo

Rafał A. Ziemkiewicz

wydawnictwo: Fabryka Słów, Sierpień 2004
ISBN: 83-89011-41-7
liczba stron: 380
wymiary: 145 x 207 mm
okładka: miękka
cena: pożyczona od Alka więc nie wiem.

Na razie bardzo zaciekawił mnie język - po prostu zwykły, nieliteracki, codzienny, kawałkami wulgarny (jak Wulgata) lecz bez wulgaryzmów. Po prostu język małolatów.

Tyle na razie.


Dopisek z 4 września 2007: dziś kupiłem 5*Michnikowsczyzna + 2*Polactwo więc może autor i wydawnictwo wybaczą mi jakoś łamanie ich praw autorskich poprzez umieszczenie tu (ku pamięci i dla mojego kumpla w dalekim kraju) krążącej po sieci wersji elektronicznej tej książki.


Kategorie: to czytam, _blog


Słowa kluczowe: Polska, Rafał Ziemkiewicz, polactwo, michnikowszczyzna


Komentarze: (3)

kapelan, February 12, 2006 10:13 Skomentuj komentarz


telewizja ogłupia.

krisper, February 10, 2006 21:49 Skomentuj komentarz


tylko po co takie książki pisać? polactwo książek nie czyta, a ludzie używający swojego mózgu do myslenia widzą to i męczą się z tym każdego dnia np. próbując wyszukać coś dla siebie w telewizji

nestor, February 10, 2006 13:06 Skomentuj komentarz


język wulgarny nie jest tak powszechny w tej ksiazce a sama ksiazka warta przeczytania.
Skomentuj notkę
9 lutego 2006 (czwartek), 16:37:37

tytul, auror

Zrobiłem sobie szablon do opisywania książek:

tytul

autor

Wydawnictwo: jakieś, lipiec 2007
ISBN: 9a8-8-7163-5a8-5
Liczba stron: 3152
Wymiary: 165 x 216 mm
Cena: 38zł (w Matrasie)

Teraz tylko używać.


Kategorie: to czytam, _blog


Słowa kluczowe: Polska


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę
20 czerwca 2004 (niedziela), 10:20:20

Polska w Unii

To co się zmieniło to otoczenie prawne. Uświadomiłem sobie, że wejście Polski do Unii to nie jest przeniesienie Polski gdzieś tam, nie otwarcie granic, nie przestawienie nam wszystkim jakiegoś przełącznika w mózgach ale zmiana kontekstu prawnego w jakim się znajdujemy.

W chwili podpisania traktatu międzynarodowego jakim był akt akcesji zaczęło nas obowiązywać jakieś nowe prawo a nawet zgodzono się aby to nowe prawo było zmieniane i tworzone nie przez nasz sejm (wg naszej konstytucji to on jest tu naj...) ale przez jakieś inne ciało, jakąś inną osobę.

A teraz właśnie ustalono treść jakieś Europejskiej Konstytucji tak więc okazuje się, że nie tylko prawo nas obowiązujące powstaje poza Polską ale również prawo dotyczące sposobów tworzenia prawa (tym właśnie jest konstytucja). Zupełnie nie chce mi się w tym miejscu wpuszczać w dyskusje czy to dobrze, czy też źle. Piątkowa dyskusja z J. na tematy podobne była wystarczająco męcząca - chcę tylko pogłębić własną świadomość, że prawo mnie dotyczące w znacznej części będzie powstawać teraz poza Wiejską (Wsiową?) i będzie tworzone przez nieco innych (?) ludzi niż przez tylko polskich posłów.

Słowniczek-pomocniczek:

  • prawo - ustalone przez osobę posiadającą władze zasady postępowania.
  • władza - atrybut osoby, pozwalający jej wpływanie na swoje otoczenie.
  • osoba - byt o rozumnej naturze, cechujący się odrębnością od innych bytów, posiadający wolę, świadomość własnego istnienia i własny systemem wartości.
    Osoba może przyjmować oświadczenia woli od innej osoby i zaciągać zobowiązania wobec innych osób. Osoba może też prowadzić dialog (tzn. wymieniać myśli i idee) z innymi osobami.
  • FIKI - miejsce do prowadzenia dyskusji na temat używanych słów.

Kategorie: polityka, _blog


Słowa kluczowe: Unia Europejska, Polska, prawo, otoczenie prawne, władza


Komentarze: (1)

wojtek, June 21, 2004 21:48 Skomentuj komentarz


Dla mnie jednak jednoznacznie negatywnie.
Liznąwszy trochę kłamstw europejskich elit, ideologii jaką jest przesączona kreacja obdartego z historii, toższamości narodowej superpaństwa-mówię Nie.
Skomentuj notkę
11 listopada 2003 (wtorek), 22:18:18

Pan prezydent powiedział

"Polska to suma nas wszystkich."

Tak powiedział dzisiaj pan prezydent, więc ja czuję się jak składnik :-)


Kategorie: obserwator, _blog


Słowa kluczowe: polityka, prezydent, prezydent Kwaśniewski, Polska


Komentarze: (5)

pepegi, November 17, 2003 14:11 Skomentuj komentarz


Grunt, żeby ta suma była powyżej zera. Bo jak się za dużo ujemnych składników pododaje (a mamy trochę takich w naszym kraju...), to jeszcze gotowiśmy znaleźć się pod kreską.

krisper, November 14, 2003 21:34 Skomentuj komentarz


No i cóż. Dzisiaj też nie czuję się składnikiem...

eutanazja-kaska, November 13, 2003 05:51 Skomentuj komentarz


Za każdym razem jak czytam Twoje notki, muszę sie zawsze dłuuuugo zastanawiać o co chodzi,dlatego Twojego bloga odwiedzam zawsze na początku:) Czasem i tak nie wiem, ale chociaż pobudzasz moją sieć neuronową do myślenia. Dzięki:*

krisper, November 12, 2003 16:36 Skomentuj komentarz


Odniosłem wrażenie , że jesteś niepoprawnym marzycielem...

crazymary-75, November 11, 2003 20:44 Skomentuj komentarz


a te składniki muszą być jakos wymieszane i połaczone.. :)
Skomentuj notkę

Afera Rywina

 
Definicja:
Afera Rywina to %^@/**/*&# ! $$$? 17 000 000,- *&(##! @&^^#&@* !

Myśli nieuczesane:

  1. Patrz: Grzech
  2. Dlaczego powstał ten wpis? Po prostu, w czasie tworzenia Fiki przysłuchiwałem się pracy sejmowej komisji ds. zbadania Afery Rywina (Wiki), więc nie mogłem się nie odnieść do opisanej przez komisję rzeczywistości.

Kategorie: fiki, _blog, fikipedia, polityka


Słowa kluczowe: afera rywina, grzech, gazeta wyborcza, polska, polityka


Komentarze: (0)

Skomentuj notkę

Disclaimers :-) bo w stopce coś wyglądającego mądrze można napisać. Wszystkie powyższe notatki są moim © wymysłem i jako takie związane są ze mną. Ale są też materiały obce, które tu przechowuję lub cytuje ze względu na ich dobrą jakość, na inspiracje, bądź ilustracje prezentowanego lub omawianego tematu. Jeżeli coś narusza czyjeś prawa - proszę o sygnał abym mógł czym prędzej naprawić błąd i naruszeń zaniechać.