Hasło na murach: o Bogu i śmierci
Hasło na murach:
Wyczytałem w Biblii, że Pan Bóg tworząc świat nie zaplanował śmierci.
Uwierz mu i żyj!
Hasło na murach:
Wyczytałem w Biblii, że Pan Bóg tworząc świat nie zaplanował śmierci.
Uwierz mu i żyj!
Uwaga: to ważne!
Uwaga: to ważne! Ludzie nie idą do piekła za swoje grzechy!
Bo ...
Chrystus sprawiedliwy jest przebłaganiem za nasze grzechy, a nie tylko za nasze, lecz także za grzechy całego świata.(1J2:1-2)
Do odnotowania:
Inspiracja: Wolność w remoncie.
Nigdy nie lubiłem przebywać w tłumach ludzi. Dlatego nie uczestniczę na imprezach i zgromadzeniach. Nie lubię zatłoczonych ulic gdzie trzeba mijać ludzi, którzy nie zawsze chcą zrobić miejsce do przejścia. Dlatego schodzę im z drogi i kieruję się na wolną stronę chodnika. Dla mnie tłum zaczyna się już od 5 ludzi, z którymi muszę przebywać więcej niż godzinę. Tłum ludzi zawsze mi się kojarzy z katastrofą, która zaraz ma nadejść. Z czymś skąd nie ma ucieczki, bo zewsząd czujesz ścisk, który zaraz zatrzyma dopływ powietrza. Nigdy nie wsiądę do komunikacji zatłoczonej gdzie ludzie są upchani jak sardynki w puszce. Metro w Tokio to dla mnie horror. Jestem zadowolony, że wychowałem się w małej miejscowości, a dziś mieszkam w niewielkim mieście. Bardzo sobie cenię, że Bóg zawsze mnie chronił od tłumów ludzi i nie musiałem nigdy w nich przebywać. Dzielnica, w której mieszkam nazywa się Paradis, a ulica Gottlieber str. Naprawdę te nazwy idealnie pasują do mojego miejsca zamieszkania, bo mam spokój i ciszę.
Ma prawdę
odwaga
pozwala stanąć
pośrodku klaustrofobicznej
przestrzeni by spotkać
czyn zgodny z słowem
w pokoju na barykadach
nieść sztandar
ludu roboczy
duch ochoczy
tylko jak spojrzeć w sobie w oczy ?
Lewackie hasło się pojawiło:
Z definicji zrobiło mi się hasło
Zawszem mam problem z określeniem granicy pomiędzy wiarą a wiedzą, i wydaje mi się, że tej granicy to określić się nie da.
Z definicji zrobiło mi się też hasło:
Wiara to działania (decyzja) podjęte w warunkach niepewności, niewiedzy, w sytuacji gdy decyzja i działania są konieczne i potrzebna jest ufność (?), że dokonany wybór będzie wyborem dobrym.
Urodzilam sie jak wiekszosc z nas w rodzinie katolickiej.Takiej niepraktykujacej. Nie chodzilam do kosciola.Kiedy sie nawrocilam nie mialam pojecia ze sa jakies inne koscioly. Czasem pukali do nas swiadkowie i to oni wlasnie zostawili mojej babci biblie.Biblie Gdanska.Nie mieli jeszcze wtedy przekladu Nowego Swiata.Na tej biblii wlasnie sie wychowalam. Zaczelam chodzic do kosciola katolickiego.Z radoscia.Tylko problem byl taki ze nikt nie chcial rozmawiac ze mna o Panu Bogu.Mijaly miesiace potem lata i wreszcie postanowilam ze pojde do swiadkow bo moze tam ktos o Panu Jezusie ze mna porozmawia.Powiedzialam o tym kolezance katoliczce a ona na to ze wszedzie tylko nie tam.Byla pielegniarka srodowiskowa i chodzila do pewnej rodziny ktora dawala jej ksiazki chrzescijanskie.przyniosla mi stos ksiazek.Powiedziala...czytaj tylko do tych swiadkow nie chodz.i zaczelam czytac pierwsza ksiazka byla ksiazka Pokoj z Bogiem Billi Grahama,Potem cala reszta.dowiedzialam sie ze sa tacy ludzie jak ja co kochaja Boga i Boze Slowo-Moja kolezanka katoliczka wciaz jest ktoliczka.Powiedziala pozniej ze gdyby wiedziala ze od kosciola katolickiego odejde nigdy by mi tych ksiazek nie przyniosla..
Anuszka w kuchni:
I to jest wielka tajemnica wiary.
W kuchni powiedziało się takie coś:
I jest to fajne.
Nie marnujcie swojego cierpienia!
Zupełnie jak połączenie "oszczędzaj prąd!" z "cierpienie ma sens". Naprawdę dobre.
Cierpienie jest tą rzeczywistością, której z życia, mimo licznych prób wielu ludzi wyeliminować się nie da. Ból fizyczny jest faktem pomimo tego, że od lat lekarze i biolodzy kombinują jak go wyeliminować. Kombinują ale mimo to ciągle mamy doczynienia ze starością, z chorobami, z wypadkami, z przemocą. Bandy psychoanalityków próbują tak poprzerabiać nasze myślenie aby smutek, poczucie winy, zgorzknienie, zazdrość zastąpić ciągłą, nieustającą zabawą. Próbują, ale nie wychodzi im to, za to przepaść pomiędzy życiem pokazywanym przez rozrywkowe media a życiem odbiorcy przekazu rodzi kolejne frustracje (nie każdy może być Carringtonem lub Lady Di) a więc kolejne cierpienia. Nie ma sensu aby dalej rozposywał się udowadniając, ze cierpienie (głód, ból, smutek, samotność) jest i będzie rzeczywistością ludzi na tym świecie, a skoro jest i skoro wyeliminować się go nie da, to warto wykorzystać własne cierpienie, ot choćby do przemyślenia jego źródeł, celów, ot, choćby do zastanowienia się czemu może ono służyć. Wiem, że świat przed upadkiem pozbawiony był tego smutnego elementu, wiem też (bo tak kończy się księga Apokalipsy), że w przyszłym świecie cierpienia też nie będzie. Wnioskuję przez to, że cierpienie ma jakieś połączenie z grzechem, który w tej chwili na ziemi jest.
Nie bawisz się - nie żyjesz!
Wymyśliłem sobie hasło na zbiżające się wybory:
Miejscowość Wampiersk, gdzieś na bliskich Mazurach. Krzyż przydrożny, na nim wmurowana śliczna, bo granitowa (pewnie trochę kosztowała) tabliczka z napisem:
Matko, nie opuszczaj nas.
Co można pomyśleć sobie do matce, o której ktoś kieruje taką prośbę? Co można powiedzieć o relacjach osoby, fundującej taki napis z jego matka, oraz z osobą, którą w tym napisie nazywa "matką"? Ja powiem jedo: wszystkie te relacje są wypatrzone i to mocno.
A szatan się cieszy ...
Billboardy o tej treści pojawiły się w Warszawie. Tak zastanawiam się jak daleko w swojej nieukrywanej głupocie mogą posunąć się ludzie. Może rzeczywiście szefowie tego radia zwiększą słuchalność (a więc swoje zyski) poprzez tą reklamę ale przecież zniszczona jakość życia odbije się również na nich.
J. wyczytał, że Dani przyjemność z współżycia seksualnego deklaruje już mniej niż 10% populacji. A przecież to ma być przyjemne bo Bóg tak chciał... No tak, ale tam już wcześniej mieli takie bilbordy.
I tak małymi kroczkami dojdziemy do tego czego chce Szatan: zero przyjemności, pełnia pożądania i do tego pożądania gotowego niszczyć, niszczyć, niszczyć.